wtorek, 21 lutego 2012

Niektóre "osiągnięcia" działaczy PO



Wiceminister zdrowia i jednocześnie poseł Platformy Obywatelskiej, Krzysztof Grzegorek został w czerwcu 2007 oskarżony o przyjęcie ponad 20 tysięcy złotych łapówek od koncernu farmaceutycznego Johnson&Johnson. Smaczku sprawie dodaje fakt, że Grzegorek już po przestawieniu mu 7 zarzutów o korupcję dokonał następnego czynu karalnego, mianowicie przekupił Andrzeja G., świadka w śledztwie przeciwko sobie i nakłonił go do wycofania obciążających zeznań. Tenże sam Krzysztof Grzegorek, obecnie poseł, został w styczniu 2009 sfotografowany przez Fakt', gdy pijany spał na podłodze sejmowego korytarza.

Posłanka Plaformy Obywatelskiej, Lidia Staroń zarobiła kilkaset tysięcy złotych, korzystając na skonstruowanej przez siebie nowelizacji prawa spółdzielczego. Dzięki znowelizowanej ustawie posłanka uwłaszczyła w 2008 r. lokal usługowy na gruncie, który wart jest kilkaset tysięcy złotych. Zapłaciła... 749 zł.

Poseł Platformy Obywatelskiej, Norbert Wojnarowski, który zgłosił w Sejmie projekt ustawy o ZOZ-ach (ustawa umożliwia wierzycielom przejmowanie szpitali za długi) jest prywatnie udziałowcem firmy handlującej długami szpitali i wspólnie z żoną ma 48% udziałów w firmie Progres, kierowanej przez jego ojca, notabene działacza PO na Dolnym Śląsku. Nawet Chlebowski i Pitera stwierdzili, że takie postępowanie jest nieuczciwe, ale Wojnarowskiemu włos z głowy nie spadł i dalej robi swoje.

Tomasz Misiak senator Platformy Obywatelskiej i koordynator europarlamentarnej kampanii PO skorzystał ze stoczniowej specustawy nad którą pracował w Senacie. Firma, której współwłaścicielem, bez przetargu dostała lukratywne (48 mln. zł) zlecenie na realizację tego, co w ustawie zapisano. W listopadzie 2008 roku Komisja Europejska uznała, że Stocznia Gdynia i Stocznia Szczecińska Nowa dostały od państwa nielegalnie kilka miliardów euro pomocy. Stocznie pieniędzy oddać nie mogły, więc poszły do likwidacji, ich majątek wystawiony na licytację, a wszyscy pracownicy zostali zwolnieni. W Polsce takiej operacji jeszcze nikt wcześniej nie przeprowadzał, więc rząd w ekspresowym tempie stworzył specustawę stoczniową. Misiak, senator PO z Wrocławia przewodniczył komisji gospodarki narodowej pracującej nad specustawą, która weszła w życie 6 stycznia 2009. Specustawa stanowi, że państwowa spółka Agencja Rozwoju Przemysłu odpowiada za zapewnienie zwalnianym stoczniowcom miękkiego lądowania. Pod koniec lutego 2009 Agencja ogłosiła, że do realizacji usługi szkoleniowo-doradczej wybrała firmę senatora Misiaka. Senator dawniej był wiceprezesem tej firmy.

Piotr Czubiński, członek Rady Krajowej PO i burmistrz Kraśnika został oskarżony przez prokuraturę o korupcję. Czubiński przyjął łapówkę od kraśnickiego przedsiębiorcy z branży budowlanej w zamian za umorzenie podatku. Przedsiębiorca powiedział prokuraturze:Czubiński już czekał na nas w swoim gabinecie. Weszliśmy we trzech. Dwóch - w tym ja - dało łapówkę w wysokości kwartalnej raty podatku. Pieniądze zwinięte były w rulon. Czubiński schował to do kieszeni i powiedział: "Chyba trzeba wam pomóc". Trzeci nie miał forsy, nie dostał umorzenia. Rok później było to samo.'

Waldy Dzikowski, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej, poseł który nie zrezygnował z mandatu, gdy pojawiły się wobec niego zarzuty o korupcji. Dzikowski był oskarżony o to, że jako wójt gminy Tarnowo Podgórne wziął 80 tysięcy łapówki od przedsiąbiorcy. Prokuratura umorzyła śledztwo wobec niego ze względu na nieuchylenie Dzikowskiemu immunitetu przez Sejm RP. - Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (WFOŚIGW) w Olsztynie przeznaczył dotację 40 tysięcy złotych na na budowę wiaty edukacyjnej, która powstała na prywatnej ziemi posła Platformy Obywatelskiej Mirona Sycza. Oficjalnie we wiacie miały odbywać się szkolenia Stowarzyszenia Środkowoeuropejskiego Centrum Szkolenia Młodzieży. Siedziba owego stowarzyszenia mieści się w domu posła z PO. PS. Dodatkowy kamyczek do ogródka posła PO Sycza - NIK stwierdził, że w sprawie inwestycji, w której brali udział posłowie PO i PSL Miron Sycz i Adam Krzyśków zostało złamane prawo budowlane i ustawa o rachunkowości. Z ostatniej chwili: Do olsztyńskiej prokuratury wpłynęły 3 doniesienia o popełnieniu przestępstwa przez posła Platformy Obywatelskiej Mirona Sycza, w czasie gdy był dyrektorem szkoły z językiem ukraińskim w Górowie Iławeckim.

Poseł Platformy Obywatelskiej Sejmu V Kandencji, kandydat PO prezydenta Krakowa, Tomasz Szczypiński, został zatrzymany przez ABW w sprawie nieprawidłowości przy sprzedaży gruntów w Krakowie. Prokuratura zarzuciła Szczypińskiemu, że gdy był we władzach miasta Krakowa, wziął co najmniej 120 tysięcy łapówki od dwóch biznesmenów. Grozi mu 10 lat więzienia.

Działacz Platformy Obywatelskiej w Lublinie, były dyrektor Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie, Mirosław B, w zamian za wart osiem milionów złotych pałac Potockich w Olesinie koło Kurowa, oferował łapówkę 80 tysięcy złotych. Działacz Platformy został aresztowany i grozi mu osiem lat więzienia.

Radni Platformy Obywatelskiej na Ursynowie podarowali 74 miliony kary firmie budowlanej Mostostal-Export. Mostostal-Export miała zapłacić karę umowną w wysokości 74 milionów złotych za opóźnienie budowy hali na Ursynowie. Pod rządami PO w dzielnicy urzędnicy jednak najpierw zgodzili się na wniosek Mostostalu zawiesić w sądzie postępowanie w sprawie tej kary, a potem, dziwnym trafem, nie wracali do niej, aż sprawa się przedawniła. Mostostal więc nie musi płacić milionów, a PO nie ma zamiaru wyciągać żadnych z tego konsekwencji.

Członek zarządu wojewódzkiego Platformy Obywatelskiej w Lublinie, Krzysztof Grabczuk kłamał w dokumentach W grudniu 2003 roku Grabczuk, wówczas prezydent Chełma, wysłał do Urzędu Marszałkowskiego pismo rekomendujące nieistniejącą placówkę, a ściślej rekomendował za lata 1998-2002 placówkę, która powstała dopiero w marcu 2008. Dzięki tej rekomendacji placówka mogła dostać pieniądze. Za poświadczenie nieprawdy grozi mu do 8 lat więzienia.

Radnemu zasiadającemu w szczecińskiej Radzie Miasta z ramienia Platformy Obywatelskiej, Leszkowi N. prokuratura zarzuciła przyjmowanie łapówek za wystawianie fikcyjnych zaświadczeń lekarskich. Leszek N., onkolog, zrzekł się mandatu radnego. (PAP/Rynek Zdrowia 2008-10-02)

Po wpłaceniu 350 tys. zł kaucji, po ponad roku aresztu, w jesieni 2007 na wolność wyszedł Paweł Bujalski, były wiceprezydent Warszawy, były polityk Platformy Obywatelskiej i główny oskarżony w procesie w sprawie korupcji w dawnym warszawskim samorządzie - zwanej "układem warszawskim". Bujalskiemu, zarzucono m.in. wzięcie w latach 90. blisko miliona zł łapówek m.in. za zgodę na budowę hotelu Intercontinetal

Podejrzewany o wyprowadzenie partyjnych pieniędzy i zawieszony przez władze Platformy Obywatelskiej Marcin Rosół, zamiast do trafić do sądu - awansował. Rosół, były dyrektor Biura Klubu Parlamentarnego PO wspólnie z Piotrem Wawrzynowiczem, wiceskarbnikiem Platformy Obywatelskiej, miał przez lata wyprowadzać pieniądze z partyjnej kasy, a proceder ten trwał od czasu wyborów do europarlamentu w 2004 r. Po wyjściu na światło dzienne tych rewelacji władze PO zawiesiły Rosoła w obowiązkach szefa biura. Zapowiedziały też skierowanie wniosku do prokuratury o zbadanie sprawy, ale wbrew zapowiedziom nigdy tego nie zrobiły. Zrobił to za nie jeden z wyborców i pod koniec października 2007 roku wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu oszustwa w trakcie kampanii wyborczej na szkodę PO i przewodniczącego Donalda Tuska. Prokuratura uznała, że zawiadomienie ma ręce i nogi 15 grudnia 2007 zostało wszczęte postępowanie w tej sprawie'- stwierdził Maciej Kujawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Po kilku miesiącach śledztwo umorzono, gdyż wielu informatorów wycofało swoje zeznania, a Rosół z rekomendacji właśnie Platformy Obywatelskiej dostał miejsce w zarządzie Agencji Rozwoju Mazowsza, po czym przygarnął go Drzewiecki do Ministerstwa Sportu na stanowisko szefa gabinetu politycznego. Na kogo ma haki Rosół? Dla uzupełnienia faktów z życia Marcina Rosoła dodam, że pełnił funkcję pełnomocnika finansowego sztabu wyborczego Platformy Obywatelskiej, a wcześniej pracował jako asystent sekretarza generalnego Platformy Grzegorza Schetyny i lidera PO Donalda Tuska.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi śledztwo w sprawie zatajenia prawdy w oświadczeniach majątkowych przez senatora Łukasza Abgarowicza z Platformy Obywatelskiej. Senator próbował ukryć ponad 700 tys. zł. - Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze na Dolnym Śląsku postawiła zarzut przekroczenia uprawnień byłemu senatorowi PO poprzedniej kadencji Tadeuszowi Maćkale

Z kontroli CBA wyniknęło, że Senator Platformy Obywatelskiej, Roman Ludwiczuk nie zamieścił w oświadczeniu majątkowym wszystkich wymaganych informacji. W jednym z oświadczeń zabrakło informacji, że żona senatora prowadzi działalność gospodarczą oraz jest zatrudniona w jednostce samorządu terytorialnego. W rezultacie Ludwiczuk pobrał wbrew prawu 138 531 zł, z czego prawie 128 tys. jest już nie do odzyskania, gdyż pieniądze te wypłacono w 2003 i 2004 r., a roszczenia w takich sprawach przedawniają się po trzech latach.

Komisja Przyjazne Państwo Janusza Palikota w błyskawicznym tempie i bez żadnej dyskusji przyjęła projekt nowelizacji ustawy o odpadach medycznych. Napisał ją przedsiębiorca Arkadiusz Tułecki, właściciel firmy, która może na zmianie ustawy dużo zarobić. Tułecki podawał się przed Komisją Palikota za przedstawiciela dwóch organizacji: Stowarzyszenia Bez Dioksyn oraz Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju i Stosowania Bezdioksynowych Technologii Unieszkodliwiania Niebezpiecznych Odpadów Medycznych. Pod koniec marca 2008 roku przyniósł na posiedzenie komisji gotowy projekt nowelizacji ustawy o odpadach. Potem okazało się, że przyjęcie podyktowanych Palikotowi przez Tułeckiego przepisów leży w jego prywatnym interesie, jest on bowiem właścicielem krakowskiej firmy Serwimed sterylizującej odpady medyczne. Dzięki napisanym przez siebie zmianom, jego firma może osiągnąć wysokie zyski. Komisja Przyjazne Państwo zajęła się projektem w błyskawicznym trybie. Natychmiast skierowano go do laski marszałkowskiej, pomimo, że komisji nie wolno przyjmować propozycji legislacyjnych od osób nie zarejestrowanych na liście sejmowych lobbystów, a Tułecki nigdy nie został zarejstrowany jako lobbysta. W lipcu 2008 okazało się, że ustawa może mieć niebezpieczne konsekwencje ekologiczne.

Prezydent Szczecina z ramienia PO, Piotr Krzystek musi oddać gminie mieszkanie, które otrzymał dziewięć lat temu - zdecydował szczeciński sąd. Żona prezydenta, na którą przepisany został lokal, musi zapłacić 10 tys. zł kosztów sądowych. Dziewięć lat temu Krzystkowi, jako ówczesnemu dyrektorowi Urzędu Wojewódzkiego, przyznano 148-metrowe mieszkanie w przedwojennej kamienicy. Po roku warte wówczas 180 tys. zł mieszkanie Krzystek wykupił za 32 tys. zł. Sprawa wyszła na jaw podczas ostatniej kampanii przed wyborami samorządowymi. W lutym 2007 r. CBA w raporcie pokontrolnym wykazało nieprawidłowości przy przydziale i wykupie mieszkań komunalnych w Szczecinie w latach 1999-2003. Wśród osób, które w tym okresie na preferencyjnych warunkach otrzymały mieszkanie, był także Krzystek. Według CBA, które przeprowadziło kontrolę w 2006 r., miasto miało w ten sposób stracić prawie 3 mln zł, m.in. dlatego, że sprzedawało mieszkania z dużą bonifikatą, o wiele taniej niż na wolnym rynku.

Poseł Platformy Obywatelskiej, Sławomir Nitras bezpodstawnie oskarżył o przestępstwo byłą minister finansów w rządzie PiS Teresę Lubińską, tuż przed wyborami o fotel prezydenta Szczecina. Zrobił to na kilka godzin przed ciszą wyborczą, gdy Lubińska już nie mogła odpowiedzieć. Oto co mówi o sprawie sam Nitras Gdy oskarżałem o to Lubińską, wiedziałem, że to nie ona podejmowała decyzję, i że potem będę musiał przepraszać. Ale efekt został osiągnięty". Efekt, czyli wygrana Piotra Krzystka z PO w wyborach na prezydenta Szczecina. Na Krzystku ciążyły wtedy zarzuty wyłudzenia mieszkania komunalnego i właśnie dlatego Nitras zastosował zasłonę dymną i oszukał wyborców kłamiąc na temat konkurentki do fotela prezydenta.

Pełnomocnik prawny Platformy Obywatelskiej, Jacek Dubois, od lat zasiada w radzie nadzorczej J&S Energy (to właśnie tej spółce wicepremier Waldemar Pawlak skasował prawie pół miliarda złotych kary). Mecenas Dubois został też obrońcą społecznym' byłej posłanki Platformy Obywatelskiej oskarżonej o korupcję, Beaty Sawickiej; nie dość, że za jej obronę nie wziął grosza, to na dodatek pożyczył Sawickiej 300 tysięcy zł na kaucję. Kilka miesięcy później kancelaria mecenasa Dubois dostała od rządu Platformy Obywatelskiej, w trybie bezprzetargowym, kontrakt wart 600 tysięcy na obsługę prawną budowy stadionu narodowego. Dziwi mnie, że mecenasowi Dubois nie przygląda się bliżej wymiarowi sprawiedliwości, ale być może jeszcze o nim usłyszymy.

Były prokurator Andrzej Czyżewski, obecnie zamieszkały w Niemczech, tak zeznawał w sprawie tzw. afery paliwowej "Schetyna należał do bywalców wrocławskiej willi Jeremiasza Barańskiwgo, ps. Baranina. Grupa wrocławska spotykała się w willi Barańskiego od 1996 r. Bywali tam ludzie związani wcześniej z delegaturą STASI, przede wszystkim z Cottbus i wydziału IX w Berlinie - mówi Czyżewski. Według Czyżewskiego, obok gangsterów i ludzi służb w willi pojawiali się politycy. Czyżewski zeznał, że byli wśród nich m.in. minister obrony narodowej Jerzy Szmajdziński, szef UW Władysław Frasyniuk oraz posłowie PO Grzegorz Schetyna i Aleksander Grad. W willi bywał też mający duński paszport Sven Hansen, który wcześniej nazywał sie Przybylski i był związany z gangiem Oczki. Ma duński paszport..."

poniedziałek, 20 lutego 2012

Emerytury - gdzie są nasze pieniądze?

Przyglądam się działaniom rządu i uważam, że to jakieś nieporozumienie z pomysłem na wydłużanie wieku emerytalnego do 67 roku życia. Przede wszystkim należy zrównać wiek emerytalny wszystkim obywatelom naszego kraju. Tak jak pisałem we wcześniejszym artykule uważam, że wiek emerytalny powinien osiągać człowiek po ukończeniu 62 roku życia i to on powinien decydować czy chce dalej pracować czy korzystać z prawa do emerytury. Jakie to ma znaczenie, że ktoś był policjantem, żołnierzem, górnikiem, agentem specjalnym, sędzią czy prokuratorem. Każdy pracuje i wybiera zawód jaki mu się podoba. Nikt nikogo nie zmusza do bycia tym czy tamtym. Konstytucja RP w Art 32 i 33 jasno i wyraźnie mówi, że wszyscy w Polsce są równi wobec prawa bez względu czy jest to kobieta czy mężczyzna, policjant, żołnierz prokurator czy inna osoba. Zatem nie widzę powodu aby kogokolwiek faworyzować kosztem drugiej osoby. Gorsze traktowanie części obywateli to przejaw dyskryminacji zakazany przez Konstytucję RP. Kobiety walczyły o równouprawnienie i tak jest. Więc niech i w systemie emerytalnym każdy będzie równy. Wprowadzenie zasady równości spowoduje bardziej sprawiedliwy i przejrzysty system emerytalny. Nie będzie można powiedzieć, że rząd musi dokładać do emerytur. Uważam, że obecnie rząd nie dokłada do emerytur większości Polaków a jedynie do emerytur byłych mundurowych, esbeków i innych cwaniaków którzy w swoim życiu przepracowali 15, 20 lat i poszli na emerytury. Większość Polaków ciężko pracuje na nich i jest okradana z pieniędzy, które odprowadza pod przymusem do ZUS. Poza tym Fundusz Emerytalny ZUS jest trwoniony przez złe zarządzanie i nadmierne koszty funkcjonowania zakładu.
Każdy z nas posiada w tej organizacji indywidualne konto emerytalne. Posiadanie konta wiąże się z prawem do dysponowania środkami na nim zgromadzonych. Niestety w naszej rzeczywistości tak nie jest. Co dzieje się z pieniędzmi osoby umierającej przed osiągnięciem wieku emerytalnego lub po osiągnięciu? Skoro jest konto, wpływają na nie środki z odprowadzanych pod przymusem składek to co dzieje się z pieniędzmi po śmierci ubezpieczonego? Te pieniądze powinny być dziedziczone przez spadkobierców i wypłacane w całości uposażonemu.
Czy wiecie jakie wpływy gromadzi przeciętny Kowalski na koncie? Aby to ustalić musimy odwołać się do miarodajnej wartości jaką jest średnia płaca. Wynosi ona na dzień dzisiejszy 4015 zł brutto.
Na Fundusz Emerytalny ZUS pobiera następujące wartości: 12,22% - zapisywane na indywidualnym pierwszofilarowym koncie - 490.63 zł, 5% - na nowym subkoncie w ZUS - 200,75zł. Zatem nietrudno sobie policzyć, że do ZUS-u na Fundusz Emerytalny łącznie wpływa 691,38 zł miesięcznie od każdego pracującego Polaka.
2,3% - jest przekazywane przez ZUS do wybranego Otwartego Funduszu Emerytalnego - 92,35zł, w którym te środki są zapisywane na indywidualnym koncie.
Fundusz Rentowy 8% - 321,20 zł,
Fundusz Wypadkowy 0,67% - 26,90zł
Fundusz Chorobowy 2,45% - 98,37zł,
Fundusz Pracy* 2,45% - 98,37zł,
Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych** 0,1% - 4,02zł,

Łatwo zatem policzyć, że osoba pracująca od 25 do 65 roku życia w ciągu 40 lat pracy wpłaci do ZUS na Fundusz Emerytalny 331 862, 40 zł, osoba pracująca od 18 do 65 roku życia w ciągu 47 lat pracy wpłaci 389 938,32 zł. Pieniądze te pracujące w postaci procentu składanego przy miesięcznej kapitalizacji odsetek na poziomie 50% wypracowanej stopy zwrotu z OFE czyli 8,5% ( 4 % powyżej inflacji ) dadzą przeciętnemu Kowalskiemu kapitał w wysokości 2 324 771,80 zł pracującemu 40 lat i 4 230 039.05 zł pracującemu 47 lat. Nawet zakładając inflację 4,5% rocznie to i tak wartość zgromadzonego pieniądza po uwzględnieniu inflacji będzie miała wartość w pierwszym przypadku około 818 096 zł a w drugim 1 148 912 zł.
Jeśli zatem średnia długość życia mężczyzny trwa do 71 roku ( 6 lat pobierania świadczeń ) to miesięczna emerytura powinna wynosić 32 288 zł a w wartości po uwzględnieniu inflacji 11 362 zł dla osoby pracującej 40 lat - 58 750 zł a w wartości z uwzględnieniem inflacji 15 957 zł. Po tym okresie stan konta zbliżałby się do 0. Jeśli jednak emeryt comiesięcznie pobierze 0,75 % wartości rachunku z Pierwszego miesiąca po przejściu na emeryturę z uwzględnieniem inflacji to jego świadczenie wyniesie 6 135 zł miesięcznie ( 40 lat odkładania ) i 8 616 zł miesięcznie ( 47 lat odkładania ). Pozostała kwota nadal będzie pracować i po 6 latach konto nie będzie puste. Rocznie wypłaconych będzie 9 % wartości stanu rachunku po przejściu na emeryturę a comiesięczna kapitalizacja odsetek spowoduje stan rachunku na niezmienionym poziomie. To co nam obiecuje rząd to 40 % stopy zastąpienia czyli 1606 zł. Różnica wynosi odpowiednio - 4529 zł i - 7010zł. Czy zatem warto dłużej pracować na emeryturę w takim systemie? Pracować na kogoś? Każdy powinien pracować na siebie a nie wykorzystywać drugiego. Teraz musimy pracować na innych i dlatego system jest niewydolny i niesprawiedliwy. Uważam ,że emerytura powinna składać się w 50 % ze środków gromadzonych w ZUS i 50 % ze środków gromadzonych w OFE. Wartości świadczeń mogą być jeszcze wyższe od zaprezentowanych ze względu na fakt, że OFE od początku funkcjonowania wypracowały średnioroczną stopę zwrotu na poziomie 17%. ZUS udowadnia, że nie potrafi zarządzać naszymi pieniędzmi, system jest niewydajny, niesprawiedliwy a prawdziwy płatnik składek traci, jest okradany i oszukiwany. Zyskują natomiast pasożyty społeczne, wyzyskiwacze narodu za przyzwoleniem rządu ustalającego zasady systemu. Rząd prowadzi politykę przeciwko własnemu narodowi. Pozwala 2 milionom Polaków pracować na emerytury Anglików i innych. Natomiast nam wmawiają , że nie będzie komu zapracować na nasze świadczenia. To kolejne podłe oszustwo. Jest komu pracować tylko trzeba stworzyć odpowiednie warunki. Nieudacznicy natomiast nie potrafią tego zrobić i głoszą bzdury.

*
Fundusz Pracy (FP) to państwowy fundusz celowy działający od 1 stycznia 1990 r. Zasady opłacania jego składek ujęte zostały w ustawie z dnia 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Jego głównym celem jest łagodzenie skutków bezrobocia, aktywizacja zawodowa i promocja zatrudnienia .
Środki z FP przeznaczone są przede wszystkim na:
-zasiłki dla bezrobotnych
-stypendia naukowe
-dodatki aktywizacyjne
-świadczenia integracyjne
-programy przeciwdziałaniu bezrobociu
-promocja i pomoc prawna zatrudnionym za granicą
-koszty działania klubów pracy.

**
Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych ( FGŚP ) jest instytucją gwarancyjną która ma chronić wszelkie roszczenia pracownicze, w przypadku kiedy dany pracodawca staje się niewypłacalny. Jest to państwowy fundusz celowy który posiada osobowość prawną. Obecnie jego dysponentem jest Minister Pracy i Polityki Społecznej.
Został on utworzony na mocy ustawy z dnia 29 grudnia 1993 r. o ochronie roszczeń pracowniczych w razie niewypłacalności pracodawcy. Aktualnie kwestie FGŚP uregulowane są ustawą z dnia 13 lipca 2006 r.
Po co opłaca się składki na FGŚP
W przypadku gdyby nastąpiła niewypłacalność pracodawcy, z funduszu tego zostają zaspokojone roszczenia pracowników, byłych pracowników oraz członków rodziny zmarłego pracownika lub zmarłego byłego pracownika, którzy są uprawnieni do renty rodzinnej.

wtorek, 31 stycznia 2012

Dwa spojrzenia na szczyt UE

Sikorski: udało nam się zapobiec tworzeniu Unii wielu prędkości. Udało nam się zapobiec tworzeniu Unii wielu prędkości; to był nasz cel i to osiągnęliśmy - w ten sposób ustalenia szczytu UE ws. paktu fiskalnego podsumował we wtorek szef MSZ Radosław Sikorski. - Kompromis jest dobry dla Polski i dla Europy - podkreślił minister. Złotówki czy euro? - podyskutuj na forum! - Możemy mieć powody do umiarkowanej satysfakcji z tego, że Unia Europejska stworzyła nowe mechanizmy ratowania strefy euro, a także dzięki Polsce nie wywołuje to niepotrzebnych podziałów w Unii. Kompromis jest dobry dla Polski i dobry dla Europy - powiedział dziennikarzom w Warszawie Sikorski. Jak wyjaśnił, wypracowany kompromis polega na tym, że państwa takie jak Polska, które chcą wejść do strefy euro, ale jeszcze nie są do tego gotowe, nie mają poczucia wykluczenia, a wręcz odwrotnie, bo będą brały udział w obradach w sprawach ich dotyczących. Minister podkreślił, że kraje strefy euro w wyniku przyjęcia nowych rozwiązań nie powinny łamać paktu stabilności, bo będzie się to wiązało z dotkliwymi sankcjami. Zwrócił uwagę, że pakt umożliwia uruchomienie dużych, wielomiliardowych funduszy na ratowanie zagrożonych krajów. Przywódcy 25 państw, w tym Polski, zgodzili się w poniedziałek na szczycie UE na zawarcie traktatu fiskalnego z nową regułą wydatkową. Państwa spoza euro będą uczestniczyć w szczytach "17" ws. konkurencyjności, paktu oraz reform eurolandu. Traktat ma zostać podpisany w marcu przez 25 krajów UE, z wyjątkiem Wielkiej Brytanii i Czech. Ma wejść w życie 1 stycznia 2013 roku, przy założeniu, że do tego czasu będzie ratyfikowany przez 12 z 17 państw strefy euro. I druga bardziej realna opinia: Rządowi PR-owcy wspomagani przez zaprzyjaźnione media ogłoszą, że Premier Tusk osiągnął sukces, Polska ma miejsce przy stole ale za jaką cenę, to już nikogo nie będzie interesowało, tak jak nie interesowało podczas ostatnich 2 miesięcy negocjacji”. A jakże ogłosili sukces i to jeszcze jaki, Polska zatrzęsła Europą. Nawet Francja nam się poddała. Dlaczego takiego sukcesu nie chcieli odnieść Brytyjczycy i Czesi? Bo Cameron i Neczas prowadzą realną politykę w której rzetelnie pilnują narodowych interesów, a nie politykę opartą tylko i wyłącznie na wszechobecnym PR. 1.Będzie pewnie zgoda Francji na udział krajów spoza strefy euro w szczytach tych krajów ale tylko tych poświęconych wdrażaniu paktu fiskalnego, a taki będzie zwoływany tylko raz, dwa razy w roku. Chcecie w nich uczestniczyć, podpiszcie i ratyfikujcie pakt fiskalny i zacznijcie wdrażać jego zapisy w życie, to dostaniecie zaproszenie. Posiedzicie sobie parę godzin w roli obserwatora, czasami pozwolimy wam zabrać głos i wrócicie do domu bogatsi o uzyskane informacje na tych posiedzeniach. 2. A teraz ile będzie nas kosztować przyjęcie paktu fiskalnego? W pakcie fiskalnym znalazła się także tzw. złota reguła fiskalna, która pozwala tylko na wynoszący do 0,5% PKB deficyt strukturalny. Oznacza to w zasadzie konieczność pokrywania tzw. wydatków bieżących tylko z dochodów budżetowych, a wydatków inwestycyjnych tylko z tych samych dochodów, wspomaganych pożyczanymi pieniędzmi ale tylko do wysokości 0,5% PKB (w warunkach roku 2012 byłaby to tylko kwota 7,5 mld zł). Taki zapis dla krajów z zapóźnioną infrastrukturą (drogową ,kolejową, telekomunikacyjną, informatyczną, edukacyjną) takich właśnie jak Polska, to w zasadzie zdecydowanie się na stagnację, bo z takim deficytem nie będziemy w stanie wykorzystać środków europejskich z następnej perspektywy finansowej, bo nie będzie nas stać nawet na wkład własny. Oczywiście nieprzestrzeganie tej reguły, to kara nakładana przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości w wysokości 0,1% PKB. 3.Kolejny koszt to dopuszczenie Komisji Europejskiej do naszej procedury budżetowej. A więc przedstawianie KE założeń do projektu budżetu narodowego na wiosnę każdego roku i projektu budżetu na jesieni. KE będzie wydawała zalecenia, które będzie musiał uwzględnić parlament krajowy, co jest poważnym ograniczeniem kompetencji naszego parlamentu. Prawdopodobnie także pakt fiskalny będzie podstawą do harmonizacji podatków dochodowych w tym w szczególności podatku od firm. Jak sądzę Niemcy o tej kwestii sobie przypomną zaraz po ratyfikacji paktu fiskalnego przez 12 z 17 krajów strefy euro (a więc wtedy kiedy pakt oficjalnie wejdzie w życie). No i jest jeszcze koszt, którego oficjalnie nie wiąże się z paktem fiskalnym, a więc pożyczka jakiej mamy udzielić MFW z naszych rezerw dewizowych w wysokości przynajmniej 6 mld euro. Trwają intensywne przygotowania do jej uruchomienia, choć pożyczymy te pieniądze przy symbolicznym oprocentowaniu 0,1-0,2%, choć sami mamy postawioną do dyspozycji linię kredytową MFW oprocentowaną na około 5-6%. 4. Są także jeszcze koszty, których teraz na razie oszacować się nie da. Jak mogą one wyglądać w przyszłości pokazuje przypadek Grecji, której nie dalej jak wczoraj dostała od Niemiec propozycję powołania specjalnego unijnego komisarza ds. budżetowych jeżeli chce otrzymać kolejny pakiet pomocowy. Komisarz ten miałby prawo „wetowania” greckich decyzji podatkowych i wydatkowych, a także pilnowania aby najpierw Grecja spłacała comiesięczne raty swoich zobowiązań kredytowych a dopiero po ich uregulowaniu, finansowane byłyby pozostałe wydatki budżetowe. Grecja to ultimatum wprawdzie odrzuciła, a jej minister finansów określił je jako wybór pomiędzy „pomocą finansową”, a „godnością narodową”. Niestety kolejne PR-owskie sukcesy Premiera Tuska, najprawdopodobniej doprowadzą i nasz kraj do sytuacji kiedy staniemy przed podobnymi wyborami jak Grecy.

wtorek, 24 stycznia 2012

Katolicyzm w Polsce a dostęp do informacji katolickiej

Dane o liczebności katolików w Polsce opierają się na informacjach pallotyńskiego Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego oraz ankietach Centrum Badania Opinii Społecznej nadzorowanej przez Prezesa Rady Ministrów. Badanie CBOS z listopada 2011 wykazało, że 95% mieszkańców Polski deklaruje się jako katolicy, a 92% osób uważa się za osoby wierzące. Według Małego Rocznika Statystycznego GUS z 2010 roku, cytującego dane ISKK z 2008 roku, liczba osób ochrzczonych w poszczególnych obrządkach (rytach) wygląda tak: łaciński (33 693 tys.), bizantyjsko-ukraińskim (55 tys.), ormiańskim (5 tys.) oraz neounickim (195). Oznacza to, że Polska jest, po Malcie, najbardziej katolickim krajem w Europie. Nie licząc dzieci i osób starszych odsetek praktykujących katolików przynajmniej raz w tygodniu wyniósł w 2010 roku ok. 41%[7] (komunię św. przyjmuje 16%[8]). Według sondażu CBOS z 2011 roku praktykuje przynajmniej raz w tygodniu większość Polaków. Młodzieży i dzieci praktykuje 36%, a młodzieży akademickiej - 18%. 80% badanych czuję się związanych ze swoją parafią.
Od 1998 roku 65% badanych dobrze ocenia działalność Kościoła rzymskokatolickiego, a 25% źle. Z Kościołem utożsamia się 55% obywateli Polski. "Na swój sposób wierzy" 33%-40% mieszkańców RP. Cały czas rośnie roczna liczba aborcji i dzieci ze związków pozamałżeńskich, patologii społecznych, przestępstw oraz nietolerancji dla mniejszości. Coraz powszechniejszy staje się relatywizm moralny, własna interpretacja doktryny Kościoła w kwestiach moralności i krytyczne do niej nastawienie. W 2011 roku do Kościoła zaufanie miało 66% obywateli, co oznacza, że spadło ono o 12% od 2004 roku. Większość polskiego społeczeństwa jest za obecnością symboli religijnych w przestrzeni publicznej, ale przeciw obecności duchownych na uroczystościach państwowych i przeciw angażowaniu się ich w politykę. Wielu polityków nie kryje się ze swoją religijnością, święta katolickie są dniami wolnymi od pracy. Duchowni obecni są na uroczystościach państwowych, a także w wojsku i służbie zdrowia jako kapelani. Wspomagany jest ruch pielgrzymkowy a w szkołach, salach szpitalnych, urzędach i Sejmie znajdują się krucyfiksy, a czasami i portrety Jana Pawła II.

Dlaczego zatem niektórym osobom w tym kraju zależy na niszczeniu i ograniczaniu dostępu do zasobów dziedzictwa kulturowego i tradycji narodowej Polaków poprzez dążenie do zniszczenia jedynej katolickiej telewizji TRWAM. Zakres programowy tej telewizji ustalany jest dla grupy wiernych o patriotycznych postawach z uwzględnieniem roli Boga jako wiodącej siły w życiu człowieka. Patrząc na wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat być może gdyby nie kościół i Jan Paweł II nie mielibyśmy tej wolności i demokracji jaką mamy dziś. Dlaczego KRRiT nie widzi pozytywów i przeciwwagi jaką stanowi TV TRWAM dla mediów publicznych i komercyjnych głoszących treści nastawione wyłącznie na popularność informacji a nie jakość intelektualną. Dlaczego popularyzowanie w mediach pedalstwa, kurestwa, nagości, złodziejstwa i bandytyzmu ma być promowane w telewizji a postawy człowieka wierzącego w Boga negowane, wyśmiewane i zabronione? Telewizja Trwam została ostatnim bastionem telewizji niezależnej, jest jedyną liczącą się stacją katolicką w Polsce. Jej obrona jest obroną pryncypiów, wolności, prawdy i uczciwości. Obrona Telewizji TRWAM przed działaniami władz jest dziś nie tylko obowiązkiem jej widzów i słuchaczy, ale też powinnością wszystkich katolików, a nawet więcej - wszystkich ludzi. Broniąc Telewizji Trwam i Radia Maryja, bronimy nie tylko przestrzegania polskiego prawa, lecz także samych siebie i przede wszystkim prawa do wolności słowa i wyznania.
KRRiT odmówiła w lipcu 2011 r. koncesji Telewizji Trwam na nadawanie cyfrowe uznając, że "nie spełnia ona kryterium wiarygodności finansowej", a "jej założenia finansowe nie gwarantują realizacji przedsięwzięcia objętego rozszerzoną koncesją". Przewodniczący Rady nie trudził się szczegółowym, precyzyjnym prawnie udowodnieniem swych tez, a na złożony w sierpniu 2011 r. wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy do tej pory nie odpowiedział.
Brońmy dziś TV TRWAM bo to nam daje dziś wiarygodny dostęp do uczciwie przekazywanej informacji i inne niż nakazane przez rząd PO spojrzenie na rzeczywistość. Państwo narusza podstawowe prawa i wolności obywatelskie uregulowane w polskiej Konstytucji, narusza ustawę o radiofonii i telewizji oraz powszechne procedury administracyjne mające w założeniu chronić obywateli przed nadużyciami organów państwa. Działająca w imieniu państwa polskiego KRRiT i jej przewodniczący naruszają zwłaszcza wolność religijną, wolność słowa, wolność mediów, zasadę równości wobec prawa oraz liczne zasady dotyczące funkcjonowania władz publicznych i ich obowiązków (służebnych) wobec społeczeństwa i poszczególnych obywateli.

środa, 18 stycznia 2012

Odkryj swój talent

Czy zastanawialiście się nad swoim największym talentem?
Co daje mi największą satysfakcję?
Co robię najlepiej?
Jakie mam największe osiągnięcia?
Jakim jestem człowiekiem i menedżerem?

Jeśli chodzi o wyniki menedżerów preferuję następujący podział:

Przeciętni menedżerowie – czyli tacy ani dobrzy ani źli. Zarządzają średnio, mają przeciętne rezultaty. Generalnie możliwe, że się starają, ale im nie wychodzi, trafiają na zły zbieg okoliczności.

Menedżerowie efektywni – ich zespoły realizują z nawiązką to, co mają zrobić. Efektywność, w tej grupie odnosi się do efektów pracy ich załogi. W zarządzanych przez nich zespołach panuje dobra atmosfera a ludzie są zmotywowani i skupieni na rezultatach. O takich menedżerach marzy każda organizacja. Menedżerowie tacy niekoniecznie są jednak awansowani, gdyż firma byłaby narażona na niższe wyniki działalności operacyjnej. Musi być ktoś, kto zarobi na wysokie pensje prezesa i zarządu i być może dywidendy akcjonariuszy.

Menedżerowie odnoszący sukcesy – to ludzie, którzy w organizacji dosyć szybko przesuwają się w górę. Wiedzą jak kierować swoją karierą i zespołem tak by zostać dostrzeżonym przy podwyżkach i awansach. Nie mówię tu tylko o idących po trupach egoistach, chociaż ich jest najwięcej. To menedżerowie, których inni chcą promować i nagradzać. Nie muszą to być menedżerowie efektywni. Ci ludzie po prostu mają lub potrafią zbudować wokół siebie pozytywne wrażenie.

Piszę to w związku z sytuacją jaką obserwuję na scenie politycznej.

Efektywność to ostatnia cecha zarządzających naszym państwem.
Starają się zarządzać w tradycyjny sposób: wyznaczać cele, planować, podejmować decyzje i kontrolować ( choć to ostatnie nie ma odpowiedniej wagi w całym procesie i jest marginalizowane)
Komunikowanie się ma bardzo niski poziom zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz ze społeczeństwem.
Zarządzanie polegające na motywowaniu, coachingu, dbaniu o rozwój pracowników w urzędach chyba w ogóle nie występuje.
Natomiast networking – nieformalne kontakty, przynależność do grupy oraz autoprezencja i robienie piaru jest podstawą bytu.
To właśnie on jest odpowiedzialny za osiąganie wysokich stanowisk nie tylko politycznych ale i w firmach państwowych. Droga kariery nie zależy jedynie od efektywności a bardziej od tego jak wielu ludzi ktoś zna i kto jest po jego stronie.
Przede wszystkim ludzi, którzy ich znają, popierają i zapraszają do wspólnych przedsięwzięć będących względem nich lojalnymi. Weźmy np.: minister sportu Joannę Muchę. Totalnie wyalienowana osoba. Strzelająca gafę za gafą, kompletnie nie znająca się na sporcie a pełni tak ważną funkcję.

wtorek, 10 stycznia 2012

Z czym walczył prokurator Przybył


Człowiek honoru i pogromca woskowej mafii - chciał, by tak go zapamiętała Polska. - To jeden z najlepszych prokuratorów - tak o pułkowniku Mikołaju Przybyle mówi jego szef Krzysztof Parulski. Obaj chcą uratować przed likwidacją prokuraturę wojskową, bo ma ona sukcesy w tropieniu grubych afer w wojsku

Straty idą w setki miliony złotych. Chcieliśmy o szczegóły zapytać prokuratorów z Poznania, ale przez cały dzień unikali rozmowy. Na konferencji zdradzili jedynie, że są to sprawy korupcyjne przy zamówieniach sprzętu wojskowego i remontach. Sprawdziliśmy więc sami w prasowych archiwach, jakie to afery i sprawy odkryła poznańska prokuratura wojskowa i pułkownik Przybył.

Okradanie marynarki wojennej

Przybył wytropił grupę, która okradała magazyny wojskowe z części i potem odsprzedawała je wojsku. W takie części - jak pisał w 2006 r. "Wprost" - wyposażono np. okręt wsparcia logistycznego "Kontradmirał Xawery Czernicki". O okradanie floty prokuratura wojskowa z Poznania oskarżyła 28 osób. Grupa działała w latach 1999-2002, a jej mózgiem byli oficerowie logistyki marynarki. - Zyskami dzielili się według hierarchii - mówił wówczas płk Mikołaj Przybył. Na innych przekręconych dostawach dla marynarki wojennej mieli też zarabiać oficerowie rosyjscy. Dostarczali części, a przy okazji mieli wiedzę o planach modernizacyjnych naszej floty.

Przetargi ustawiano też w Centrum Wsparcia Teleinformatycznego i Dowodzenia Marynarki Wojennej. Chodziło o wyłudzenia pieniędzy przeznaczonych na inwestycje, zmowy przetargowe i fałszowanie dokumentacji. W tej sprawie zatrzymano do tej pory siedem osób - straty 6 mln zł.

Przybył śledził zlecenia dla upadającej Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni. Jego zespół doszukał się nieprawidłowości przy modernizacji trzech kutrów rakietowych klasy Orkan. Oskarżony został były szef logistyki Marynarki Wojennej. Dobrowolnie poddał się karze i został skazany. Według prokuratury remont zlecono, choć stocznia miała kłopoty finansowe i to Marynarka Wojenna musiała pokryć koszty kredytu. Straty wyceniono na 17 mln. W ubiegłym roku Przybył mówił, że to jedno z najważniejszych śledztw. Ale można się spierać, czy wojsko nie powinno wspierać zamówieniami rodzimych stoczni.

Podobne zarzuty pojawiły się w śledztwie dotyczącym zlecenia tej samej stoczni budowy nowoczesnej korwety Gawron. Budowa trwa już wiele lat i ciągle nie widać końca, bo jej koszty rosną. Do tej pory wydano na nią 400 mln zł. Straty oszacowano na 30 mln zł.

Wysyłali do Afganistanu buble

W ubiegłym roku doszło do przełomu w śledztwie ws. remontów sprzętu, który trafiał dla naszego wojska w Afganistanie. Sprzęt był naprawiany byle jak, albo wcale. Za lipne naprawy i buble zarzuty przedstawiono 22 osobom. Straty 16 mln zł.

Zespół Przybyła wytropił też wadliwe odbiorniki GPS, które wysłano na misję do Czadu. O sprawie pisała "Gazeta Wyborcza". Na przełomie 2006 i 2007 r. firma Hertz Systems, zajmująca się wcześniej ochroną budynków, dostarczyła wojsku partię 40 odbiorników GPS. Testowali je żołnierze kilku jednostek. Okazały się nieprzydatne, bo zamiast np. Afganistanu pokazują okolice Zielonej Góry. Mimo to wojsko kupiło kolejne odbiorniki i za całość zapłaciło milion złotych. Odbiorniki pojechały z wojskiem na misję do Czadu, a do Afganistanu kupiono dobre, ale innej firmy. Jeden z bardzo wysokiej rangi oficerów, który był z pierwszą zmianą w Afganistanie, podsumowuje: - Znam sprawę. Dobrze, że kupiono wtedy nowe GPS-y, bo z tamtymi byśmy się po prostu pogubili w Afganistanie. Sprawa GPS-ów to wątek większego śledztwa. "GW" pisała, że prokuratura uważa, że firma Hertz była zamieszana w ustawienie przetargu na 300 mln zł na systemy dla łączności piechoty. CBA podsłuchało rozmowę płk. Marka G., szefa polsko-amerykańskiego komitetu, który miał wdrożyć w naszym wojsku nowoczesny system łączności. Płk G. dzwonił do szefa firmy Hertz Systems Zygmunta T. i mówił: "Dobrze, że był ten wypadek w Afganistanie, bo to pozwoli na uzyskanie więcej pieniędzy". Chodziło o śmierć kpt. Daniela Ambrozińskiego, który zginął w zasadzce talibów w sierpniu zeszłego roku.
Nangar Khel i Casa

Prokuratorzy z Poznania wyjaśniali dwie największe tragedie ostatnich lat - oprócz katastrofy smoleńskiej - z udziałem wojskowych.

Po raz pierwszy w historii Polski postawili naszych żołnierzy przed sądem za masakrę cywilów w afgańskiej wiosce Nangar Khel. Sprawa była precedensowa, bo nikt do tej pory nie stawiał polskim żołnierzom tak poważnych zarzutów. Nangar Khel podzielił Polskę na obrońców honoru mundurowych i na tych, co chcieli surowego rozliczenia śmierci afgańskich wieśniaków. Wyrok sądu pierwszej instancji okazał się jednak porażką poznańskiej prokuratury. Sąd uniewinnił żołnierzy. Ale nie dlatego, że nie są bez winy (bronili się, że był to wypadek, choć były zeznania, że mieli "rozpier... wioskę" w zemście za atak talibów na polski patrol). W sądzie okazało się, że prokuratorzy źle zebrali dowody na miejscu w Afganistanie.

Precedensowa była też sprawa rozbicia wojskowej Casy w 2008 r. Zginęło 20 osób. W ubiegłym roku powstał akt oskarżenia. Oskarżono kontrolera lotów, który odpowie za umyślne niedopełnienie obowiązków, bo nie wyegzekwował od załogi meldowania i kwitowania wysokości. Winę za katastrofę prokuratura przypisała dowódcy rozbitej maszyny Robertowi K., ale ze względu na jego śmierć sprawę umorzyła.

Lewe zaopatrzenie, ustawione remonty

Prokuratorzy z Poznania rozbili wiele "grup przestępczych", które ustawiały przetargi na remonty i dostawy w jednostkach wojskowych. Takich jak w jednostkach wojskowych podległych Rejonowemu Zarządowi Infrastruktury w Zielonej Górze. Trzy lata temu zarzuty postawiono szefowi Rejonu i pięciu innym osobom. O łapówkach opowiedział lokalny biznesmen, który sam je płacił. Straty kilka milionów złotych. Niektóre prace były tylko na papierze. - Dochodziło do takich przypadków, że budowano drogi bez śladu cementu, kładąc kostkę betonową bezpośrednio na ziemię - mówił wtedy płk Przybył. Podobnie śledztwa były w Rejonach w Szczecinie, Gdyni, Bydgoszczy.

Podobnych śledztw jest więcej, wyliczyliśmy te najbardziej głośne. Prokuratura mówi, że pracuje obecnie nad grubą aferą, w którą są zamieszani wysocy rangą oficerowie. - Nasze śledztwa obejmują coraz większy zakres i prowadzą do ujawniania nowych nieprawidłowości oraz systemu przestępczych powiązań, na styku działania prywatnej przedsiębiorczości i funkcjonariuszy państwowych decydujących o dystrybucji środków finansowych. Ujawniliśmy przestępstwa korupcyjne, mechanizmy ustawiania przetargów i wyłudzania ogromnych kwot z budżetu Wojska Polskiego. Moim zdaniem to właśnie z tego powodu jesteśmy bezpodstawnie atakowani - mówił przed postrzeleniem się Przybył. Zapytaliśmy w Prokuraturze Generalnej, która rozważa wcielenie prokuratury wojskowej do pionu cywilnego, czy sukcesy Przybyła i jego kolegów z Poznania robią na nich wrażenie. - Chodzą i chwalą się. Tak jakby prokuratorzy cywilni nie mieli sukcesów, jakby nie tropili mafii i przekrętów. A do tego mają jeszcze więcej spraw niż wojskowi [w 2010 r. na cywilnego prokuratora przypadało 175 spraw, wojskowego 20 - red.]. To normalna praca - mówi anonimowo cywilny śledczy z Warszawy. A co z zastraszaniem Przybyła? - Mnie też uszkodzono samochód. I się z tym nie obnoszę.

Pierwsza rozmowa z płk. Mikołajem Przybyłem

Zdemolowali mi samochód, zabili psa, wyznaczyli nagrodę za moją głowę
płk Mikołaj Przybył
"Chciałem popełnić samobójstwo, ale źle wymierzyłem, bo ktoś próbował wejść do pokoju. Uratował mnie człowiek, który poprawiał kable, bo przestraszyłem się tego, że wejdzie. Źle wymierzyłem, strzał padł zbyt szybko. Padł strzał w policzek, a nie w głowę, spieszyłem się. Broniłem honoru ludzi, których znałem i którzy świetnie pracują. Chciałem, aby prokuratura przetrwała i to pod dowództwem gen. Parulskiego. To jest człowiek, który gwarantuje uczciwe prowadzenie spraw. Zawsze, kiedy była jakaś konieczność, lub potrzeba udzielenia pomocy, taką pomoc otrzymywałem. Nigdy nie było żadnych nacisków, człowiek ten zawsze parł do tego, żeby wyjaśnić każdą sprawę do końca.
Na mój krok miały wpływ sprawy, które prowadzę. Jedne z najpoważniejszych, jeżeli chodzi o kwestie finansowe w Wojsku Polskim. To one spowodowały bezpośredni nacisk na to, żeby przyspieszyć kroki w kierunku likwidacji prokuratury wojskowej.
Mogłem pogodzić się z tym, że demolowali mi samochód, że odkręcono mi koła, chcąc, bym się zabił. Wiem, że za moją głowę była nagroda miliona złotych. Mogłem się pogodzić z tym, że zabito mi psa. Nie mogłem się pogodzić z bezpodstawnym atakiem, z zarzucaniem nam nieprawidłowego lub bezprawnego działania".
za PAP

poniedziałek, 2 stycznia 2012

10 strategii manipulacji Polakami

Oto oparta o prace amerykańskiego lingwisty Noama Chomskiego lista „10 strategii manipulacji” stosowana przez establishment i wykorzystywana również przez rząd Donalda Tuska przeciwko Polakom w imię realizacji NWO - Nowego Porządku Świata:

1 – ODWRÓĆ UWAGĘ

Kluczowym elementem kontroli społeczeństwa jest strategia polegająca na odwróceniu uwagi publicznej od istotnych spraw i zmian dokonywanych przez polityczne i ekonomiczne elity, poprzez technikę ciągłego rozpraszania uwagi i nagromadzenia nieistotnych informacji. Strategia odwrócenia uwagi jest również niezbędna aby zapobiec zainteresowaniu społeczeństwa podstawową wiedzą z zakresu nauki, ekonomii, psychologii, neurobiologii i cybernetyki. „Opinia publiczna odwrócona od realnych problemów społecznych, zniewolona przez nieważne sprawy. Spraw, by społeczeństwo było zajęte, zajęte, zajęte, bez czasu na myślenie, wciąż na roli ze zwierzętami (cyt. tłum. za „Silent Weapons for Quiet Wars”).

2 – STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE

Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.

3 – STOPNIUJ ZMIANY

Akceptacja aż do nieakceptowalnego poziomu. Przesuwaj granicę stopniowo, krok po kroku, przez kolejne lata. W ten sposób przeforsowano radykalnie nowe warunki społeczno-ekonomiczne (neoliberalizm) w latach 1980. i 1990.: minimum świadczeń, prywatyzacja, niepewność jutra, elastyczność, masowe bezrobocie, poziom płac, brak gwarancji godnego zarobku – zmiany, które wprowadzone naraz wywołałyby rewolucję.

4 – ODWLEKAJ ZMIANY

Kolejny sposób na wywołanie akceptacji niemile widzianej zmiany to przedstawienie jej jako „bolesnej konieczności” i otrzymanie przyzwolenia społeczeństwa na wprowadzenie jej w życie w przyszłości. Łatwiej zaakceptować przyszłe poświęcenie, niż poddać się mu z miejsca. Do tego społeczeństwo, masy, mają zawsze naiwną tendencję do zakładania, że „wszystko będzie dobrze” i że być może uda się uniknąć poświęcenia. Taka strategia daje społeczeństwu więcej czasu na oswojenie się ze świadomością zmiany, a także na akceptację tej zmiany w atmosferze rezygnacji, kiedy przyjdzie czas.

5 – MÓW DO SPOŁECZEŃSTWA JAK DO MAŁEGO DZIECKA

Większość treści skierowanych do opinii publicznej wykorzystuje sposób wysławiania się, argumentowania czy wręcz tonu protekcjonalnego, jakiego używa się przemawiając do dzieci lub umysłowo chorych. Im bardziej usiłuje się zamglić obraz swojemu rozmówcy, tym chętniej sięga się po taki ton. Dlaczego? „Jeśli będziesz mówić do osoby tak, jakby miała ona 12 lat, to wtedy, z powodu sugestii, osoba ta prawdopodobnie odpowie lub zareaguje bezkrytycznie, tak jakby rzeczywiście miała 12 lub mniej lat” (zob. Silent Weapons for Quiet War).

6 – SKUP SIĘ NA EMOCJACH, NIE NA REFLEKSJI

Wykorzystywanie aspektu emocjonalnego to klasyczna technika mająca na celu obejście racjonalnej analizy i zdrowego rozsądku jednostki. Co więcej, użycie mowy nacechowanej emocjonalnie otwiera drzwi do podświadomego zaszczepienia danych idei, pragnień, lęków i niepokojów, impulsów i wywołania określonych zachowań.

7 – UTRZYMAJ SPOŁECZEŃSTWO W IGNORANCJI I PRZECIĘTNOŚCI

Spraw, aby społeczeństwo było niezdolne do zrozumienia technik oraz metod kontroli i zniewolenia. „Edukacja oferowana niższym klasom musi być na tyle uboga i przeciętna na ile to możliwe, aby przepaść ignorancji pomiędzy niższymi a wyższymi klasami była dla niższych klas niezrozumiała (zob. Silent Weapons for Quiet War).

8 – UTWIERDŹ SPOŁECZEŃSTWO W PRZEKONANIU, ŻE DOBRZE JEST BYĆ PRZECIĘTNYM

Spraw, aby społeczeństwo uwierzyło, że to „cool” być głupim, wulgarnym i niewykształconym.

9 – ZAMIEŃ BUNT NA POCZUCIE WINY

Pozwól, aby jednostki uwierzyły, że są jedynymi winnymi swoich niepowodzeń, a to przez niedostatek inteligencji, zdolności, starań. Tak więc, zamiast buntować się przeciwko systemowi ekonomicznemu, jednostka będzie żyła w poczuciu dewaluacji własnej wartości, winy, co prowadzi do depresji, a ta do zahamowania działań. A bez działań nie ma rewolucji!

10 – POZNAJ LUDZI LEPIEJ NIŻ ONI SAMYCH SIEBIE

Przez ostatnich 50 lat szybki postęp w nauce wygenerował rosnącą przepaść pomiędzy wiedzą dostępną szerokim masom a tą zarezerwowaną dla wąskich elit. Dzięki biologii, neurobiologii i psychologii stosowanej „system” osiągnął zaawansowaną wiedzę na temat istnień ludzkich, zarówno fizyczną jak i psychologiczną. Obecnie system zna lepiej jednostkę niż ona sama siebie. Oznacza to, że w większości przypadków ma on większą kontrolę nad jednostkami, niż jednostki nad sobą.


Zatem wszyscy PO-wcy to jedynie manipulatorzy, którzy ogłupili 40% społeczeństwa. Najgorszym jednak jest fakt, że owe społeczeństwo nie ma świadomości swojej głupoty i jest przekonane o słuszności decyzji podczas głosowań w wyborach do parlamentu. Dużo lat upłynie zanim zmądrzeją, może nawet pokoleń. Ich głupota nie ma granic a techniki manipulacji coraz skuteczniejsze.

piątek, 30 grudnia 2011

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2012

JUŻ DZIŚ ŻYCZĘ WSZYSTKIM SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU




po Angielsku ... Happy New Year
po Arabsku ... سنة ميلادية مباركة
po Baskijsku ... Urte Berri On
po Bułgarsku ... Щастлива Нова Година
po Chińsku (tradycyjny) ... 新年快樂
po Chorwacku ... Sretna Nova Godina
po Czesku ... Šťastný Nový rok
po Duńsku ... Godt nytår
w Esperanto ... Bonan Novjaron
po Filipińsku ... Manigong Bagong Taon
po Fińsku ... Onnellista Uutta Vuotta
po Francusku ... Bonne Année
po Grecku ... Καλή Χρονιά
po Hebrajsku ... שנה טובה
po Hiszpańsku ... Feliz año nuevo
po Indonezyjsku ... Selamat Tahun Baru
po Islandzku ... Forsælt Komadi ár
po Japońsku ... 明けましておめでとうございます
po Katalońsku ... Bon any nou
po Koreańsku ... 새해 복 많이 받으세요
po Litewsku ... Laimingų Naujųjų Metų
po Łacinie ... Felix sit annus novus
po Łotewsku ... Laimīgu Jauno Gadu
po Malajsku ... Selamat Tahun Baru
po Niemiecku ... Glückliches Neues Jahr
po Norwesku ... Godt nyttår!
po Persku ... سال نو مبارک
PO POLSKU... SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU
po Portugalsku ... Bom ano novo
po Rosyjsku ... Счастливого Нового Года
po Rumuńsku ... La mulţi ani
po Serbsku ... Срећна Нова година
po Słowacku ... Šťastný Nový Rok
w Suahili ... Heri Ya Mwaka Mpya
po Szwedzku ... Gott nytt år
w Urdu ... نيا سال مبارک
po Walijsku ... Blwyddyn Newydd Dda
po Węgiersku ... Boldog Újévet
po Wietnamsku ... Chúc Mừng Năm Mới
po Włosku ... Buon Anno lub Felice Anno Nuovo
Wyspy Owcze ... Eydnurikt nyggjár

wtorek, 20 grudnia 2011

Co stało się z ZIELONĄ WYSPĄ EUROPY?

Jeszcze 5 X 2011 kondycja naszej gospodarki była znakomita. Donald Tusk i inni PO-wcy głosili pochwałę własnych nieomylnych rządów, szczycili się pasmem nieustających sukcesów. A teraz dwa miesiące od tego wydarzenia okazuje się, że trzeba szybko ratować nasze finanse publiczne, należy wprowadzać drastyczne reformy, odbierać jeszcze więcej szczególnie najbardziej wyzyskiwanym i pokrzywdzonym warstwom społecznym. ZIELONA WYSPA stała się PUSTYNIĄ GOSPODARCZĄ. A gdzie był okres przejściowy STEPU GOSPODARCZEGO? Czy znowu zostaliśmy oszukani i zmanipulowani przez D.T. i jego ekipę? Dlaczego ten fakt sprytnie został przerzucony na problemy Europy. A w mediach nie mówi się,że kolejny raz zostaliśmy oszukani przez PO. Nadal 40% społeczeństwa jak konie ma klapki na oczach i nie widzi co z nami zrobił Donald Tuski i jego Platforma Obywatelska. Znowu z nas zakpił. Lubicie być tak robieni w balona? Nadal chcecie za premiera Donalda Tuska? Czym jego postępowanie różni się od potępianych w mediach wyborów w Rosji?

Pierwsze miesiące odnowionego po wyborach rządu to okres niemal całkowitego braku aktywności, poza ruchami czysto pozornymi. Jedynym mocnym punktem było wygłoszone w listopadzie exposé, po którym w części sondaży można było dostrzec spadek poparcia dla rządzącej partii. Potem jednak premier bardzo skutecznie zniknął z pola widzenia, pozostawiając opozycji pole do działania na jego korzyść, aby pojawić się znowu dopiero w kontekście wydarzeń, związanych z końcem polskiej prezydencji oraz propozycjami rozwiązania kryzysu strefy euro.

Do tego możemy dorzucić trzy wydarzenia, z których dwa mają właściwie zerowe znaczenie, są typowymi medialnymi zapychaczami, jedno zaś to niedoszły kryzys. Chodzi o otwarcie Stadionu Narodowego, podczas którego miała okazję zabłysnąć minister Joanna Mucha; o zmianę rozkładu jazdy pociągów i piarowskie zagrywki nowego ministra transportu z tym związane; wreszcie o zażegnane przynajmniej na razie starcie, związane z nowelizacją ustawy refundacyjnej i zapowiadanym przez lekarzy protestem.

Jak w kontekście tych wszystkich zdarzeń zachowuje się poparcie dla Platformy? Po zniżce, związanej z exposé, właściwie stanęło w miejscu na nadal dość wysokim poziomie i z dużą przewagą nad największą partią opozycyjną, a nawet wzrosło o 1 punkt. Wynikałoby z tego, że działania zapychające media, w rodzaju akcji ze stadionem albo rozkładem jazdy, dobrze się sprawdzają w roli stabilizatorów. Kryzys receptowy nie zdążył się zacząć, a jego zażegnanie rząd może sobie poczytać za względny sukces.

Najciekawsze jest, że na elektoracie wydaje się nie robić wrażenia zapowiedź wpłacenia do MFW ponad sześciu miliardów euro z naszych rezerw walutowych, mimo bardzo ostrej krytyki ze strony opozycji. Która, nawiasem mówiąc, ani trochę swojej puli poparcia nie powiększyła, mimo spektakularnego przedsięwzięcia, jakim był marsz 13 grudnia, zorganizowany przecież także wokół tej właśnie sprawy.

Jakie są tego przyczyny? Prawdopodobnie jesteśmy świadkami powstawania nowej osi politycznego konfliktu, która może zdominować scenę polityczną w najbliższych miesiącach, a może nawet latach, jeśli wziąć pod uwagę, że najbliższe planowe wybory to te do Parlamentu Europejskiego w 2013 r. To oś zbudowana wokół koncepcji działania Unii Europejskiej i miejsca Polski w tej strukturze. Platforma będzie się prezentować jako partia europejska (to oczywiście słowo wytrych, tak naprawdę nic nie znaczące), gwarantująca Polsce spokojne przetrwanie burzowego okresu dzięki trzymaniu się największych. Jednocześnie będzie się starała przedstawiać PiS jako partię antyeuropejskich oszołomów, którzy poprzez swoją politykę mogą doprowadzić w najlepszym wypadku do tego, że nasz kraj pozostałby osamotniony w UE, a w najgorszym - do wyjścia z Unii.

To oczywiście wykoślawiony obraz - PiS zawsze podkreślał swoje poparcie dla obecności Polski w UE - jednak partii Jarosława Kaczyńskiego może być trudno walczyć z tak spreparowanymi oskarżeniami, o ile z prawej strony zacznie ją zachodzić Solidarna Polska, która może sobie pozwolić na bardzo ostrą antyunijną retorykę. Kaczyński, aby nie odpuścić prawej flanki, będzie musiał w jakimś stopniu konkurować z Ziobrą, zarazem jednak będzie dawał argumenty Platformie. Pod tym względem byłaby to dla niego sytuacja bardzo niekomfortowa.

Jedno wydaje się oczywiste: zapowiedź dołożenia się do systemu ratowania euro oraz przyjęcia paktu fiskalnego nie powoduje odpływu wyborców od PO, zaś oskarżanie premiera i szefa MSZ o wyprzedaż polskiej suwerenności nie skutkują wzrostem poparcia dla PiS. Być może zresztą nie taki wcale jest ich cel, a chodzi jedynie o uprzedzenie wspomnianych, ewentualnych działań grupy Zbigniewa Ziobry. Ta oś konfliktu w gruncie rzeczy niczego nie zmieni. Spowoduje po raz kolejny zabetonowanie elektoratów, paraliżując zarazem niemal wszelką merytoryczną rozmowę o faktycznie ważnym zagadnieniu zmian w Unii.

wtorek, 29 listopada 2011

29 listopada - rocznica powstania listopadowego

To kolejny bardzo ważny dzień w historii naszego kraju.warto zapoznać się z: http://www.tvn24.pl/0,11294,,,sikorskiego-pomysl-na-europe,raport.html

piątek, 18 listopada 2011

Expose premiera

Dziś premier Donald Tusk przedstawiał w Sejmie program swojego rządu. Skupił się na finansach publicznych, zapowiedział wprowadzenie wielu reform, między innymi podwyższenie wieku emerytalnego oraz likwidację przywilejów służb mundurowych, sędziów, prokuratorów, rolników i księży.
- Obiecuję Polakom bardzo ciężką pracę ( to kpina z narodu, bardzo ciężką pracę większość już ma ) odważne decyzje i gotowość do podjęcia największych wyzwań - deklarował premier po złożeniu przysięgi.
Expose zaczął od podziękowania wszystkim Polakom „bez wyjątku” za wybory, wyraził też uznanie „za wielki wysiłek, wielka odwagę, spokój i determinację, jaki wykazali w ostatnich czterech latach. – Nie było to łatwe, bo czasy w jakich przyszło nam żyć okazały się bardziej skomplikowane niż ktokolwiek mógł pomyśleć cztery lata temu – mówił premier gdyż myślał, że po wygraniu wyborów będzie przez cztery lata lansował się w mediach i głosił populistyczne hasła oraz wprowadzał politykę polegającą na praniu mózgów i wypaczaniu rzeczywistości.
Dodawał: - Chcę skoncentrować się na trudnych wyzwaniach, od których zależy los nie tylko Polski. Teraz rozstrzyga się przyszłość zwykłych ludzi. Wszystkie starania naszego rządu muszą być nakierowane na bezpieczeństwo i dobrobyt każdego Polaka z osobna - czyli oznacza to, że w minionych 4 latach o to nie dbał albo jest to przykład bełkotu politycznego. Ja pytam: kto jak nie Donald Tusk i jego załoga doprowadzili do zapaści finanse publiczne? Narobił bałaganu więc musi to wyprostować, ale nie moim kosztem. Niech wspólnie z tymi, którzy rządził i tymi którzy go poparli w wyborach 2011 ponosi ciężar swoich rządów.
Premier podał dane na temat PKB Polski za lata 2008 – 2011. Wzrost PKB: 15,4 proc., następny kraj w UE – Słowacja – osiągnęła w tym czasie 8 proc., a średnia unijna to - 0,4 proc. – Ten wynik pokazał, że jak nigdy dotąd w historii goniliśmy najlepiej rozwinięte kraje Europy i świata. Był on możliwy dzięki determinacji Polaków – podkreślił. Ale zapomniał powiedzieć o tym, że inflacja w tym czasie wzrosła w 2008r o 4,2%, w 2009 o 3,5%, w 2010 o 2,6% i do końca września 2011 wynosiła 4,3%, a więc realnie PKB w tym okresie wzrósł o 0,8% co jest kiepskim wynikiem.
- Zmiany naznaczone kryzysem finansowym składają się na nowy krajobraz polityczny w Europie. Europa zmienia się na naszych oczach, a perspektywa jest niepewna. W debacie o przyszłości UE nie ma dylematu politycznego, czy być w centrum Europy, czy na ich peryferiach. Prawdziwym dylematem Polski jest jak być w centrum UE – powiedział Tusk. Obiecał, że będzie działał tak, by zbudować jak najsilniejszą pozycję Polski w centrum UE . Wyraził nadzieję, że w dyskusję na ten temat zaangażują się wszystkie siły polityczne. Premier nie mówił jednak wiele o polityce zagranicznej, prorytety rządu w tej kwestii za kilka tygodni przedstawi w Sejmie szef MSZ Radosław Sikorski.
Budżet na 2012
- W budżecie na rok 2012 kilka danych będzie dalece niepewnych, bo zależeć będą od sytuacji wokół Polski. Zobowiązałem ministra finansów do przygotowania mechanizmów, procedur i koncepcji na wypadek, gdyby w ciągu roku wydarzyły się rzeczy nieprzewidywalne, by być przygotowanym na każdą okoliczność – tłumaczył Tusk. - Naszym celem jest wyjście w 2012 r. z nadmiernego deficytu, by osiągnąć poziom około 3 proc. deficytu finansów publicznych i aby dług publiczny spadł do 52 proc., a w 2014 do 47 proc. Na koniec kadencji deficyt finansów publicznych ma osiągnąć 1 proc. PKB. Sam naważył piwa to niech go wypije. Jeszcze przed wyborami zapewniał, że kondycja finansów publicznych jest znakomita. A tuż po wyborach ogłasza, że jest totalna zapaść. Zielona wyspa stała się pustynią. Co takiego zadziało się w ciągu 1 miesiąca, że odmieniło sytuację o 180 stopni? Po prostu kłamstwa propagandy sukcesu PO nie mogły dalej być skrywane nawet przez samych rządzących.
Zapowiedzi reform
Zwiększenie i unowocześnić danin płaconych od bogactw naturalnych – miedzi i srebra. By były stałym strumieniem wspomagającym rozwój polskiej gospodarki. Ma to dotyczyć także eksploatacji gazu łukowego.
Ulgi w podatkach. Podwyższenie o 50 proc. ulgi na każde trzecie i kolejne dziecko. To oznacza, że tylko nieliczne rodziny skorzystają z ulgi. W Polsce przez ostatnie lata był propagowany model rodziny 2 + 1. Zatem najpierw musi nastąpić przejście do modelu 2 + 2 aby wspierać model 2 + 3. Społeczeństwo musi uświadomić, co mówi PO-lityk. Pięknie brzmią słowa o wspieraniu rodzin mających 3 dzieci ale w rzeczywistości jest ich bardzo mało. Jest to zatem tylko kolejny tryk propagandy PO. Ulga na pierwsze i drugie pozostanie bez zmian. Ale w rodzinach, w których dochód przekracza 85 tys. zł rocznie (drugi próg podatkowy) ulga będzie przysługiwać tylko tym, którzy mają przynajmniej dwójkę dzieci. Ta sama zasada będzie obowiązywać w przypadku becikowego (czyli gdy dochody nie przekraczają 85 tys. zł) Odpisanie kosztów uzyskania przychodu z tytułu praw autorskich (50 proc.) będzie możliwe jeśli dochód nie przekroczy 85 tys. zł. rocznie. Powyżej tej sumy opodatkowanie będzie według normalnych zasad. I tutaj widzimy niekonsekwencję Donalda Tuska. Prawo miało być upraszczane a nie bardziej pogmatwane.
Likwidacja ulgi na Internet. Da to oszczędność trochę ponad 1 mld zł. w ciągu czterech lat.
Zamknięcie furtek umożliwiających unikanie płacenia tzw. podatku Belki. Premier zapowiedział przygotowanie przepisów, które uniemożliwią w ogóle unikanie płacenie podatków.
Odchudzanie administracji – ministrowie będą musieli precyzyjnie planować i zdawać raporty o tym, jak wygląda efekt deregulacyjny w każdym projekcie, którym będą się zajmował. Wydawanie pozwoleń na budowę ma trwać najdłużej 100 dni w przypadku wielkich budów i 60 dni – małych.
Usprawnienie pracy sądów – skrócenie średniego czasu postępowania o jedną trzecią.
Połowę zawodów uwolnić od wszelkich regulacji.
Koniec nadprodukcji ustaw – będą przesyłane z rządu do parlamentu po pełnej ocenie ich skutków. Premier zapowiedział osiągnięcie równowagi między likwidacją starych przepisów, a powstaniem nowych.
Usprawnienie pracy administracji przy użyciu najnowocześniejszych technik informatycznych. Już informatyzowali ZUS i nie przyniosło to żadnego skutku. Co najwyżej spowodowało gigantyczne dochody niektórych firm uczestniczących w procederze. Zajmie się tym ministerstwo cyfryzacji.
Podwyższenie składki rentowej o 2 punkty procentowe po stronie pracodawcy. Da to budżetowi około 13 mld zł. rocznie.
Waloryzacja emerytur i rent pozostanie na tym samym poziomie. Ale waloryzacja będzie miała charakter kwotowy, a nie procentowy jak dotąd i raz do roku.
Zmiana zasad płacenia składek zdrowotnych przez rolników – od lutego 2012. Państwo dalej będzie opłacać składki rolnikom o najniższych dochodach, czyli posiadających gospodarstwa o powierzchni do 6 ha. Ci, którzy mają od 6 do 15 ha płacić będzie połowę normalnej składki, a powyżej tego obszaru – pełną sumę. Składka będzie w przyszłości płacona jak w systemie powszechnym. Od 2013 zacznie się wprowadzanie rachunkowości w rolnictwie, a następnie wprowadzone zostanie opodatkowanie dochodów na normalnych zasadach. Najpierw dla największych gospodarstw, potem stopniowo dla mniejszych. - To pozwoli w przyszłości odejść od KRUS. To nie retorsja. Tak jest sprawiedliwiej, dla wielu rolników nie musi to być ze szkodą, może być z korzyścią – stwierdził premier. - Jak słucham takich banałów to nie wiem czy chłopi nie zorganizują się w końcu i nie wywiozą premiera na taczce gnoju jak Jagnę w CHŁOPACH. Najpierw należy uporządkować system przywilejów emerytalnych a dopiero potem przeprowadzać kolejne zmiany. Nigdy nie będzie dobrze w tym kraju jeśli np.: prokurator po 15 latach "pracy" otrzymuje 15 000 PLN / mies emerytury. Ta kwota wystarczy na utrzymanie emerytalne ponad 17 chłopów których emerytura wynosi 850 PLN / mies. Średnia długość życia mężczyzn w rolnictwie wynosi 67 lat. A więc tylko 2 lata świadczeń według starego systemu. Według nowego systemu mężczyzna na wsi tylko dożyje do wieku emerytalnego. Zatem budżet nie poniesie żadnych kosztów związanych ze świadczeniem emerytalnym chłopom. Nie widzę konieczności zmian w tym sektorze gospodarki chyba, że podyktowane są koniecznością wyzysku jednej grupy na rzecz innej, bardziej uprzywilejowanej, która w razie potrzeby stanie zbrojnie i prawnie przeciwko własnemu narodowi.
Kontynuacja reformy systemu emerytalnego. Wydłużenie i zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. – Reforma jest absolutnie niezbędna, jeśli myślimy serio, by polskie finanse publiczne były bezpieczne – podkreślał premier. Podwyższanie wieku emerytalnego zacznie się od roku 2013. Ma przebiegać stopniowo. Na emerytury mamy przechodzić finalnie w 67 roku życia. Co cztery miesiące wiek emerytalny będzie podwyższany o kolejny miesiąc, a z każdym rokiem będziemy pracować o trzy miesiące dłużej. Poziom 67 lat dla mężczyzn zostanie osiągnięty w 2020 r., a dla kobiet w 2040 r. - Dzięki temu państwo przestanie nadmiernie się zadłużać i będzie możliwe wypłacanie emerytur wszystkim. Pójdziemy na emerytury później, ale będą one wyższe – zapewnił Tusk. Jak mówił, kobieta mająca dziś 50 lat będzie pracować trzy lata dłużej, ale będzie miała emeryturę wyższą o 20 procent. 30 latka – o 80 procent.
Zmiany w emeryturach grup uprzywilejowanych – służb mundurowych, górników, prokuratorów i sędziów oraz księży. W mundurówce zmiany obejmą tych, którzy wejdą do służby od 2012 r. By przejść na emeryturę, policjant lub żołnierz będzie musiał mieć ukończone 55 lat lub 25 lat służby za sobą. W przypadku górników przywileje utrzymane będą tylko dla tych, którzy pracują wyłącznie przy wydobyciu.
Do końca roku rząd ma przedstawić propozycje wobec prokuratorów i sędziów. - Rząd nic nie zrobi przeciwko tej grupie i to tylko mydlenie oczu, że coś się zmieni. W Polsce są wyzyskiwani i wyzyskiwacze. Aby prawo stało po stronie wyzyskiwaczy muszą stać za nimi prawnicy - sędziowie i prokuratorzy. W końcu wyroki tzw niezawisłych sądów są podstawą praworządności. Jak zatem utrzymać praworządność nie wspierając "autorytetów" w tej dziedzinie. Nadal będą równi i równiejsi. Konstytucja mówiąca o zasadzie równości w Polsce to banał.
Zlikwidowany zostanie Fundusz Kościelny, z którego wypłacane są emerytury dla duchownych, a do którego dokłada państwo. Duchowni mają wejść do powszechnego systemu ubezpieczeń społecznych. Premier nie wykluczył zmian w konkordacie, jeśli będzie to konieczne
Podwyżki dla policjantów i żołnierzy. Ma wejść w życie od 1 lipca 2012 roku i wyniesie 300 zł. dla każdego żołnierza i policjanta. Rząd chce ją powtórzyć pod koniec kadencji.
Czego zabrakło?
Poza programem ratowania finansów publicznych Donald Tusk nie przedstawił konkretnych planów w innych dziedzinach. Nie powiedział nic prywatyzacji, czy o projektach dotyczących kwestii światopoglądowych - refundacji in vitro czy związków partnerskich. - Zdaję sobie sprawę, że w ostatnich latach obok wyzwań finansowych i gospodarczych są wyzwania obyczajowe, cywilizacyjne, kulturowe. Trzeba rozumieć te wzywania, ale państwo Polskie nie jest od tego aby przeprowadzać obyczajową rewolucję. Jest od tego, aby zapewnić bezpieczne, możliwie dostatnie życie w tych trudnych czasach - tłumaczył.
Na koniec odniósł się do niedawnej dyskusji na temat obecności symboli religijnych w miejscach publicznych. - Nie powinniśmy nikogo na siłę chrystianizować, ale nie powinniśmy też nikogo na siłę laicyzować. Niech żaden polityk nie próbuje bezcześcić świętych znaków i symboli dla większości Polaków. Krzyż nie powinien służyć do łomotania przeciwnika jak maczugą, ale też nie powinien być powodem kolejnej wojny politycznej w Sejmie czy poza budynkiem.

niedziela, 13 listopada 2011

WOJNA INFORMACYJNA PO-lsko Polska

Wojny można podzielić na dwie kategorie: wojny energetyczne i wojny informacyjne.

W wojnach energetycznych pokonuje się wroga fizycznie w otwartej walce, maczugą, mieczem lub pociskiem samosterującym. Skutkiem ubocznym wojny energetycznej są straty w ludziach i zniszczenia substancji materialnej.

W wojnach informacyjnych obezwładnia się przeciwnika informacją – otumania się działaniami wywiadu, podszeptem agentury wpływu, propagandą i manipulacją, a potem bierze się go w poddaństwo.

W wojnie energetycznej walczące strony niszczą przeciwnika na jasno określonym froncie. Uderzenia są szybkie, potężne, widoczne i odczuwalne.

W wojnie informacyjnej zniewala się społeczeństwo stopniowo - przykladem jest PO-lska. Nawet socjalizm nie narobił w świadomości społeczeństwa takich spustoszeń co zabór finansowy zachodu po 1989 roku dokonujący rozbioru gospodarczego kluczowych gałęzi naszej gospodarki. Ogłupianie narodu trwa latami, kpi się z patriotyzmu, wartości jakie dany naród posiadał od wieków - np. wartości chrześcijańskie są niszczone potepiane jako anachroniczne, przestarzałe i niepopularne. Polem walki jest ludzka świadomość, promuje się pedalstwo, lesbijstwo, postawy wolnych związków wcześniej nazywane - kurestwem a teraz wolnością seksualną promowane szczególnie przez młode głupiutkie aktoreczki tzw. celebrytki, które swoje pozycje zdobywają za seks. To jest zgodne z założeniami pierwszej fazy podboju społeczność poprzez demoralizowanie, po to żeby złamać moralny kręgosłup naszego społeczenstwa. W kolejnej fazie burzy się obowiązujący w niej od wieków porządek wartości, potem pozbawia się ją poczucia własnej godności, zakłamuje osiągnięcia przodków, wpaja poczucie ogólnej niemożności, by wreszcie zniechęcić do stawiania oporu tłumacząc, że wszelki sprzeciw jest bezsensowny, bo trzeba płynąć z prądem.

W opinii rosyjskich analityków wojskowych wojna informacyjna, to w szerokim znaczeniu „środki skierowane nie tyle przeciwko siłom zbrojnym, co przeciwko ludności cywilnej i jej świadomości, przeciwko systemowi administracji państwowej, systemowi nadzoru produkcji przemysłowej, nadzoru nauki, kultury, itd.” Te wszystkie cele zostały już osiagnięte przez zachodniego agresora finansowego. Nie mamy naszego rządu gdyż rządzą nami pachołki zachodu, agenci CIA i tzw eksperci do kolonizowania nowych terytoriów. Bolek, Balcerowicz, Bielecki, Buzek, Lewandowski za darmo oddali naszą gospodarkę w ręce zachodnich korporacji. Zostało nam mniej niż 20% udziału w nasze gospodarce.

Jedna z definicji amerykańskich mówi o „ofensywnym i defensywnym wykorzystaniu informacji i systemów informacyjnych w celu odcięcia przeciwnika od dopływu informacji oraz w celu wykorzystania, zniekształcenia lub zniszczenia informacji już przez niego posiadanych”, przy jednoczesnej obronie własnych zasobów i systemów informacyjnych. W węższym, bardziej militarnym niż politycznym znaczeniu, mówi się o „wspartym przez działania wywiadowcze zintegrowanym wykorzystaniu środków operacyjnych, dezinformacji, operacji psychologicznych, walki elektronicznej i niszczenia fizycznego w celu pozbawienia przeciwnika dopływu informacji, wypaczania i degradowania otrzymywanych informacji, a także niszczenia jego zdolności dowodzenia i kontroli wykonywania rozkazów”.

Przekładając mądre definicje na język potoczny, wojna informacyjna sprowadza się to takiego otumanienia ludzi, żeby sami z dobrej woli wpakowali karki w jarzmo niewoli przekonani, że jest to w ich najlepszym interesie. Ale jeszcze Polska nie umarła póki my żyjemy.

Wielcy adwersarze toczonej przez blisko pół wieku „zimnej wojny” zgodnie uważają, że zwycięstwo w wojnie informacyjnej należy do tego, kto opanuje zasoby informacji i wiedzy przeciwnika. Przy czym, przeciwnikiem nie są siły zbrojne, lecz cały naród z jego administracją państwową, aparatem władzy, sferami gospodarczymi, kręgami opiniotwórczymi, naukowymi, kulturalnymi, itp. Przewagę osiąga ta strona, która zniszczy lub wypaczy wiedzę posiadaną przez zaatakowany naród i zmanipuluje tę wiedzę w takim stopniu, że zaatakowane społeczeństwo zacznie zachowywać się zgodnie z zamiarami agresora. Informacyjna ofensywa może koncentrować się na wszystkich obywatelach danego kraju lub tylko na elicie rządzącej i środowiskach opiniotwórczych, które po „przełknięciu” poddanej im informacji wtórnie niejako manipulują współobywatelami. Przy czym to „przełknięcie” może być świadome - w zamian za określone profity, lub nieświadome - wskutek podstępnego podsunięcia sprytnie „ulukrowanej” informacji.

Informacyjna inwazja obejmuje najczęściej zarówno wiedzę o własnym społeczeństwie, jak i o świecie zewnętrznym. Info-agresor chce bowiem pozbawić ofiarę najazdu nie tylko prawdy o sobie, ale także zrujnować jej układ odniesienia, czyli zasób wiadomości, w stosunku do którego ocenia otrzymywaną informację. Konsekwencją braku układu odniesienia (swoistego kamienia probierczego, na którym można ocenić wiarygodność i wartość przyjmowanych wiadomości) jest informacyjny chaos. Kiedy rozpadną się naturalne, nawarstwione przez pokolenia „sita”, dzięki którym odruchowo odsiewa się informacje fałszywe lub nieistotne, nie można trafnie ocenić, czy informacja jest wartościowa, czy też jest to tylko szum informacyjny – atrakcyjne bzdury zamulające umysł.

Spranie mózgów wybranej do zdominowania społeczności jest podstawowym warunkiem zwycięstwa. Przejęcie kontroli musi bowiem odbywać się, nie jak w wojnie energetycznej poprzez okupację i jawny przymus, ale w możliwie niezauważalny sposób, skrycie, najczęściej przy pomocy zwerbowanej w tym społeczeństwie agentury wpływu oraz poprzez umiejętne użycie środków masowego przekazu. Wykorzystuje się przy tym własne media, odpowiednio sterowane globalne organizacje medialne (głównie telewizje i agencje prasowe), a przede wszystkim przejęte potajemnie środki masowego przekazu przeciwnika.

Oddziaływanie musi mieć charakter masowy, bowiem dla przejęcia kontroli nad krajem wielkości Polski konieczne jest posiadanie około 1,5 miliona ludzi o podobnych poglądach, a jeszcze lepiej bez poglądów, których uplasuje się w aparacie administracji państwowej, gospodarce, szkolnictwie, służbach państwowych, itp. Ponieważ trudno jest infiltrować skrycie na teren przeciwnika tak wielką liczbę własnych obywateli, to info-agresor nie ma innego wyjścia jak posłużyć się (przynajmniej w okresie przejściowym) pozyskanymi dla siebie tubylcami, to znaczy wytresowanymi zwolennikami, albo świadomymi lub półświadomymi agentami.

Bez uciekania się do przymusu fizycznego, terroru i zniszczeń substancji państwa tak wielką liczbę zwolenników można zdobyć jedynie drogą sterowania społecznego1.

Sterowanie społeczne, to wywieranie wpływu na społeczeństwo dla osiągnięcia określonego celu. Sterowanie społeczne nie jest niczym złym, pod warunkiem, że wytyczony cel jest dobry. Przykładowo, prowadzony przez rząd program powszechnej edukacji jest sterowaniem społecznym, którego celem jest zwiększenie wiedzy i umiejętności obywateli, działalność ewangelizacyjna Kościoła jest sterowaniem społecznym prowadzącym do zbawienia, propagowanie podstawowych zasad higieny steruje społeczeństwo w kierunku dbałości o własne zdrowie, itp.

Sterować społeczeństwem można jednak również w złej wierze. Można na przykład wpędzać wybraną społeczność w kompleks winy za czyny niepopełnione, można zniechęcać do własnych korzeni, do historii, do tradycji, podsuwając w zamian inne wzorce warte naśladowania albo gloryfikując inne społeczności i modele społeczne.

Formą sterowania społecznego, zwłaszcza w złej wierze, jest manewrowanie społeczne, czyli intencjonalne sterowanie społeczeństwem dla osiągnięcia określonych korzyści. Ta forma sterowania społecznego wykorzystywana jest przede wszystkim w wojnie informacyjnej, kiedy jedno państwo, chce podporządkować sobie obywateli innego państwa i za ich pośrednictwem przejąć kontrolę nad całą strukturą i substancją państwową.

W manewrowaniu społecznym wykorzystuje się manipulację ludźmi, a więc specyficzne sterowanie, w którym prawdziwy cel, a nawet sam fakt sterowania, ukryte są przed sterowanymi. Jest to niesłychanie niebezpieczne działanie, bowiem ludzie poddawani umiejętnej manipulacji wyobrażają sobie często, że działają w najlepszej wierze, walczą o własne interesy i realizują szczytne cele. Przykładowo, budują ponadnarodową strukturę, której harmonizowany system polityczny, prawny i gospodarczy zapewni mieszkańcom lepsze życie oparte na fundamencie stabilizacji ekonomicznej i tolerancji.

Manipulacja ludźmi polega zazwyczaj na takiej inspiracji ludzi, żeby wyobrażali sobie, iż działają samodzielnie i niezależnie, bowiem są wówczas znacznie bardziej efektywni. Ludzi nieświadomi swej roli, marionetki, przekonani, że działają w najlepszej wierze i realizują własny pomysł, walczą skuteczniej o zadaną im przez manipulującego „sprawę” niż najlepsi agenci skaptowani honorarium. Ponadto w przypadku zdemaskowania manipulacji, „kukiełce” trudno jest wiarygodnie zdyskredytować manipulującego, natomiast agent może go po prostu zdradzić, ujawniając fakt i mechanizm werbunku. „Spalony” agent staje się bezużyteczny, natomiast umiejętnie manipulowaną marionetkę można wykorzystać ponownie, gdy ucichnie, lub zostanie wyciszona afera wywołana ujawnieniem manipulacji.

Do sterowania i manipulowania ludźmi wykorzystuje się najczęściej dezinformację, czyli rozpowszechnianie zmanipulowanych lub sfabrykowanych informacji (albo kombinacji jednych i drugich) w celu wywarcia wpływu na odbiorców i skłonienia ich do określonych zachowań korzystnych dla dezinformującego. Im większa liczba ludzi ulegnie dezinformacji i zacznie zachowywać się zgodnie z planami dezinformującego, tym dla niego lepiej. Podstawowym zadaniem info-agresora jest bowiem uzyskanie możliwie jak największego wpływu na ludzi i całe grupy społeczne, a poprzez nie na funkcjonowanie struktur państwowych atakowanego kraju. Celem strategicznym jest zredukowanie ośrodków decyzyjnych atakowanego (np. rządu, parlamentu, najważniejszych instytucji) do roli figurantów, skłóconych, umotanych w rozwiązywanie nieważnych problemów, pozbawionych skutecznego wpływu na obywateli i bieg spraw państwowych.

Manipulacja informacją polega najczęściej na wykorzystaniu prawdziwych informacji, ale w taki sposób, żeby wywołać fałszywe implikacje. Np. drogą pomijania niektórych, istotnych, ale niewygodnych informacji, lub poprzez taki dobór informacji, żeby budziły fałszywe skojarzenia. Niektórzy twierdzą, że olbrzymi procent reklam, to informacje zmanipulowane. Uwypuklają one mniej lub bardziej realne zalety reklamowanego obiektu, natomiast maskują lub przemilczają wady.

Bardziej nachalną i z punktu widzenia info-agresora bardziej ryzykowną metodą, jest fabrykacja informacji, czyli świadome tworzenie fałszywej informacji i podawanie jej za prawdziwą. Do jawnych kłamstw można posuwać się praktycznie bezkarnie po uzyskaniu kontroli nad większością mediów i ośrodków opiniotwórczych przeciwnika. Przy czym istotniejsza jest kontrola nad mediami niż nad ośrodkami opiniotwórczymi. Bez mediów ośrodki opiniotwórcze nie mogą bowiem skutecznie demaskować fabrykacji, gdyż ich krąg oddziaływania jest niewielki, praktycznie nieistotny w skali państwa. Kontrolując media można przy tym wykreować posłuszne sobie ośrodki opiniotwórcze, które będą uwiarygodniać sfabrykowane informacje.

Informacje zmanipulowane i sfabrykowane wykorzystuje się w walce informacyjnej będącej specyficzną, agresywną, formą sterowania społecznego w złej wierze. Zadaniem prowadzącego walkę informacyjną jest zniszczenia przeciwnika za pomocą informacji. Podstawowym orężem w walce informacyjnej jest informacja niszcząca, która spełnia dwojakie funkcje:
a. osłabia strukturę przeciwnika – głównie utrudniając przekaz informacji między kierownictwem a wykonawcami,

b. inspiruje błędne decyzje kierownictwa i błędne działanie wykonawców przeciwnika, – co osłabia go, a w skrajnych przypadkach prowadzi do samozniszczenia.
Przykładem zastosowania informacji niszczącej do osłabienia struktury może być rozpowszechnianie na poły prawdziwych informacji dyskredytujących sprawnego, energicznego i kompetentnego polityka, żeby nie dopuścić go do wejścia w skład rządu, gdzie mógłby objąć resort kluczowy dla interesów państwa. Innym przykładem może być tworzenie takiego szumu informacyjnego wokół konkretnych działań rządu, żeby wykonawcy decyzji nie rozumieli lub rozumieli opacznie intencje ministrów.

Stosowaniem informacji niszczącej do inspirowania błędnych decyzji może być podsunięcie niewprawnym politykom tak spreparowanego programu reform, żeby jego realizacja prowadziła do osłabienia, a nie wzmocnienia państwa. Program może być tak opracowany, żeby po jego wprowadzeniu dawał stopniowo coraz większą kontrolę nad państwem jego prawdziwym autorom, sprowadzając władze państwa do roli pionków pozbawionych realnego wpływu.

Planowe stosowanie informacji niszczących na szeroką skalę składa się na dywersję informacyjną, w której inspiruje się błędne decyzje przeciwnika po to, żeby wykorzystywać ich skutki dla podsunięcia kolejnych informacji niszczących aż do kompletnego sparaliżowania ośrodków decyzyjnych państwa i w konsekwencji do jego samozniszczenia. Dywersja informacyjna jest najniebezpieczniejszą formą walki informacyjnej, gdyż jest to długofalowe ukryte sterowanie przeciwnika ku autodestrukcji, w którym wykorzystuje się manewrowanie społeczne, manipulację ludźmi i dezinformację.

Podstawowymi narzędziami w walce informacyjnej są:

propaganda, czyli planowe oddziaływanie na ludzi zmasowanymi bodźcami o charakterze informacyjnym,

wywiad - wyspecjalizowana służba zbierająca informacje o przeciwniku i prowadząca walkę informacyjną. Zgodnie z definicją NATO celem i zadaniem wywiadu jest dostarczyć potrzebna dane i informacje tym, którzy formułują główne założenia polityczne oraz przygotowują plany i decyzje na każdym szczeblu.2

Analogicznie do obrony przed wrogimi działaniami informacyjnymi przeciwnika służy kontrwywiad, który winien być wspierany przez własną propagandę. Według Brytyjczyków zadaniem kontrwywiadu jest „ochrona bezpieczeństwa państwa...przed działaniami agentów innych państw i działaniami obliczonymi na zniszczenie lub osłabienie ustroju...środkami politycznymi, ekonomicznymi czy z wykorzystaniem środków przemocy. 3

Główna rola w walce informacyjnej przypada kanałom sterowniczym, które oddziałują na strukturę państwową przeciwnika. Są to:

kanały agenturalne – zobowiązane do wykonywania wszystkich poleceń prowadzącego walkę w zamian za korzyści osobiste (materialne lub nie), albo z motywów ideowych, etycznych lub prawnych. Są to agenci wywiadu lub tajni współpracownicy policji i kontrwywiadu. Należy przy tym pamiętać, że agentem jest zwerbowany obywatel innego państwa. Zwerbowany obywatel własnego państwa nie jest agentem! Jest tajnym współpracownikiem służby specjalnej. Obywatel własnego kraju może być pracownikiem kadrowym służby lub jej współpracownikiem tajnym albo jawnym. Nigdy agentem! Terminy te są często mieszane intencjonalnie, celem wywołania szumu informacyjnego lub dla zatarcia różnicy. Takie mieszanie pojęć utrudnia lub wręcz uniemożliwia poprawną kwalifikację moralną działalności pracowników lub współpracowników własnych służb i agentów obcego państwa. Przypisywanie terminu agent pracownikom kadrowym służb specjalnych świetnie maskuje działalność agenturalną na rzecz obcego państwa i w konsekwencji odbiorcy takiej dezinformacji tracą rozeznanie, kto jest kim, a co za tym idzie gubią możliwość dokonania właściwej oceny moralnej.

Z punktu widzenia działalności operacyjnej, agentów można podzielić na dwie kategorie: agentów podstawowych i agentów wspierających.

Do pierwszej kategorii zalicza się:

- rezydentów i szefów siatek agenturalnych,
- agentów stanowiących źródła informacji,
- agentów egzekutorów,
- agentów werbowników.

Do drugiej kategorii należą przede wszystkim:

- agenci legalizacyjni,
- kurierzy,
- właściciele lokali konspiracyjnych,
- prowadzący skrzynki korespondencyjne,
- prowadzący skrzynki kontaktowe i skrytki,

Szefowie siatek lub rezydentur agenturalnych, to doświadczeni agenci o sprawdzonej lojalności, którzy kierują grupami agentów. Mają zazwyczaj sporą władzę i niezależność oraz dysponują budżetem przyznanym im przez tak zwaną Centralę. Podstawową różnicą jest zależność hierarchiczna. Szef siatki podlega zazwyczaj rezydentowi (agenturalnemu lub kadrowemu rezydentowi służby działającemu w danym kraju) natomiast rezydent agenturalny podlega bezpośrednio Centrali służby. W służbach rosyjskich szef siatki agenturalnej nie może też werbować nowych agentów, natomiast rezydent agenturalny może.

Zadaniem agentów będących źródłem informacji jest zbieranie wiadomości, dokumentów i innych materiałów wywiadowczych. Werbuje się ich pod kątem dostępu do tajemnic danego państwa. Zajmowane przez nich stanowisko ma mniejsze znaczenie. Bardzo często agent zatrudniony w powielarni, informatyk obsługujący komputery, czy sekretarka mają znacznie łatwiejszy i szerszy dostęp do tajemnic niż ich szefowie i to nawet najwyższych szczebli.

Agenci-egzekutorzy werbowani są zasadniczo w jednym celu – likwidacji wyznaczonych osób lub przeprowadzenia energetycznych, a nie informacyjnych, aktów sabotażu i dywersji.

Agenci-werbownicy należą do najbardziej zaufanych i bardzo często wywodzą się spośród sprawdzonych i doświadczonych agentów zbierających informacje, którzy z różnych względów utracili dostęp do tajemnic państwowych. Wykorzystuje się ich do wyszukiwania kandydatów na agentów i werbowania ich. Czasami jedynie do wyszukiwania kandydatów i wstępnego ich urabiania, a sama operację werbunku przeprowadza innych agent (np. rezydent agenturalny) lub pracownik kadrowy służby.

Wśród agentów wsparcia najistotniejszą rolę pełnią agenci legalizacyjni. Należą do nich policjanci, celnicy, pracownicy biur paszportowych i urzędów wydających dokumenty, urzędów stanu cywilnego i innych instytucji wydających obywatelom różnego rodzaju dokumenty i prowadzących ewidencję. Działają oni przede wszystkim na rzecz tak zwanych „nielegałów”, czyli kadrowych pracowników służby wysyłanych do obcego państwa, gdzie mają funkcjonować jako obywatele tego kraju. Zadaniem agentów legalizacyjnych jest uwiarygodnić fałszywą tożsamość „nielegała”, zaopatrzyć go w odpowiednie dokumenty na autentycznych blankietach, wpisać do odpowiednich rejestrów i ewidencji, itp. Zadaniem agentów legalizacyjnych jest również pozyskiwanie pustych blankietów dokumentów, czystych formularzy, wzorów pieczątek, papierów firmowych urzędów, itp. Zdobyta przez nich oryginalna „papeteria” wykorzystywana jest później przez Centralę służby do produkcji podrobionych imitacji lub do tworzenia zestawów „autentycznych” dokumentów, w które wyposaża się własnych pracowników kadrowych wysyłanych i działających nielegalnie na terenie danego kraju albo lokalnych agentów. Dla uzyskania wzorów dokumentów werbuje się też kryminalistów, zwłaszcza kieszonkowców.

Agenci kurierzy przewożą materiał wywiadowczy przez granice państwowe i werbuje się ich zazwyczaj w środowiskach zajmujących się zawodowo transportem (kierowcy, obsługa pociągów, marynarze floty handlowej) lub często podróżujących – np. handlowców.

Właściciele lokali konspiracyjnych oddają (zazwyczaj za wynagrodzeniem) posiadane mieszkania lub lokale użytkowe na potrzeby służby. W lokalach tych odbywają się spotkania pracowników kadrowych z tajnymi współpracownikami lub agentami w warunkach gwarantujących wysoki stopień poufności. Lokale takie mogą również służyć za kwatery zastępcze w sytuacjach alarmowych lub za „przebieralnie”, w których pracownik kadrowy lub agent może szybko zmienić swój wygląd zewnętrzny.

Prowadzący skrzynki korespondencyjne, to zwerbowane osoby, które dysponują „bezpiecznym” adresem, telefonem, faksem lub innym środkiem łączności, umożliwiającym skrytą łączność między pracownikami kadrowymi a agentami. Bardzo często pośredniczą oni w korespondencji między Centralą a agentem działającym w innym kraju niż kraj zamieszkania prowadzącego skrzynkę. Przewidujące GRU na prowadzących skrzynki korespondencyjne wybiera najchętniej osoby w starszym wieku, które w przypadku konfliktu zbrojnego (niekoniecznie z Rosją) nie podlegałyby mobilizacji, co mogłoby przerwać łączność.

Rola prowadzących skrzynki kontaktowe i skrytki jest podobna do roli agentów pośredniczących w korespondencji, tyle, że obejmuje przede wszystkim materiały wywiadowcze, instrukcje, pieniądze i różne przedmioty przekazywane agentom przez pracowników kadrowych i odwrotnie. Na agentów prowadzących skrzynki i skrytki werbuje się przede wszystkim właścicieli małych sklepików i punktów usługowych, gdzie łatwo jest coś przekazać pod pozorem zakupów. „Żywe” skrzynki kontaktowe wypierane są coraz częściej przez „martwe”, czyli umówione miejsca, w których można pozostawić rzecz nie widząc się z nikim i nie będąc widzianym.

Specyficznymi rodzajami agentury, istotnymi z punktu widzenia wojny informacyjnej, są agenci wpływu oraz kategoria znana powszechnie w sowieckich służbach pod mało pochlebną nazwą „gównojady”4. Kto wymyślił ten termin, nie wiadomo. Używano go zarówno w KGB jak i w GRU. Mianem tym obdarzano obywateli krajów zachodnich, którzy dobrowolnie, za darmo, niczym nie kaptowani, ani nie straszeni, byli gotowi zdradzać swój kraj i współpracować ze Związkiem Sowieckim. Byli to różnej maści zwolennicy jednostronnego rozbrojenia, postępowi radykałowie, pacyfiści, internacjonaliści, itp. Trudno ich było kwalifikować jako agentów, gdyż nikt ich nie werbował, ale wykorzystywano ich w możliwie najszerszym stopniu, gdyż ochotnie robili to, co im kazano. Z punktu widzenia wojny energetycznej, czy prowadzenia dywersji zbrojnej, „gównojady” nie były wielce przydatne, ale ich rola w wojnie informacyjnej jest nie do przecenienia. Trudno bowiem znaleźć bardziej podatny materiał do manipulacji i medium bardziej żarliwie rozpowszechniające wszelką dezinformację i informację niszczącą. Co więcej „gównojady” są wspaniałymi roznosicielami plotek i pogłosek oraz krzykliwym mięsem armatnim każdej demonstracji, którą można później nagłośnić i wykorzystać we własnych celach. Ponadto łatwo odciąć się od nich bez ryzyka dekonspiracji, gdyż skruszony „gównojad” nie jest w stanie udowodnić, że został zwerbowany np. w drodze szantażu lub za wynagrodzeniem. Wręcz przeciwnie, łatwo jest wiarygodnie przekonywać, że czynił to, co czynił dobrowolnie, samodzielnie, bez podszeptów.

W wojnie informacyjnej najgroźniejsza jest agentura wpływu. Zgodnie z amerykańską definicją, agent wpływu to osoba, która może być wykorzystana do dyskretnego urabiania opinii polityków, środków masowego przekazu i grup nacisku w kierunku przychylnym zamiarom i celom obcego państwa5. W przeciwieństwie do wymienionych wyżej rodzajów agentów, agenci wpływu nie zbierają, lecz rozpowszechniają informacje. Najczęściej prawdziwe, ale z niszczącym komentarzem, także informacje zmanipulowane i sfabrykowane. Można przyjąć, że agentura wpływu prowadzi szczególnie obliczoną na długie lata dywersję informacyjną. Swój jad sączy dyskretnie w środowiskach decyzyjnych i opiniotwórczych, sterując je powoli w kierunku samozniszczenia lub zniszczenia struktur państwa. Wykrycie agentury wpływu jest niezmiernie trudne, a udowodnienie działania na rzecz obcego państwa praktycznie niemożliwe, gdyż każdy ma prawo do głoszenia własnych poglądów. Agent wpływu nie wykrada tajemnic z sejfów i nie sposób go przyłapać na „gorącym uczynku”. Najczęściej nie kontaktuje się potajemnie z oficerem prowadzącym i nie otrzymuje od niego instrukcji wywiadowczej lub wynagrodzenia. Wyjeżdża na jawne seminaria lub konferencje naukowe, pobiera stypendia naukowe lub wykłada na zagranicznym uniwersytecie, zagraniczni wydawcy publikują jego książki, otrzymuje nagrody twórcze, spotyka się z politykami, ludźmi ze świata gospodarki i nauki. Zebrane „wrażenia” ubrane we „własne przemyślenia” publikuje w mediach lub rozpowszechnia w „politycznych salonach” albo podczas spotkań z politykami i decydentami własnego kraju. Formalnie nie robi nic nielegalnego, tylko skutki jego działalności są niszczące.

W przeciwieństwie do kanałów agenturalnych, które obowiązane są do posłuszeństwa wobec prowadzącego, kanały współpracujące wykonują tylko te polecenia prowadzącego walkę informacyjną, które są zbieżne z ich własnymi celami. Przykładowo w latach stanu wojennego podziemna „Solidarność” prowadziła swoją walkę informacyjną ze strukturami władzy PRL korzystając z pomocy finansowej i materiałowej CIA, bowiem obie organizacje miały wspólny cel – demontaż komunizmu.

Pracując na rzecz obcego państwa oba wymienione wyżej kanały działają w pełnej świadomości destrukcyjnego działania przeciwko strukturom państwa, którego są obywatelami. Odmienny jest charakter kanałów inspiracyjnych, które nieświadomie lub półświadomie wykonują polecenia prowadzącego walkę i tworzą chaos w strukturach przeciwnika, prowokując decyzje i działania sprzeczne z jego interesami oraz dostarczają przeciwnikowi informacje prowadzące do „samodzielnego” podejmowania szkodliwych dlań decyzji.

Odpowiednio zainspirowany człowiek, działaniem „w dobrej wierze” może często wyrządzić większe szkody niż agent. Jego działań nie ogranicza bowiem strach przed zdemaskowaniem. Lenin mówił o takich ludziach „pożyteczni idioci”, działacz Kominternu, niemiecki komunista Willi Muenzenberg nazywał ich „niewiniątkami”. Muenzenberg cynicznie wykorzystywał swoje „niewiniątka” – intelektualistów zwabionych duchową solidarnością z proletariatem, tak zwanych niezależnych pisarzy, wykładowców i uczonych do szerzenia komunistycznej propagandy oraz do uwiarygodniania kampanii „agit-prop” Kominternu, a także do kamuflażu sowieckich działań wywiadowczych. Opierając się na otumanionych intelektualistach Muenzenberg zakładał w latach dwudziestych gazety, wydawnictwa i kluby książki kontrolowane przez Komintern, produkował filmy i wystawiał sztuki teatralne gloryfikujące komunizm i Związek Sowiecki. Arthur Koestler pisał, że nawet w Japonii ekipa Muenzenberga kontrolowała bezpośrednio lub pośrednio 19 gazet i czasopism6.

Każdy z wymienionych wyżej kanałów sterowniczych dzieli się z kolei na dwa rodzaje różniące się od siebie postawionymi im zadaniami. Są to:

piony informacyjne, których zadaniem jest zbieranie informacji o przeciwniku i jego otoczeniu oraz przekazywanie zebranego materiału prowadzącemu walkę informacyjną. Pion ten najbliższy jest tradycyjnemu szpiegostwu, chociaż coraz częściej oparty jest na tak zwanym „białym wywiadzie”, czyli na zbieraniu i analizowaniu informacji pochodzących z ogólnie dostępnych źródeł.

piony sterowniczo-dywersyjne wywierające wpływ na system i struktury przeciwnika inspirując decyzje prowadzące do samozniszczenia i blokując decyzje obronne. Tym właśnie pionom powierza się m.in. zadanie opanowania środków masowego przekazu przeciwnika, a jeśli już nie opanowanie, to przynajmniej osiągnięcie maksymalnego wpływu na publikowane przez nie treści. Piony te rozpowszechniają również wszelkie pogłoski, prowadzą lub inspirują kampanie oszczerstw i półprawd, podsuwają informacje zmanipulowane, sfabrykowane i niszczące, plasują agentów na odpowiedzialnych stanowiskach państwowych, wprowadzają agenturę wpływu do środowisk decyzyjnych i opiniotwórczych, inspirują reformy i programy prowadzące do rozpadu struktur i samozniszczenia państwa.

Jednym z podstawowych zadań w walce informacyjnej jest rozpoznanie kanałów przeciwnika oraz ich pionów. Rozpoznanie pionów sterowniczo-dywersyjnych jest łatwiejsze, niż pionów informacyjnych, ponieważ można odwołać się do zasady „po owocach ich poznacie”. Z tego tez względu w każdej profesjonalnej służbie wywiadowczej piony te rozgranicza się konsekwentnie, oddzielając przykładowo agenturę wywiadowczą od agentury wpływu.


Metody walki informacyjnej przeciwko państwu
• Promocja centralizacji decyzji w obozie przeciwnika z równoczesnym osłabianiem powiązań poziomych. Jest to swoista wertykalizacja państwa, do której należy dążyć, ponieważ struktury scentralizowane są znacznie podatniejsze na działania sterowniczo-dywersyjne od struktur horyzontalnych, opartych na sieciowych powiązaniach grup społecznych. Scentralizowane struktury odzwyczajają się szybko od samodzielnego myślenia i podejmowania decyzji, przez co paraliżuje je sam brak bodźców płynących od centralnego kierownictwa. Dlatego łatwiej jest rozmontować metodami walki informacyjnej państwo totalitarne, niż państwo oparte na swobodach społecznych z wolnymi obywatelami, mającymi poczucie własnej wartości.

• Inspirowanie błędnej polityki kadrowej, przede wszystkim na szczeblu decyzyjnym. Nie jest przy tym konieczne plasowanie na decyzyjnych stanowiskach własnej agentury. Wystarczy promowanie osób ambitnych, kłótliwych, niekompetentnych i podatnych na szantaż. Cechy te wystarczą, żeby przy odpowiednim sterowaniu osoby te doprowadziły szybko do chaosu decyzyjnego i sporów prowadzących do decyzyjnego paraliżu i w konsekwencji do stopniowej niewydolności struktur państwowych uwikłanych w walki wewnętrzne.

• Penetracja centralnego ośrodka decyzyjnego i rozbudowa własnych kanałów inspiracyjnych, przede wszystkim agentury wpływu. Najlepszymi agentami wpływu są doradcy, którzy inspirują decydentów, ale sami są mniej narażeni na zdemaskowanie, gdyż to nie oni podpisują decyzje i odpowiadają za ich ułomności.

• Inspirowanie błędnych decyzji podejmowanych przez organa centralne przeciwnika, co przy wertykalnej strukturze i braku mechanizmów samokontroli prowadzi do szybkiego przełożenia tych błędów na realne szkody dla interesu państwa

• Inspirowanie nadmiaru decyzji podejmowanych przez organa centralne przeciwnika, co skutecznie blokuje samodzielność i inicjatywę aparatu wykonawczego struktur państwowych i powoduje ich przeciążenie pracą nie przynoszącą wymiernych efektów.

• Inspirowanie tarć i walk wewnętrznych.

• Demontaż mechanizmów samosterowania społecznego, zwłaszcza w centralnym ośrodku decyzyjnym przeciwnika. Szerzenie demoralizacji, dezinformacji, korupcji, indyferentyzmu ideologicznego pod przykryciem apolityczności. Rozkład tradycyjnego systemu prawnego opartego na odwiecznym systemie wartości oraz obywatelskim poczuciu sprawiedliwości i zastąpienie go tworzonymi masowo przepisami prawnymi. Należy pamiętać, że państwo prawa, to coś zupełnie innego niż państwo praworządne. Państwo prawa, to państwo przepisów regulujących wszystko aż do absurdu, ale niekoniecznie zgodnie z prawem naturalnym.

• Blokowanie przepływu informacji i dezorganizacja tych elementów państwa przeciwnika, które zajmują się przetwarzaniem informacji. Może to być przykładowo kampania zasypywania instytucji państwowych fałszywymi donosami, których sprawdzenie pochłania czas, środki i energię.

• Nasyłanie masowej agentury, łatwej stosunkowo do wykrycia, ale odwracającej uwagę i pochłaniającej czas oraz środki kontrwywiadu. Kampania taka pozwala działać swobodniej najcenniejszej agenturze uplasowanej na szczeblu decyzyjnym przeciwnika.

• Przechwytywanie dobrych inicjatyw kierownictwa przeciwnika przez piony informacyjne, a potem wypaczanie ich aż do karykaturalnych rozmiarów przez piony sterowniczo-dywersyjne, co zniechęca do tych inicjatyw atakowane społeczeństwo.

Główne obiekty działań agresywnych w wojnie informacyjnej.

Wprawdzie ilość rozwiązań agresywnych w wojnie informacyjnej jest wielka, to jednak można wyróżnić pewne prawidłowości i ustalić listę obiektów, które są najczęściej atakowane. I takimi są:

Kręgi opiniotwórcze. Początkowo kaptowane są poszczególne osoby, którym powierza się potrójne zadanie: typowanie kolejnych osób wartych skaptowania, urabianie osób wpływowych oraz urabianie szerokiej opinii publicznej drogą publikacji w mediach opinii sygnowanych przez siebie. W pierwszym rzędzie kaptowani są ludzie młodzi i ambitni, których karierą można sterować plasując ich w zaplanowanych miejscach struktur atakowanego państwa i dużym prawdopodobieństwem, że będą, z biegiem czasu, awansować. Jednocześnie drogą jawną i tajną kreuje się skaptowanych na „autorytety”. Sposoby są różne. Od przyznawania prestiżowo brzmiących nagród i honorów, przez stypendia i pomoc w uzyskaniu stopni naukowych, po promowanie w ramach uprawianej profesji przy pomocy już posiadanej agentury wpływu.

Kiedy grupa skaptowanych staje się liczniejsza można przystąpić do urabiania całych środowisk opiniotwórczych tworząc sztucznie „modę” na pewne poglądy oraz organizując profesjonalny ostracyzm wobec myślących inaczej.

Media: W pierwszej fazie przejmowana jest kontrola nad treściami rozpowszechnianymi przez organizacje medialne. Do jej osiągnięcia wykorzystuje się skaptowane wcześniej osoby z kręgów opiniotwórczych oraz w środowiskach dziennikarskich. Wykreowanym przez siebie „autorytetom” poleca się umieszczać w środkach masowego przekazu artykuły, wypowiedzi, wywiady, opinie oraz zabiegać o udział w dyskusjach organizowanych przez media elektroniczne. Skaptowanym wcześniej dziennikarzom poleca się (a nie skaptowanym sugeruje się) publikować materiały wytypowanych osób, zapraszać je do udziału w debatach, robić z nimi wywiady. Wbrew pozorom inspiracja taka nie jest trudna, nawet, jeśli nie ma się licznych dziennikarzy w swojej „stajni”. Środki masowego przekazu przejawiają „instynkt stadny” i z góry można liczyć, że umiejętnie wykreowany autorytet szybko stanie się „modny” i będzie chętnie zapraszany przed kamerę, mikrofon oraz na prasowe łamy. Kiedy moda na jeden „autorytet” minie (trwa zazwyczaj kilka miesięcy), to nie jest trudno podstawić mediom inny.

Na treści publikowane przez media można też wpływać za pośrednictwem własnej agentury wśród dziennikarzy. Taktykę tę od ponad 100 lat stosują Rosjanie. Działająca w Paryżu od lat 80-tych XIX wieku Agentura Zagraniczna carskiej Ochrany miała na swojej liście płac dziesiątki dziennikarzy oraz płaciła tysiące rubli miesięcznie w subsydiach m.in. dla gazet Le Figaro, Echo de Paris i Gaulois7. Równocześnie carskie ministerstwo finansów przepłacało francuskich dziennikarzy, żeby tworzyli przychylny klimat dla rosyjskich starań o kolejne pożyczki zagraniczne. Paryski przedstawiciel ministerstwa Artur Raffałowicz miał w kieszeni wszystkie liczące się gazety francuskie z wyjątkiem socjalistycznej (potem komunistycznej) L’Humanite. Po przegraniu wojny z Japonią w 1905 roku, Raffałowicz wydawał miesięcznie do 200.000 franków na łapówki dla dziennikarzy, żeby minimalizowali porażkę Rosji8.

Z doświadczeń Ochrany korzystała od swoich pierwszych dni CzeKa subsydiując dziesiątkami tysięcy funtów ukazujący się w Wielkiej Brytanii socjalistyczny dziennik Daily Herald9, który „odpłacił się” w 1920 roku medialnym patronatem nad zorganizowanym przez skomunizowany związek zawodowy dokerów bojkotem transportów broni i amunicji dla armii polskiej.

Przygotowując globalne przywództwo Związku Sowieckiego, KGB miało na swych usługach tysiące dziennikarzy na całym świecie, dzięki czemu mogło prowadzić koronkowe operacje dezinformacyjne rozpisane na kilka lub kilkanaście krajów. Skutki tych operacji wracają echem nawet dzisiaj, jak choćby „działania aktywne” Służby A Pierwszego Zarządu Głównego KGB z lat 80-tych XX wieku obliczone na zrzucenie winy za pojawienie się wirusa HIV na amerykański program wojny biologicznej. Sfabrykowaną w Jaseniewie pod Moskwą historię AIDS przedrukowała w pierwszym półroczu 1987 roku prasa ponad 40 krajów rozwijających się. Na fabrykację KGB dały się nawet wziąć konserwatywny dziennik londyński Daily Express, brytyjski kanał telewizyjny Channel 4 oraz niemiecka Deutschland Rundfunk10.

Kupowaniem dziennikarzy zajmują się wyspecjalizowane służby wielu krajów i opis tylko najbardziej drastycznych przykładów zająłby gruby tom formatu książki telefonicznej.

W drugiej fazie przejmowania kontroli nad środkami masowego przekazu danego kraju następuje nabywanie już istniejących organizacji medialnych lub tworzenie własnych. Ponieważ otwarte przejęcie przez instytucje państwowe jednego kraju środków masowego przekazu w innym kraju nieuchronnie doprowadziłoby szybko do zdemaskowania wrogich zamiarów, kontrolę nad mediami zdobywa się za pośrednictwem firm prywatnych pod osłoną swobód gospodarki rynkowej. Można w tym celu założyć specjalnie firmę lub firmy o zakamuflowanym kapitale państwowym lub skłonić do współpracy i wykorzystać prywatne organizacje medialne własnego kraju w zamian za różnego rodzaju mniej lub bardziej utajnione subsydia. Mogą to być przykładowo zwolnienia podatkowe, ulgi celne, ulgi pocztowe, itp.

Kamuflaż można posunąć jeszcze dalej i przejmować media „pod fałszywą flagą”, czyli pozorując, że nabywający organizację medialną jest prywatną firmą z kraju trzeciego, o kapitale zupełnie nie związanym z info-agresorem.

Organizacje medialne, których nie można przejąć albo nie udało się opanować za pośrednictwem szeroko pojętej agentury, można kontrolować poprzez źródła informacji. Koszty pozyskiwania informacji – to znaczy koszty utrzymania korespondentów, współpracowników, wysyłania reporterów, prowadzenia archiwów, itp. – są wysokie i redakcje chętnie korzystają z usług agencji prasowych. Dlatego uzyskanie kontroli nad istniejącymi agencjami prasowymi lub założenie własnych należy do podstawowych zadań w programie przejmowania mediów.


Partie polityczne: Z uwagi na ich zhierarchizowanie oraz wymóg dyscypliny partyjnej opanowanie informacyjne partii najłatwiej przeprowadzić poprzez uzyskanie kontroli nad poszczególnymi działaczami oraz nad finansami ugrupowania. Udzielanie sekretnych subwencji może przybierać różne formy, od wręczonej dyskretnie paczki banknotów, po tani kredyt przed kampanią wyborczą udzielony dla niepoznaki przez bank w kraju trzecim. Bardziej skomplikowane jest kontrolowanie ugrupowania politycznego za pośrednictwem uplasowanej wewnątrz agentury wpływu, gdyż z natury ambitni politycy zazwyczaj z trudem podporządkowują się linii myślenia narzucanej im przez partyjnych kolegów. Bardziej podatni są na opinie doradców, ekspertów, autorytetów, komentarze mediów oraz wyniki sondaży opinii publicznej. Stąd dla pionu sterowniczo-dywersyjnego łatwiej jest manipulować partią z zewnątrz niż wewnątrz. Natomiast wewnątrz powinni działać agenci pionu informacyjnego.


Struktury państwa: Atak na struktury państwa finalizuje agresję informacyjną. Jeżeli bowiem uda się wprowadzić chaos i spowodować erozję instytucji państwowych albo wypaczyć ich funkcjonowanie w takim stopniu, żeby działały przeciwko interesom państwa i jego obywateli, to państwo zostanie ubezwłasnowolnione i praktycznie nic już nie będzie stało na przeszkodzie w całkowitym podporządkowaniu go woli i interesom info-agresora. Dlatego też w działaniach przeciwko strukturom państwa wykorzystuje się wszystkie wymienione dotychczas sposoby i formy walki informacyjnej. Powodzenie zależne jest przede wszystkim od odpowiedniego zgrania różnych elementów w jedną całość, która doprowadzi to rozpadu mechanizmów samosterowania społecznego i do samozniszczenia państwa, do stanu podobnego nieco do wojny domowej wszystkich z wszystkimi. W takiej sytuacji info-agresorowi nie będzie trudno skłonić społeczność międzynarodową do zaaprobowania przejęcia pogrążonego w wewnętrznym chaosie państwa w imię zachowania szeroko pojętego bezpieczeństwa międzynarodowego.


Główne obiekty działań niszczących w wojnie informacyjnej.

W wojnie informacyjnej obiektem wyznaczonym do zniszczenia może być praktycznie każda dziedzina życia społecznego, gdyż celem jest generalne osłabienie atakowanego społeczeństwa, aż do wprowadzenia go w stan uległości. Najczęściej atakowane są:


Materiał ludzki: Podobnie jak w wojnach energetycznych, celem ataków informacyjnych są ludzie. Interes agresora, zarówno energetycznego jak informacyjnego, wymaga biologicznego osłabienia atakowanego społeczeństwa, żeby uruchomić mechanizm instynktu samozachowawczego, który nakazuje podporządkować się posłusznie w imię przetrwania narodu. Stąd bierze się promocja aborcji i eutanazji, zachęcanie do emigracji, lansowanie modelu rodziny 2+1+pies, itp.


Struktury społeczne: Niemal wszystkie działania z zakresu manewrowania społecznego obliczone są na rozbicie porządku społecznego. Od opluwania uznanych autorytetów i podsuwania w zamian wykreowanych przez siebie, przez rozbijanie i niszczenie wpływowych środowisk, niezależnych a cieszących się szacunkiem stowarzyszeń, grup i organizacji profesjonalnych, aż po rozbijanie rodziny. Celem tych działań jest zatomizowanie zaatakowanego społeczeństwa w stopniu wykluczającym spontaniczne zorganizowanie oporu. Ludzie pozbawieni zaplecza w postaci rodziny, krewnych, przyjaciół, sąsiadów są nie tylko podatniejsi na manipulacje, gdyż nie mają z kim skonfrontować własnych poglądów, ale również tracą wolę oporu nie widząc sensu w indywidualnym proteście.


Gospodarka: Ekonomiczne osłabienie atakowanego państwa i wprowadzenie chaosu w jego gospodarce zwiększa skuteczność działań informacyjnych. Zubożone społeczeństwo jest podatniejsze na manipulacje, gdyż dotarcie do informacji prawdziwej wymaga czasu, wysiłku i pieniędzy, a tego brak ludziom goniącym za chlebem. Wojna gospodarcza jest skrzyżowaniem zmagań informacyjnych i energetycznych, a zatem wymaga osobnego omówienia.


Nauka i kultura: Wiedza jest najlepszą tarczą przeciwko informacyjnej agresji, a zatem nauka i kultura są sferami życia społecznego niszczonymi szczególnie zajadle. W czasie II wojny światowej Niemcy starali się fizycznie wyeliminować polską elitę naukową i kulturalną, a życie naukowe i kulturalne ograniczyli do szkół zawodowych i półpornograficznych teatrzyków rewiowych. W latach rządów Stalina w Związku Sowieckim odcięto środowiska kulturalne i naukowe (poza kompleksem zbrojeniowym) od kontaktów międzynarodowych. Współcześni info-agresorzy twórczo przetwarzają niemiecko-sowieckie osiągnięcia rezygnując tylko z działań energetycznych na rzecz stopniowego wymóżdżenia społeczeństw wyznaczonych do podporządkowania. Najbardziej wartościowe jednostki ze świata kultury i nauki skłaniane są do emigracji zachętami ekonomicznymi lub możliwością szerszego rozwoju profesjonalnego. Działaniami z zakresu dywersji informacyjnej i manipulacji oraz kanałami agenturalnymi ogranicza się możliwości rozwoju naukowego i kulturalnego, zamyka instytuty naukowe, otwiera pseudouczelnie stanowiące konkurencję dla uznanych placówek akademickich. Pauperyzuje środowiska naukowe i twórcze, likwiduje biblioteki, placówki kulturalne i naukowe, obniża poziom nauczania w szkołach, itp.


Obrona przez info-agresją.

Z uwagi na nieskończoność rozwiązań agresywnych, trudno jest napisać skrypt obrony przez informacyjną agresją. Ponieważ w wojnie informacyjnej polem walki jest ludzka świadomość, najistotniejszym elementem obrony jest zdać sobie sprawę z tego, że jest się atakowanym. Info-agresor może sączyć swój informacyjny jad bezkarnie tak długo, jak zatruwani nie są świadomi zagrożenia. Potem skuteczność działań sterowniczo-dywersyjnych gwałtownie maleje.

Na poziomie państwa istnieją wyspecjalizowane służby, które winny bronić kraj i obywateli przed informacyjną agresją. Jeżeli robią to skutecznie demontaż struktur państwowych i zniewolenie obywateli metodami walki informacyjnej staje się bardzo trudne lub wręcz niemożliwe. II Rzeczpospolita miała taką wyspecjalizowaną służbę - Oddział II Sztabu Głównego, popularnie zwany „dwójką”. Był on tak skuteczny, że chociaż zniewolić Polskę metodami informacyjnymi usiłowały Niemcy i Związek Sowiecki nie potrafiły doprowadzić do erozji struktur państwowych i trzeba było sojuszu i uderzenia dwóch najpotężniejszych wówczas na świecie armii lądowych, żeby opanować nasz kraj.

Na poziomie obywateli możliwości obrony w sferze prawa są niewielkie. Poza nielicznymi wyjątkami (zeznania pod przysięgą) wolno bezkarnie kłamać publicznie. Konstytucja nie zabrania politykom uciekać się do kłamstw. Nawet prezydentowi i premierowi. „Autorytety” nie mają obowiązku szerzyć prawdy, mogą pleść bzdury pod warunkiem, że będą one mądrze brzmiały i będzie je ktoś publikować. Prawne ograniczenia, które obowiązują media są tak mało precyzyjne, że w zasadzie uchodzi im niemal każde kłamstwo lub inteligentne oszczerstwo.

W sytuacji, gdy brak formalnych zapór dla dezinformacji rośnie gwałtownie znaczenie samoobrony obywateli, indywidualnego oporu przed zalewem kłamstwa. I w tej sferze można wyróżnić następujące czynniki obronne:
• możliwie szeroka wiedza. Im więcej wiemy generalnie i o przeciwniku, tym łatwiej nam rozpoznać i odeprzeć dezinformację, wykryć fabrykację i ustrzec się manipulacji.

• korzystanie z różnorodnych źródeł informacji, ułatwia ich weryfikację, a po wykryciu informacji zmanipulowanych lub sfabrykowanych umożliwia lokalizację źródła dezinformacji.

• wiedza o sobie, o swoich silnych i słabych stronach.

• unikanie myślenia, że przeciwnik myśli i zachowuje się tak jak ja. Takie myślenie, to najpewniejsza droga do samo-dezinformacji. Należy zakładać, że przeciwnik jest inteligentny i przewrotny.

• czujność - należy być zawsze przygotowanym na nieznane techniki, metody i rozwiązania.

• ustawiczne kształtowanie i umacnianie porządku moralnego opartego o system odwiecznych wartości, gdyż jest to najskuteczniejszy mechanizm samosterowania społecznego zarówno na płaszczyźnie ośrodka decyzyjnego jak i całej społeczności (narodu). Porządek ten można i należy wpajać na poziomie rodziny, ponieważ wyniesione z domu solidnie ukształtowane zasady są niezwykle trudne do wykorzenienia.

Wiarygodność informacji sprawdza się w oparciu o posiadaną wiedzę, wiarygodność posiadanej wiedzy w oparciu o przestrzegane zasady moralne, wiarygodność zasad moralnych w oparciu o 10 przykazań.


Rafał Brzeski