13.10.2019 roku może być początkiem odzyskiwania pełnej niepodległości Polski. Ty decydujesz kogo wybierzesz.
niedziela, 20 kwietnia 2014
Donald Tusk - pierwsza niezależna biografia
Książka: "Donald Tusk. Pierwsza niezależna biografia" Sławomir
Grabias, Wyd. Signum Temporis, 2011 - umożliwia czytelnikowi
zrozumieć wiele "niepojętych rzeczy" jakie wyprawia obecny
"władca Polski", rzeczy które "nie mieszą się Polakom w głowach".
Bo też faktycznie to co wyprawia Tusk można tylko zrozumieć poprzez
zaszczepioną mu nienawiść do Polskości z jednoczesnym teatralnym
zakładaniem maski Polaka i patrioty. Jak tragiczne są tego skutki
dla Polski, miliony Polaków odczuły to już na własnej skórze.
A prawda jest szokująca i jest przeciwieństwem tego teatru, który odstawia:
Dziadek Tuska ze strony ojca był ochotniczo w hitlerowskim wermahcie.
Brat dziadka ze strony matki, również służył w wermahcie.
Natomiast babka ze strony matki, z domu Liebke, była rodowitą Niemką.
Męska część rodziny zginęła w Rosji, na frontach I i II wojny światowej.
Ciotka matki Donalda Tuska zginęła wraz z czwórką dzieci podczas
ucieczki w styczniu 1945 r. na pokładzie słynnego "Wilhelma Gustloffa",
storpedowanego przez Rosjan. Matka Donalda Tuska wspomina, że jej
mama i babcia chciały uciekać po wojnie do Niemiec, bo "w końcu były
Niemkami" (Donald Tusk. Pierwsza niezależna biografia" Sławomir
Grabias, Wyd. Signum Temporis, 2011).
Babka Tuska, salowa, musiała odejść z pracy w szpitalu, bo była
szykanowana ze względu na jej silny niemiecki akcent. To, że w rodzinie
Tuska rozmawiało się po niemiecku, nie było tajemnicą (Grabias, str. 26).
Tusk zdawał sobie sprawę z problemów z tożsamością narodową swojej
rodziny. Miał od dzieciństwa zaszczepioną nienawiść do nieniemców,
szczerze nienawidził Polaków, bo był jako dzieciak wyzywany od hitlerowców
na podwórku i w szkole.
Jego wielką traumą jest chorobliwa nienawiść do Polskości oraz dla kariery
wypieranie się własnego pochodzenia, udawanie, że jest kimś innym, niż jest
naprawdę! Ten stres z zapierania siebie samego uformował psychopatyczną,
bezwzględną psychikę Tuska, który nigdy nie wacha się rozpowszechniać
obrzydliwych łgarstw na przeciwników politycznych czy też wyrzucać oddanych
mu pracowników dla własnej kariery i stołków. Dlatego Polacy jako
obywatele powinni wiedzieć, kogo wybierają na premiera czy na prezydenta
i jakie jest jego pochodzenie. To jest normalnym prawem każdego
narodu wybierającego swoich przywódców w USA, W.Bryt, czy Francji.
Tusk doskonale wiedział, kim była jego rodzina, ale wypierał się i kłamał.
Dlaczego więc kłamcy i oszustowi powierzono sprawowowanie w Polsce tak
wysokiego urządu ? Dlaczego dopuszczono, żeby wyrządził tyle straszliwych
szkód Polakom i Państwu Polskiemu łącznie z Zamachem Smoleńskim ?
Kto stał i stoi za ruskimi serwerami i za łże-mediami, które go wybrały ?
wtorek, 8 kwietnia 2014
Ponownie w Parlamencie Europejskim chcą nami rządzić komunistyczne świnie z okresu PRL.
Co łączy niektórych liderów naszych list do Europarlamentu? Połączył ich... socjalizm.
W przeszłości umacniali w naszym kraju socjalizm. Największe osiągnięcia na tym polu ma 69-letni Tadeusz Iwiński z SLD. W PZPR był od 1967 do 1990 r. Przez 17 lat pracował jako wykładowca w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR. To była kuźnia komunistycznych kadr.
Do PZPR należała też Barbara Kudrycka. Jednak krócej, bo od 1978 do 1981 r.
Stanisław Żelichowski, rówieśnik Iwińskiego, w 1970 r. stał się zaś członkiem ZSL, czyli wiejskiego odpowiednika PZPR.
I nawet kandydat PiS-u Karol Karski ma to i owo na sumieniu. Pod koniec PRL-u wszedł do rady narodowej Żoliborza, był też aktywistą proreżimowego Zrzeszenia Studentów Polskich. W świadomości Polaków zapisał się jednak z innego powodu. W 2008 r. zatrzymał się w cypryjskim hotelu. I tam, po zakrapianej imprezie, miał uczestniczyć w zniszczeniu dwóch wózków golfowych. Straty wyliczono na ponad 10 tys. euro. Karski nigdy się do tego nie przyznał. Mówił, że mogła to być... rosyjska prowokacja.
Barbarę Kudrycką, gdy była ministrem szkolnictwa wyższego, posądzono natomiast o zamach na wolność polskiej nauki po tym, jak na Uniwersytecie Jagiellońskim powstała bardzo krytyczna wobec Lecha Wałęsy praca, wysłała tam kontrolę. Były też inne wątpliwości. Np. takie, czy, choć prawo tego nie zabrania, powinna jednocześnie kierować resortem i wykładać na podlegającej sobie uczelni.
A z czego zasłynął S. Żelichowski? Jedna z gazet opisała, jak to narzeka na ciężką poselską dolę, a jednocześnie przez wiele lat zasiadania w Sejmie dorobił się pokaźnego majątku. No to w Parlamencie Europejskim powodów do narzekań już z całą pewnością mieć nie będzie.
Jak widać czerwone świnie dalej rządzą Polakami a Polacy nic z tym nie robią?
Po co zatem były ofiary stanu wojennego, za co ginęli ich ojcowie i dziadkowie?
Czy za to aby stać się ponownie ofiarami tych samych oprawców?
Listę wyborczą Platformy Obywatelskiej otwiera Barbara Kudrycka. Tuż za nią na liście znalazł się Paweł Papke, mieszkający w Olsztynie były siatkarz, a obecnie poseł. Na dalszym miejscu warmińsko-mazursko-podlaskiej listy PO znalazł się również Krzysztof Piłat, starosta ełcki.
Na liście Prawa i Sprawiedliwości znalazł się pochodzący z Warszawy Karol Karski, były wiceminister spraw zagranicznych. Jest także profesorem na Wydziale Nauk Społecznych Warszawskiej Wyższej Szkoły Humanistycznej.
Na listach Polskiego Stronnictwa Ludowego liderem będzie Stanisław Żelichowski, szef partyjnych struktur w regionie. O mandat europosła ubiegać się będzie także poseł Zbigniew Włodkowski i Sylwia Jaskulska, wicestarosta ze Szczytna.
Listę wyborczą Sojuszu Lewicy Demokratycznej otwiera wieloletni poseł Tadeusz Iwiński. Na liście znajdą się także związana z Podlasiem Małgorzata Anna Bil-Jaruzelska, a na 10. miejscu Bożena Bagan, obecna wójt gminy Prostki.
Lokomotywą wyborczą koalicji Europa Plus i Twojego Ruchu będzie Małgorzata Kowalska. Profesor Kowalska jest kierownikiem Zakładu Filozofii Współczesnej i Społecznej na Wydziale Historyczno-Socjologicznym Uniwersytetu w Białymstoku. Na dalszych miejscach znaleźli się pochodzący z Olecka Robert Leszczyński, dziennikarz, krytyk muzyczny czy Jolanta Kwaśniewska. Nie jest to jednak żona byłego prezydenta lecz pochodząca z Węgorzewa 29-letnia ekonomistka i wieloletni pracownik samorządowy.
Liderem listy Polska Razem do Parlamentu Europejskiego z Warmii, Mazur i Podlasia jest poseł Jacek Żalek. Na drugim miejscu znajduje się Wiesław Łubiński - olsztyński przedsiębiorca prowadzący sieć szkół i przedszkoli, kanclerz Loży BCC.
W przeszłości umacniali w naszym kraju socjalizm. Największe osiągnięcia na tym polu ma 69-letni Tadeusz Iwiński z SLD. W PZPR był od 1967 do 1990 r. Przez 17 lat pracował jako wykładowca w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR. To była kuźnia komunistycznych kadr.
Do PZPR należała też Barbara Kudrycka. Jednak krócej, bo od 1978 do 1981 r.
Stanisław Żelichowski, rówieśnik Iwińskiego, w 1970 r. stał się zaś członkiem ZSL, czyli wiejskiego odpowiednika PZPR.
I nawet kandydat PiS-u Karol Karski ma to i owo na sumieniu. Pod koniec PRL-u wszedł do rady narodowej Żoliborza, był też aktywistą proreżimowego Zrzeszenia Studentów Polskich. W świadomości Polaków zapisał się jednak z innego powodu. W 2008 r. zatrzymał się w cypryjskim hotelu. I tam, po zakrapianej imprezie, miał uczestniczyć w zniszczeniu dwóch wózków golfowych. Straty wyliczono na ponad 10 tys. euro. Karski nigdy się do tego nie przyznał. Mówił, że mogła to być... rosyjska prowokacja.
Barbarę Kudrycką, gdy była ministrem szkolnictwa wyższego, posądzono natomiast o zamach na wolność polskiej nauki po tym, jak na Uniwersytecie Jagiellońskim powstała bardzo krytyczna wobec Lecha Wałęsy praca, wysłała tam kontrolę. Były też inne wątpliwości. Np. takie, czy, choć prawo tego nie zabrania, powinna jednocześnie kierować resortem i wykładać na podlegającej sobie uczelni.
A z czego zasłynął S. Żelichowski? Jedna z gazet opisała, jak to narzeka na ciężką poselską dolę, a jednocześnie przez wiele lat zasiadania w Sejmie dorobił się pokaźnego majątku. No to w Parlamencie Europejskim powodów do narzekań już z całą pewnością mieć nie będzie.
Jak widać czerwone świnie dalej rządzą Polakami a Polacy nic z tym nie robią?
Po co zatem były ofiary stanu wojennego, za co ginęli ich ojcowie i dziadkowie?
Czy za to aby stać się ponownie ofiarami tych samych oprawców?
Listę wyborczą Platformy Obywatelskiej otwiera Barbara Kudrycka. Tuż za nią na liście znalazł się Paweł Papke, mieszkający w Olsztynie były siatkarz, a obecnie poseł. Na dalszym miejscu warmińsko-mazursko-podlaskiej listy PO znalazł się również Krzysztof Piłat, starosta ełcki.
Na liście Prawa i Sprawiedliwości znalazł się pochodzący z Warszawy Karol Karski, były wiceminister spraw zagranicznych. Jest także profesorem na Wydziale Nauk Społecznych Warszawskiej Wyższej Szkoły Humanistycznej.
Na listach Polskiego Stronnictwa Ludowego liderem będzie Stanisław Żelichowski, szef partyjnych struktur w regionie. O mandat europosła ubiegać się będzie także poseł Zbigniew Włodkowski i Sylwia Jaskulska, wicestarosta ze Szczytna.
Listę wyborczą Sojuszu Lewicy Demokratycznej otwiera wieloletni poseł Tadeusz Iwiński. Na liście znajdą się także związana z Podlasiem Małgorzata Anna Bil-Jaruzelska, a na 10. miejscu Bożena Bagan, obecna wójt gminy Prostki.
Lokomotywą wyborczą koalicji Europa Plus i Twojego Ruchu będzie Małgorzata Kowalska. Profesor Kowalska jest kierownikiem Zakładu Filozofii Współczesnej i Społecznej na Wydziale Historyczno-Socjologicznym Uniwersytetu w Białymstoku. Na dalszych miejscach znaleźli się pochodzący z Olecka Robert Leszczyński, dziennikarz, krytyk muzyczny czy Jolanta Kwaśniewska. Nie jest to jednak żona byłego prezydenta lecz pochodząca z Węgorzewa 29-letnia ekonomistka i wieloletni pracownik samorządowy.
Liderem listy Polska Razem do Parlamentu Europejskiego z Warmii, Mazur i Podlasia jest poseł Jacek Żalek. Na drugim miejscu znajduje się Wiesław Łubiński - olsztyński przedsiębiorca prowadzący sieć szkół i przedszkoli, kanclerz Loży BCC.
sobota, 29 marca 2014
Terroryści USA w Azji Południowo-Wschodniej i w Afryce
Na mocy porozumień genewskich z 1954 roku Wietnam został tymczasowo podzielony wzdłuż 17. równoleżnika. Na północy powstało komunistyczne państwo pod nazwą Demokratyczna Republika Wietnamu (DRW), a na południu niekomunistyczne państwo pod nazwą Republika Wietnamu (RW) pod rządami marionetkowego cesarza Bảo Đạia, którego w 1956 roku odsunął od władzy jego premier Ngô Đình Diệm, stając się prezydentem z woli Amerykanów. Oddziały Wietnamskiej Armii Ludowej (WAL) wycofały się na północ, a bojownicy Việt Minhu na południu przeszli do konspiracji. O dalszych losach całego kraju miały, zgodnie z postanowieniami konferencji, zadecydować przeprowadzone w przyszłości (1956) wolne wybory. Porozumienia genewskie przewidywały przeprowadzenie wyborów po obu stronach 17 równoleżnika (tymczasowej linii demarkacyjnej) do 20 lipca 1956 roku oraz jedność i integralność terytorialną kraju. Jednak wspierany przez USA premier Ngô Đình Diệm odwołał wybory, motywując swoją decyzję brakiem możliwości przeprowadzenia uczciwych wyborów na północy ze względu na brak pluralizmu i wolności politycznej w rządzonej przez komunistów części kraju. Obawiał się także porażki w starciu wyborczym z twórcą niepodległego Wietnamu Hồ Chí Minhem. Zamiast tego proklamował powstanie Republiki Wietnamu. Przez cały czas CIA prowadziła tajne operacje dywersyjne przeciwko Wietnamowi Północnemu. Polegały one na nocnych rajdach komandosów południowowietnamskich, nacjonalistycznych chińskich (tajwańskich) i południowokoreańskich – zwerbowanych i przeszkolonych na Filipinach, przerzucanych łodziami rybackimi do Wietnamu Północnego, gdzie niszczyli ważne gospodarczo i militarnie instalacje. Ponieważ łodzie były wolne, często padały łupem północnowietnamskich okrętów patrolowych. Aby temu zaradzić Amerykanie postanowili wyposażyć południowowietnamskie drużyny dywersyjne w bardzo szybkie kutry torpedowe typu Nasty. Zrewidowany plan akcji dywersyjnej nazwano OPLAN 34A i pod nadzorem Marynarki USA wdrożono go w życie w 1963 roku. Dla ochrony całej akcji postanowiono użyć okrętów US Navy patrolujących wody przybrzeżne Wietnamu Północnego w ramach pomocniczej operacji Desoto. Jednocześnie marynarka wojenna Wietnamu Północnego chcąc przechwytywać szybkie łodzie typu Nasty zanim wysadzą one dywersantów lub ostrzelają instalacje brzegowe w Wietnamie Północnym znacznie zwiększyła ilość patroli swoich kutrów torpedowych na wodach międzynarodowych wzdłuż przewidywanych tras ich kursowania. W roku 1964 Amerykanie, chcąc zniszczyć wietnamskie szlaki i bazy zaopatrzeniowe rozpoczęli operację bombardowania wschodniego Laosu. 2 marca 1965 rozpoczęli zmasowane bombardowania Wietnamu Północnego w ramach operacji Rolling Thunder, która trwała do października 1968 roku. Równocześnie podczas całej operacji Rolling Thunder prowadzono również intensywne ataki lotnicze przeciwko siłom komunistycznym na terytorium Wietnamu Południowego, szczególnie wzdłuż Szlaku Ho Chi Minha, którym przerzucano na południe broń, amunicję, sprzęt, a w końcu także żołnierzy regularnej armii północnowietnamskiej. Tu podczas nalotów dywanowych na masową skalę stosowano napalm i defolianty, aby zniszczyć dżunglę, która była oparciem partyzantki wietnamskiej. Następstwem zastosowania silnie trującej substancji była w ciągu następnych lat choroba i inwalidztwo 400 000 Wietnamczyków oraz ponad 38 000 żołnierzy amerykańskich. W zaistniałej sytuacji akcje zbrojne Wietnamczyków wspierał ZSRR dostarczając broń. Nasilające się ataki amerykańskie stopniowo traciły swoją skuteczność, gdyż od 1968 partyzanci Wietkongu znali wcześniej cele bombardowań oraz kierunki wielu operacji armii amerykańskiej i zwykle ewakuowali się przed mającymi nastąpić uderzeniami. Informacje te przekazywane były sztabom północnowietnamskim z komórek rozpoznania elektronicznego radzieckiego wywiadu wojskowego GRU. O zakończeniu napaści USA na Wietnam zadecydowało amerykańskie społeczeństwo demonstrujące prezydentowi, że zaangażowanie się w Wietnamie było tragiczną pomyłką i powinno zostać jak najszybciej zakończone. Poparcie dla polityki prezydenta Johnsona w odniesieniu do wojny wietnamskiej wynosiło 40% pod koniec 1967 roku, a w marcu 1968 gwałtownie spadło do 26%. W tym czasie aż 78% obywateli USA było przekonanych, iż rząd nie potrafi rozwiązać trudnej sytuacji związanej z konfliktem. Duża część społeczeństwa amerykańskiego doszła do wniosku, że działania wojsk amerykańskich w Wietnamie są nielegalne lub wręcz zbrodnicze. W istocie działań 31 października 1968 Johnson ogłosił wstrzymanie bombardowań Wietnamu Północnego i wyraził gotowość do rozmów pokojowych z rządem w Hanoi. Stało się jasno, że interwencja amerykańska w Wietnamie nie odniesie zamierzonego skutku. Od 1969 toczyły się w Paryżu rokowania pokojowe Stanów Zjednoczonych z rządem północnowietnamskim zakończone podpisaniem paryskich układów pokojowych w styczniu 1973. W tym czasie walki przeniosły się na teren Kambodży i Laosu. Cały czas społeczeństwo amerykańskie domagało się zakończenia walk. Dochodziło do wielu demonstracji antywojennych. Skrajnym przypadkiem była masakra na uniwersytecie w Kencie, gdzie w 1970 roku Gwardia Narodowa zastrzeliła czterech demonstrujących studentów. W marcu 1975 roku rozpoczął się ostateczny atak armii północnowietnamskiej. Było to już po aferze Watergate w USA i ustąpieniu prezydenta Richarda Nixona. 25 marca komuniści zajęli Huế. W kwietniu generał Nguyễn Văn Thiệu podał się do dymisji i wyemigrował, a Armia Republiki Wietnamu uległa rozkładowi. 30 kwietnia praktycznie bez walk padł Sajgon. Republika Wietnamu Południowego przestała istnieć. Tak zakończyła się wojna w Wietnamie.
Upadek Wietnamu Południowego umożliwił komunistom ostateczne opanowanie Laosu i Kambodży.
Kambodża, 1955-73: Książę Sihanouk, jeszcze jeden lider, któremu nie spieszyło się do zostania kolejnym klientem Stanów Zjednoczonych. Po wielu latach wrogości w stosunku do jego rządów, która przejawiała się między innymi w przygotowaniu planu jego zgładzenia oraz potępianych utajnionych bombardowaniach dywanowych w latach 1969-70 przeprowadzonych przez Nixona i Kissingera, Waszyngton w końcu obalił Sihanouka w wyniku zamachu stanu w 1970 roku. To wystarczyło, by zachęcić siły Pol Pota i jego Czerwonych Khmerów do wkroczenia. Pięć lat później przejęli władzę. Ale pierwsze lata bombardowań amerykańskich sprawiły, że tradycyjna gospodarka Kambodży przestała istnieć. Stara Kambodża została na zawsze zniszczona.
Co niewiarygodne, Czerwoni Khmerzy mieli wywołać w swoim kraju jeszcze większe spustoszenie. Jak na ironię, Stany Zjednoczone wspierały Pol Pota, militarnie i dyplomatycznie, po tym jak zostały pokonane w Wietnamie.
W miedzyczasie rząd USA zwrócił oczy w kierunku Indonezji. Państwa także leżącego w Azji Południowo-Wschodniej rządzonego przez Sukarno (1957-58) będącego przywódcą z Trzeciego Świata, którego Stany Zjednoczone nie mogły znieść. Zdecydowanie obrał politykę neutralności podczas zimnej wojny, podróżując do Związku Radzieckiego, Chin i do Białego Domu oczywiście też. Znacjonalizował wiele holenderskich prywatnych przedsiębiorstw, które należały wcześniej do kolonizatora. Ponadto odmówił rozprawienia się z Komunistyczną Partią Indonezji, która w prawy i pokojowy sposób zdobywała zdumiewające poparcie w społeczeństwie. Taka polityka z pewnością mogła zainspirować innych przywódców Trzeciego Świata. To właśnie wtedy CIA zaczęła szastać pieniędzmi, odpowiednio ustawiając wybory, stworzyła plan zamordowania Sukarno, próbowała wplątać go w wymyśloną aferę z filmem pornograficznym, w końcu połączyła siły z opozycyjnymi oficerami wojskowymi i wywołała otwartą wojnę przeciwko rządowi. Po przewrocie od 1968 kraj rządzony był przez generała Suharto. Zaraz po objęciu władzy przez nowy rząd rozpoczęły się masakry komunistów, tych, którzy sympatyzowali z komunizmem, domniemanych komunistów oraz domniemanych sympatyków komunizmu - i nikogo więcej. Zostały one określone przez New York Times jako "jedna z najdzikszych rzezi w nowoczesnej historii polityki". Liczba ofiar w ciągu kilku lat osiągnęła pół miliona, choć inne źródła mówią o milionie i więcej. Później się dowiedziano, że amerykańska ambasada stworzyła listy działaczy "komunistycznych", od najwyżej usadowionych prominentów, po kadry na wsiach, jakieś 50.000 nazwisk i przekazała je armii, która następnie rozpoczęła polowania na te osoby i mordowała je. Amerykanie następnie mieli weryfikować te listy i zestawiać je z osobami zabitymi lub aresztowanymi. "To była wielka pomoc dla armii. Prawdopodobnie zabili oni mnóstwo ludzi, a ja prawdopodobnie mam mnóstwo krwi na swoich rękach", powiedział jeden dyplomata amerykański. "Ale nie należy tego wszystkiego potępiać. Są chwile, gdy trzeba mocno uderzyć". W międzyczasie realizowano plan wyniszczenia gospodarczego Indonezji.
Plan przyłączenia Indonezji do krajów kapitalistycznych i uzależnienia jej od USA, nie odbiegał od schematu wykorzystywanego już wcześniej na Bliskim Wschodzie i Ameryce Południowej. Indonezja składa się z 17 500 mniejszych i większych wysp, największe to Jawa, Sumatra, Borneo, Celebes. Na początku lat 70- tych był to jeden z najgęściej zaludnionych obszarów na ziemi. Indonezja miała zostać zelektryfikowana przez firmę MAIN za kredyty z Banku Światowego. Dodatkową korzyścią jaką można było uzyskać w tym kraju był dostęp do złóż ropy naftowej. Prognozy zużycia energii elektrycznej dowodziły wzrost zapotrzebowania na poziomie 20% rocznie, a wzrost gospodarczy prognozowany był na 10% rocznie przez kolejne 25 lat. Taka świetlana przyszłość została przedstawiona władzą Indonezji, tylko aby skłonić ją do zaciągnięcia odpowiednio wysokiego kredytu, który jak zapewniali amerykańscy specjaliści zostanie spłacony bez najmniejszych problemów. Prognozy oczywiście się nie sprawdziły, a dług nie został spłacony do dziś.
Schemat współdziałania Banku Światowego, korporacji i władz Stanów Zjednoczonych powielany jest także w Afryce.
Mozambik, kraj leżący w południowej Afryce. Jest zasobny w bogactwa naturalne, jak węgiel, diamenty, rudy żelaza, tantalu, turmaliny, złoto, boksyty. Posiada dobre warunki do rozwoju rolnictwa, min. Bogatą sieć rzeczną i dobre jak na ten rejon świata gleby.
Mimo to Mozambik od momentu uzyskania niepodległości w 1975 jest krajem coraz biedniejszym. Jedną z przyczyn z całą pewnością jest burzliwa historia najnowsza kraju, szereg wojen i klęsk żywiołowych odcisnął swoje piętno. Niestety jest też inna przyczyna na którą ludność czy rządy tego państwa nie mają najmniejszego wpływu – polityka Banku Światowego.
W roku 1997 minimalna oficjalna płaca tygodniowa wynosiła czterdzieści dolarów, ale tylko dziewięćdziesiąt tysięcy z siedmiu milionów pracujących otrzymywało takie wynagrodzenie. Reszta dostawała znacznie mniej lub nawet nic.
We wspomnianym roku w celu utrzymania dotychczasowego poziomu stopy życiowej, po uzgodnieniu ze związkami zawodowymi i światem biznesu, rząd Mozambiku zapowiedział wzrost płac o 37%, czyli około 14 dolarów na miesiąc. Wydaje się to hojnym gestem dla społeczeństwa, w rzeczywistości w roku 1997 inflacja w kraju wynosiła ponad 40%, więc realnie płace by się minimalnie zmniejszyły.
Problem jednak w tym, że płace nie wzrosły, nawet o wspomniane 14 dolarów. Było to wynikiem sporu, jaki zaistniał między Bankiem Światowym, Międzynarodowym Funduszem Walutowym, a rządem, czy gospodarkę Mozambiku stać na taką operację. Reprezentant MFW, Sergio Leite, zaapelował, by zmniejszono inflację do poziomu 24%. Co oznaczało cofnięcie podwyżek
Wkrótce rozgorzał kolejny spór. Dania i Szwecja zwróciły uwagę panu Leite, iż Mozambik i tak znajduje się u progu ruiny finansowej, a zainicjowane w 1994r. przez BŚ/MFW cięcia budżetowe w służbie zdrowia i szkolnictwie doprowadziły 30 tysięcy ludzi do utraty pracy. Ekonomiści banku Światowego uważają że Mozambik rozwija się świetnie, podają że wzrost gospodarczy w latach 97-99 wynosił ponad 10% rocznie i był jednym z najwyższych na świecie. Nie wspominają iż wzrost ten tworzą głownie zagraniczni inwestorzy zachęcani bardzo tanią, wręcz darmową siła roboczą, że kraj tonie w długach, co rok korzysta z pomocy finansowej BŚ i MFW, a jego zadłużenie na rok 2005 zrównało się z PKB i wynosi 5,5 miliardów dolarów.
Kolejnym krajem czarnego lądu zrujnowany przez Bank Światowy jest Zambia.
Jeszcze w latach 60 tych XX wieku był to jeden z najbogatszych krajów Afryki.
Większość dochodów pochodziła z produkcji miedzi. W latach 60 – tych jej sprzedaż była bardzo opłacalna, wydatki państwa rosły, rozwijano szkolnictwo, służbę zdrowia, inwestowano w edukację. Rynek załamał się w latach 70-tych. Zambia korzystając z doradztwa finansowego MFW zaciągnęła pożyczki, zapewniona, że ceny miedzi z pewnością wrócą do pierwotnego poziomu. Była to jedna z fałszywych prognoz sporządzonych przez ekspertów BŚ, ci sami eksperci odpowiednio pokierowali wydawaniem funduszy z kredytów, budowano szerokie drogi, boiska, elektrownie, budowle stricte reprezentacyjne, a Zambia stawała się coraz biedniejsza. W latach 80- tych z kolejnych kredytów uruchomiono serię specjalnych projektów rolniczych, z których żaden nie został ukończony. W roku 1986 prezydent Kaunda zarzucił reformy opracowane przez doradców z Banku Światowego. Rząd brytyjski natychmiast wstrzymał 50 milonów dolarów pomocy. Pod koniec 1986 r. został wprowadzony nowy program rolniczy. Dotacje na żywność zostały zmniejszone, a cena podstawowych produktów spożywczych podwoiła się z dnia na dzień. Po rozruchach, w wyniku których zginęło 15 osób, prezydent obniżył cenę.
W wyborach prezydenckich w 1991 r. nowo wybrany Hiluba wprowadził dalsze reformy gospodarcze, polegające m.in. na zmniejszeniu dotacji do żywności oraz powszechnej prywatyzacji. Dzisiaj warunki życia biednych wciąż się pogarszają. W zagłębiu miedziowym 60% ludności pozostaje bez pracy, a koszty utrzymania dla rodzin o niskich dochody dramatycznie wzrosły.
Dziś Zambia ma dług równy PKB i wynoszący 5 miliardów dolarów. Każdy obywatel tego kraju jest zadłużony średnio na ponad 800 USD, co daje równowartość trzyletniej średniej pensji.
Rwanda, to kolejny kraj który rozpoczął swoją postkolonialną egzystencje jako zamożne państwo, obecnie jest zrujnowany. Dochód narodowy od odzyskania niepodległości w 1965 roku aż do roku 1989 wzrastał w tempie 4.9%. Odsetek dzieci w szkołach wzrastał.
Współczynnik inflacji był jednym z najniższych w Afryce subsaharyjskiej i wynosił poniżej 4% rocznie. Na większej części terytorium ludność miała wystarczającą ilość żywności z własnych upraw, a zatem do późnych lat 80-tych import zbóż był minimalny, a pomoc żywnościowa nie była potrzebna.
Tragedia wydarzyła się w roku 1988, ceny kawy na światowych rynkach spadły w ciągu kilku miesięcy o ponad połowę. Kraj stanął przed możliwością klęski głodu. W tym samym czasie cena kilograma kawy w zachodnich sklepach była ponad dwudziestokrotnie wyższa od tej, którą płacono rwandyjskim rolnikom. Dochody państwa obniżyły się tak drastycznie iż był on zmuszony zwrócić się o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W końcu 1988 roku wprowadzono program zalecany przez Bank Światowy. Obejmował on takie warunki, jak np. liberalizacja handlu, dewaluacja pieniądza, ograniczenie dotacji dla rolnictwa, prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych oraz zwalnianie pracowników administracyjnych.
W roku 1990 Rwandyjski Front Patriotyczny - armia rebeliantów Tutsi z uchodźstwa - wkroczyła do Rwandy z terytorium Ugandy. W tym samym miesiącu rząd zadecydował o dewaluacji franka rwandyjskiego, ale wstrzymał wykonanie tej decyzji. Pod koniec roku, kiedy oddziały rządowe rozpoczęły walkę z Frontem Patriotycznym, MFW wyraził zgodę na zdeponowanie milionów dolarów w Banku Centralnym jako "pomoc". Bardzo duża część tych pieniędzy została prawdopodobnie wykorzystana na zakup broni. W tym samym miesiącu rząd zdewaluował franka rwandyjskiego o 50%. Armia w krótkim czasie powiększyła się z pięciu tysięcy do czterdziestu tysięcy ludzi, rekrutowanych głównie spośród nowych bezrobotnych.
Dewaluacja franka zapoczątkowała gwałtowną inflację i załamanie realnych dochodów. Inflacja wzrosła z 10% w 1989 r. do 19,2% w 1991. Dochody z eksportu zmniejszyły się o 50% między rokiem 1987 a 91. Liczba zanotowanych przypadków malarii wzrosła o 21% z powodu braku leków. Wprowadzenie opłat za naukę spowodowało masowe opuszczanie szkół przez dzieci.
Ogromne zadłużenie zagraniczne, które już wcześniej podwoiło się od roku 1985, w latach 1989-92 wzrosło o kolejne 34%. Kryzys ekonomiczny osiągnął szczyt w roku 1992, kiedy Rwandyjscy rolnicy wycięli 300.000 drzew kawowych, ponieważ dochody ze sprzedaży kawy nie wystarczały im na życie. W czerwcu 1992 r. zarządzono drugą dewaluację franka, wzrosły też ceny paliwa. Produkcja kawy w ciągu jednego roku spadła o następne 25%.
W międzyczasie rynek został zarzucony niewłaściwą pomocą żywnościową z Zachodu. Produkcja rolna zarówno do bezpośredniego spożycia jak i na sprzedaż przestała być opłacalna. Całe rolnictwo pogrążyło się w kryzysie.
W 1992 roku Międzynarodowa Agencja Rozwoju, jedna z agend Banku Światowego, zarządziła najpierw prywatyzację przedsiębiorstwa państwowego Elektrogaz, a następnie państwowego przedsiębiorstwa telekomunikacyjnego. Pieniądze uzyskane z prywatyzacji miały być przeznaczone na spłatę zadłużenia zagranicznego. Wzrastały napięcia etniczne. Zwalniano pracowników elektrowni. Ceny energii natychmiast wzrosły, co sparaliżowało usługi w miastach. Terapia wstrząsowa gospodarki była katastrofalna.
W roku 1994 setki tysięcy Rwandyjczyków zginęło w brutalnej i niszczycielskiej wojnie domowej. W Europie Zachodniej powszechna jest opinia iż do wojny doszło z powodu starych zaszłości plemiennych pomiędzy Tutsi a Hutu, spowodowane to miało być wyznaczaniem granic „od linijki” jeszcze w czasach kolonializmu Brytyjskiego, prawdziwa przyczyna wojny była stricte ekonomiczna, a jednym z winowajców był Bank Światowy. Obecnie Rwanda jest jednym z najuboższych krajów świata. W ostatnich ciągu ostatnich piętnastu lat wartośc PKB per capita spadała średnio o 2,1% rocznie. Uzależnienie od krajów najbogatszych jest olbrzymie, obecnie kraj nie jest w stanie obsługiwać odsetek od długów, a ludność cały czas korzysta z pomocy humanitarnej.
W podobnej sytuacji znajduje się szereg państw Afryki, jak: Malawi z zadłużeniem równym dwukrotności PKB i wynoszącym 3.2 miliardów dolarów na rok 2005. Lesotho z długiem równym połowie PKB. Mozambik, Malawi, Madagaskar, Zambia, inne państwa nigdy nie spłacą swoich długów, nigdy nie miały ich spłacić.
Wraz z upadkiem ZSSR, Stany Zjednoczone stały się jedynym mocarstwem na świecie. Argument mówiący o obronie przed komunizmem stał się nie aktualny. Szybko zastąpiony go kilkoma innymi. Obecnie politycy USA usprawiedliwiają swoje działanie szerzeniem demokracji, wspólnego rynku, obalaniem krwawych dyktatur, utrzymywaniem porządku na świecie.
Nikt nie zastanawia się czy dany dyktator naprawdę miał coś na sumieniu, jak wspomniany wcześniej Manuel Noriega, którego prawdziwą winną był opór przeciw ingerencji USA w wewnętrzne sprawy jego kraju, czy ludzie na całym świecie tak naprawdę pragną demokracji, zwłaszcza w amerykańskim mało demokratycznym wydaniu.
Niestety to co słyszeliśmy o rozmaitych dyktatorach z telewizji czy gazet, w rzeczywistości jest tylko propagandą rządów krajów zachodu. Nie twierdzę że Saddam Hussein nie dopuścił się masakry na Kurdach na początku lat 80, ale przecież nie za to dwadzieścia lat później jego kraj został zaatakowany, a on sam skazany na karę śmierci. Turcja także dopuściła się rzezi na tym samym narodzie, w początkach lat 90- tych, ponieważ jest członkiem NATO i partnerem USA, nie spotkała ją z tego tytułu najmniejsza kara, a światowa opinia społeczna nie ma o tym fakcie najmniejszego pojęcia.
Wielu Historyków twierdzi iż era kolonializmu skończyła się w latach 60 – tych XX wieku. Teoretycznie takie rozumowanie jest słuszne. W praktyce kolonializm nadal istnieje zmienił się tylko i wyłącznie sposób zarządzania krajów najbogatszych krajami najbiedniejszymi. Został dostosowany do współczesnych wymogów opinii społecznej, organizacji humanitarnych i możliwości współczesnej ekonomii i bankowości.
Ogromne niespłacalne zadłużenie państw, które można nazwać współczesnymi wasalami, jest doskonałym narzędziem wywoływania skutecznej presji na władzę i ludność tych krajów.
Powoduje także niespotykane do tej pory nierówności w podziale światowego bogactwa. Szacuje się, że w 1870r., gdy kolonializm był u szczytu swego rozkwitu w Afryce, jak i w obu Amerykach, stosunek zamożności kolonii do państw kolonialnych wynosił 1:10. To znaczy, że kraje rozwinięte były 10-krotnie bogatsze od krajów nierozwiniętych. Ale już 90 lat później tj. w 1960r. stosunek ten wynosił 1:30.
Dzięki „pomocowej” działalności Banku Światowego w 1985 czyli po 25 latach stosunek ten zmienił się na 1:52, a w roku 1995 wynosił 1:73. Kraje najbiedniejsze ubożeją coraz szybciej i szybciej. Dowodzi to jasno że Bank Światowy albo nie potrafi pomagać i sytuacja ta jest od niego nie zależna, albo jest narzędziem służącym do pogłębiania i utrzymywania takiego podziału światowego bogactwa.
Stan pogłębiającej się dysproporcji jest niestety korzystny dla krajów rozwiniętych, dla korporacji, dla światowego przemysłu, inwestorów, w efekcie dla poszczególnych obywateli. Bieda innych zapewnia bogactwo drugim. Nie przerwany rozwój gospodarczy państw bogatych ma swoje podstawy w tanich surowcach, tanich produktach rolnych, taniej sile roboczej.
To wszystko pochodzi z trzeciego świata, to te kraje dostarczają, produkują i zadłużają się za nas. To dzięki nim przeciętny Amerykanin czy nawet Europejczyk tak naprawdę nie musi nic robić, ponieważ może liczyć na pomoc swojego państwa opiekuńczego, które to posiada znaczne środki zgromadzone z wyzysku krajów trzeciego świata.
W Ameryce czy Europie pojęcie głodu jest czystą abstrakcją, które nie dotyka praktycznie nikogo, tymczasem na świecie, według ONZ i Portalu Starvation.net umiera z głodu codziennie ponad dwadzieścia cztery tysiące osób, a kolejne dwadzieścia pięć tysięcy w wyniku chorób bezpośrednio związanych z głodem. Szacuje się że zapewnienie każdemu człowiekowi na świecie dostępu do wody i urządzeń sanitarnych kosztowałoby 9 miliardów dolarów, dodatkowe 25 miliardów kosztowałoby zapewnienie podstawowej opieki zdrowotnej. Kolejne 6 miliardów dolarów pozwoliło by sfinansować podstawowego wykształcenia. Łącznie daje to 40 miliardów dolarów, tymczasem całość zadłużenia najbiedniejszych krajów tylko z Afryki subsaharyjskiej, sięga 135 miliardów dolarów.
Obecna sytuacja może być porównana do atlantyckiego handlu niewolnikami, był on przez wieki integralną częścią sytemu gospodarczego krajów kolonialnych, uznanym powszechnie za normalny, a nawet niezbędny do handlu i życia. Obecny system jest tylko ewolucją poprzedniego, lecz tak samo jak poprzednik musi zostać zniesiony.
Nie chodzi tylko o głęboka niesprawiedliwość jaka dotyka ludność trzeciego świata tylko dlatego że nie mieli szczęścia urodzić się w Nowym Jorku, czy na przedmieściach Paryża. Chodzi o uzdrowienie całego światowego systemu gospodarczego, o racjonalne korzystanie z bogactw naturalnych ziemi, o dbanie o środowisko naturalne. Ważnym argumentem jest także rozwój światowego terroryzmu, ludzie ci nie atakują cywilizacji zachodu z powodu religii, jak chcielibyśmy sądzić, są samobójcami ponieważ już wszystko im zabraliśmy i nie mają nic do stracenia. Państwa wyzyskiwane na razie nie potrafią upomnieć się o swoje inaczej, ale kraje zachodu mogą mieć olbrzymie kłopoty kiedy trzeci świat powie dość.
Upadek Wietnamu Południowego umożliwił komunistom ostateczne opanowanie Laosu i Kambodży.
Kambodża, 1955-73: Książę Sihanouk, jeszcze jeden lider, któremu nie spieszyło się do zostania kolejnym klientem Stanów Zjednoczonych. Po wielu latach wrogości w stosunku do jego rządów, która przejawiała się między innymi w przygotowaniu planu jego zgładzenia oraz potępianych utajnionych bombardowaniach dywanowych w latach 1969-70 przeprowadzonych przez Nixona i Kissingera, Waszyngton w końcu obalił Sihanouka w wyniku zamachu stanu w 1970 roku. To wystarczyło, by zachęcić siły Pol Pota i jego Czerwonych Khmerów do wkroczenia. Pięć lat później przejęli władzę. Ale pierwsze lata bombardowań amerykańskich sprawiły, że tradycyjna gospodarka Kambodży przestała istnieć. Stara Kambodża została na zawsze zniszczona.
Co niewiarygodne, Czerwoni Khmerzy mieli wywołać w swoim kraju jeszcze większe spustoszenie. Jak na ironię, Stany Zjednoczone wspierały Pol Pota, militarnie i dyplomatycznie, po tym jak zostały pokonane w Wietnamie.
W miedzyczasie rząd USA zwrócił oczy w kierunku Indonezji. Państwa także leżącego w Azji Południowo-Wschodniej rządzonego przez Sukarno (1957-58) będącego przywódcą z Trzeciego Świata, którego Stany Zjednoczone nie mogły znieść. Zdecydowanie obrał politykę neutralności podczas zimnej wojny, podróżując do Związku Radzieckiego, Chin i do Białego Domu oczywiście też. Znacjonalizował wiele holenderskich prywatnych przedsiębiorstw, które należały wcześniej do kolonizatora. Ponadto odmówił rozprawienia się z Komunistyczną Partią Indonezji, która w prawy i pokojowy sposób zdobywała zdumiewające poparcie w społeczeństwie. Taka polityka z pewnością mogła zainspirować innych przywódców Trzeciego Świata. To właśnie wtedy CIA zaczęła szastać pieniędzmi, odpowiednio ustawiając wybory, stworzyła plan zamordowania Sukarno, próbowała wplątać go w wymyśloną aferę z filmem pornograficznym, w końcu połączyła siły z opozycyjnymi oficerami wojskowymi i wywołała otwartą wojnę przeciwko rządowi. Po przewrocie od 1968 kraj rządzony był przez generała Suharto. Zaraz po objęciu władzy przez nowy rząd rozpoczęły się masakry komunistów, tych, którzy sympatyzowali z komunizmem, domniemanych komunistów oraz domniemanych sympatyków komunizmu - i nikogo więcej. Zostały one określone przez New York Times jako "jedna z najdzikszych rzezi w nowoczesnej historii polityki". Liczba ofiar w ciągu kilku lat osiągnęła pół miliona, choć inne źródła mówią o milionie i więcej. Później się dowiedziano, że amerykańska ambasada stworzyła listy działaczy "komunistycznych", od najwyżej usadowionych prominentów, po kadry na wsiach, jakieś 50.000 nazwisk i przekazała je armii, która następnie rozpoczęła polowania na te osoby i mordowała je. Amerykanie następnie mieli weryfikować te listy i zestawiać je z osobami zabitymi lub aresztowanymi. "To była wielka pomoc dla armii. Prawdopodobnie zabili oni mnóstwo ludzi, a ja prawdopodobnie mam mnóstwo krwi na swoich rękach", powiedział jeden dyplomata amerykański. "Ale nie należy tego wszystkiego potępiać. Są chwile, gdy trzeba mocno uderzyć". W międzyczasie realizowano plan wyniszczenia gospodarczego Indonezji.
Plan przyłączenia Indonezji do krajów kapitalistycznych i uzależnienia jej od USA, nie odbiegał od schematu wykorzystywanego już wcześniej na Bliskim Wschodzie i Ameryce Południowej. Indonezja składa się z 17 500 mniejszych i większych wysp, największe to Jawa, Sumatra, Borneo, Celebes. Na początku lat 70- tych był to jeden z najgęściej zaludnionych obszarów na ziemi. Indonezja miała zostać zelektryfikowana przez firmę MAIN za kredyty z Banku Światowego. Dodatkową korzyścią jaką można było uzyskać w tym kraju był dostęp do złóż ropy naftowej. Prognozy zużycia energii elektrycznej dowodziły wzrost zapotrzebowania na poziomie 20% rocznie, a wzrost gospodarczy prognozowany był na 10% rocznie przez kolejne 25 lat. Taka świetlana przyszłość została przedstawiona władzą Indonezji, tylko aby skłonić ją do zaciągnięcia odpowiednio wysokiego kredytu, który jak zapewniali amerykańscy specjaliści zostanie spłacony bez najmniejszych problemów. Prognozy oczywiście się nie sprawdziły, a dług nie został spłacony do dziś.
Schemat współdziałania Banku Światowego, korporacji i władz Stanów Zjednoczonych powielany jest także w Afryce.
Mozambik, kraj leżący w południowej Afryce. Jest zasobny w bogactwa naturalne, jak węgiel, diamenty, rudy żelaza, tantalu, turmaliny, złoto, boksyty. Posiada dobre warunki do rozwoju rolnictwa, min. Bogatą sieć rzeczną i dobre jak na ten rejon świata gleby.
Mimo to Mozambik od momentu uzyskania niepodległości w 1975 jest krajem coraz biedniejszym. Jedną z przyczyn z całą pewnością jest burzliwa historia najnowsza kraju, szereg wojen i klęsk żywiołowych odcisnął swoje piętno. Niestety jest też inna przyczyna na którą ludność czy rządy tego państwa nie mają najmniejszego wpływu – polityka Banku Światowego.
W roku 1997 minimalna oficjalna płaca tygodniowa wynosiła czterdzieści dolarów, ale tylko dziewięćdziesiąt tysięcy z siedmiu milionów pracujących otrzymywało takie wynagrodzenie. Reszta dostawała znacznie mniej lub nawet nic.
We wspomnianym roku w celu utrzymania dotychczasowego poziomu stopy życiowej, po uzgodnieniu ze związkami zawodowymi i światem biznesu, rząd Mozambiku zapowiedział wzrost płac o 37%, czyli około 14 dolarów na miesiąc. Wydaje się to hojnym gestem dla społeczeństwa, w rzeczywistości w roku 1997 inflacja w kraju wynosiła ponad 40%, więc realnie płace by się minimalnie zmniejszyły.
Problem jednak w tym, że płace nie wzrosły, nawet o wspomniane 14 dolarów. Było to wynikiem sporu, jaki zaistniał między Bankiem Światowym, Międzynarodowym Funduszem Walutowym, a rządem, czy gospodarkę Mozambiku stać na taką operację. Reprezentant MFW, Sergio Leite, zaapelował, by zmniejszono inflację do poziomu 24%. Co oznaczało cofnięcie podwyżek
Wkrótce rozgorzał kolejny spór. Dania i Szwecja zwróciły uwagę panu Leite, iż Mozambik i tak znajduje się u progu ruiny finansowej, a zainicjowane w 1994r. przez BŚ/MFW cięcia budżetowe w służbie zdrowia i szkolnictwie doprowadziły 30 tysięcy ludzi do utraty pracy. Ekonomiści banku Światowego uważają że Mozambik rozwija się świetnie, podają że wzrost gospodarczy w latach 97-99 wynosił ponad 10% rocznie i był jednym z najwyższych na świecie. Nie wspominają iż wzrost ten tworzą głownie zagraniczni inwestorzy zachęcani bardzo tanią, wręcz darmową siła roboczą, że kraj tonie w długach, co rok korzysta z pomocy finansowej BŚ i MFW, a jego zadłużenie na rok 2005 zrównało się z PKB i wynosi 5,5 miliardów dolarów.
Kolejnym krajem czarnego lądu zrujnowany przez Bank Światowy jest Zambia.
Jeszcze w latach 60 tych XX wieku był to jeden z najbogatszych krajów Afryki.
Większość dochodów pochodziła z produkcji miedzi. W latach 60 – tych jej sprzedaż była bardzo opłacalna, wydatki państwa rosły, rozwijano szkolnictwo, służbę zdrowia, inwestowano w edukację. Rynek załamał się w latach 70-tych. Zambia korzystając z doradztwa finansowego MFW zaciągnęła pożyczki, zapewniona, że ceny miedzi z pewnością wrócą do pierwotnego poziomu. Była to jedna z fałszywych prognoz sporządzonych przez ekspertów BŚ, ci sami eksperci odpowiednio pokierowali wydawaniem funduszy z kredytów, budowano szerokie drogi, boiska, elektrownie, budowle stricte reprezentacyjne, a Zambia stawała się coraz biedniejsza. W latach 80- tych z kolejnych kredytów uruchomiono serię specjalnych projektów rolniczych, z których żaden nie został ukończony. W roku 1986 prezydent Kaunda zarzucił reformy opracowane przez doradców z Banku Światowego. Rząd brytyjski natychmiast wstrzymał 50 milonów dolarów pomocy. Pod koniec 1986 r. został wprowadzony nowy program rolniczy. Dotacje na żywność zostały zmniejszone, a cena podstawowych produktów spożywczych podwoiła się z dnia na dzień. Po rozruchach, w wyniku których zginęło 15 osób, prezydent obniżył cenę.
W wyborach prezydenckich w 1991 r. nowo wybrany Hiluba wprowadził dalsze reformy gospodarcze, polegające m.in. na zmniejszeniu dotacji do żywności oraz powszechnej prywatyzacji. Dzisiaj warunki życia biednych wciąż się pogarszają. W zagłębiu miedziowym 60% ludności pozostaje bez pracy, a koszty utrzymania dla rodzin o niskich dochody dramatycznie wzrosły.
Dziś Zambia ma dług równy PKB i wynoszący 5 miliardów dolarów. Każdy obywatel tego kraju jest zadłużony średnio na ponad 800 USD, co daje równowartość trzyletniej średniej pensji.
Rwanda, to kolejny kraj który rozpoczął swoją postkolonialną egzystencje jako zamożne państwo, obecnie jest zrujnowany. Dochód narodowy od odzyskania niepodległości w 1965 roku aż do roku 1989 wzrastał w tempie 4.9%. Odsetek dzieci w szkołach wzrastał.
Współczynnik inflacji był jednym z najniższych w Afryce subsaharyjskiej i wynosił poniżej 4% rocznie. Na większej części terytorium ludność miała wystarczającą ilość żywności z własnych upraw, a zatem do późnych lat 80-tych import zbóż był minimalny, a pomoc żywnościowa nie była potrzebna.
Tragedia wydarzyła się w roku 1988, ceny kawy na światowych rynkach spadły w ciągu kilku miesięcy o ponad połowę. Kraj stanął przed możliwością klęski głodu. W tym samym czasie cena kilograma kawy w zachodnich sklepach była ponad dwudziestokrotnie wyższa od tej, którą płacono rwandyjskim rolnikom. Dochody państwa obniżyły się tak drastycznie iż był on zmuszony zwrócić się o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W końcu 1988 roku wprowadzono program zalecany przez Bank Światowy. Obejmował on takie warunki, jak np. liberalizacja handlu, dewaluacja pieniądza, ograniczenie dotacji dla rolnictwa, prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych oraz zwalnianie pracowników administracyjnych.
W roku 1990 Rwandyjski Front Patriotyczny - armia rebeliantów Tutsi z uchodźstwa - wkroczyła do Rwandy z terytorium Ugandy. W tym samym miesiącu rząd zadecydował o dewaluacji franka rwandyjskiego, ale wstrzymał wykonanie tej decyzji. Pod koniec roku, kiedy oddziały rządowe rozpoczęły walkę z Frontem Patriotycznym, MFW wyraził zgodę na zdeponowanie milionów dolarów w Banku Centralnym jako "pomoc". Bardzo duża część tych pieniędzy została prawdopodobnie wykorzystana na zakup broni. W tym samym miesiącu rząd zdewaluował franka rwandyjskiego o 50%. Armia w krótkim czasie powiększyła się z pięciu tysięcy do czterdziestu tysięcy ludzi, rekrutowanych głównie spośród nowych bezrobotnych.
Dewaluacja franka zapoczątkowała gwałtowną inflację i załamanie realnych dochodów. Inflacja wzrosła z 10% w 1989 r. do 19,2% w 1991. Dochody z eksportu zmniejszyły się o 50% między rokiem 1987 a 91. Liczba zanotowanych przypadków malarii wzrosła o 21% z powodu braku leków. Wprowadzenie opłat za naukę spowodowało masowe opuszczanie szkół przez dzieci.
Ogromne zadłużenie zagraniczne, które już wcześniej podwoiło się od roku 1985, w latach 1989-92 wzrosło o kolejne 34%. Kryzys ekonomiczny osiągnął szczyt w roku 1992, kiedy Rwandyjscy rolnicy wycięli 300.000 drzew kawowych, ponieważ dochody ze sprzedaży kawy nie wystarczały im na życie. W czerwcu 1992 r. zarządzono drugą dewaluację franka, wzrosły też ceny paliwa. Produkcja kawy w ciągu jednego roku spadła o następne 25%.
W międzyczasie rynek został zarzucony niewłaściwą pomocą żywnościową z Zachodu. Produkcja rolna zarówno do bezpośredniego spożycia jak i na sprzedaż przestała być opłacalna. Całe rolnictwo pogrążyło się w kryzysie.
W 1992 roku Międzynarodowa Agencja Rozwoju, jedna z agend Banku Światowego, zarządziła najpierw prywatyzację przedsiębiorstwa państwowego Elektrogaz, a następnie państwowego przedsiębiorstwa telekomunikacyjnego. Pieniądze uzyskane z prywatyzacji miały być przeznaczone na spłatę zadłużenia zagranicznego. Wzrastały napięcia etniczne. Zwalniano pracowników elektrowni. Ceny energii natychmiast wzrosły, co sparaliżowało usługi w miastach. Terapia wstrząsowa gospodarki była katastrofalna.
W roku 1994 setki tysięcy Rwandyjczyków zginęło w brutalnej i niszczycielskiej wojnie domowej. W Europie Zachodniej powszechna jest opinia iż do wojny doszło z powodu starych zaszłości plemiennych pomiędzy Tutsi a Hutu, spowodowane to miało być wyznaczaniem granic „od linijki” jeszcze w czasach kolonializmu Brytyjskiego, prawdziwa przyczyna wojny była stricte ekonomiczna, a jednym z winowajców był Bank Światowy. Obecnie Rwanda jest jednym z najuboższych krajów świata. W ostatnich ciągu ostatnich piętnastu lat wartośc PKB per capita spadała średnio o 2,1% rocznie. Uzależnienie od krajów najbogatszych jest olbrzymie, obecnie kraj nie jest w stanie obsługiwać odsetek od długów, a ludność cały czas korzysta z pomocy humanitarnej.
W podobnej sytuacji znajduje się szereg państw Afryki, jak: Malawi z zadłużeniem równym dwukrotności PKB i wynoszącym 3.2 miliardów dolarów na rok 2005. Lesotho z długiem równym połowie PKB. Mozambik, Malawi, Madagaskar, Zambia, inne państwa nigdy nie spłacą swoich długów, nigdy nie miały ich spłacić.
Wraz z upadkiem ZSSR, Stany Zjednoczone stały się jedynym mocarstwem na świecie. Argument mówiący o obronie przed komunizmem stał się nie aktualny. Szybko zastąpiony go kilkoma innymi. Obecnie politycy USA usprawiedliwiają swoje działanie szerzeniem demokracji, wspólnego rynku, obalaniem krwawych dyktatur, utrzymywaniem porządku na świecie.
Nikt nie zastanawia się czy dany dyktator naprawdę miał coś na sumieniu, jak wspomniany wcześniej Manuel Noriega, którego prawdziwą winną był opór przeciw ingerencji USA w wewnętrzne sprawy jego kraju, czy ludzie na całym świecie tak naprawdę pragną demokracji, zwłaszcza w amerykańskim mało demokratycznym wydaniu.
Niestety to co słyszeliśmy o rozmaitych dyktatorach z telewizji czy gazet, w rzeczywistości jest tylko propagandą rządów krajów zachodu. Nie twierdzę że Saddam Hussein nie dopuścił się masakry na Kurdach na początku lat 80, ale przecież nie za to dwadzieścia lat później jego kraj został zaatakowany, a on sam skazany na karę śmierci. Turcja także dopuściła się rzezi na tym samym narodzie, w początkach lat 90- tych, ponieważ jest członkiem NATO i partnerem USA, nie spotkała ją z tego tytułu najmniejsza kara, a światowa opinia społeczna nie ma o tym fakcie najmniejszego pojęcia.
Wielu Historyków twierdzi iż era kolonializmu skończyła się w latach 60 – tych XX wieku. Teoretycznie takie rozumowanie jest słuszne. W praktyce kolonializm nadal istnieje zmienił się tylko i wyłącznie sposób zarządzania krajów najbogatszych krajami najbiedniejszymi. Został dostosowany do współczesnych wymogów opinii społecznej, organizacji humanitarnych i możliwości współczesnej ekonomii i bankowości.
Ogromne niespłacalne zadłużenie państw, które można nazwać współczesnymi wasalami, jest doskonałym narzędziem wywoływania skutecznej presji na władzę i ludność tych krajów.
Powoduje także niespotykane do tej pory nierówności w podziale światowego bogactwa. Szacuje się, że w 1870r., gdy kolonializm był u szczytu swego rozkwitu w Afryce, jak i w obu Amerykach, stosunek zamożności kolonii do państw kolonialnych wynosił 1:10. To znaczy, że kraje rozwinięte były 10-krotnie bogatsze od krajów nierozwiniętych. Ale już 90 lat później tj. w 1960r. stosunek ten wynosił 1:30.
Dzięki „pomocowej” działalności Banku Światowego w 1985 czyli po 25 latach stosunek ten zmienił się na 1:52, a w roku 1995 wynosił 1:73. Kraje najbiedniejsze ubożeją coraz szybciej i szybciej. Dowodzi to jasno że Bank Światowy albo nie potrafi pomagać i sytuacja ta jest od niego nie zależna, albo jest narzędziem służącym do pogłębiania i utrzymywania takiego podziału światowego bogactwa.
Stan pogłębiającej się dysproporcji jest niestety korzystny dla krajów rozwiniętych, dla korporacji, dla światowego przemysłu, inwestorów, w efekcie dla poszczególnych obywateli. Bieda innych zapewnia bogactwo drugim. Nie przerwany rozwój gospodarczy państw bogatych ma swoje podstawy w tanich surowcach, tanich produktach rolnych, taniej sile roboczej.
To wszystko pochodzi z trzeciego świata, to te kraje dostarczają, produkują i zadłużają się za nas. To dzięki nim przeciętny Amerykanin czy nawet Europejczyk tak naprawdę nie musi nic robić, ponieważ może liczyć na pomoc swojego państwa opiekuńczego, które to posiada znaczne środki zgromadzone z wyzysku krajów trzeciego świata.
W Ameryce czy Europie pojęcie głodu jest czystą abstrakcją, które nie dotyka praktycznie nikogo, tymczasem na świecie, według ONZ i Portalu Starvation.net umiera z głodu codziennie ponad dwadzieścia cztery tysiące osób, a kolejne dwadzieścia pięć tysięcy w wyniku chorób bezpośrednio związanych z głodem. Szacuje się że zapewnienie każdemu człowiekowi na świecie dostępu do wody i urządzeń sanitarnych kosztowałoby 9 miliardów dolarów, dodatkowe 25 miliardów kosztowałoby zapewnienie podstawowej opieki zdrowotnej. Kolejne 6 miliardów dolarów pozwoliło by sfinansować podstawowego wykształcenia. Łącznie daje to 40 miliardów dolarów, tymczasem całość zadłużenia najbiedniejszych krajów tylko z Afryki subsaharyjskiej, sięga 135 miliardów dolarów.
Obecna sytuacja może być porównana do atlantyckiego handlu niewolnikami, był on przez wieki integralną częścią sytemu gospodarczego krajów kolonialnych, uznanym powszechnie za normalny, a nawet niezbędny do handlu i życia. Obecny system jest tylko ewolucją poprzedniego, lecz tak samo jak poprzednik musi zostać zniesiony.
Nie chodzi tylko o głęboka niesprawiedliwość jaka dotyka ludność trzeciego świata tylko dlatego że nie mieli szczęścia urodzić się w Nowym Jorku, czy na przedmieściach Paryża. Chodzi o uzdrowienie całego światowego systemu gospodarczego, o racjonalne korzystanie z bogactw naturalnych ziemi, o dbanie o środowisko naturalne. Ważnym argumentem jest także rozwój światowego terroryzmu, ludzie ci nie atakują cywilizacji zachodu z powodu religii, jak chcielibyśmy sądzić, są samobójcami ponieważ już wszystko im zabraliśmy i nie mają nic do stracenia. Państwa wyzyskiwane na razie nie potrafią upomnieć się o swoje inaczej, ale kraje zachodu mogą mieć olbrzymie kłopoty kiedy trzeci świat powie dość.
sobota, 22 marca 2014
Polityka neokolonialna USA i jej sprzymierzeńców wobec Iranu, Ekwadoru i Panamy
Międzynarodowy bank odbudowy i rozwoju (International Bank for Reconstruction and Development - IBRD) zwany Bankiem Światowym został powołany do życia w 1945 r. na mocy umowy z Bretton Woods (USA), jego siedziba znajduje się w Waszyngtonie.
Celem stworzenia Banku Światowego była odbudowa powojennej Europy, instytucja ta sprawdziła się na starym kontynencie wyśmienicie, gospodarki Niemiec, Anglii, Francji czy Włoch zostały odbudowane w ekspresowym tempie. Europa wkroczyła na drogę integracji, przystąpiła także do NATO, zawierając tym samym strategiczny sojusz wojskowy ze Stanami.
Po II wojnie na świecie nastał ład dwubiegunowy, zwany także zimną wojną, po jednej stronie kapitalistyczne Stany Zjednoczone oraz Europa Zachodnia, po drugiej komunistyczny Związek Radziecki i Państwa Satelickie. Oba obozy starały się zdobyć dominującą pozycje na arenie międzynarodowej. Na skutek wynalezienia nowej strasznej broni – bomby atomowej, otwarty konflikt zbrojny był niemożliwy, groził unicestwieniem cywilizacji, a nawet życia na ziemi.
Politycy w obu obozach doskonale zdawali sobie z tego sprawę, także szukano innych sposobów rozszerzenia wpływów. Jedyna droga bezkonfliktowej ekspansji terytorialnej prowadziła do tak zwanego trzeciego świata, czyli do państw tak naprawdę nie zainteresowanych konfliktem dwóch imperiów, znajdujących się nie jako na uboczu cywilizacji. Rozszerzanie wpływów nie mogło odbywać się na drodze zbrojnej, ponieważ żadna ze stron nie mogła dać jawnego pretekstu drugiej. Pozostawały subtelne i mniej subtelne zabiegi dyplomatyczne, od obsadzania swoich ludzi w rządach, poprzez zamachu, wspieranie opozycji, aż po bardzo wyszukane metody uzależniania gospodarek.
W 1951 roku Iran zbuntował się przeciwko Brytyjskiemu koncernowi naftowemu eksploatującemu jego zasoby naturalne i wykorzystującemu ludność. Był to koncern British Petroleum, dzisiejsze BP. Wybrany w demokratycznych wyborach Mohammad Mossadegh znacjonalizował wszystkie pola naftowe. Wielka Brytania zwróciła się do Stanów Zjednoczonych o pomoc w odzyskaniu dostępu do ropy. Niestety interwencja wojskowa była niemożliwa, mogłaby sprowokować Sowietów do zbrojnej reakcji.
Zamiast wysłać do Iranu wojsko, Waszyngton wydelegował agenta CIA, Kermita Roosevelta (wnuka prezydenta USA). Był on mistrzem dywersji. Wykorzystując łapówki i szantaż, wywołał serię zamieszek i demonstracji, sprawiając wrażenie iż przywódca Iranu jest nieudolnym tyranem gnębiący społeczeństwo i broniący mu dostępu do rozwoju. W rezultacie stracił on stanowisko, resztę życia spędził w areszcie domowym. Władzę objął nastawiony proamerykańsko Mohammad Reza Szach, który rychło stał się prawdziwym dyktatorem. Ale to Amerykanom i Brytyjczykom nie przeszkadzało, ważny był tylko nie ograniczony dostęp do taniej ropy.
Sytuacja ta była precedensem w sposobach podbojów terytorialnych stosowanych przez imperia. Ze strategicznego punktu widzenia istniała tylko jedna wada, Roosvelt należał do CIA, ewentualna wpadka przekreślała całą przebiegłość tej metody, należało znaleźć taki sposób który nie angażowałby bezpośrednio rządu USA, czy jego instytucji.
Odpowiedź dał rozwój korporacji wielonarodowych i międzynarodowych instytucji finansowych. Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, były finansowane przede wszystkim przez Stany Zjednoczone i kraje Europy zachodniej, co pozwalało im kształtować politykę tych organizacji. Doprowadziło to do zacieśnienia związków pomiędzy rządami, korporacjami i ponadnarodowymi organizacjami. Agencje wywiadowcze w Stanach zajęły się pozyskiwaniem młodych ludzi po studiach ekonomicznych lub około ekonomicznych. Po odpowiednim szkoleniu byli zatrudniani przez prywatne międzynarodowe korporacje. Nie otrzymywali nigdy pensji od rządu USA, lecz od swoich pracodawców. W wyniku tego zabiegu odpowiedzialność za ich nielegalne machinacje, w razie wpadki, można było zrzucić na karb chciwości prywatnych firm, a nie na politykę rządową. Dzięki licznym ustawą jak np. ustawy o znaku towarowym, o wolnym handlu, czy wolności informacji, korporacje były wyłączone spod kontroli kongresu i publicznego nadzoru, choć niektóre ich działania były finansowane z pieniędzy podatników przez agencje rządowe.
Młodzi rządni sławy, pozycji i korzyści finansowych ekonomiści, łatwo dawali się przekonać o słuszności swoich przyszłych działań. Ci mniej podatni na korzyści materialne, uginali się pod propagandą ratowania świata przed komunizmem. Ich zadanie polegało na nakłanianiu rządów państw trzeciego świata do zaciągania olbrzymich kredytów na inwestycje w infrastrukturę, przemysł, transport.
Kredyty te, były umyślnie przeszacowywane, sporządzano fałszywe prognozy wzrostu, podpierane równie fałszywymi teoriami pseudo naukowymi. Na przykład metoda ekonometryczna stworzona przez John’a Perkins’a i dr Nadipuram Prasad’a. Opierała się na pracach rosyjskiego matematyka Markova, polegała ona na przypisywaniu subiektywnie określonych prawdopodobieństw do prognoz wzrostu wybranych sektorów gospodarki. Twórcy tej metody zostali obsypani wieloma nagrodami, pisali prace naukowe, byli zapraszani na wykłady do prestiżowych szkół ekonomicznych.
Po latach obydwaj przyznali że była to czysta fikcja, a wyniki uzyskiwali zawsze takie jakie były aktualnie potrzebne polityką USA, a nie jakie były prawdziwe.
Pieniądze na kredyt pochodziły z Banku Światowego, czyli tak naprawdę z budżetów państw Zachodu. Polityczni ekonomiści stawiali dodatkowy warunek udzielenia kredytu, przedsięwzięcia miały być wykonywane tylko i wyłącznie przez amerykańskie korporacje, dzięki temu fundusze natychmiast wracały z powrotem w posiadanie USA. Z kredytów budowano elektrownie, zapory, drogi, a przede wszystkim rozwijano wydobycie surowców naturalnych, w szczególności ropy naftowej, w ten sposób beneficjantami kredytów stawały się kolejne zachodnie korporacje. Ludność kraju kredytobiorcy, mogła co najwyżej liczyć na zatrudnienie na najniższych najgorzej opłacanych stanowiskach. Oczywiście kraj musiał po kilku latach karencji zacząć spłacać zaciągnięty dług. Ponieważ przedsięwzięć nie zbudowały jego rodzime firmy, a korporacje płaciły podatki w Stanach, budżet kredytobiorcy czerpał śladowe zyski z inwestycji, kraj był pozbawiony funduszy na spłatę zadłużenia.
W tym momencie stawał się już oficjalnie częścią imperium USA, amerykanie w zamian za odroczenie, lub częściowe umorzenie długu proponowali wybudowanie bazy wojskowej, przejęcie głosu dłużnika w głosowaniach na forum ONZ, pozyskanie praw do korzystania z zasobów naturalnych, współprace militarną. Kształtowali politykę kredytobiorcy, mieli wpływ na skład jego rządu i jego wewnętrzne decyzje. Kraj w praktyce tracił niepodległość i stawał się kolejną zamorską kolonią, oczywiście obronioną przed szponami komunizmu, w imię demokracji, wolności i kapitalizmu.
Los taki spotkał Ekwador, kraj leżący w północno – zachodniej części Ameryki Południowej nad oceanem Spokojnym. W 1967 roku, koncern Texaco odkrył tam bogate złoża ropy naftowej. Do tego momenty głównym artykułem eksportowym kraju były banany, a większość PKB wytwarzana była w rolnictwie. To musiało się zmienić, eksploatacja pól naftowych wymagała sporego zaplecza przemysłowego. Konieczna była elektryfikacja, budowa dróg oraz rurociągów do transportowania ropy do portów. Oczywiście ludność składająca się w się głównie z Indian żyjących w prymitywnych kulturach, wiodących proste życie rolników i myśliwych, w najmniejszym stopniu nie zabiegała o te cuda cywilizacji. Mimo to, na miejsce wysłano ekspertów Banku Światowego i zainteresowanych korporacji amerykańskich, którzy mieli ocenić perspektywy rozwoju gospodarczego Ekwadoru i dobrać do nich wysokość i termin spłaty kredytów. Zaciągnięto olbrzymie kredyty które miały być spłacone zyskami z wydobycia i przetwórstwa ropy. Oczywiście po zainstalowaniu się przemysły wydobywczego społeczeństwo Ekwadoru nie otrzymywało z tego tytułu prawie żadnych profitów. Ekwadorczycy rozpoczęli długotrwałą walkę z koncernami i Bankiem światowym o swoją własność. W 1973 roku Ekwador przystąpił do OPEC, w 1974 roku znacjonalizowano część mienia koncernu Texaco.
Przemysł naftowy stosował rozmaite sztuczki i obejścia prawa dla pozyskania nowych terenów pod wydobycie ropy, jednym z instrumentów był SIL – Summer Institute of Linguistics – Letni Instytut Językoznawstwa. Organizacja działała w wielu krajach Ameryki Południowej pod pozorem pozyskiwania wiedzy o lokalnych dialektach. Na początku lat siedemdziesiątych instytut pracował z plemieniem Huaorani w Amazonii, na terenie Ekwadoru.
Niestety była to tylko przykrywka, prawdziwa działalność SIL polegała na przekonywaniu Indian do opuszczania swoich terenów i przenoszenia się do rezerwatów gdy tylko geolodzy informowali koncern że jakiś obszar może kryć pod powierzchnią ziemi ropę.
Ponadto SIL finansowany był przez fundację Rockefellera, człowieka który założył Standard Oil, podzielonego później na m.in.: Chevron, Exxon, Mobil.
W 1979 roku prezydentem opisywanego kraju został Jaime Roldos Aguilera, profesor uniwersytecki i adwokat. Po objęciu stanowiska zapowiedział plan naprawy tonącego w zagranicznych długach państwa. Za jego rządów zatwierdzono konstytucję. Najważniejszą rzeczą z punktu widzenia Amerykanów był jego dalekosiężny plan zwany: „Polityką Węglowodorową” Opierał się on na założeniu iż największe bogactwo Ekwadoru stanowi ropa naftowa, i że jej wydobycie ma przynosić korzyści przede wszystkim najuboższym obywatelom. Dzięki funduszom ze sprzedaży ropy chciał spłacić długi, oraz przeprowadzić szereg reform społecznych. Niestety to było równoznaczne z uwolnieniem się Ekwadoru ze strefy wpływów USA i międzynarodowych korporacji. Demokratycznie wybrany prezydent Ekwadoru zginał w niewyjaśnionych okolicznościach w katastrofie lotniczej. Jego następcy starali się kontynuować jego politykę, lecz bez większych sukcesów.
Po niemal czterdziestu latach kolonizacji Ekwadoru przez korporacje i Bank Światowy kraj ten zwiększył swoje zadłużenie zagraniczne z 240 milionów do 16 miliardów dolarów, odsetek ludzi żyjących w biedzie wzrósł z 50% do 70%, a pozostających bez pracy z 15% do 70%.
Panama państwo leżące w Ameryce Środkowej nad Oceanem Spokojnym i morzem Karaibskim, jest w posiadaniu niesłychanie ważnego ekonomicznie i strategicznie kanału Panamskiego łączącego ocean Atlantycki i Spokojny. Jeszcze przed zakończeniem budowy był w kręgu zainteresowania Amerykańskich polityków. W 1903 roku Amerykanie zbrojnie interweniowali, obalili ówczesnego przywódcę, utworzyli marionetkowy rząd i podpisali z nim traktat legalizujący amerykańską napaść oraz dający USA w wieczyste posiadanie budowany kanał oraz kilku kilometrowy pas wokół niego. Kanał budowano w latach 1904 –14, Stany Zjednoczone kilkakrotnie interweniowały zbrojnie w 1908, 1910, 1918 - 1919 umacniając swoje kolonialne wpływy. W 1936 roku doszło do wystąpień antyamerykańskich inspirowanych przez A. Arias’a Madrid, ówczesny rząd pod naciskiem USA potwierdził ustalenia traktatu z 1903.
W 1940 roku A. Arias Madrid został prezydentem, niestety w 1941 roku został obalony w wyniku przewrotu wojskowego inspirowanego przez Stany Zjednoczone, a w 1942 roku proamerykański rząd zawarł umowę o zakładaniu baz amerykańskich na terytorium kraju. Druga prezydentura Ariasa przypadająca na lata 1949 – 1951 także została przerwana w wyniku zamachu inspirowanego przez USA. Prezydentem został J.A Remon Cantera, podpisał on umowę z amerykanami odnośnie używania przez nich kanału. W latach 50 i 60 w Panamie zanotowano znaczny wzrost gospodarczy, ale jego beneficjantami była niewielka część społeczeństwa związana z amerykańskimi korporacjami, wśród ludu rosły nastroje antyamerykańskie.
W 1969 roku władzę przejął Omar Torrijos Herrery, przeprowadził on wiele reform, uchwalił nową konstytucję, znacjonalizował przemysł, rozwinął szkolnictwo, opiekę zdrowotną i pomoc dla najbiedniejszych, używając do tego kapitału Banku Światowego. Był człowiekiem który doskonale orientował się w działaniu międzynarodowych instytucji finansowych, rozbudował sektor bankowy, usługi finansowe i transportowe, mnóstwo firm amerykańskich rejestrowało swoją flotę handlową w Panamie ze względu na niskie podatki. Torrijos zapewnił Panamie rozwój gospodarczy oraz stabilizację polityczną podpisując z prezydentem Carterem w 1977 korzystny dla swojego kraju układ w sprawie kanału. Na początku lat 80 – tych władzę w stanach przejął bardziej radykalny człowiek – Ronald Reagan, polityka Stanów uległa zaostrzeniu.
Omar Torrijos Herrery, człowiek który potrafił korzystać z pomocy finansowej Banku Światowego, nie zadłużając przy tym nadmiernie swojego kraju, ale rozwijając jego gospodarkę, nie był ulubieńcem Białego domu, międzynarodowych korporacji i instytucji finansowych. Zginął VIII 1981 roku w katastrofie lotniczej. Jego następca Manuel Noriega kontynuował dzieło poprzednika, lecz nie był już tak charyzmatyczny ani radykalny, dawał preteksty prasie amerykańskiej do oskarżania go o handel narkotykami, pranie brudnych pieniędzy czy nie uczciwe zwalczanie politycznych konkurentów. Jednak prawdziwą przyczyną kłopotów Panamy był jego plan budowy drugiego kanału, Noriega nie chciał aby amerykanie mieli z nim coś wspólnego, skłaniał się do tego aby Japończycy sfinansowali pożyczkę, a Japońskie firmy wybudowały kanał. Japończycy byli bardzo zainteresowani, ponieważ ponad połowa statków przepływających przez stary kanał należała do nich.
20 Grudnia 1989 roku Stany Zjednoczone zaatakowały suwerenne państwo – Panamę. Przeprowadzono nalot bombowy na stolicę kraju, po zajęciu miasta armia amerykańska przez trzy dni nie dopuszczała Czerwonego Krzyża ani dziennikarzy. Palono i grzebano ciała poległy cywilów zacierając w ten sposób dowody aktu terroru jakiego dopuścił się rząd kraju podającego się za wzór demokracji i swobód obywatelskich.
Politycy, prasa i nie zależne organizacje oskarżyły USA o jawne pogwałcenie prawa międzynarodowego. Noriega został przedstawiony amerykańskiej opinii publicznej jako tyran gnębiący społeczeństwo i czerpiący zyski z handlu narkotykami, tymczasem jego jedyna winą było przeciwstawienie się amerykańskiej koncepcji dotyczącej kanału. Odważył się on odmówić życzeniom potężnych polityków i prezesów korporacji. Jego kraj zapłacił za to inwazją, on sam stał się jeńcem wojennym, sądzonym na terytorium USA, według tamtejszego prawa i osadzonym w amerykańskim wiezieniu na 45 lat. W Panamie osadzono pro amerykański rząd, na początku lat 90 – tych zwolennicy Noriegi próbowali, bezskutecznie obalić rząd. Przykład tego kraju jasno pokazuje schemat działania amerykańskiego imperializmu, jego poszczególne stopnie, jeśli nie uda się podporządkować kraju zadłużając go za pomoc Banku Światowego, czynione są próby zmiany rządu, przez morderstwa przekupstwo, wspieranie opozycji, jeśli i to nie działa zmienia się rząd na „jedyny właściwy” używając sił zbrojnych.
Obserwując działania na Ukrainie zastanawiam się czy nie dojdzie do podobnego scenariusza co w Panamie czy Libii - do manipulacji sytuacji politycznej a w konsekwencji użycia sił zbrojnych przez międzynarodowych terrorystów USA i ich junty?
Bibliografia:
1) „Współczesna gospodarka światowa. Główne centra gospodarcze” pod red. Bogumiły Muchy – Leszko. Wyd. Uniwersyteckie Marii Curie – Skłodowskiej Lublin 2005
2) „Międzynarodowe środowisko finansowe – kierunki instytucjonalizacji” Jerzy J. Wajszczuk Wydawnictwo Key Text Warszawa 2006
3) John Perkins – „Wyznania Ekonomisty do brudnej roboty”
4) Andrew Flood - „Globalizacja - koniec epoki imperialnej?”
5) Thomas L Friedman „Świat jest płaski"
5) http://www.jubileedebtcampaign.org.uk.
6) http://www.starvation.net
Artykuł pochodzi z https://prawda2.info/viewtopic.php?t=1713
Celem stworzenia Banku Światowego była odbudowa powojennej Europy, instytucja ta sprawdziła się na starym kontynencie wyśmienicie, gospodarki Niemiec, Anglii, Francji czy Włoch zostały odbudowane w ekspresowym tempie. Europa wkroczyła na drogę integracji, przystąpiła także do NATO, zawierając tym samym strategiczny sojusz wojskowy ze Stanami.
Po II wojnie na świecie nastał ład dwubiegunowy, zwany także zimną wojną, po jednej stronie kapitalistyczne Stany Zjednoczone oraz Europa Zachodnia, po drugiej komunistyczny Związek Radziecki i Państwa Satelickie. Oba obozy starały się zdobyć dominującą pozycje na arenie międzynarodowej. Na skutek wynalezienia nowej strasznej broni – bomby atomowej, otwarty konflikt zbrojny był niemożliwy, groził unicestwieniem cywilizacji, a nawet życia na ziemi.
Politycy w obu obozach doskonale zdawali sobie z tego sprawę, także szukano innych sposobów rozszerzenia wpływów. Jedyna droga bezkonfliktowej ekspansji terytorialnej prowadziła do tak zwanego trzeciego świata, czyli do państw tak naprawdę nie zainteresowanych konfliktem dwóch imperiów, znajdujących się nie jako na uboczu cywilizacji. Rozszerzanie wpływów nie mogło odbywać się na drodze zbrojnej, ponieważ żadna ze stron nie mogła dać jawnego pretekstu drugiej. Pozostawały subtelne i mniej subtelne zabiegi dyplomatyczne, od obsadzania swoich ludzi w rządach, poprzez zamachu, wspieranie opozycji, aż po bardzo wyszukane metody uzależniania gospodarek.
W 1951 roku Iran zbuntował się przeciwko Brytyjskiemu koncernowi naftowemu eksploatującemu jego zasoby naturalne i wykorzystującemu ludność. Był to koncern British Petroleum, dzisiejsze BP. Wybrany w demokratycznych wyborach Mohammad Mossadegh znacjonalizował wszystkie pola naftowe. Wielka Brytania zwróciła się do Stanów Zjednoczonych o pomoc w odzyskaniu dostępu do ropy. Niestety interwencja wojskowa była niemożliwa, mogłaby sprowokować Sowietów do zbrojnej reakcji.
Zamiast wysłać do Iranu wojsko, Waszyngton wydelegował agenta CIA, Kermita Roosevelta (wnuka prezydenta USA). Był on mistrzem dywersji. Wykorzystując łapówki i szantaż, wywołał serię zamieszek i demonstracji, sprawiając wrażenie iż przywódca Iranu jest nieudolnym tyranem gnębiący społeczeństwo i broniący mu dostępu do rozwoju. W rezultacie stracił on stanowisko, resztę życia spędził w areszcie domowym. Władzę objął nastawiony proamerykańsko Mohammad Reza Szach, który rychło stał się prawdziwym dyktatorem. Ale to Amerykanom i Brytyjczykom nie przeszkadzało, ważny był tylko nie ograniczony dostęp do taniej ropy.
Sytuacja ta była precedensem w sposobach podbojów terytorialnych stosowanych przez imperia. Ze strategicznego punktu widzenia istniała tylko jedna wada, Roosvelt należał do CIA, ewentualna wpadka przekreślała całą przebiegłość tej metody, należało znaleźć taki sposób który nie angażowałby bezpośrednio rządu USA, czy jego instytucji.
Odpowiedź dał rozwój korporacji wielonarodowych i międzynarodowych instytucji finansowych. Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, były finansowane przede wszystkim przez Stany Zjednoczone i kraje Europy zachodniej, co pozwalało im kształtować politykę tych organizacji. Doprowadziło to do zacieśnienia związków pomiędzy rządami, korporacjami i ponadnarodowymi organizacjami. Agencje wywiadowcze w Stanach zajęły się pozyskiwaniem młodych ludzi po studiach ekonomicznych lub około ekonomicznych. Po odpowiednim szkoleniu byli zatrudniani przez prywatne międzynarodowe korporacje. Nie otrzymywali nigdy pensji od rządu USA, lecz od swoich pracodawców. W wyniku tego zabiegu odpowiedzialność za ich nielegalne machinacje, w razie wpadki, można było zrzucić na karb chciwości prywatnych firm, a nie na politykę rządową. Dzięki licznym ustawą jak np. ustawy o znaku towarowym, o wolnym handlu, czy wolności informacji, korporacje były wyłączone spod kontroli kongresu i publicznego nadzoru, choć niektóre ich działania były finansowane z pieniędzy podatników przez agencje rządowe.
Młodzi rządni sławy, pozycji i korzyści finansowych ekonomiści, łatwo dawali się przekonać o słuszności swoich przyszłych działań. Ci mniej podatni na korzyści materialne, uginali się pod propagandą ratowania świata przed komunizmem. Ich zadanie polegało na nakłanianiu rządów państw trzeciego świata do zaciągania olbrzymich kredytów na inwestycje w infrastrukturę, przemysł, transport.
Kredyty te, były umyślnie przeszacowywane, sporządzano fałszywe prognozy wzrostu, podpierane równie fałszywymi teoriami pseudo naukowymi. Na przykład metoda ekonometryczna stworzona przez John’a Perkins’a i dr Nadipuram Prasad’a. Opierała się na pracach rosyjskiego matematyka Markova, polegała ona na przypisywaniu subiektywnie określonych prawdopodobieństw do prognoz wzrostu wybranych sektorów gospodarki. Twórcy tej metody zostali obsypani wieloma nagrodami, pisali prace naukowe, byli zapraszani na wykłady do prestiżowych szkół ekonomicznych.
Po latach obydwaj przyznali że była to czysta fikcja, a wyniki uzyskiwali zawsze takie jakie były aktualnie potrzebne polityką USA, a nie jakie były prawdziwe.
Pieniądze na kredyt pochodziły z Banku Światowego, czyli tak naprawdę z budżetów państw Zachodu. Polityczni ekonomiści stawiali dodatkowy warunek udzielenia kredytu, przedsięwzięcia miały być wykonywane tylko i wyłącznie przez amerykańskie korporacje, dzięki temu fundusze natychmiast wracały z powrotem w posiadanie USA. Z kredytów budowano elektrownie, zapory, drogi, a przede wszystkim rozwijano wydobycie surowców naturalnych, w szczególności ropy naftowej, w ten sposób beneficjantami kredytów stawały się kolejne zachodnie korporacje. Ludność kraju kredytobiorcy, mogła co najwyżej liczyć na zatrudnienie na najniższych najgorzej opłacanych stanowiskach. Oczywiście kraj musiał po kilku latach karencji zacząć spłacać zaciągnięty dług. Ponieważ przedsięwzięć nie zbudowały jego rodzime firmy, a korporacje płaciły podatki w Stanach, budżet kredytobiorcy czerpał śladowe zyski z inwestycji, kraj był pozbawiony funduszy na spłatę zadłużenia.
W tym momencie stawał się już oficjalnie częścią imperium USA, amerykanie w zamian za odroczenie, lub częściowe umorzenie długu proponowali wybudowanie bazy wojskowej, przejęcie głosu dłużnika w głosowaniach na forum ONZ, pozyskanie praw do korzystania z zasobów naturalnych, współprace militarną. Kształtowali politykę kredytobiorcy, mieli wpływ na skład jego rządu i jego wewnętrzne decyzje. Kraj w praktyce tracił niepodległość i stawał się kolejną zamorską kolonią, oczywiście obronioną przed szponami komunizmu, w imię demokracji, wolności i kapitalizmu.
Los taki spotkał Ekwador, kraj leżący w północno – zachodniej części Ameryki Południowej nad oceanem Spokojnym. W 1967 roku, koncern Texaco odkrył tam bogate złoża ropy naftowej. Do tego momenty głównym artykułem eksportowym kraju były banany, a większość PKB wytwarzana była w rolnictwie. To musiało się zmienić, eksploatacja pól naftowych wymagała sporego zaplecza przemysłowego. Konieczna była elektryfikacja, budowa dróg oraz rurociągów do transportowania ropy do portów. Oczywiście ludność składająca się w się głównie z Indian żyjących w prymitywnych kulturach, wiodących proste życie rolników i myśliwych, w najmniejszym stopniu nie zabiegała o te cuda cywilizacji. Mimo to, na miejsce wysłano ekspertów Banku Światowego i zainteresowanych korporacji amerykańskich, którzy mieli ocenić perspektywy rozwoju gospodarczego Ekwadoru i dobrać do nich wysokość i termin spłaty kredytów. Zaciągnięto olbrzymie kredyty które miały być spłacone zyskami z wydobycia i przetwórstwa ropy. Oczywiście po zainstalowaniu się przemysły wydobywczego społeczeństwo Ekwadoru nie otrzymywało z tego tytułu prawie żadnych profitów. Ekwadorczycy rozpoczęli długotrwałą walkę z koncernami i Bankiem światowym o swoją własność. W 1973 roku Ekwador przystąpił do OPEC, w 1974 roku znacjonalizowano część mienia koncernu Texaco.
Przemysł naftowy stosował rozmaite sztuczki i obejścia prawa dla pozyskania nowych terenów pod wydobycie ropy, jednym z instrumentów był SIL – Summer Institute of Linguistics – Letni Instytut Językoznawstwa. Organizacja działała w wielu krajach Ameryki Południowej pod pozorem pozyskiwania wiedzy o lokalnych dialektach. Na początku lat siedemdziesiątych instytut pracował z plemieniem Huaorani w Amazonii, na terenie Ekwadoru.
Niestety była to tylko przykrywka, prawdziwa działalność SIL polegała na przekonywaniu Indian do opuszczania swoich terenów i przenoszenia się do rezerwatów gdy tylko geolodzy informowali koncern że jakiś obszar może kryć pod powierzchnią ziemi ropę.
Ponadto SIL finansowany był przez fundację Rockefellera, człowieka który założył Standard Oil, podzielonego później na m.in.: Chevron, Exxon, Mobil.
W 1979 roku prezydentem opisywanego kraju został Jaime Roldos Aguilera, profesor uniwersytecki i adwokat. Po objęciu stanowiska zapowiedział plan naprawy tonącego w zagranicznych długach państwa. Za jego rządów zatwierdzono konstytucję. Najważniejszą rzeczą z punktu widzenia Amerykanów był jego dalekosiężny plan zwany: „Polityką Węglowodorową” Opierał się on na założeniu iż największe bogactwo Ekwadoru stanowi ropa naftowa, i że jej wydobycie ma przynosić korzyści przede wszystkim najuboższym obywatelom. Dzięki funduszom ze sprzedaży ropy chciał spłacić długi, oraz przeprowadzić szereg reform społecznych. Niestety to było równoznaczne z uwolnieniem się Ekwadoru ze strefy wpływów USA i międzynarodowych korporacji. Demokratycznie wybrany prezydent Ekwadoru zginał w niewyjaśnionych okolicznościach w katastrofie lotniczej. Jego następcy starali się kontynuować jego politykę, lecz bez większych sukcesów.
Po niemal czterdziestu latach kolonizacji Ekwadoru przez korporacje i Bank Światowy kraj ten zwiększył swoje zadłużenie zagraniczne z 240 milionów do 16 miliardów dolarów, odsetek ludzi żyjących w biedzie wzrósł z 50% do 70%, a pozostających bez pracy z 15% do 70%.
Panama państwo leżące w Ameryce Środkowej nad Oceanem Spokojnym i morzem Karaibskim, jest w posiadaniu niesłychanie ważnego ekonomicznie i strategicznie kanału Panamskiego łączącego ocean Atlantycki i Spokojny. Jeszcze przed zakończeniem budowy był w kręgu zainteresowania Amerykańskich polityków. W 1903 roku Amerykanie zbrojnie interweniowali, obalili ówczesnego przywódcę, utworzyli marionetkowy rząd i podpisali z nim traktat legalizujący amerykańską napaść oraz dający USA w wieczyste posiadanie budowany kanał oraz kilku kilometrowy pas wokół niego. Kanał budowano w latach 1904 –14, Stany Zjednoczone kilkakrotnie interweniowały zbrojnie w 1908, 1910, 1918 - 1919 umacniając swoje kolonialne wpływy. W 1936 roku doszło do wystąpień antyamerykańskich inspirowanych przez A. Arias’a Madrid, ówczesny rząd pod naciskiem USA potwierdził ustalenia traktatu z 1903.
W 1940 roku A. Arias Madrid został prezydentem, niestety w 1941 roku został obalony w wyniku przewrotu wojskowego inspirowanego przez Stany Zjednoczone, a w 1942 roku proamerykański rząd zawarł umowę o zakładaniu baz amerykańskich na terytorium kraju. Druga prezydentura Ariasa przypadająca na lata 1949 – 1951 także została przerwana w wyniku zamachu inspirowanego przez USA. Prezydentem został J.A Remon Cantera, podpisał on umowę z amerykanami odnośnie używania przez nich kanału. W latach 50 i 60 w Panamie zanotowano znaczny wzrost gospodarczy, ale jego beneficjantami była niewielka część społeczeństwa związana z amerykańskimi korporacjami, wśród ludu rosły nastroje antyamerykańskie.
W 1969 roku władzę przejął Omar Torrijos Herrery, przeprowadził on wiele reform, uchwalił nową konstytucję, znacjonalizował przemysł, rozwinął szkolnictwo, opiekę zdrowotną i pomoc dla najbiedniejszych, używając do tego kapitału Banku Światowego. Był człowiekiem który doskonale orientował się w działaniu międzynarodowych instytucji finansowych, rozbudował sektor bankowy, usługi finansowe i transportowe, mnóstwo firm amerykańskich rejestrowało swoją flotę handlową w Panamie ze względu na niskie podatki. Torrijos zapewnił Panamie rozwój gospodarczy oraz stabilizację polityczną podpisując z prezydentem Carterem w 1977 korzystny dla swojego kraju układ w sprawie kanału. Na początku lat 80 – tych władzę w stanach przejął bardziej radykalny człowiek – Ronald Reagan, polityka Stanów uległa zaostrzeniu.
Omar Torrijos Herrery, człowiek który potrafił korzystać z pomocy finansowej Banku Światowego, nie zadłużając przy tym nadmiernie swojego kraju, ale rozwijając jego gospodarkę, nie był ulubieńcem Białego domu, międzynarodowych korporacji i instytucji finansowych. Zginął VIII 1981 roku w katastrofie lotniczej. Jego następca Manuel Noriega kontynuował dzieło poprzednika, lecz nie był już tak charyzmatyczny ani radykalny, dawał preteksty prasie amerykańskiej do oskarżania go o handel narkotykami, pranie brudnych pieniędzy czy nie uczciwe zwalczanie politycznych konkurentów. Jednak prawdziwą przyczyną kłopotów Panamy był jego plan budowy drugiego kanału, Noriega nie chciał aby amerykanie mieli z nim coś wspólnego, skłaniał się do tego aby Japończycy sfinansowali pożyczkę, a Japońskie firmy wybudowały kanał. Japończycy byli bardzo zainteresowani, ponieważ ponad połowa statków przepływających przez stary kanał należała do nich.
20 Grudnia 1989 roku Stany Zjednoczone zaatakowały suwerenne państwo – Panamę. Przeprowadzono nalot bombowy na stolicę kraju, po zajęciu miasta armia amerykańska przez trzy dni nie dopuszczała Czerwonego Krzyża ani dziennikarzy. Palono i grzebano ciała poległy cywilów zacierając w ten sposób dowody aktu terroru jakiego dopuścił się rząd kraju podającego się za wzór demokracji i swobód obywatelskich.
Politycy, prasa i nie zależne organizacje oskarżyły USA o jawne pogwałcenie prawa międzynarodowego. Noriega został przedstawiony amerykańskiej opinii publicznej jako tyran gnębiący społeczeństwo i czerpiący zyski z handlu narkotykami, tymczasem jego jedyna winą było przeciwstawienie się amerykańskiej koncepcji dotyczącej kanału. Odważył się on odmówić życzeniom potężnych polityków i prezesów korporacji. Jego kraj zapłacił za to inwazją, on sam stał się jeńcem wojennym, sądzonym na terytorium USA, według tamtejszego prawa i osadzonym w amerykańskim wiezieniu na 45 lat. W Panamie osadzono pro amerykański rząd, na początku lat 90 – tych zwolennicy Noriegi próbowali, bezskutecznie obalić rząd. Przykład tego kraju jasno pokazuje schemat działania amerykańskiego imperializmu, jego poszczególne stopnie, jeśli nie uda się podporządkować kraju zadłużając go za pomoc Banku Światowego, czynione są próby zmiany rządu, przez morderstwa przekupstwo, wspieranie opozycji, jeśli i to nie działa zmienia się rząd na „jedyny właściwy” używając sił zbrojnych.
Obserwując działania na Ukrainie zastanawiam się czy nie dojdzie do podobnego scenariusza co w Panamie czy Libii - do manipulacji sytuacji politycznej a w konsekwencji użycia sił zbrojnych przez międzynarodowych terrorystów USA i ich junty?
Bibliografia:
1) „Współczesna gospodarka światowa. Główne centra gospodarcze” pod red. Bogumiły Muchy – Leszko. Wyd. Uniwersyteckie Marii Curie – Skłodowskiej Lublin 2005
2) „Międzynarodowe środowisko finansowe – kierunki instytucjonalizacji” Jerzy J. Wajszczuk Wydawnictwo Key Text Warszawa 2006
3) John Perkins – „Wyznania Ekonomisty do brudnej roboty”
4) Andrew Flood - „Globalizacja - koniec epoki imperialnej?”
5) Thomas L Friedman „Świat jest płaski"
5) http://www.jubileedebtcampaign.org.uk.
6) http://www.starvation.net
Artykuł pochodzi z https://prawda2.info/viewtopic.php?t=1713
wtorek, 25 lutego 2014
Żegnaj biedna ale wolna Ukraino. NWO - New World Order chce nowej kolonii bliżej Rosji
Ile milionów dolarów CIA wydała na to aby Kliczko przekupił deputowanych do obalenia Janukowycza? Wiadomo, że za przejście do UDARU proponował nawet 730 tys dolarów USA. Całe to obalenie to kpina z demokracji, to zwykła korupcja za miliony dolarów USA. Czy tym razem uda się obsadzić swoimi agentami rząd Ukrainy, który w imię "rozwoju demokracji" i wolnej gospodarki zniszczy oligarchów a następnie odda wszystkie zakłady i rynek w ręce międzynarodowych spekulantów i koncernów? Czy to już ten czas aby znaleźć na Ukrainie idiotę pokroju Balcerowicza i J K Bieleckiego, którzy wyznawać będą zasadę, że lepiej oddać zakłady zachodnim hienom za darmo niż budować własną siłę i niezależność gospodarczą?
Myślę, że tak, że już mają takie fikcyjne elity. Myślę, że Julia Tymoszenko, Witalij Kliczko będąc opłacani drukowanymi w nieskończoność dolarami są już przygotowani do rozdawania Ukrainy za nędzne "grosze". Jestem pewien, że do maja 2014 nastąpi cudowne ozdrowienie schorowanej i więzionej Julii Tymoszenko. Wiem, że ta bohaterka reżimu Janukowycza będzie gotowa do objęcia wysokich stanowisk na Ukrainie. To cud, cud, cud!!!
Żegnaj biedna ale wolna Ukraino. Witaj kolonializowany landzie eurokołchozu. Nowy Porządek Świata (NWO) trafia na Ukrainę.
Dlaczego jednak do obalenia Janukowycza prym wiedli Polscy politycy z lewa, centrum i z prawej strony?
Dlaczego tak aktywnie działali aby doprowadzić do kolejnego konfliktu z Rosją?
Dlaczego? Rozumiem agent CIA RADEK ZDRADEK reprezentujący interesy USA. Ale pozostali?
Czy są tak głupi, że nie potrafią przewidzieć konsekwencji swoich działań?
Już Rosja pokazała jak wystrzelać kaczki. Czy to niczego nie nauczyło tych baranów?
Ukraińska prasa podaje szczegóły zagranicznego finansowania rewolucji na Ukrainie oraz kto był zleceniodawcą zabójstwa aktywistów Euromajdanu
Organy ścigania Ukrainy ustaliły zleceniodawców zabójstwa aktywistów Euromajdanu, a także określiły schematy i źródła finansowania eskalacji konfrontacji ulicznej, zmierzającej do obalenia rządu przemocą. O tym, pod warunkiem zachowania anonimowości, poinformował informator ze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.
Według tego źródła, od pierwszych dni konfrontacji siłowej organy ścigania rozpoczęły rozpracowywanie organizacji „Prawy Sektor”. Organizacja ta powstała w wyniku konfliktu wewnętrznego pomiędzy Socjal-Narodowym Zgromadzeniem i radykalnie zorientowanym Wszechukraińskim Zjednoczeniem „Trójząb” im. S. Bandery. W trakcie dochodzenia ustalono, że przedmiotowe organizacje są finansowane przez szereg różnorodnych zachodnich „pro-ukraińskich organizacji”, utworzonych przez służby specjalne państw NATO oraz przez Georga Sorosa.
Źródło informuje, że te organizacje „charytatywne” od samego początku „Euromajdanu” zacząły tworzyć tajne centrum koordynacyjne, zapraszając doświadczonych zachodnich analityków, specjalizujących się w opracowywaniu strategii rozwoju „kolorowych rewolucji”. Przed nimi postawiono zadanie opracowanie strategii działania grup bojowych.
W trakcie czynności śledczych stwierdzono, że właśnie to centrum wydało rozkaz zabicia aktywistów podczas konfrontacji siłowej na ulicy Gruszewskiego. Śmierć ludzi miała sprowokować eskalację konfliktu i podburzyć rozgorączkowany tłum przeciwko milicjantom.
Od pierwszego dnia „Euromajdanu” każdy lider grupy aktywnego oporu otrzymywał wynagrodzenie pieniężne. Za każdego aktywnego bojownika – po 200 dolarów za dzień, a dodatkowo – 500 dolarów, jeśli grupa liczyła ponad 10 osób. Koordynatorzy otrzymywali od 2000 dolarów za każdy dzień masowych zamieszek, pod warunkiem, że kontrolowana przez niego grupa bojowników realizuje bezpośrednie działania agresywne skierowane przeciwko stróżom prawa.
Dochodzenie ujawniło również, że fundusze wpływały do ambasady USA w Kijowie drogą dyplomatyczną. Z kolei Ambasada USA przekazywała pieniądze do biur centralnych WO „Swobody” i WO „Batkiwszczyny”. Kwota wynosiła około 20 milionów dolarów tygodniowo. Następnie środki te były rozdzielane na wspierania „Euromajdanu” (funkcjonowanie systemu wyżywienia, na łapówki i przekupowanie poszczególnych urzędników, funkcjonariuszy organów ścigania, opłacanie mediów, koszty kampanii propagandowej itp.), jak również codzienne wypłaty dla aktywnych bojowników. Z kolei przywódcy sił opozycyjnych i ugrupowań radykalnych otrzymywali bezgotówkowe przelewy na ich osobiste konta bankowe.
Dowodem na to są wyniki poszukania przeprowadzone przez SBU w siedzibie sztabu centralnego „Batkiwszczyny”. Jak wiadomo, w trakcie działań operacyjnych organy ścigania zabezpieczyły w gabinecie Aleksandra Turczynowa 17 milionów dolarów w gotówce. Ponadto na zabezpieczonych przez SBU serwerach partii znajdowały się informacje dotyczące kwestii podziału środków na opłacenie wyżywienia Majdanu i dokonywania rozliczeń z bojownikami „Prawego sektora” i innych ugrupowań radykalnych.
Ustalono również ten fakt, że liderzy radykalnych struktur prawicowych otrzymali gwarancję pomocy USA w ewakuacji z terytorium Ukrainy w przypadku niepowodzenia rewolucji, zabezpieczenie mieszkań i środków do życia w dowolnym kraju Unii Europejskiej, zgodnie z ich wyborem. I z gwarancji takiej już skorzystał lider politycznej grupy prowokatorów tak zwanego „Automajdanu” Siergiej Koba.
Myślę, że tak, że już mają takie fikcyjne elity. Myślę, że Julia Tymoszenko, Witalij Kliczko będąc opłacani drukowanymi w nieskończoność dolarami są już przygotowani do rozdawania Ukrainy za nędzne "grosze". Jestem pewien, że do maja 2014 nastąpi cudowne ozdrowienie schorowanej i więzionej Julii Tymoszenko. Wiem, że ta bohaterka reżimu Janukowycza będzie gotowa do objęcia wysokich stanowisk na Ukrainie. To cud, cud, cud!!!
Żegnaj biedna ale wolna Ukraino. Witaj kolonializowany landzie eurokołchozu. Nowy Porządek Świata (NWO) trafia na Ukrainę.
Dlaczego jednak do obalenia Janukowycza prym wiedli Polscy politycy z lewa, centrum i z prawej strony?
Dlaczego tak aktywnie działali aby doprowadzić do kolejnego konfliktu z Rosją?
Dlaczego? Rozumiem agent CIA RADEK ZDRADEK reprezentujący interesy USA. Ale pozostali?
Czy są tak głupi, że nie potrafią przewidzieć konsekwencji swoich działań?
Już Rosja pokazała jak wystrzelać kaczki. Czy to niczego nie nauczyło tych baranów?
Ukraińska prasa podaje szczegóły zagranicznego finansowania rewolucji na Ukrainie oraz kto był zleceniodawcą zabójstwa aktywistów Euromajdanu
Organy ścigania Ukrainy ustaliły zleceniodawców zabójstwa aktywistów Euromajdanu, a także określiły schematy i źródła finansowania eskalacji konfrontacji ulicznej, zmierzającej do obalenia rządu przemocą. O tym, pod warunkiem zachowania anonimowości, poinformował informator ze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.
Według tego źródła, od pierwszych dni konfrontacji siłowej organy ścigania rozpoczęły rozpracowywanie organizacji „Prawy Sektor”. Organizacja ta powstała w wyniku konfliktu wewnętrznego pomiędzy Socjal-Narodowym Zgromadzeniem i radykalnie zorientowanym Wszechukraińskim Zjednoczeniem „Trójząb” im. S. Bandery. W trakcie dochodzenia ustalono, że przedmiotowe organizacje są finansowane przez szereg różnorodnych zachodnich „pro-ukraińskich organizacji”, utworzonych przez służby specjalne państw NATO oraz przez Georga Sorosa.
Źródło informuje, że te organizacje „charytatywne” od samego początku „Euromajdanu” zacząły tworzyć tajne centrum koordynacyjne, zapraszając doświadczonych zachodnich analityków, specjalizujących się w opracowywaniu strategii rozwoju „kolorowych rewolucji”. Przed nimi postawiono zadanie opracowanie strategii działania grup bojowych.
W trakcie czynności śledczych stwierdzono, że właśnie to centrum wydało rozkaz zabicia aktywistów podczas konfrontacji siłowej na ulicy Gruszewskiego. Śmierć ludzi miała sprowokować eskalację konfliktu i podburzyć rozgorączkowany tłum przeciwko milicjantom.
Od pierwszego dnia „Euromajdanu” każdy lider grupy aktywnego oporu otrzymywał wynagrodzenie pieniężne. Za każdego aktywnego bojownika – po 200 dolarów za dzień, a dodatkowo – 500 dolarów, jeśli grupa liczyła ponad 10 osób. Koordynatorzy otrzymywali od 2000 dolarów za każdy dzień masowych zamieszek, pod warunkiem, że kontrolowana przez niego grupa bojowników realizuje bezpośrednie działania agresywne skierowane przeciwko stróżom prawa.
Dochodzenie ujawniło również, że fundusze wpływały do ambasady USA w Kijowie drogą dyplomatyczną. Z kolei Ambasada USA przekazywała pieniądze do biur centralnych WO „Swobody” i WO „Batkiwszczyny”. Kwota wynosiła około 20 milionów dolarów tygodniowo. Następnie środki te były rozdzielane na wspierania „Euromajdanu” (funkcjonowanie systemu wyżywienia, na łapówki i przekupowanie poszczególnych urzędników, funkcjonariuszy organów ścigania, opłacanie mediów, koszty kampanii propagandowej itp.), jak również codzienne wypłaty dla aktywnych bojowników. Z kolei przywódcy sił opozycyjnych i ugrupowań radykalnych otrzymywali bezgotówkowe przelewy na ich osobiste konta bankowe.
Dowodem na to są wyniki poszukania przeprowadzone przez SBU w siedzibie sztabu centralnego „Batkiwszczyny”. Jak wiadomo, w trakcie działań operacyjnych organy ścigania zabezpieczyły w gabinecie Aleksandra Turczynowa 17 milionów dolarów w gotówce. Ponadto na zabezpieczonych przez SBU serwerach partii znajdowały się informacje dotyczące kwestii podziału środków na opłacenie wyżywienia Majdanu i dokonywania rozliczeń z bojownikami „Prawego sektora” i innych ugrupowań radykalnych.
Ustalono również ten fakt, że liderzy radykalnych struktur prawicowych otrzymali gwarancję pomocy USA w ewakuacji z terytorium Ukrainy w przypadku niepowodzenia rewolucji, zabezpieczenie mieszkań i środków do życia w dowolnym kraju Unii Europejskiej, zgodnie z ich wyborem. I z gwarancji takiej już skorzystał lider politycznej grupy prowokatorów tak zwanego „Automajdanu” Siergiej Koba.
sobota, 1 lutego 2014
Goje rodzą się po to, by służyć Żydom
"Goje rodzą się po to, by służyć Żydom. – Po co goje są tak naprawdę potrzebni? Będą pracować, będą orać, będą zbierać plony. My zaś będziemy tylko siedzieć i jeść jak panowie" - powiedział Rabin Owadia Josef, duchowy przywódca partii Szas podczas przemówienia w synagodze w 2010 roku. Tak wszyscy Żydzi myślą o gojach czyli nie Żydach, kimś spoza narodu Izraela. Kto zatem jest Żydem? Każdy, kto ma matkę Żydówkę jest Żydem. Należy zaznaczyć, że bycie Żydem nie ma nic wspólnego z przekonaniami lub tym co się robi. Osoba urodzona z rodziców nie-Żydów nawet wyznająca tę samą wiarę jak Żydzi ortodoksyjni oraz przestrzegająca praw i zwyczajów judaizmu nadal pozostaje nie-Żydem nawet dla najbardziej liberalnych odłamów judaizmu podczas gdy osoba urodzona z matki Żydówki nawet jeśli jest ateistą i nigdy nie praktykuje religii żydowskiej nadal uważana jest za Żyda nawet przez ultra ortodoksyjnych Żydów. W tym sensie, judaizm jest bardziej podobny narodowości niż inne religie i bycie Żydem jest jak obywatelstwo. Nie Żyd - określenie pojawiające się wielokrotnie w żydowskiej Torze, wyrażające lekceważenie wobec innowierców i innych narodów. Zdaniem rabina, gdyby goje nie mogli służyć Żydom "nie mieliby po co istnieć". Tłumacząc zaś długowieczność ludzi pochodzenia nie-Żydowskiego rabin Josef użył plastycznej metafory porównując takich ludzi do osłów. – Wyobraźcie sobie, że zdechł wam osioł. Stracilibyście w ten sposób pieniądze. To jest taki sam sługa. Właśnie dlatego goj otrzymuje długie życie. By dobrze pracować dla Żyda - mówił rabin.
Oburzenie różnych środowisk żydowskich na tę wypowiedź niekoniecznie było szczere. Były one jak podejrzewam bardziej oburzone na owego rabina z innego powodu – zdradził publicznie coś, czego głośno nie można mówić, bo negatywnie wpływa to na i tak kiepski wizerunek Izraela i Żydów. Sam zaś rabin Owadia Josef powiedział tylko to – co stoi w żydowskiej biblii Tanach :
“I stawią się obcy, aby paść wasze owce, a cudzodziemcy będą waszymi oraczami i winiarzami, a Wy będziecie nazwani kapłanami Pana, sługami naszego Boga mianować was będą; zużyjecie bogactwa narodów i w ich sławę odziewać się będziecie.”
Izajasza 61, 5-6
“Tak mówi Pan Bóg: “Oto skinę ręką na pogan i między ludami podniosę mój sztandar. I odniosą twych synów na rękach, a córki twoje na barkach przyniosą. I będą królowie twymi żywicielami, a księżniczki ich twoimi mamkami. Twarzą do ziemi pokłon ci będą oddawać i lizać będą kurz z twoich nóg.“
Izajasza 49, 22-23
“Przyjdą do Ciebie i będą twoimi; chodzić będą za tobą w kajdanach; na twarz przed tobą będą padać i mówić do ciebie błagalnie.”
Izajasza 45, 14
I chociaż żydowski rasizm ma korzenie biblijne badacze tego fenomenu (oraz dezinformatorzy) w ogromnej większości dopatrują się korzeni żydowskiego rasizmu w Talmudzie. Wystarczy w dowolnej wyszukiwarce wpisać „talmud rasizm„ aby się o tym przekonać.
Dlatego kiedy słyszę o antysemityźmie nie współczuję Żydom, gdyż sami są rasistami w stosunku do nie-Żydów. Żydzi zasiadający w polskim rządzie traktują Polaków i nasze państwo jak coś gorszego. Dla nich Polak to goj, który ma służyć.
Warto wspomnieć o organizacji B’nai B’rith (BBI) (hebr. בני ברית; ang B'nai B'rith International; pol. Synowie Przymierza) – najstarsza nieprzerwanie działająca żydowskaorganizacja na świecie. Powstała w 1843 w Nowym Jorku. Główna siedziba znajduje się w Waszyngtonie w Stanach Zjednoczonych.
Dlatego, że rządzą nami Żydzi m.in. Aaron Bucholtz, Izaak Blumenfeld, Kalkstein, Izaak Stoltzman, Jan Antony Vincent Rothwelt traktujący nas jak podludzi. Tak jak Hitler traktował wszystkie nacje poza Niemcami i nie mógł uznać Żydów za równoprawnych sobie, tak samo Żydzi nie uznaja Polaków za równych sobie i będą nas poniżać, spychać na niższe szczeble oraz wykorzystywać. Dlatego należy ograniczyć ilość pejsatych w rządzie dla dobra Polski i Polaków.
Oburzenie różnych środowisk żydowskich na tę wypowiedź niekoniecznie było szczere. Były one jak podejrzewam bardziej oburzone na owego rabina z innego powodu – zdradził publicznie coś, czego głośno nie można mówić, bo negatywnie wpływa to na i tak kiepski wizerunek Izraela i Żydów. Sam zaś rabin Owadia Josef powiedział tylko to – co stoi w żydowskiej biblii Tanach :
“I stawią się obcy, aby paść wasze owce, a cudzodziemcy będą waszymi oraczami i winiarzami, a Wy będziecie nazwani kapłanami Pana, sługami naszego Boga mianować was będą; zużyjecie bogactwa narodów i w ich sławę odziewać się będziecie.”
Izajasza 61, 5-6
“Tak mówi Pan Bóg: “Oto skinę ręką na pogan i między ludami podniosę mój sztandar. I odniosą twych synów na rękach, a córki twoje na barkach przyniosą. I będą królowie twymi żywicielami, a księżniczki ich twoimi mamkami. Twarzą do ziemi pokłon ci będą oddawać i lizać będą kurz z twoich nóg.“
Izajasza 49, 22-23
“Przyjdą do Ciebie i będą twoimi; chodzić będą za tobą w kajdanach; na twarz przed tobą będą padać i mówić do ciebie błagalnie.”
Izajasza 45, 14
I chociaż żydowski rasizm ma korzenie biblijne badacze tego fenomenu (oraz dezinformatorzy) w ogromnej większości dopatrują się korzeni żydowskiego rasizmu w Talmudzie. Wystarczy w dowolnej wyszukiwarce wpisać „talmud rasizm„ aby się o tym przekonać.
Dlatego kiedy słyszę o antysemityźmie nie współczuję Żydom, gdyż sami są rasistami w stosunku do nie-Żydów. Żydzi zasiadający w polskim rządzie traktują Polaków i nasze państwo jak coś gorszego. Dla nich Polak to goj, który ma służyć.
Warto wspomnieć o organizacji B’nai B’rith (BBI) (hebr. בני ברית; ang B'nai B'rith International; pol. Synowie Przymierza) – najstarsza nieprzerwanie działająca żydowskaorganizacja na świecie. Powstała w 1843 w Nowym Jorku. Główna siedziba znajduje się w Waszyngtonie w Stanach Zjednoczonych.
B’nai B’rith jest zaangażowana w szeroko pojmowaną działalność na rzecz wspierania społeczności żydowskich na świecie i w Izraelu, promuje prawa do istnienia państwa żydowskiego i sprzeciwia się antysemityzmowi. Prowadzi działalność na rzecz poprawy warunków życia Żydów w ponad 50 państwach na całym świecie w tym w Polsce. Przy tej okazji nie można nie wspomnieć o podatku koszernym Podatek koszerny wynosi 0.1% ceny towaru. Do tego dochodzą różnego rodzaju opłaty ponoszone przez producenta: wstępna, okresowa oraz na rzecz rabinów-okresowo dokonujących inspekcji. W samych Stanach Zjednoczonych jest 1200 takich inspektorów. Ilu producentów w Polsce płaci taki podatek? Oto lista produktów koszernych za które my Polacy płacimy na utrzymanie Rabina Michaela Schudricha i organizacji żydowskich.
Polacy czy już wiecie dlaczego jesteśmy tak traktowani przez Żydów a Polska jest niszczona?Dlatego, że rządzą nami Żydzi m.in. Aaron Bucholtz, Izaak Blumenfeld, Kalkstein, Izaak Stoltzman, Jan Antony Vincent Rothwelt traktujący nas jak podludzi. Tak jak Hitler traktował wszystkie nacje poza Niemcami i nie mógł uznać Żydów za równoprawnych sobie, tak samo Żydzi nie uznaja Polaków za równych sobie i będą nas poniżać, spychać na niższe szczeble oraz wykorzystywać. Dlatego należy ograniczyć ilość pejsatych w rządzie dla dobra Polski i Polaków.
sobota, 11 stycznia 2014
TUSK - premier, który nie wie co się wokół niego dzieje
Donald Tusk nie wiedział:
1.O memorandum gazowym ws. Jamału II
(„Muszę sprawdzić te informacje, ja nic nie wiem, nie komentuję czegoś, o czym mało wiem”).
2. Kto podpisał uwagi do polskiego raportu MAK
(U Moniki Olejnik: „W sensie fizycznym nie wiem. Ale my bierzemy za ten... mówi pani... [...] Nie wiem, kto technicznie, ale ja biorę też za to oczywiście współodpowiedzialność”)
3. Kto zaproponował mu konwencję chicagowską jako podstawę badania katastrofy smoleńskiej
(„Ona była wynikiem... yyy... [...] Yyy... była rozmowa, ale nie w charakterze ustalenia czy zobowiązania na gruncie jakiego prawa będziemy się poruszali. Ale trudno mi w tej chwili powiedzieć, czy w samym Smoleńsku, wtedy przy szczątkach samolotu czy ta rozmowa miała jakiś taki precyzyjny, konkretny charakter. Szczerze powiedziawszy, akurat w tych pierwszych czterech godzinach miałem co innego na głowie.”)
4. O Konferencji Smoleńskiej, która odbyła się jesienią 2012 r.
(pytany, czy zapoznał się z wynikami badań, rzucił tylko: „Nic o tym nie słyszałem”)
5. Co podpisuje w ramach paktu fiskalnego
Pytany, czy reguła zrównoważonego budżetu (maksymalny deficyt strukturalny nie wyższy niż 0,5 proc. PKB) w ramach paktu fiskalnego ma wejść w życie w ciągu roku od ratyfikacji go w Polsce, od 1 stycznia 2013 r., czy od wejścia do strefy euro, odpowiedział: „Nie wiem. nie wiem. Pierwsza pani mi zadała to pytanie”
6. O tym, że rozmawiał z Władimirem Putinem o wizycie w Katyniu
„Podczas spotkania na molo rozmowa była dość krótka i głównie pokazywałem wówczas premierowi Putinowi, gdzie mieszkam, i trasę, którą często przebiegam jako jogger, pytaliśmy także siebie nawzajem, jak wygląda kwestia życia prywatnego w kontekście ochrony. Premier Putin m. in. powiedział, że jego ochrona siedzi u niego w kuchni, ja mówiłem, że ja mam zdecydowanie większy komfort, bo mam większą swobodę” - żartował Donald Tusk pytany o treść rozmowy z premierem Rosji na sopockim molo.
Ale rzecznik Tuska Paweł Graś 4 lutego 2010 r. podkreślał, że tematem rozmowy premierów Polski i Rosji podczas ich wrześniowego spotkania w Sopocie z 2009 r. były uroczystości katyńskie 2010 r. „Te ustalenia, te rozmowy, które miały miejsce, w ten sposób się zmaterializowały (...) to była inicjatywa obu panów premierów” - chwalił Graś Donalda Tuska. Ten jednak nie pamięta najwyraźniej, jakoby rozmawiał z Putinem o uroczystościach rocznicowych.
7. O nepotyzmie w spółkach skarbu państwa opanowanych przez PSL
"Nie mam wiedzy na temat nepotyzmu, jeśli będziemy rozumieli przez nepotyzm - zgodnie z semantyką - zatrudnianie bliskich. Czasami zatrudnianie ma bardziej, powiedziałbym, wyrafinowany sposób, tzn. czasami zatrudnia się bliskich czy kolegów niekoniecznie w tej samej spółce" - powiedział Donald Tusk.
8. Jakie ma hasło do komputera
W styczniu 2012 r. fotoreporterzy PAP zrobili zdjęcie służbowego laptopa premiera. Na komputerze były przyklejone... login i hasło. Było to tuż po atakach hakerskich na strony rządowe. „Nie pamiętam hasła do komputera” - tłumaczył rozbrajająco Tusk dziennikarzom.
9. O aferze w Elewarze
"On [Donald Tusk] nie może dowiadywać się o każdej rzeczy, bo trzeba byłoby go zasypywać masą poważnych, ale drobnych spraw" - Julia Pitera.
10. O wizycie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku
Tusk: „Prezydent Kaczyński nie przewidywał, nie miałem żadnego takiego sygnału, ani takiej informacji, że zamierza wspólnie ze mną lub z rządem obchodzić rocznicę katyńską”.
Trudno jednak w to uwierzyć, bo 27 stycznia 2010 r. Kancelaria Prezydenta wysłała do MSZ pismo informujące o planach Lecha Kaczyńskiego...
11. O konferencji ABW ws. Brunona K.
Rzecznik rządu, Paweł Graś stwierdził, że premier Donald Tusk nie wiedział o planach konferencji ABW i prokuratury, na której przedstawiono informacje ws. udaremnienia zamachu na konstytucyjne organy państwa.
12. O sprawdzeniu przez ABW skrzynek Amber Gold
Pytany, czy znał notatkę ABW z 24 maja br. nt. Amber Gold, Tusk odpowiedział: - Nie miałem w sprawie Amber Gold informacji innych niż medialne.
1.O memorandum gazowym ws. Jamału II
(„Muszę sprawdzić te informacje, ja nic nie wiem, nie komentuję czegoś, o czym mało wiem”).
2. Kto podpisał uwagi do polskiego raportu MAK
(U Moniki Olejnik: „W sensie fizycznym nie wiem. Ale my bierzemy za ten... mówi pani... [...] Nie wiem, kto technicznie, ale ja biorę też za to oczywiście współodpowiedzialność”)
3. Kto zaproponował mu konwencję chicagowską jako podstawę badania katastrofy smoleńskiej
(„Ona była wynikiem... yyy... [...] Yyy... była rozmowa, ale nie w charakterze ustalenia czy zobowiązania na gruncie jakiego prawa będziemy się poruszali. Ale trudno mi w tej chwili powiedzieć, czy w samym Smoleńsku, wtedy przy szczątkach samolotu czy ta rozmowa miała jakiś taki precyzyjny, konkretny charakter. Szczerze powiedziawszy, akurat w tych pierwszych czterech godzinach miałem co innego na głowie.”)
4. O Konferencji Smoleńskiej, która odbyła się jesienią 2012 r.
(pytany, czy zapoznał się z wynikami badań, rzucił tylko: „Nic o tym nie słyszałem”)
5. Co podpisuje w ramach paktu fiskalnego
Pytany, czy reguła zrównoważonego budżetu (maksymalny deficyt strukturalny nie wyższy niż 0,5 proc. PKB) w ramach paktu fiskalnego ma wejść w życie w ciągu roku od ratyfikacji go w Polsce, od 1 stycznia 2013 r., czy od wejścia do strefy euro, odpowiedział: „Nie wiem. nie wiem. Pierwsza pani mi zadała to pytanie”
6. O tym, że rozmawiał z Władimirem Putinem o wizycie w Katyniu
„Podczas spotkania na molo rozmowa była dość krótka i głównie pokazywałem wówczas premierowi Putinowi, gdzie mieszkam, i trasę, którą często przebiegam jako jogger, pytaliśmy także siebie nawzajem, jak wygląda kwestia życia prywatnego w kontekście ochrony. Premier Putin m. in. powiedział, że jego ochrona siedzi u niego w kuchni, ja mówiłem, że ja mam zdecydowanie większy komfort, bo mam większą swobodę” - żartował Donald Tusk pytany o treść rozmowy z premierem Rosji na sopockim molo.
Ale rzecznik Tuska Paweł Graś 4 lutego 2010 r. podkreślał, że tematem rozmowy premierów Polski i Rosji podczas ich wrześniowego spotkania w Sopocie z 2009 r. były uroczystości katyńskie 2010 r. „Te ustalenia, te rozmowy, które miały miejsce, w ten sposób się zmaterializowały (...) to była inicjatywa obu panów premierów” - chwalił Graś Donalda Tuska. Ten jednak nie pamięta najwyraźniej, jakoby rozmawiał z Putinem o uroczystościach rocznicowych.
7. O nepotyzmie w spółkach skarbu państwa opanowanych przez PSL
"Nie mam wiedzy na temat nepotyzmu, jeśli będziemy rozumieli przez nepotyzm - zgodnie z semantyką - zatrudnianie bliskich. Czasami zatrudnianie ma bardziej, powiedziałbym, wyrafinowany sposób, tzn. czasami zatrudnia się bliskich czy kolegów niekoniecznie w tej samej spółce" - powiedział Donald Tusk.
8. Jakie ma hasło do komputera
W styczniu 2012 r. fotoreporterzy PAP zrobili zdjęcie służbowego laptopa premiera. Na komputerze były przyklejone... login i hasło. Było to tuż po atakach hakerskich na strony rządowe. „Nie pamiętam hasła do komputera” - tłumaczył rozbrajająco Tusk dziennikarzom.
9. O aferze w Elewarze
"On [Donald Tusk] nie może dowiadywać się o każdej rzeczy, bo trzeba byłoby go zasypywać masą poważnych, ale drobnych spraw" - Julia Pitera.
10. O wizycie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku
Tusk: „Prezydent Kaczyński nie przewidywał, nie miałem żadnego takiego sygnału, ani takiej informacji, że zamierza wspólnie ze mną lub z rządem obchodzić rocznicę katyńską”.
Trudno jednak w to uwierzyć, bo 27 stycznia 2010 r. Kancelaria Prezydenta wysłała do MSZ pismo informujące o planach Lecha Kaczyńskiego...
11. O konferencji ABW ws. Brunona K.
Rzecznik rządu, Paweł Graś stwierdził, że premier Donald Tusk nie wiedział o planach konferencji ABW i prokuratury, na której przedstawiono informacje ws. udaremnienia zamachu na konstytucyjne organy państwa.
12. O sprawdzeniu przez ABW skrzynek Amber Gold
Pytany, czy znał notatkę ABW z 24 maja br. nt. Amber Gold, Tusk odpowiedział: - Nie miałem w sprawie Amber Gold informacji innych niż medialne.
sobota, 14 grudnia 2013
Odszedł minister propagandy J V Rostowski
Gdzie teraz ucieknie szczur z tonącego okrętu, który spowodował tonięcie tego okrętu?
Jacek Rostowski pozostawił finanse państwa w złym stanie. Uważał, że może je ustabilizować nie głębokimi reformami, ale drobnymi korektami.
Gdy okazało się, że nie osiągnie w ten sposób zapowiadanego celu, jakim było ograniczenie deficytu finansów publicznych do 3 proc. PKB i zdjęci z Polski przez Komisję Europejską procedury nadmiernego deficytu, minister finansów sięgnął po pieniądze Otwartych Funduszy Emerytalnych i w ten sposób okraść i tak biednych Polaków.
Aby usprawiedliwić swój czyn, rozpoczął kampanię propagandową przeciwko OFE oraz jego autorom, która nie przystoi poważnemu politykowi. Nie był jednak w stanie poprawnie napisać nowelizacji ustawy o Otwartych Funduszach Emerytalnych. Doprowadził w ten sposób do poważnego kryzysu politycznego. Przyszłoroczny budżet zależny od pieniędzy zabranych funduszom, a tymczasem ustawa, która pozwalałaby te pieniądze wykorzystać, nie jest gotowa.
Jacek Rostowski pozostawił finanse państwa w złym stanie. Uważał, że może je ustabilizować nie głębokimi reformami, ale drobnymi korektami.
Gdy okazało się, że nie osiągnie w ten sposób zapowiadanego celu, jakim było ograniczenie deficytu finansów publicznych do 3 proc. PKB i zdjęci z Polski przez Komisję Europejską procedury nadmiernego deficytu, minister finansów sięgnął po pieniądze Otwartych Funduszy Emerytalnych i w ten sposób okraść i tak biednych Polaków.
Aby usprawiedliwić swój czyn, rozpoczął kampanię propagandową przeciwko OFE oraz jego autorom, która nie przystoi poważnemu politykowi. Nie był jednak w stanie poprawnie napisać nowelizacji ustawy o Otwartych Funduszach Emerytalnych. Doprowadził w ten sposób do poważnego kryzysu politycznego. Przyszłoroczny budżet zależny od pieniędzy zabranych funduszom, a tymczasem ustawa, która pozwalałaby te pieniądze wykorzystać, nie jest gotowa.
wtorek, 10 grudnia 2013
Kliczko werbuje do partii Udar za pieniądze USA
Otrzymawszy nieograniczone finansowanie z USA, Kliczko aktywnie przekupuje deputowanych do Rady Najwyższej. Ile będą kosztować nowe nabytki żyda Etinzona-Witalija Kliczki to dokładnie nie wiadomo. Jednakże w jego partii „Udar” mówią, że za wstąpienie do tej partii proponuje się do 6 milionów hrivien (ponad 730 tysięcy dolarów). Jeden z deputowanych o przyczynach parlamentarnej gorączki i bieganiny powiedział co następuje: „Zaskoczę was ale deputowani okresowo zmieniają partie. Zdrada we właściwym czasie to nie zdrada. Jeżeli deputowani przechodzą z jednej partii do drugiej, to oznacza, że w jednej partii zrealizowali już swoje finansowe interesy i przeszli do drugiej partii żeby w niej zarabiać. Żadnej katastrofy nie ma”. Dziwną wydaje się taka cyniczna filozofia zdrady. To oczywiste, że własnych interesów oni nie zdradzają jednakże zdradzają swoich wyborców, którzy na nich głośno głosowali. Z przecieku od informatora z otoczenia Kliczko stało się wiadomo, że już teraz na jego liście znajduje się około 20 deputowanych, którzy w ten sposób planują „odbić” sobie przelaną krwawicę na wyborach.Teraz Kliczko prowadzi tajne rokowania z pozostałymi zdolnymi do zdrady.
Dzięki amerykańskim pieniądzom „Udar” rozkręca się teraz z pełną szybkością. Zachód traktuje mistrza świata jako „swojego”. Kliczko to nowy „Juszczienko”!.
Tym bardziej, że w sztabie lidera „Udaru” pracują specjaliści z USA, którzy pracowicie zajmują się promocją boksera. Przy takim „Udarowym” przeładunku wraz ze zbliżaniem się wyborów prezydenckich, w Radzie Najwyższej znacznie zwiększyła się liczba „skoczków” (dezerterów) i możliwe, że pojawią się nowe poselskie grupy wpływu. Prawdopodobnie Etinzon-Kliczko, pod sprawnym kierownictwem USA, dostał zadanie sformowania większości parlamentarnej na bazie partii „Udar”. Czy powiodą się inwestycje w nowe „zakupy”, czy będą dla Etinzona-Kliczki jakieś polityczne dywidendy z zakupionych partyjnych „skoczków”, tego na razie nie wiadomo. Z całą pewnością wiadomo tylko tyle, że zjednoczona opozycja już nie jest zjednoczona i już aktywnie zaczęła dzielić się prezydenckim fotelem.
A prosty, oszukany lud marznie na Majdanie-2013, nawet nie podejrzewając, że jest on już zdradzony i sprzedany i, że jest jedynie narzędziem, mięsem armatnim, dla tak zwanej „opozycji”, która rzekomo walczy o jego interesy. LUDZIE! PRZEBUDŹCIE SIĘ!
Dzięki amerykańskim pieniądzom „Udar” rozkręca się teraz z pełną szybkością. Zachód traktuje mistrza świata jako „swojego”. Kliczko to nowy „Juszczienko”!.
Tym bardziej, że w sztabie lidera „Udaru” pracują specjaliści z USA, którzy pracowicie zajmują się promocją boksera. Przy takim „Udarowym” przeładunku wraz ze zbliżaniem się wyborów prezydenckich, w Radzie Najwyższej znacznie zwiększyła się liczba „skoczków” (dezerterów) i możliwe, że pojawią się nowe poselskie grupy wpływu. Prawdopodobnie Etinzon-Kliczko, pod sprawnym kierownictwem USA, dostał zadanie sformowania większości parlamentarnej na bazie partii „Udar”. Czy powiodą się inwestycje w nowe „zakupy”, czy będą dla Etinzona-Kliczki jakieś polityczne dywidendy z zakupionych partyjnych „skoczków”, tego na razie nie wiadomo. Z całą pewnością wiadomo tylko tyle, że zjednoczona opozycja już nie jest zjednoczona i już aktywnie zaczęła dzielić się prezydenckim fotelem.
A prosty, oszukany lud marznie na Majdanie-2013, nawet nie podejrzewając, że jest on już zdradzony i sprzedany i, że jest jedynie narzędziem, mięsem armatnim, dla tak zwanej „opozycji”, która rzekomo walczy o jego interesy. LUDZIE! PRZEBUDŹCIE SIĘ!
sobota, 9 listopada 2013
Co jest w POlsce trendy i cool a co żałosne?
Szczególnie za rządów POlszewickiej bandy polonofobów (antypolaków) trendy jest opluwanie śp. Prezydenta Kaczyńskiego, wysublimowana uroda, aksamitny głosik , pedalstwo, wyśmiewanie kościoła szczególnie katolickiego. Udawanie, że autostrady budowane są w terminie. A "bankructwa", niepłacenie podwykonawcom, nepotyzm i inne wałki jest COOL..
Niemodne jest natomiast przywiązanie do wartości narodowych, historii i coś co niektórzy znają tylko z nazwy a mianowicie PATRIOTYZM.
A więc mamy jakiś rząd czyli zorganizowaną grupę w białych rękawiczkach, która pasożytuje na kraju i, po prostu kradnie tworząc prawo, które można wykorzystywać i naginać, skradzione pieniądze rozdaje swoim członkom.
I teraz zaczyna się wojna psychologiczna
- zestawia się na zasadzie skojarzeń -
złodziej przewalający grube pieniądze na lewych prywatyzacjach - ubiera się go w ładny garnitur i powtarza słowa klucze kodujące podświadomość
- Europa, styl, szyk, elegancja.
Czyli koduje nam się takie zestawienie i teraz wystarczy pokazać w telewizji uśmiechniętego złodzieja w garniturze od Versace i podświadomość reaguje zwracając nam sugestię, zalewając nas miłymi uczuciami które zostały tam wprowadzone.
Potem się zestawia uczciwego człowieka, np. który chce odsunąć od władzy ludzi którzy donosili na kolegów, kradli, itd i rzuca się hasła typu - nienawiść, oszołomstwo, pieniactwo, kłótnie, jątrzenie, złość, bieda, smutek, brzydota.
Gdy pokazują Kaczyńskiego w telewizji, POlszewików zalewają uczucia gniewu, zakłopotania, zażenowania.
To się nazywa uwarunkowanie i odruch Pawłowa.
Wie o tym każdy spec od reklamy. Zasada psychotechniki sprawdza się w polityce doskonale, tak samo jak kodowanie ludziom zachwytu do proszków do prania.
Nie wierzycie? Myślicie ze jakby te metody nie działały, to firmy płaciłyby miliardy dolarów na reklamę?
Sprawdźcie sami, spytajcie przeciętnego wyznawce PO czemu tak bardzo nienawidzi Kaczyńskiego.
Odpowie; – ZOBACZ CO ONI ROBIĄ, -JAK PODZIELILI LUDZI,- JAK JĄTRZĄ!
Każdy z tych zarzutów jest śmieszny i wyssany z palca, no chyba że zamykanie morderców w więzieniach można uznać za dzielenie ludzi a pogonienie klanów prawniczych, notariuszy i zniesienie składki rentowej, zniesienie podatków od spadków i wiele, wiele innych uznamy za nienawiść.
Gdy zacznie się dopytywać o szczegóły, wyznawca PO hfy wpadnie w furię, zaśmieje się, ziewnie, uda, że nie słyszy i ,że nie jest zainteresowany Twoją wypowiedzią - ignoruje,
gdy jesteś w grupie ironizuje, udaje że jest cool.
Powtarzanie i zasada skojarzeń, to typowe narzędzie do zmiany osobowości człowieka.
Cały dramat polega na tym, że nawet gdy człowiek uświadomi sobie ze został oszukany, tkwi w tym.
Zostało to dokładnie opisane przez psychologów społecznych, podam przykład - świadkowie Jehowy kilka razy mieli ogłaszany koniec świata.
Wyprzedawali wszystko co mieli i gdy się okazywało, że koniec świata jednak nie nadszedł a oni zostali golasami, ich wiara jeszcze się zwiększała
- guru mówił, że wyprosił u Boga żeby nie robił końca świata i im to wystarczało by wierzyć jeszcze mocniej.
Dziwicie się, że wykształceni mądrzy ludzie okazali się TEŻ aż tak naiwni?
Tu nie o wykształcenie jednak chodzi,
chodzi o to że taki człowiek przyznając się sam przed sobą jak bardzo został wykorzystany i oszukiwany, straciłby do siebie szacunek - więc brnie dalej jeszcze mocniej.
Podobnie wyznawca PO, nawet jak zacznie sobie zadawać pytania, patrzeć co się dzieje wokoło niego, rzadko kiedy przyzna, że został oszukany. (przykład, budowa autostrad w cenie ŚREDNIEJ unijnej na których pracownicy nie zarabiają nawet 30% średniej unijnej pomimo że materiały i grunty mamy tańsze ))
Wtedy zaczyna działać mechanizm projekcji i za własną naiwność i upodlenie obarcza innych. Np PiS, którego zaczyna nienawidzić, za swoje upokorzenie. W PiSie widzę masę wad i błędów w polityce, mają też rzeczy na sumieniu,
jednakże nie ma w Polskiej polityce ludzi którzy byliby od nich uczciwsi i profesjonalni jako politycy.
Natomiast PO to zupełne dno i trzeba być naprawdę mocno zmanipulowanym żeby tego nie widzieć
Jakiś czas temu sam tusk przyznał że oprócz BYCIA przy władzy NIC NAS NIE ŁĄCZY
Odruch Pawłowa - pokazujesz wyznawcy PO hfy zdjęcie Kaczyńskiego, wpada w furię, źle się czuje, kręci mu się z jadu zalewającego całe ciało w głowie.
Pokazujesz zdjęcie Tuska z siatką jabłek, w samolocie z gospodarską wizytą, Noawaka na autostradzie z zegarkami - wpada w ekstazę, w przyjemny stan umysłu, odpręża się..
Takiej agresji jak u wyznawców PO nie widać nawet u naturalnych przeciwników Pis-u ,
SLD (nagonka medialna TVN, GW i INNYCH POLSKOJĘZYCZNYCH MEDIÓW )
- CI UCZCIWI - CZEGO TAK SIĘ BOJĄ?
A teraz ta agresja wzrasta, ponieważ ceny wszystkiego szybują w górę,paliwo drogie.. pensje stoją w miejscu, autostrady nie wybudowane, zapaść na giełdzie, inwestorzy uciekają, dziura budżetowa rośnie w zastraszającym tempie, nadciąga huragan VINCENT. Gdzie jest obiecywana nam Irlandia !?
PO to tylko pijar, manipulacja, mistyfikacja, reklama i marketing. Czyli świadomie przekazywanie nam kłamstw i półprawd.
A co z GOSPODARKĄ !? Ludzie ekscytują się wypowiedziami biznesmena od wódek - czy speca od MUSZEK - damskim bokserem zwanego albo gościa co obciął sobie genitalia a nie dostrzegają rażących deformacji i korupcji na szczytach władzy już nie mówiąc o szczeblu samorządowym.
Przykład idzie z góry. Większość środków masowego przekazu zajmują się trzecio- lub nawet czwartorzędnymi sprawami (np. afera dorszowa za 8.16gr z VAT!!) a poza tym przyzwyczają nas do kłamstwa.
A jaki jest cel ograniczenia nauki historii w szkolnictwie ? (decyzja minister Katarzyny Hall z 23 grudnia 2008r).
Każdy kto chociaż trochę zetknął się socjologią wie, że jeśli młody człowiek nie zna dobrze dziejów własnego narodu, wówczas łatwiej można manipulować jego światopoglądem.
Taki człowiek nie zna kluczowych wzorców patriotyzmu, nie ma okazji prowadzić nad nimi samodzielnej refleksji.
W czasach PRL-u kościół, tradycja i rodzina chroniły nas przed propagandą komunistyczną. A cała wówczas machina nie miała dodatkowo wsparcia w towarach kuszących z witryn sklepów. Obecnie dynamika życia osłabia więzy rodzinne, sąsiedzkie i przywiązanie historii do swego narodu.
DLACZEGO !??
W takiej sytuacji młody człowiek, który nie ma zakorzenienia w wartościach religijnych, rodzinnych czy narodowych (wmawia się, że przeszłość jest nieważna), nie ma też fundamentu, dzięki któremu mógłby oprzeć się manipulacji. Jest pozbawiony pancerza chroniącego go przed szumem informacyjnym, który leje się z Internetu, telewizji, radia, reklam, z gazet.
Wmawia się nam, iż podejmujemy suwerenne, własne decyzje.
Tymczasem myślenie większości Polaków, głównie młodych, poprzez oddziaływanie mediów elektronicznych jest tak sformatowane, że mają tylko złudzenie własnej podmiotowość i kierowania się własnym wyborem.
Czy można z tego wyjść? Jest to trudne, chyba trudniejsze nawet od wielu nałogów ale możliwe...
Wystarczy TYLKO szczere otwarcie oczu i uszu na argumenty ludzi mądrych, SAMODZIELNE MYŚLENIE i jak we wszystkim silna wola dochodzenia samemu do prawdy..
W życiu codziennym mądry człowiek wyraża się prostotą myślenia i mówienia oraz szczerością zachowania i postępowania w stosunku do innych. Człowiek szczery TO człowiek naturalny w swoim zachowaniu, nieskomplikowany w swoich intencjach i wyrażający całkowitą zgodność pomiędzy tym, co się mówi, a tym, co się robi
czwartek, 31 października 2013
Kraje kolonialne takie jak Polska mają być eksploatowane, lecz nie niszczone - to polityka zachodu.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż za tym wszystkim kryje się plan takiego osłabienia tego kraju, by wreszcie przestał przeszkadzać wielkim sąsiadom. I dziś tylko to leży mi na sercu: żeby Polacy się przebudzili. To ostatni moment!- mówi w rozmowie z tygodnikiem “wSieci” prof. Witold Kieżun, ekonomista, były ekspert ONZ i żołnierz AK.
Władza robi wszystko, aby rodacy nie dyskutowali o bezrobociu, o narastającej nędzy, o wyludnianiu się kraju, o umieraniu bez należytej pomocy, o braku bezpieczeństwa na ulicy i w szkole i tym wszystkim, czego jesteśmy w coraz większym stopniu pozbawiani. Zmusza się nas poprzez zmanipulowane media do wsłuchiwania się w kłamstwa płynące z dostępnych mediów, w których od lat brylują przygotowani celebryci z naukowymi tytułami. Zawsze znajdzie się news, którym przygniata się widza, aby tylko zapomniał i nie stawiał kłopotliwych pytań. Dziennikarze tygodniami mogą dyskutować o zmaganiach między Tuskiem i Gowinem, nazwisku piłkarskiego selekcjonera, czy wynikach sondażowych, zaletach raportu Anodiny i Millera, aby tylko nie dopuścić do rozmowy o Polsce i Polakach.
Dlatego, gdy na jednostronnej gazetowej sieczce ukazuje się odrobina prawdy, obrazująca przyczyny i mechanizmy doprowadzające do upadku naszego kraju, nie możemy tylko ze względów ekonomicznych być pozbawieni takiej informacji. Mimo, że bez echa, czemu się nie dziwię przeszedł wywiad z profesorem Kieżunem w tygodniku „W sieci” , to na mojej witrynie zawsze znajdzie się miejsce dla takiego tematu.
OKRADLI NAS JAK OKRADALI AFRYKĘ
Straciliśmy własny potencjał gospodarczy, Polska wymiera i emigruje. Dziś tylko jedno leży mi na sercu: żeby Polacy się przebudzili. Bo nie o taką Polskę walczyłem
Jacek i Michał Karnowscy rozmawiają z prof. WITOLDEM KIEŻUNEM, wybitnym ekonomistą, byłym ekspertem ONZ, żołnierzem AK, uczestnikiem powstania warszawskiego, więźniem sowieckich łagrów /Tygodnik „ W sieci” /
Wielu Polaków może szokować teza, którą głosi pan od ładnych paru lat: Polska jest krajem skolonizowanym dokładnie tak samo jak kraje afrykańskie, mimo że leży w środku Europy i należy do struktur zachodnich.
Moje doświadczenie jest dość unikalne. Na własne oczy, pracując dla ONZ, widziałem ostry atak neokolonizatorów na młode państwa afrykańskie. Widziałem to w Burundi, widziałem w Rwandzie. Widziałem brak jakiejkolwiek etyki, brak skrupułów, niesłychaną brutalność.
Na czym to polegało?
Miało to związek z rozwojem globalizacji, którą z kolei wywołały gwałtowny skok technologiczny, komputery, rozwój transportu lotniczego. I z początkami panowania liberalizmu ekonomicznego, ideologii pełnej swobody. Nagle, jak na rozkaz, pod koniec lat 80. zaczął się najazd setek przedsiębiorców. Z przerażeniem zacząłem dostrzegać, że Burundi, kraj, który zaczynał się pięknie rozwijać, z mądrym prezydentem, któremu doradzałem, traci swoją szansę. Widziałem, że wyceny przedsiębiorstw,
np. fabryk świetnej kawy, przeprowadzają specjaliści z Zachodu, bez żadnej kontroli, bez żadnej gwarancji, że zależy im na losie kraju.
Towarzyszą temu zapewne łapówki.
Oczywiście. Widziałem ten mechanizm, bo chodziłem do klubów dla elity, gdzie przyjezdni mieszali się z przedstawicielami lokalnej władzy. Wiedziałem, kto komu daje łapówki, jak się łamie opór, jak się przejmuje majątek. I w pewnym momencie doznałem szoku, bo znajomy do mnie mówi: „Jesteś Polakiem?”. „Tak” – odpowiadam. „To co ty tu robisz? Tutaj to nic, eldorado to jest Polska!”.
Eldorado do szybkiego, łatwego zarobku?
Tak. Radzą mi: zorganizuj trochę pieniędzy i jedź.
I co pan zrobił?
Napisałem list do Aleksandra Gieysztora i Witolda Trzeciakowskiego z ostrzeżeniem, co się szykuje. Ale oczywiście zostałem. I powołałem tajną komisję, która oceniała zachodnie wyceny burundyjskich firm. I szybko się okazało się, że sprzedawano firmy za 15 proc. wartości. A więc praktycznie za tyle samo, ile później w Polsce.
Co pan zrobił z tą wiedzą?
Udało się nam podnieść cenę sprzedaży trzy krotnie. Później jednak, pod naciskiem Banku Światowego, wprowadzono w kraju demokrację w miejsce łagodnych rządów monopartii. I to już zdemolowało ten kraj. Potem doszło tam jak wiemy, do rzezi, w których zginęło 800 tys ludzi. Źródła tej tragedii także leżą w walce kapitału o wpływy.
Jakie wnioski wyciągnął pan z tej afrykańskiej obserwacji w odniesieniu do przyszłość Polski?
Nie ma żadnej etyki biznesu. Ona jest wykładana, ale ona nie obowiązuje. Parafrazując Lenina, etyczne jest to, co służy uzyskaniu większego zysku. O tym się głośno nie mówi jednak tak jest, dotyczy do zwłaszcza wielkich koncernów, które są świetnie zorganizowane i silniejsze od wielu państw.
Polska poszła na pierwszy ogień w naszym regionie. Dlaczego?
Po pierwsze, była kolebką zmian, po drugie, była krajem z dużym sektorem prywatnym: rolnictwem, rzemiosłem, pierwszymi firmami. To nas wybrał George Soros, który uważa siebie za mesjasza i który już w maju 1988 r. przyjechał do Polski.
Po co przyjechał?
Kontaktował się z Wojciechem Jaruzelskim i Mieczysławem F. Rakowskim, a także z ludźmi, którzy później zostali doradcami ekonomicznymi Tadeusza Mazowieckiego. I postawił konkretną propozycję: szybkie i gwałtowne przejście na system gospodarki rynkowej. Efekt jest taki, że 23 grudnia 1988 r. Biuro Polityczne PZPR wprowadza tzw. ustawę Wilczka. Polska staje się krajem gospodarki wolnorynkowej, ale liberalnej. Zupełna swoboda i dwa podstawowe założenia: otwarte granice i prywatyzacja.
Większość Polaków powie: wreszcie normalność!
Operetka, nie normalność. Mówimy przecież o losach wówczas prawie 40-milionowego kraju. Kraju, który według wszystkich niezależnych statystyk jest wówczas na 12. miejscu w świecie pod względem produkcji. Nie zamożności, ale produkcji. Mamy wiele przedsiębiorstw wysokiej techniki, sporo licencji, duży przemysł zbrojeniowy oraz doświadczenie w budowie dróg i fabryk za granicą. Mamy duży potencjał, osiągnięty kosztem niesłychanej biedy całych pokoleń, kosztem wielkiego wysiłku społeczeństwa. Oceniam obiektywnie, choć mam powody nie lubić PRL.
Co mogliśmy z tym zasobem zrobić w 1989 r.?
Mądre elity powinny powtórzyć drogę Chin. A więc eksport produktów może nie zawsze najwyższej jakości, zapewne niesupernowoczesnych, lecz dużo tańszych. Mogliśmy być na rynkach światowych obok Chińczyków. To była fantastyczna okazja, niestety już stracona
My o tej szansie nie wiedzieliśmy, ale Zachód wiedział?
Wiedział i dlatego natychmiast ruszyła wielka ofensywa sprowadzająca się do likwidacji konkurencji. A więc kupują przedsiębiorstwa i je likwidują. Klasyczny przykład Zakładów Wytwórczych Urządzeń Telefonicznych – Warszawa, Węgrów, Bydgoszcz. Zakłady, które zaopatrywały cały Związek Radziecki w aparaty. Przyjechał więc Siemens, kupił, i sprytnie dał załodze 9-miesięczną pensję na pożegnanie. Po czym produkcję przeniósł do Niemiec, budynki zburzył, a ziemię sprzedał.
Te aparaty telefoniczne ZWUT naprawdę można było dostosować do otwartego rynku ?
Pamiętajmy o jednym: gdy polski inżynier wyjeżdżał za granicę, wszędzie na świecie, w bardzo krótkim czasie, stawał się jednym z najlepszych. Myśl techniczna była, ludzie byli, potencjał był. Gdybyśmy mądrze to poprowadzili, dziś bylibyśmy potęgą.
Kto mógł tym pokierować?
Trzeba było sięgnąć po świetnych polskich ekonomistów, którzy porobili kariery na Zachodzie. W samym Montrealu było pięciu polskich uczonych, z których każdy znajdował się w pierwszej piątce najlepszych na swojej uczelni. Trzeba było skorzystać z rad ludzi, którzy wiedzieli, czym jest kolonizacja.
Ci, którzy wówczas rządzili, także w latach 90-tych, nie chcieli słuchać cudzych rad?
Żadnych. W efekcie 90 proc. sprzedanych polskich przedsiębiorstw zostało wycenionych przez zagranicznych ekspertów, grubo opłacanych. Wyceny były, jak już powiedziałem, takie jak w Afryce: 15 proc. realnej wartości. A zwykli Polacy byli jak dzieci, nic nie rozumieli, na wszystko się zgadzali. Nie było żadnego planu, żadnej myśli.
Czy możemy się z tej pułapki wyrwać? Możemy przełamać mechanizm kolonizacji?
. Moglibyśmy wyrwać się przy silnej władzy. Tu musimy przypomnieć II Rzeczpospolitą. Tamta Polska zginęłaby dużo szybciej, gdyby nie zamach majowy. Te pierwsze lata II RP to było to samo co teraz. Po 1926 r. jednak ruszyliśmy do przodu, a tuż przed wojną rozwijaliśmy się wspaniale. Gdyby nie wojna, Polska w 1955 r. dogoniłaby Francję pod względem poziomu rozwoju.
Bez demokracji można się rozwijać?
Generalna zasada zarządzania brzmi: jest parę szczególnych sytuacji, w których należy zrezygnować z przesadnej demokracji. To sytuacja zagrożenia wojennego, to sytuacja dramatycznej reorganizacji. Gdy przechodzimy duży zakręt, trzeba mieć plan i go realizować.
Jak Orban?
Węgry to dziś dla nas wzór. Ale widzimy też, jak wielką trzeba mieć odporność, by coś zmienić. Przecież na Orbana ruszyła nawała. Jednak on się trzyma. I robi to, co proponowałem, przede wszystkim podatek obrotowy dla przedsiębiorstw.
Teraz mamy kolejną niespodziewaną szansę na skok rozwojowy: łupki. I co?
Dobrze, że panowie poruszyli tę sprawę. Bo tę szansę już praktycznie straciliśmy! Rozmawiałem niedawno z kolegą z Filadelfii, który pracuje dla jednego z koncernów w tej branży. I powiedział mi: rezygnujemy. Od dwóch lat nie ma podstawowego prawa geologicznego i oni z każdym drobiazgiem muszą biegać po zgodę władzy. Więc przenoszą się do Rosji. Bo Rosjanie proponują im prosty układ: 60 proc. zysku dla nas, 40 proc. dla was. A my od dwóch lat zajmujemy się pytaniem, czy geje mogą zawierać małżeństwa, czy nie.
A dziejowa szansa ucieka. I doczekaliśmy się prawa unijnego, które zablokuje cały ten sektor. Mogło być inaczej?
Mogło być jak w Stanach. Tam firmy wracają z produkcją z Chin. Bo choć koszty pracy są w USA wyższe, to dzięki łupkom energia znów zaczęła być tania. I to pozwala odbudować przemysł. Nic dziwnego, że Rosja rzuciła miliardy, żeby zablokować łupki w naszej części Europy. Europejska lewica już jej uległa.
Jaka jest rola mediów w boju o Polskę?
Kluczowa. Ludzie nie wiedzą, co się dzieje. Dostają propagandę i pozwalają się oszukiwać. Nie znają podstawowych faktów. Np. takich, że zagraniczne banki zarabiają w Polsce 15 mld zł rocznie. A myśmy sprzedali wszystkie nasze banki za 25 mld, choć były warte 200 mld zł! I dziś nie mamy bankowości. To jak nie mieć broni, idąc na front. Całe szczęście, że są SKOK, też zresztą atakowane. To instytucje, które świetnie działają.
Ludzie mają jednak poczucie, że w niektórych sferach idziemy do przodu. Miliony Polaków żyją na przyzwoitym poziomie.
W Afryce też miliony żyją nieźle. Kraje kolonialne mają być eksploatowane, lecz nie niszczone. Polacy mają mieć samochody, ale stare. Mają pracować za grosze, bo to niskie koszty pracy, a nie np. myśl techniczna, mają być naszym jedynym atutem. No i mamy się zadłużać na potęgę. W swojej książce „Patologia transformacji” wyliczyłem polskie zadłużenie, razem z tym ukrytym, na 3,5 bln zł. Zarzucano mi, że to liczby wzięte z powietrza. A teraz, kilka dni temu, Leszek Balcerowicz wyliczył, że nasze zadłużenie to 4 bln zł.
W jakiej mierze to dług odziedziczony po komunistach?
W 1989 r. mieliśmy 45 mld doi. długu. Relatywnie niedużo. I co więcej, mogliśmy, korzystając z fantastycznej atmosfery wokół Polski, doprowadzić do pełnego anulowania tego zadłużenia.
Tusk znacznie przyspieszył zadłużanie Polski
Więcej niż znacznie. Zaczął rządzić, gdy był ok. 500 mld zł oficjalnego zadłużenia. Teraz jest ponad 300 mld więcej.
Często porównuje się Tuska do Gierka: obaj zadłużają kraj. Co pan o tym sądzi?
Gierek, generalnie rzecz biorąc, wydawał pożyczki dużo lepiej. Zbudował 500 zakładów’ pracy, budował drogi, szpitale. To inwestycje, z których korzystamy do dziś. A dzisiejsze wydatki budzą wiele wątpliwości. Jak można budować drogi, które kilometrami otoczone są ekranami akustycznymi? To miliony wyrzucone w błoto. Tego nie ma nigdzie na świecie.
Biedny kraj, który w niektórych obszarach sypie bez sensu złotem?
Jeszcze będąc w Kanadzie, zacząłem walczyć z największymi nonsensami, a więc z rozbudową administracji w epoce informatycznej. Wchodzą komputery, a my odbudowujemy powiaty! I to takie, które średnio liczą 80 ty mieszkańców. Dla porównania: średni szczebel samorządu w takim kraju jak Francja to jednostki liczące 400-500 tys. mieszkańców. To była zbrodnia, tego nie ma nigdzie na świeci Tak jak nigdzie nie ma dwóch struktur szczebla wojewódzkiego
Dlaczego nie słuchano pana alarmów?
Chodziło o to, żeby obsadzić swoimi ludźmi więcej stanowisk. Ludzie, których nazwisk nie mogę podać wprost, mówili mi to całkiem otwarcie. Po to są też te biura polityczne w mi- nisterstwach, po to powołuje się po 9-10 wiceministrów. Powtarzam: w epoce cyfryzacji!
Trend powinien być odwrotny?
Oczywiście. Idźmy dalej: kto zostaje w Polsce ministrem? Czy cyfryzacją rządzi wybitny specjalista od cyfryzacji? Nie, ministrem zostaje Michał Boni. Powołujemy niepotrzebne fachowe ministerstwa, choć wystarczyłyby urzędy kierowane przez fachowców w danej dziedzinie. Np. Urząd Transportu wieloletnio kierowany przez specjalistę po politechnicznych studiach w tym zakresie.
Chaos.
Także prawny. Podstawowe dla państwa ustawy były zmieniane 40,60, a nawet 120 razy. Dziesiątki posłów zmieniają swoją przynależne partyjną. Nawet partie się mnożą. Mieliśmy jedno PiS, a teraz z tego PiS mamy cztery ugrupowania. Jako specjalista w dziedzinie zarządzania czuję się w tym okropnie. To wszystko przeczy najbardziej elementarnym zasadom sprawnego działania.
Tusk chciał to zmienić, choć próbował?
Jego filozofia działania przeraża. Pamiętał słowa, że liczy się „tu i teraz”, czy też stwierdzenie, iż „ludzie są, jacy są, i nie jest sprawą rządu, żeby ich zmieniać”. Nie, jest sprawą- rządu zmienianie ludzi! Społeczeństwo trzeba wychowywać, trzeba podsuwać dobre wzorce. Zwłaszcza w kraju, gdzie nie ma praktyki społeczeństwa demokratycznego.
To „tu i teraz” bardzo pasuje naszym potężnym sąsiadom: Niemcom i Rosjanom.
Finał tej polityki już widać, powiedział o tym otwarcie ostatnio Lech Wałęsa, wzywając do przyłączenia Polski do Niemiec. Myślałem, że z krzesła spadnę, gdy to usłyszałem!
Absurd?
Nie, kierunek. Przecież wcześniej w Berlinie był minister Radosław Sikorski, który kłaniając się Niemcom, oferował polską niepodległość. Można powiedzieć: Hitler zwyciężył. W tej chwili rządzą Niemcy. Amerykańscy dyplomaci nie dzwonią do Brukseli, dzwonią do Berlina.
Mówi pan: Hitler zwyciężył. Jak to rozumieć?
Hitler chciał zdobyć Europę. I ta idea niemieckiej dominacji, przy wszystkich różnicach, jest dziś zrealizowana. Nie ma już w niemieckim hymnie słów „Deutschland, Deutschland uber alles”. Ale symbolicznie melodia pozostała ta sama. Niemiecka karność i łatwość podporządkowania się znów przynoszą temu narodowi sukces. Na tym tle wypadamy źle, bo tam, gdzie trzech Polaków, tam są cztery opinie. Tak się nie da konkurować.
Pan jest powstańcem warszawskim, odznaczonym Virtuti Militari. Gdy słyszy pan Wałęsę mówiącego: "Nie mieścimy się w naszych krajach. Musimy rozszerzyć ekonomiczne, obronne i różne inne struktury, stworzyć z Polski i Niemiec jedno państwo: Europa" ma pan poczucie, że to zdrada? Likwidowanie państwowości polskiej musi budzić sprzeciw.
A propos powstania. Co pan myśli, kiedy słyszy, że ten wielki zryw to był „obłęd”?
To nieprzyzwoite. Powstanie to była grecka tragedia. Powstanie nie mogło nie wybuchnąć.
Dlaczego?
Trzeba się trochę cofnąć. Musimy stale powtarzać, jak potwornym doświadczeniem była okupacja niemiecka. Wychodziło się na ulicę, żegnało się z matką, która mówiła: „Uważaj!”. Jechało się tramwajem w wielkim strachu. Nagle ktoś krzyczał: „Łapanka! Łapanka!”. Tramwaj zatrzymuje się, a Niemcy już biegną i już strzelają. Od razu strzelają! Podam kilka zdarzeń. 16 grudnia 1939 r. jadę tramwajem z Żoliborza do miasta. Tramwaj staje na przystanku nad Dworcem Gdańskim. Pod górę idzie oficer niemiecki, piękny mężczyzna, elegancki. Z drugiej strony idzie polski pijaczek i tak zawadiacko do Niemca zagaduje: „Heil Hitler! Heil Hitler!”. Niemiec wyciąga pistolet i na miejscu tego pijaczka zabija.
Bestie.
19 września 1940 r. Wehrmacht o piątej rano otacza Żoliborz. Wchodzą z karabinami maszynowymi do każdego mieszkania. Kto nie pracuje dla Niemców, kto nie ma papieru, do Oświęcimia. Tak to wyglądało. Prywatek nie było, bo to oznaczało ryzyko, że zainteresuje się gestapo. Radia nie było, do kina się nie chodziło
. Tylko świnie siedziały w kinie?
Tak. Ciągłe napięcie. Jesteśmy na plaży nad Wisłą i nagle widzimy idący patrol. Rzucamy się do rzeki, płyniemy na drugą stronę. Uratowaliśmy się, ale dwóch moich kolegów utonęło.
Na tym tle wręcz zabawnie brzmią słowa Władysława Bartoszewskiego, który twierdzi, że bardziej bał się polskich sąsiadów niż niemieckich oficerów. Jak pan to odebrał?
Całkowita nieprawda. Polacy byli w czasie okupacji solidarni, byli jednością. To nie do wiary, że ktoś na Żoliborzu bał się sąsiadów, a nie bał się oficera niemieckiego
. Skąd w Niemcach wzięło się tyle barbarzyństwa?
Mieli to w sobie. Ja w czasie wojny nie spotkałem ani jednego przyzwoitego Niemca. Na pewno gdzieś byli, ale ja ich nie spotkałem. Pamiętam za to niebywałą butę i pogardę w codziennych kontaktach. I ciągły krzyk. Oni zawsze krzyczeli. „Schneller! Schneller! Halt! Halt!”. Niemiec to był wrzask
Tak przeżyliście, do powstania, prawie pięć lat. Aż do 1944 roku.
Tak. I w lipcu 1944 r. widzimy tych panów świata, jak w brudnych mundurach, piechotą i na furmankach uciekają na Zachód. Co za radość! Tak mijają 22, 23, i 24 lipca. Jest powszechne przekonanie, że Rosjanie wejdą lada dzień. Nastroje takie, że żołnierze AK oskarżają dowództwo o zdradę, bo my nie ruszamy do walki. U mnie w mieszkaniu, gdzie był magazyn broni, odbyło się nawet głosowanie, czy uderzać na Niemców samodzielnie. Było nas pięciu i to mój głos zdecydował, żeby jednak czekać na rozkazy
I czekacie?
Powoli jest coraz mniej cofających się Niemców. Nadchodzi 27 lipca. Niemcy przez szczekaczki ogłaszają, że 100 tys. mężczyzn ma się zgłosić do budowy fortyfikacji, Warszawa ma być fortecą. Kto się nie zgłosi, będzie „ukarany”, a wiemy, że Niemcy znali jedną karę: śmierć.
Do budowy fortyfikacji nie zgłosił się nikt.
Dlatego 28 lipca wieczorem jest rozkaz dowództwa AK mobilizacji, gromadzimy się z bronią w punktach zbiórki. Całą noc czekamy, rano rozkaz: broń przechować i wracać do domu Tragedia: nie rozumiemy tego rozkazu. Nikt go dotychczas dokładnie nie wyjaśnił. A jednocześnie widzimy, że zaczyna wracać niemiecka administracja, w tym gestapo. I wiemy, że Nieme będą chcieli ukarać Warszawę za zignorowanie rozkazu. Wiemy, że będzie to wyglądało tak jak później, w czasie powstania na Woli. Gdyby ostatecznie powstanie nie wybuchło, taka akcja miałaby miejsce zaraz na początku sierpnia, ludność by wypędzono, a miasto zamieniono w twierdzę. Wówczas Rosjanie rzeczywiście by ruszyli. Miasto byłoby i tak całkowicie zniszczone. A pamiętajmy, że po powstaniu centrum miasta było zburzone w 25 proc. To po zakończeniu walk Niemcy nie zostawili cegły na cegle. Nie było dobrego wyjścia
Niedawno w wywiadzie dla programu „Bliżej” Jana Pospieszalskiego powiedział pan: dobiega końca moje życie, a ja nie o taką Polskę walczyłem. Skąd tak gorzkie słowa?
Nie o taką. Straciliśmy własny potencjał gospodarczy, Polska wymiera i emigruje. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż za tym wszystkim kryje się plan takiego osłabienia tego kraju, by wreszcie przestał przeszkadzać wielkim sąsiadom. I dziś tylko to leży mi na sercu: żeby Polacy się przebudzili. To ostatni moment! Jeszcze można Polskę uratować. Jeszcze możemy, ale tylko jednością.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


