10 postulatów programowych PJN
1. Prorodzinne podatki: podatek PIT 19% z podwójną kwotą wolną od podatku (z 3 do 6 tys. – kwota wolna od podatku na ilość osób w rodzinie). W efekcie programu polityki prorodzinnej do każdej rodziny powinno trafić dodatkowo przynajmniej 400 złotych ma każde dziecko w rodzinie i 200 zł na dodatkowe cele edukacyjne. Rodzice, a nie urzędnicy, decydują, jak wydawać środki w rodzinie.
2. Budżet zadaniowy: (oznacza to oszczędności, zwiększenie efektywności i przekierowanie środków na politykę prorodzinną oraz rozwój, zaplanowanie wydatków na najbliższych kilka lat) - zagwarantowanie w każdorocznym budżecie co najmniej 30 mld. złotych na budowę dróg i modernizację linii kolejowych. Polacy muszą poznać prawdę o stanie budżetu.
3. Niższe koszty funkcjonowania państwa: obniżenie kosztów administracji państwowej, likwidacja zbyt kosztownych funduszy celowych i przywilejów branżowych, likwidacja nadmiaru politycznych stanowisk w administracji, ograniczenie ilości samochodów służbowych itp., zmniejszenie zatrudnienia o 3% w administracji publicznej w każdym roku przez 5 lat (w sumie o 15%), ograniczenie o połowę liczby posłów, bezpośrednie wybory starostów i marszałków.
4. Bezpieczna szkoła – „nie” dla wysyłania 6-latków do szkół, zwiększenie dostępności przedszkoli, obniżenie opłat za publiczne przedszkola do maks. 300 PLN, powrót do systemu kształcenia w podstawówkach klas 1-8, 4-letnich liceów i 5-letnich techników (likwidacja gimnazjów), poprawa sytuacji materialnej nauczycieli.
5. Stawka na naukę i przedsiębiorczość młodego pokolenia: drugi kierunek studiów bezpłatny, stypendia naukowe za średnią powyżej 4 (rosnące – w miarę większej średniej), uruchomienie, poprzez odpowiednie porozumienia uczelni wyższych z administracją i przedsiębiorcami – programów stażowych i praktyk dla absolwentów wyższych uczelni, co ułatwi wejście na rynek pracy, a także, nowe ułatwienia dla zakładających pierwszy biznes.
6. Skuteczna pomoc dla chorych: Jest ona ważniejsza, niż rozważanie – czy zrobi to szpital publiczny czy prywatny. Większa konkurencja w służbie zdrowia – zwrot części składki za odpłatne leczenie. „Służba zdrowia” to wezwanie do ochrony życia i zdrowia, a nie miejsce do ideologicznych sporów.
7. Tańszy bilet, szybki i czysty pociąg: rozsądna prywatyzacja PKP, poprzedzona konsolidacją spółek kolejowych. Czyli: tory państwowe, przewoźnicy prywatni lekarstwem na postępujący z każdym rokiem bałagan na kolei. Pakiet kontrolny skarb państwa powinien utrzymać w strategicznych spółkach jak: Lotos, PGE, PGNiG, PKO BP. PLK i Lasy Państwowe – wyłączone z prywatyzacji.
8. Równe szanse dla polskich rolników w Unii Europejskiej, poprzez odpowiedni system dopłat. Nowy program rozwoju obszarów wiejskich i mniejszych miast stawiający na aktywizację inicjatyw edukacyjnych na wsi oraz program rozwoju i promocji mniejszych ośrodków turystycznych.
9. Uczciwe i sprawne sądownictwo: m.in. przyspieszenie postępowań sądowych, powszechne wybory ławników przy okazji wyborów samorządowych, wprowadzenie krótkich terminów na rozstrzyganie spraw gospodarczych i administracyjnych.
10. Przyjazne państwo: Państwo nie ingeruje bezsensownie w proces wychowawczy czy działalność gospodarczą, ale odpowiada na kłopoty obywateli, których sami nie mogą rozwiązać. Dwa przykłady: (1) „Bezpieczna hipoteka kredytobiorcy” –wprowadzenie możliwości skorzystania z pomocy dla osób, które z uwagi na zawirowania na światowych rynkach, mogą mieć problem ze spłatą kredytów (np. okresowa spłata kredytów we frankach po 2.75, różnicę między tym kursem a obecną ceną na rynku kredytobiorca pokrywałby po zakończeniu roku 2015),(2) szybka i skuteczna pomoc dla poszkodowanych w wyniku klęsk żywiołowych (powodzi, gradobić, trąb powietrznych), powołanie funduszu pomocy poszkodowanym w klęskach żywiołowych.
13.10.2019 roku może być początkiem odzyskiwania pełnej niepodległości Polski. Ty decydujesz kogo wybierzesz.
piątek, 9 września 2011
środa, 31 sierpnia 2011
Polska Jest Najważniejsza
Zapraszam wszystkich do zapoznania się z programem PJN, który daje nadzieję wejścia Polski na drogę stabilizacji i normalności. Nie partia lecz jednostka będą stanowiły o Polsce, rodzina będzie wartością zapewniającą godne życie pokoleniom. Społeczeństwo nie będzie okłamywane i wyśmiewane przez POlityków. Sądy, które będą niezawisłe a nie wydające wyroki zalecane przez rząd. Uproszczenie prawa podatkowego, obniżenie podatków a nie ich wzrost jaki zafundował Donald Tusk. Jak można jeszcze ufać takim kłamcom. Są to ludzie bez honoru, bez godności. Człowiek z zasadami powinien przyznać się do błędu i przeprosić a nie milczeć i udawać , że nic się nie stało. Będziemy dążyli do egzekwowania odpowiedzialności od urzędników działających na szkodę państwa, dopuszczających się nieprawidłowościom wydatków publicznych oraz wpływających na przerost zatrudnienia w administracji publicznej.
A oto program Polska Jest Najważniejsza:
Pakt na rzecz rodziny
Diagnoza obecnego stanu:
W 1989 roku na 100 kobiet przypadało 203 dzieci, dwadzieścia lat później już tylko ok. 123. Tymczasem Polacy, co wynika z badań, chcą mieć więcej niż 2 dzieci. Według szacunkowych danych wydatki na politykę rodzinną wynoszą w Polsce ok. 0,9% PKB, a w UE średnio 2,1 %. Pomimo, że Polska ma jedną z najniższych liczbę urodzeń! Jednocześnie postępują procesy starzenia się społeczeństwa.
Nie wiadomo dokładnie, ile wydajemy na politykę prorodzinną. Jest to ciągle dziedzictwem czasów komunizmu. Dotychczasowe formy wsparcia oparte były o zasadę swego rodzaju państwowej filantropii i strukturalny brak zaufania państwa do rodziny. Dlatego ich efektywność była mała i polegała na przeznaczaniu na rzecz polityki rodzinnej środków, które "zostały" w budżecie. Stąd mała efektywność np. jednorazowego becikowego czy ulgi prorodzinnej w dotychczasowej formie - najbiedniejsi nie mogą z niej w pełni skorzystać. Jednocześnie zamykane są kolejne przedszkola i żłobki (w Krakowie dla 1/3 dzieciaków), podobnie w Warszawie, zniszczono ideę rodzinnych domów dziecka, kiedyś to dobrze funkcjonowało.
Potrzeba zmienić filozofię aktywności Państwa na polu polityki rodzinnej i w ten zrozumiały dla wszystkich obywateli sposób umotywować konieczność poważnych reform budżetowych, które pozwolą wypełnić poniższe obietnice. Rodzina musi poczuć, że nie jest osamotniona, rodzina musi czuć wsparcie państwa.
Państwo musi wyraźnie rozróżniać politykę rodzinną od pomocy społecznej i walki z patologiami (te dwie kwestie zostaną omówione w oddzielnym zestawie propozycji PJN). Wszystko to są obowiązki nowoczesnego państwa, nie mogą być jednak realizowane tymi samymi metodami, narzędziami co pomoc rodzinie.
Powodzenie państwa jest związane ściśle z powodzeniem rodziny.
Nie ma sensu zaczynać reform w państwie od systemu emerytalnego pomijając kwestię polityki rodzinnej. Potrzebne jest zatem całościowe przemodelowanie systemu pomocy rodzinie.
10 założeń polityki prorodzinnej:
1. Państwo jest zainteresowane rozwojem demograficznym i jest aktywne na tym polu.
2. Państwo prowadzi politykę prorodzinną, jednak nie zastępuje rodziny, nie ogranicza jej praw.
3. Polityka wobec rodziny musi być wyraźnie oddzielona od pomocy społecznej i walki z patologiami.
4. Polityka podatkowa państwa musi sprzyjać rodzinie - podatek w rzeczywistości płaci rodzina a nie poszczególne osoby.
5. Rodzina w jak największym stopniu sama decyduje, jak korzystać ze wsparcia państwa. Państwo włącza się wyłącznie, kiedy rodzina tego potrzebuje.
6. Zmiana zasad polityki prorodzinnej państwa to cel do realizacji w ok. 4-5 lat i wymaga szeregu reform strukturalnych.
7. Dyskusja o takich sprawach jak rozwój i system emerytalny powinna się zaczynać od debaty o odpowiedzialności państwa za stan rodziny.
8. Ważnymi elementami polityki prorodzinnej powinny być system wsparcia dla matek powracających do pracy po urodzeniu dziecka oraz system wyrównywania szans edukacyjnych.
9. Z uprawnień wynikających powinni korzystać wszyscy, ale jeśli coś ma charakter pomocy finansowej ze strony państwa, to w jej dystrybucji powinny być brane pod uwagę warunki finansowe rodziny.
10. W obecnych warunkach finansowych państwa środki na politykę rodzinną powinny być w pierwszym rzędzie uzyskiwane w procesie reform budżetowych i zwiększenia efektywności posiadanych środków.
Pakt na Rzecz Rodziny:
Polityka rodzinna nie jest tematem jak każde inne zagadnienie w polityce. PJN proponuje zainteresowanym stronom, w tym także innym ugrupowaniom politycznym, społecznym, organizacjom pozarządowym zawarcie umowy społecznej w zakresie polityki prorodzinnej, której fundamentem będą wspólnie wypracowane kierunki zmian w tym ważnym obszarze życia społecznego. Chcemy nawiązać do idei paktów społecznych i wypracować rozwiązania, które pozwolą na podmiotowe traktowanie rodziny przez system społeczno-gospodarczy naszego państwa. Chcemy, żeby przedstawione przez PJN zasady polityki prorodzinnej i postulowane kierunki zmian w tym zakresie stały się płaszczyzną do wypracowania kompleksowych rozwiązań, które pozwolą zrealizować Pakt Społeczny "Nowa Polityka na Rzecz Rodziny".
Prześlemy nasze propozycje do konsultacji społecznych, a także zaprosimy partie polityczne i organizacje społeczne do debaty na ten temat, podczas specjalnej otwartej konferencji.
Możliwości pozyskiwania środków na politykę prorodzinną w ramach finansów państwa. Konieczne działania systemowe:
a) Wprowadzenie nowoczesnego systemu ewidencji wszystkich wydatków państwa na rodzinę ukrytych w kosztach pomocy społecznej (ok 1, 5 roku). Wprowadzenie "konta socjalnego" dla każdego obywatela, który korzysta z pomocy finansowej państwa, pierwszym krokiem do osiągnięcia tego celu powinna być informatyzacja świadczeń społecznych. Według ocen rządowych dałoby to ok 10-15 % oszczędności m.in. poprzez likwidację wypłat do których w rzeczywistości nie ma tytułu (szara strefa, oszustwa, niedoskonałości systemu).
b) Przyjęcie kilku ustaw racjonalizujących wydawane środki, które dadzą oszczędności państwu i odciążą je i jednocześnie poprawia efektywność wydawanych środków (ustawa o rodzinnych domach dziecka, ustawa o świadczeniu pracy przez rodziców dzieci niepełnosprawnych).
c) ewidencja i konsolidacja środków przeznaczonych na politykę prorodzinną rozproszonych w ok. 10 funduszach, i świadczeniach socjalnych oraz zadaniach ukrytych w budżecie państwa (m.in. Fundusz Ubezpieczenia Społecznego, NFZ), Fundusz Pracy, KRUS, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, Fundusz Stypendialny, Fundusz Alimentacyjny, d. Krajowy Fundusz Mieszkaniowy, Fundusz Kombatantów); pomocne byłoby przy tym faktyczne powstanie budżetu zadaniowego. Powstanie na tej bazie jednego nowocześnie zarządzanego Funduszu Rozwoju Kapitału Społecznego, pozwoliłoby m.in. dzięki zmniejszeniu kosztów biurokratycznych i ograniczeniu niecelowych wydatków, nawet bez rezygnacji z poszczególnych tytułów do wypłat zaoszczędzić minimum ok. 10% środków. Byłoby to faktyczne zrezygnowanie z ciągnących się od czasu PRL "sektorowych" praktyk budżetowych, jeśli chodzi o wydatki na rodzinę.
d) przegląd i zmiany w ustawach o pomocy społecznej oraz o świadczeniach rodzinnych, dzięki czemu można by uzyskać dodatkowe środki trudne do oszacowania.
Cele:
Strategiczne: średnio i długoterminowe (4- 5 lat)
Oddanie do dyspozycji każdej rodziny dodatkowo, co najmniej 400 zł miesięcznie (4800 zł rocznie) na każde dziecko. Powinno to być wynikiem racjonalizacji szeroko rozumianych wydatków państwa na politykę rodzinną i być podstawowym celem reformy finansów i z nią ściśle powiązane.
1a. Możliwe drogi dojścia do takiego rozwiązania, powinny uwzględniać sytuację rodzin i mogą zostać wybrane w zależności od możliwości uzyskania konsensusu politycznego w parlamencie:
- kwota wolna od podatku na każde dziecko (lub)
- trzecia osoba fiskalna - jakiś wariant tego rozwiązania (lub)
- wpłacanie na konto rodziców na każde dziecko odpowiedniej kwoty miesięcznie (400 zł), na przykład w przypadku rodzin wiejskich.
Wprowadzenie zasady konta edukacyjnego w wysokości 200 zł miesięcznie na każde dziecko.
W związku z tym zbudowanie najnowocześniejszego systemu podatkowego uwzględniającego rodzinę, jako komórkę społeczną składającą się z rodziców i dzieci.
Wzrost wskaźnika dzietności do ponad 2 (tak jak we Francji obecnie)
Powstanie programu polityki migracyjnej szczególnie dla najlepiej wykształconych obywateli sąsiedzkich państw UE.
Miejsce w żłobkach i przedszkolach (publicznych, prywatnych lub rodzinnych) dla każdego dziecka
Podwojenie liczby młodych Polaków, którzy będą podejmować studia na uczelniach w innych krajach UE
Krótkoterminowe (do realizacji w 100 dni nowego rządu). Pierwsze kroki w realizacji tego programu powinny być stawiane od razu:
Wprowadzenie dofinansowania w wysokości 500 zł na 12 kolejnych miesięcy dla rodzin (lub matek), którym się urodzi dziecko.
Wydłużenie od razu o 4 tygodnie, a następnie o kolejne 4 tygodnie urlopu macierzyńskiego.
Wprowadzenie kwoty wolnej od podatku w zależności od ilości osób w rodzinie.
Wprowadzenie statusu osoby zatrudnionej dla opiekujących się niepełnosprawnymi.
Komentarz:
W skali roku na każde dziecko w rodzinnym budżecie musi dodatkowo być co najmniej 4,8 tys. zł. Inaczej nie ma o czym rozmawiać. Koniec udawania, że zajmujemy się rodziną. Autorytety ekonomiczne mogą potwierdzić, że jest to możliwe pod warunkiem odpowiednich reform budżetowych.
Założenie stopniowo w ciągu 4 lat wszystkim dzieciom od wieku 4 lat konta edukacyjnego. Środki z niego, gromadzone w formie kapitału lub w formie dodatkowego bonu edukacyjnego (forma powinna zostać ustalona) mogłyby być wykorzystywane do 18 roku życia dziecka wyłącznie na skutek decyzji rodziców na dokształcanie np. naukę języków, informatyki, dodatkowe zajęcia w szkole, lub oszczędzane na studia (koszty utrzymania na studiach w uczelniach państwowych, koszty studiów za granicą lub drugiego kierunku, koszty studiów w uczelniach prywatnych). Musiałyby być wykorzystane do 26 roku życia wyłącznie na cele edukacyjne, później by przepadały.
Czas narodzin dziecka i pierwszych miesięcy jego życia musi wiązać się ze stałym efektywnym wsparciem finansowym - dodatkowym. Narodziny nie mogą kojarzyć się w rodzinie z biedą i np. kłopotami ze spłacaniem kredytu.
A oto program Polska Jest Najważniejsza:
Pakt na rzecz rodziny
Diagnoza obecnego stanu:
W 1989 roku na 100 kobiet przypadało 203 dzieci, dwadzieścia lat później już tylko ok. 123. Tymczasem Polacy, co wynika z badań, chcą mieć więcej niż 2 dzieci. Według szacunkowych danych wydatki na politykę rodzinną wynoszą w Polsce ok. 0,9% PKB, a w UE średnio 2,1 %. Pomimo, że Polska ma jedną z najniższych liczbę urodzeń! Jednocześnie postępują procesy starzenia się społeczeństwa.
Nie wiadomo dokładnie, ile wydajemy na politykę prorodzinną. Jest to ciągle dziedzictwem czasów komunizmu. Dotychczasowe formy wsparcia oparte były o zasadę swego rodzaju państwowej filantropii i strukturalny brak zaufania państwa do rodziny. Dlatego ich efektywność była mała i polegała na przeznaczaniu na rzecz polityki rodzinnej środków, które "zostały" w budżecie. Stąd mała efektywność np. jednorazowego becikowego czy ulgi prorodzinnej w dotychczasowej formie - najbiedniejsi nie mogą z niej w pełni skorzystać. Jednocześnie zamykane są kolejne przedszkola i żłobki (w Krakowie dla 1/3 dzieciaków), podobnie w Warszawie, zniszczono ideę rodzinnych domów dziecka, kiedyś to dobrze funkcjonowało.
Potrzeba zmienić filozofię aktywności Państwa na polu polityki rodzinnej i w ten zrozumiały dla wszystkich obywateli sposób umotywować konieczność poważnych reform budżetowych, które pozwolą wypełnić poniższe obietnice. Rodzina musi poczuć, że nie jest osamotniona, rodzina musi czuć wsparcie państwa.
Państwo musi wyraźnie rozróżniać politykę rodzinną od pomocy społecznej i walki z patologiami (te dwie kwestie zostaną omówione w oddzielnym zestawie propozycji PJN). Wszystko to są obowiązki nowoczesnego państwa, nie mogą być jednak realizowane tymi samymi metodami, narzędziami co pomoc rodzinie.
Powodzenie państwa jest związane ściśle z powodzeniem rodziny.
Nie ma sensu zaczynać reform w państwie od systemu emerytalnego pomijając kwestię polityki rodzinnej. Potrzebne jest zatem całościowe przemodelowanie systemu pomocy rodzinie.
10 założeń polityki prorodzinnej:
1. Państwo jest zainteresowane rozwojem demograficznym i jest aktywne na tym polu.
2. Państwo prowadzi politykę prorodzinną, jednak nie zastępuje rodziny, nie ogranicza jej praw.
3. Polityka wobec rodziny musi być wyraźnie oddzielona od pomocy społecznej i walki z patologiami.
4. Polityka podatkowa państwa musi sprzyjać rodzinie - podatek w rzeczywistości płaci rodzina a nie poszczególne osoby.
5. Rodzina w jak największym stopniu sama decyduje, jak korzystać ze wsparcia państwa. Państwo włącza się wyłącznie, kiedy rodzina tego potrzebuje.
6. Zmiana zasad polityki prorodzinnej państwa to cel do realizacji w ok. 4-5 lat i wymaga szeregu reform strukturalnych.
7. Dyskusja o takich sprawach jak rozwój i system emerytalny powinna się zaczynać od debaty o odpowiedzialności państwa za stan rodziny.
8. Ważnymi elementami polityki prorodzinnej powinny być system wsparcia dla matek powracających do pracy po urodzeniu dziecka oraz system wyrównywania szans edukacyjnych.
9. Z uprawnień wynikających powinni korzystać wszyscy, ale jeśli coś ma charakter pomocy finansowej ze strony państwa, to w jej dystrybucji powinny być brane pod uwagę warunki finansowe rodziny.
10. W obecnych warunkach finansowych państwa środki na politykę rodzinną powinny być w pierwszym rzędzie uzyskiwane w procesie reform budżetowych i zwiększenia efektywności posiadanych środków.
Pakt na Rzecz Rodziny:
Polityka rodzinna nie jest tematem jak każde inne zagadnienie w polityce. PJN proponuje zainteresowanym stronom, w tym także innym ugrupowaniom politycznym, społecznym, organizacjom pozarządowym zawarcie umowy społecznej w zakresie polityki prorodzinnej, której fundamentem będą wspólnie wypracowane kierunki zmian w tym ważnym obszarze życia społecznego. Chcemy nawiązać do idei paktów społecznych i wypracować rozwiązania, które pozwolą na podmiotowe traktowanie rodziny przez system społeczno-gospodarczy naszego państwa. Chcemy, żeby przedstawione przez PJN zasady polityki prorodzinnej i postulowane kierunki zmian w tym zakresie stały się płaszczyzną do wypracowania kompleksowych rozwiązań, które pozwolą zrealizować Pakt Społeczny "Nowa Polityka na Rzecz Rodziny".
Prześlemy nasze propozycje do konsultacji społecznych, a także zaprosimy partie polityczne i organizacje społeczne do debaty na ten temat, podczas specjalnej otwartej konferencji.
Możliwości pozyskiwania środków na politykę prorodzinną w ramach finansów państwa. Konieczne działania systemowe:
a) Wprowadzenie nowoczesnego systemu ewidencji wszystkich wydatków państwa na rodzinę ukrytych w kosztach pomocy społecznej (ok 1, 5 roku). Wprowadzenie "konta socjalnego" dla każdego obywatela, który korzysta z pomocy finansowej państwa, pierwszym krokiem do osiągnięcia tego celu powinna być informatyzacja świadczeń społecznych. Według ocen rządowych dałoby to ok 10-15 % oszczędności m.in. poprzez likwidację wypłat do których w rzeczywistości nie ma tytułu (szara strefa, oszustwa, niedoskonałości systemu).
b) Przyjęcie kilku ustaw racjonalizujących wydawane środki, które dadzą oszczędności państwu i odciążą je i jednocześnie poprawia efektywność wydawanych środków (ustawa o rodzinnych domach dziecka, ustawa o świadczeniu pracy przez rodziców dzieci niepełnosprawnych).
c) ewidencja i konsolidacja środków przeznaczonych na politykę prorodzinną rozproszonych w ok. 10 funduszach, i świadczeniach socjalnych oraz zadaniach ukrytych w budżecie państwa (m.in. Fundusz Ubezpieczenia Społecznego, NFZ), Fundusz Pracy, KRUS, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, Fundusz Stypendialny, Fundusz Alimentacyjny, d. Krajowy Fundusz Mieszkaniowy, Fundusz Kombatantów); pomocne byłoby przy tym faktyczne powstanie budżetu zadaniowego. Powstanie na tej bazie jednego nowocześnie zarządzanego Funduszu Rozwoju Kapitału Społecznego, pozwoliłoby m.in. dzięki zmniejszeniu kosztów biurokratycznych i ograniczeniu niecelowych wydatków, nawet bez rezygnacji z poszczególnych tytułów do wypłat zaoszczędzić minimum ok. 10% środków. Byłoby to faktyczne zrezygnowanie z ciągnących się od czasu PRL "sektorowych" praktyk budżetowych, jeśli chodzi o wydatki na rodzinę.
d) przegląd i zmiany w ustawach o pomocy społecznej oraz o świadczeniach rodzinnych, dzięki czemu można by uzyskać dodatkowe środki trudne do oszacowania.
Cele:
Strategiczne: średnio i długoterminowe (4- 5 lat)
Oddanie do dyspozycji każdej rodziny dodatkowo, co najmniej 400 zł miesięcznie (4800 zł rocznie) na każde dziecko. Powinno to być wynikiem racjonalizacji szeroko rozumianych wydatków państwa na politykę rodzinną i być podstawowym celem reformy finansów i z nią ściśle powiązane.
1a. Możliwe drogi dojścia do takiego rozwiązania, powinny uwzględniać sytuację rodzin i mogą zostać wybrane w zależności od możliwości uzyskania konsensusu politycznego w parlamencie:
- kwota wolna od podatku na każde dziecko (lub)
- trzecia osoba fiskalna - jakiś wariant tego rozwiązania (lub)
- wpłacanie na konto rodziców na każde dziecko odpowiedniej kwoty miesięcznie (400 zł), na przykład w przypadku rodzin wiejskich.
Wprowadzenie zasady konta edukacyjnego w wysokości 200 zł miesięcznie na każde dziecko.
W związku z tym zbudowanie najnowocześniejszego systemu podatkowego uwzględniającego rodzinę, jako komórkę społeczną składającą się z rodziców i dzieci.
Wzrost wskaźnika dzietności do ponad 2 (tak jak we Francji obecnie)
Powstanie programu polityki migracyjnej szczególnie dla najlepiej wykształconych obywateli sąsiedzkich państw UE.
Miejsce w żłobkach i przedszkolach (publicznych, prywatnych lub rodzinnych) dla każdego dziecka
Podwojenie liczby młodych Polaków, którzy będą podejmować studia na uczelniach w innych krajach UE
Krótkoterminowe (do realizacji w 100 dni nowego rządu). Pierwsze kroki w realizacji tego programu powinny być stawiane od razu:
Wprowadzenie dofinansowania w wysokości 500 zł na 12 kolejnych miesięcy dla rodzin (lub matek), którym się urodzi dziecko.
Wydłużenie od razu o 4 tygodnie, a następnie o kolejne 4 tygodnie urlopu macierzyńskiego.
Wprowadzenie kwoty wolnej od podatku w zależności od ilości osób w rodzinie.
Wprowadzenie statusu osoby zatrudnionej dla opiekujących się niepełnosprawnymi.
Komentarz:
W skali roku na każde dziecko w rodzinnym budżecie musi dodatkowo być co najmniej 4,8 tys. zł. Inaczej nie ma o czym rozmawiać. Koniec udawania, że zajmujemy się rodziną. Autorytety ekonomiczne mogą potwierdzić, że jest to możliwe pod warunkiem odpowiednich reform budżetowych.
Założenie stopniowo w ciągu 4 lat wszystkim dzieciom od wieku 4 lat konta edukacyjnego. Środki z niego, gromadzone w formie kapitału lub w formie dodatkowego bonu edukacyjnego (forma powinna zostać ustalona) mogłyby być wykorzystywane do 18 roku życia dziecka wyłącznie na skutek decyzji rodziców na dokształcanie np. naukę języków, informatyki, dodatkowe zajęcia w szkole, lub oszczędzane na studia (koszty utrzymania na studiach w uczelniach państwowych, koszty studiów za granicą lub drugiego kierunku, koszty studiów w uczelniach prywatnych). Musiałyby być wykorzystane do 26 roku życia wyłącznie na cele edukacyjne, później by przepadały.
Czas narodzin dziecka i pierwszych miesięcy jego życia musi wiązać się ze stałym efektywnym wsparciem finansowym - dodatkowym. Narodziny nie mogą kojarzyć się w rodzinie z biedą i np. kłopotami ze spłacaniem kredytu.
środa, 24 sierpnia 2011
Oszukani przez PO i PSL
Dlaczego czuję się oszukany przez Donalda Tuska, PO i PSL?
Dlatego, że złożył wiele obietnic i ich nie dotrzymał.
Czy obywatele mają tego świadomość, czy nadal chcą być oszukiwani i zasypywani kolejnymi kłamstwami. PO i PSL mieli 4 lata na realizację swoich postulatów, mieli przewagę w sejmie i poparcie prezydenta. Nic nie zrobili. A teraz znowu obiecują. Mówię NIE! Już nie wierzę w ich i proszę Was o rozsądek. Z tą prośbą zwracam się do patriotów, ludzi mądrych, dla których Polska to ojczyzna a nie miejsce do załatwiania interesów.
A tutaj przedstawiam listę niespełnionych obietnic Donalda Tuska z listopada 2007 roku :
Nr 6: Naczelną zasadą polityki finansowej mojego rządu będzie w związku z tym stopniowe obniżanie podatków i innych danin publicznych
Nr 10: Dług publiczny nie może narastać w takim tempie jak do tej pory
Nr 11: W ciągu kilku lat budżet należy doprowadzić do stanu bliskiego równowagi
Nr 12: Nie możemy dopuścić do wzrostu inflacji
Nr 13: Trzeba zmniejszyć deficyt w stosunku do projektu przedstawionego przez poprzedni rząd
Nr 14: Przywrócenie wysokiego tempa wzrostu gospodarczego
Nr 17: Radykalnie uprościmy prawo gospodarcze
Nr 18: Radykalnie uprościmy prawo podatkowe
Nr 25: Należy zmniejszyć obciążenie państwa kosztami obsługi długu publicznego
Nr 27: Przyjęcie przez Polskę wspólnej waluty europejskiej, czyli wejście do strefy euro
Nr 34: Najważniejszym elementem bezpieczeństwa gospodarczego jest bezpieczeństwo energetyczne, które rozumiemy przede wszystkim jako gwarancję niezakłóconych dostaw nośników energii po akceptowalnych cenach przy równoczesnej trosce o ekologię
Nr 91: Oznacza to potrzebę rozwoju polityki prorodzinnej, uruchomienie wszystkich narzędzi realnie wspierający wzrost liczby urodzeń
Nr 110: 1 stycznia 2009 r. sieć zakładów emerytalnych wypłaci pierwsze emerytury z nowego systemu
Nr 111: Elementy zamykające reformę emerytalną powinny być przyjęte do połowy 2008 r.
Nr 117: Przekształcimy publiczne placówki ochrony zdrowia w spółki prawa handlowego
Nr 120: Chcemy podzielić Narodowy Fundusz Zdrowia na konkurujące między sobą instytucje ubezpieczenia zdrowotnego
Nr 122: Potrzebny będzie Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych
Nr 123: Wprowadzimy system ubezpieczeń dodatkowych obejmujących dobrowolną dopłatę do świadczenia podstawowego lub finansowanie świadczeń, które nie będą objęte podstawowym ubezpieczeniem zdrowotnym
Nr 124: Będziemy dokonywać co trzy miesiące przeglądu listy leków refundowanych
Nr 133: Podejmiemy pracę nad ustawą, która nada językowi migowemu status języka urzędowego
Nr 155: Chcemy, aby ta Euro 2012 stało się istotnym elementem zintegrowanej strategii promującej nasz kraj
Nr 166: Zakończymy prace nad wprowadzeniem innych rodzajów odbywania kar, niekoniecznie w zakładach zamkniętych, np. w postaci dozorowanych prac wykonywanych na rzecz społeczeństwa
Nr 16: W 2008 r. opracujemy i przedstawimy Wysokiej Izbie projekty zmian systemowych wspierających przedsiębiorczość. Praca w tych kwestiach musi znaleźć swój finał w 2008 r.
Nr 45: Modernizacji, i to jest także priorytet mojego rządu, wymaga infrastruktura polskich kolei. Pasażerowie mają prawo do czystych dworców, punktualnych, szybkich pociągów
Nr 48: Zakończymy prace nad studium kolei dużych prędkości, aby jeszcze w tej kadencji z fazy studium wejść w fazę realizacji
Nr 113: Żadne z podjętych przez nas działań nie odbędzie się kosztem pacjenta. To gwarantujemy
Nr 115: Doprowadzimy do tego, aby placówki ochrony zdrowia, publiczne i niepubliczne, były traktowane jednakowo i miały równe szanse konkurowania o kontrakty z instytucjami ubezpieczenia zdrowotnego
Nr 151: Wyrwiemy media publiczne z rąk partyjnych aparatów
Nr 21: Usprawnimy sądownictwo gospodarcze
Nr 22: Realnie skrócimy okresu sądowego egzekwowania należności
Nr 37: Wyeliminujemy bariery proceduralne i prawne hamujące szybkie inwestycje infrastrukturalne
Nr 39: Bardzo ambitnie będziemy stawiać kolejne cele infrastrukturalne
Nr 72: Wykorzystanie potencjału i możliwości rolnictwa do poprawy bilansu energetycznego Polski. Uprawa roślin energetycznych, wykorzystanie odpadów komunalnych i z produkcji rolniczej do wytwarzania bioenergii, biogazu czy biopaliw
Nr 109: Chcemy jak najszybciej dokończyć reformę emerytalną. Odpowiednie projekty zostaną przedstawione Wysokiej Izbie w ciągu pierwszych stu dni funkcjonowania rządu
Nr 114: Musimy pokonać zmorę wielomiesięcznego oczekiwania przez pacjentów na poradę lub zabieg
Nr 176: Samorządom, dostającym coraz więcej zadań, będą harmonijnie przekazywane także pieniądze i kompetencje
Nr 136: Jak najszybciej uruchomimy prace nad strategią rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, która objęłaby najbliższe 15-20 lat
Nr 119: Tzw. sieć szpitali, zostanie ukształtowana przez wybór pacjentów, dokonany na podstawie oceny poziomu danej placówki
Nr 104: Pobudzimy sektor prywatny do udziału w finansowaniu nauki i wiedzy i doprowadzimy do synergii wydatków na badania z unijnymi funduszami strukturalnymi
Nr 24: Należy wzmocnić trend na wzrost inwestycji
Nr 103: Zmienimy mechanizmy finansowania nauki i zharmonizujemy je z polityką badań i innowacji Unii Europejskiej
Nr 149: Rząd zagwarantuje realizację precyzyjnie zdefiniowanej misji publicznej oraz odpolitycznienie nadzoru i bezpośredniego zarządzania mediami publicznymi
Nr 40: Chcemy wykorzystać wiedzę i doświadczenie menedżerów, którzy będą potrafili - w dużo większym stopniu niż dotychczas - wykorzystać środki unijne na budowę dróg w Polsce
Nr 172: Chcemy stworzyć czytelny i efektywny system zarządzania bezpieczeństwem wewnętrznym. Jest wolą mojego rządu, aby minister właściwy do spraw wewnętrznych oraz minister sprawiedliwości byli faktycznie odpowiedzialni za zapewnienie bezpieczeństwa
Nr 160: Przedstawiciele mojego rządu każdego miesiąca, będą informowali Wysoką Izbę i polską opinię publiczną o kolejnych decyzjach likwidujących przywileje władzy, przywileje prawne i materialne
Nr 197: W 2009 r. cały świat właśnie w Polsce może, powinien upamiętnić rocznicę upadku komunizmu
Dlatego, że złożył wiele obietnic i ich nie dotrzymał.
Czy obywatele mają tego świadomość, czy nadal chcą być oszukiwani i zasypywani kolejnymi kłamstwami. PO i PSL mieli 4 lata na realizację swoich postulatów, mieli przewagę w sejmie i poparcie prezydenta. Nic nie zrobili. A teraz znowu obiecują. Mówię NIE! Już nie wierzę w ich i proszę Was o rozsądek. Z tą prośbą zwracam się do patriotów, ludzi mądrych, dla których Polska to ojczyzna a nie miejsce do załatwiania interesów.
A tutaj przedstawiam listę niespełnionych obietnic Donalda Tuska z listopada 2007 roku :
Nr 6: Naczelną zasadą polityki finansowej mojego rządu będzie w związku z tym stopniowe obniżanie podatków i innych danin publicznych
Nr 10: Dług publiczny nie może narastać w takim tempie jak do tej pory
Nr 11: W ciągu kilku lat budżet należy doprowadzić do stanu bliskiego równowagi
Nr 12: Nie możemy dopuścić do wzrostu inflacji
Nr 13: Trzeba zmniejszyć deficyt w stosunku do projektu przedstawionego przez poprzedni rząd
Nr 14: Przywrócenie wysokiego tempa wzrostu gospodarczego
Nr 17: Radykalnie uprościmy prawo gospodarcze
Nr 18: Radykalnie uprościmy prawo podatkowe
Nr 25: Należy zmniejszyć obciążenie państwa kosztami obsługi długu publicznego
Nr 27: Przyjęcie przez Polskę wspólnej waluty europejskiej, czyli wejście do strefy euro
Nr 34: Najważniejszym elementem bezpieczeństwa gospodarczego jest bezpieczeństwo energetyczne, które rozumiemy przede wszystkim jako gwarancję niezakłóconych dostaw nośników energii po akceptowalnych cenach przy równoczesnej trosce o ekologię
Nr 91: Oznacza to potrzebę rozwoju polityki prorodzinnej, uruchomienie wszystkich narzędzi realnie wspierający wzrost liczby urodzeń
Nr 110: 1 stycznia 2009 r. sieć zakładów emerytalnych wypłaci pierwsze emerytury z nowego systemu
Nr 111: Elementy zamykające reformę emerytalną powinny być przyjęte do połowy 2008 r.
Nr 117: Przekształcimy publiczne placówki ochrony zdrowia w spółki prawa handlowego
Nr 120: Chcemy podzielić Narodowy Fundusz Zdrowia na konkurujące między sobą instytucje ubezpieczenia zdrowotnego
Nr 122: Potrzebny będzie Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych
Nr 123: Wprowadzimy system ubezpieczeń dodatkowych obejmujących dobrowolną dopłatę do świadczenia podstawowego lub finansowanie świadczeń, które nie będą objęte podstawowym ubezpieczeniem zdrowotnym
Nr 124: Będziemy dokonywać co trzy miesiące przeglądu listy leków refundowanych
Nr 133: Podejmiemy pracę nad ustawą, która nada językowi migowemu status języka urzędowego
Nr 155: Chcemy, aby ta Euro 2012 stało się istotnym elementem zintegrowanej strategii promującej nasz kraj
Nr 166: Zakończymy prace nad wprowadzeniem innych rodzajów odbywania kar, niekoniecznie w zakładach zamkniętych, np. w postaci dozorowanych prac wykonywanych na rzecz społeczeństwa
Nr 16: W 2008 r. opracujemy i przedstawimy Wysokiej Izbie projekty zmian systemowych wspierających przedsiębiorczość. Praca w tych kwestiach musi znaleźć swój finał w 2008 r.
Nr 45: Modernizacji, i to jest także priorytet mojego rządu, wymaga infrastruktura polskich kolei. Pasażerowie mają prawo do czystych dworców, punktualnych, szybkich pociągów
Nr 48: Zakończymy prace nad studium kolei dużych prędkości, aby jeszcze w tej kadencji z fazy studium wejść w fazę realizacji
Nr 113: Żadne z podjętych przez nas działań nie odbędzie się kosztem pacjenta. To gwarantujemy
Nr 115: Doprowadzimy do tego, aby placówki ochrony zdrowia, publiczne i niepubliczne, były traktowane jednakowo i miały równe szanse konkurowania o kontrakty z instytucjami ubezpieczenia zdrowotnego
Nr 151: Wyrwiemy media publiczne z rąk partyjnych aparatów
Nr 21: Usprawnimy sądownictwo gospodarcze
Nr 22: Realnie skrócimy okresu sądowego egzekwowania należności
Nr 37: Wyeliminujemy bariery proceduralne i prawne hamujące szybkie inwestycje infrastrukturalne
Nr 39: Bardzo ambitnie będziemy stawiać kolejne cele infrastrukturalne
Nr 72: Wykorzystanie potencjału i możliwości rolnictwa do poprawy bilansu energetycznego Polski. Uprawa roślin energetycznych, wykorzystanie odpadów komunalnych i z produkcji rolniczej do wytwarzania bioenergii, biogazu czy biopaliw
Nr 109: Chcemy jak najszybciej dokończyć reformę emerytalną. Odpowiednie projekty zostaną przedstawione Wysokiej Izbie w ciągu pierwszych stu dni funkcjonowania rządu
Nr 114: Musimy pokonać zmorę wielomiesięcznego oczekiwania przez pacjentów na poradę lub zabieg
Nr 176: Samorządom, dostającym coraz więcej zadań, będą harmonijnie przekazywane także pieniądze i kompetencje
Nr 136: Jak najszybciej uruchomimy prace nad strategią rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, która objęłaby najbliższe 15-20 lat
Nr 119: Tzw. sieć szpitali, zostanie ukształtowana przez wybór pacjentów, dokonany na podstawie oceny poziomu danej placówki
Nr 104: Pobudzimy sektor prywatny do udziału w finansowaniu nauki i wiedzy i doprowadzimy do synergii wydatków na badania z unijnymi funduszami strukturalnymi
Nr 24: Należy wzmocnić trend na wzrost inwestycji
Nr 103: Zmienimy mechanizmy finansowania nauki i zharmonizujemy je z polityką badań i innowacji Unii Europejskiej
Nr 149: Rząd zagwarantuje realizację precyzyjnie zdefiniowanej misji publicznej oraz odpolitycznienie nadzoru i bezpośredniego zarządzania mediami publicznymi
Nr 40: Chcemy wykorzystać wiedzę i doświadczenie menedżerów, którzy będą potrafili - w dużo większym stopniu niż dotychczas - wykorzystać środki unijne na budowę dróg w Polsce
Nr 172: Chcemy stworzyć czytelny i efektywny system zarządzania bezpieczeństwem wewnętrznym. Jest wolą mojego rządu, aby minister właściwy do spraw wewnętrznych oraz minister sprawiedliwości byli faktycznie odpowiedzialni za zapewnienie bezpieczeństwa
Nr 160: Przedstawiciele mojego rządu każdego miesiąca, będą informowali Wysoką Izbę i polską opinię publiczną o kolejnych decyzjach likwidujących przywileje władzy, przywileje prawne i materialne
Nr 197: W 2009 r. cały świat właśnie w Polsce może, powinien upamiętnić rocznicę upadku komunizmu
wtorek, 16 sierpnia 2011
Czas gospodarki
W tym artykule chcę przybliżyć gospodarczy program PJN
Przedstawiając założenia programowe PJN wiceprzewodniczący klubu Paweł Poncyljusz zauważył, że dotychczasowa bierność polityków w obszarze gospodarki wynika z braku odpowiedzialności zarówno polityków, jak i biurokracji przed obywatelami. - Brak poczucia odpowiedzialności powoduje, że służba publiczna zamienia się w nieustającą kampanię wyborczą - mówił. Dlatego zdaniem PJN expose powinno zawierać listę mierzalnych celów, do których premier byłby zobowiązany ustawowo przez Sejm a wysokość wynagrodzenia członków rządu byłaby uzależniona od stopnia ich realizacji. - Wtedy też może byśmy uwolnili się od tej dyskusji czy politycy zarabiają dużo czy mało. Byłoby to powiązane z efektywnością ich pracy - stwierdził poseł Poncyljusz.
Drugą barierą rozwoju gospodarczego wskazaną przez PJN jest biurokracja. - Ustawy są tworzone przez urzędników i dla urzędników a obywatel i przedsiębiorca był i jest pozbawiony realnych praw w kontakcie z administracją publiczną - mówił Paweł Poncyljusz. Dlatego PJN proponuje wprowadzenie zmian do Konstytucji, które ułatwiłyby przedsiębiorcom zaskarżanie do Trybunału wadliwych przepisów, zmniejszenie liczby koncesji i zezwoleń dla prowadzenia działalności gospodarczej tylko do tych, które wynikają wprost z prawa unijnego oraz uproszczenie dochodzenia odszkodowań za decyzje wydane z naruszeniem prawa. Politycy Polska Jest Najważniejsza proponują też maksymalnie trzydziestodniowy okres na załatwienie jakiejkolwiek sprawy urzędowej, a po jego przekroczeniu przyjęcie zasady wydania decyzji pozytywnej dla obywatela lub przedsiębiorcy oraz dziewięćdziesięciodniowy okres rozstrzygania spraw sądowych gospodarczych i administracyjnych.
Według propozycji przedstawionych przez posła Pawła Poncyljusza małe i średnie firmy będą mogły rozliczyć swoje zobowiązania publiczne dokonując najwyżej czterech płatności rocznie i składając najwyżej cztery deklaracje. W przypadku dużych firm ilość rozliczeń będzie nie wyższa niż 12 rocznie natomiast rozliczanie podatków większości osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej będzie wykonywane przez urzędy skarbowe.
Kolejny problem, którym chcą zająć się politycy Polska Jest Najważniejsza to marnotrawienie publicznych pieniędzy. - Polacy mają przekonanie, że ich podatki są marnotrawione na niewyobrażalną skalę. Majątek publiczny jest wykorzystywany nieefektywnie. Pieniądze z prywatyzacji są po prostu przejadane, wyrzucane w błoto - mówił Paweł Poncyljusz. I dodał, że PJN proponuje zrównoważony budżet, a więc dojście do sytuacji w której tyle wydajemy, ile zarabiamy. - A więc tak, jak w przeciętnej polskiej rodzinie. Jeśli są jakieś wydatki nadzwyczajne, to znaczy, że w kolejnych miesiącach trzeba bardziej oszczędzać - stwierdził wiceprzewodniczący PJN. Podkreślił przy tym, że 120 mld złotych długu, jaki zafundował nam w 2011 roku rząd Donalda Tuska to jest kwota niewyobrażalna. - Takie długi nigdy nie były zaciągane przez kolejne ekipy rządowe przez ostatnie 20 lat - mówił. Polityk PJN opowiedział się także za sprawiedliwym rozłożeniem ciężarów publicznych w społeczeństwie, jawnością i kontrolą wydatków oraz przeznaczaniem pieniędzy z prywatyzacji na inwestycje gwarantujące Polsce szybszy rozwój.
Wśród proponowanych działań Paweł Poncyljusz wymienił reformę systemu emerytalnego. - Dzisiaj w obliczu dyskusji o otwartych funduszach emerytalnych, o systemie emerytalnym jest jasne, że bez gruntownej reformy, której boi się rząd Donalda Tuska, nie da się tego systemu emerytalnego utrzymać a to oznacza, że dzisiejsi czterdziestolatkowie za dwadzieścia lat będą mieli jeszcze skromniejsze emerytury niż dzisiejsi emeryci - powiedział. Pakiet reform proponowanych przez PJN zawiera: zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, zniesienie przywilejów emerytalnych, likwidację przywilejów związanych z zasiłkami chorobowymi funkcjonariuszy i żołnierzy (z wyjątkiem uszczerbku na zdrowiu poniesionego w wyniku służby), objęcie najzamożniejszych rolników zasadami PIT oraz ZUS analogicznymi do tych związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej oraz uspójnienie wymiaru rent i emerytur.
PJN proponuje także zmiany w systemie podatkowym: wprowadzenie płaskiej stawki PIT 19% z dwukrotnie wyższą niż dziś kwotą wolną od podatku powiązaną z minimum socjalnym, likwidację wszystkich ulg i przywilejów w PIT z wyjątkiem ulgi na dzieci, która miałaby charakter progresywny. - Nam chodzi o to, żeby polska rodzina wiedziała, że każde kolejne dziecko w ich domu to większe wsparcie ze strony państwa - mówił Paweł Poncyljusz. W pakiecie propozycji PJN znalazły się także: likwidacja zwrotu VAT od zakupu materiałów budowlanych oraz tzw. becikowego dla wszystkich a pozostawienie tego wsparcia wyłącznie rodzinom, które otrzymują pomoc z opieki społecznej.
Polska Jest Najważniejsza proponuje również rozwiązania, które poprawią efektywność administracji publicznej. Wśród nich wymienione zostały: likwidacja pozamerytorycznych etatów w administracji, realizacja zadań pozamerytorycznych przez jedno Centrum Usług Wspólnych oraz zmniejszenie zatrudnienia w sektorze publicznym do poziomu średniej unijnej. Poseł Paweł Poncyljusz przytoczył najnowsze dane GUS, które wykazały, że przez trzy ostatnie kwartały przyrost urzędników to 40 tysięcy osób. - Nigdy takiego skokowego zwiększenia zatrudnienia urzędników w Polsce nie było - powiedział wiceszef PJN. Dodał, że dzieje się to w sytuacji, kiedy wszyscy rządzący opowiadają o konieczności cięć wydatków na administrację.
Polityk PJN mówił też o wdrożeniu Rejestru Usług Medycznych oraz zapewnieniu lepszego i tańszego świadczenia niektórych usług publicznych poprzez partnerstwo publiczno-prywatne. Polska Jest Najważniejsza opowiada się za kontynuacją prywatyzacji przy jednoczesnym pozostawieniu kontroli strategicznej nad spółkami będącymi właścicielami infrastruktury kluczowej dla bezpieczeństwa państwa. Pieniądze z prywatyzacji mają zasilić Fundusz Rozwoju Polski, który będzie mógł współfinansować inwestycje infrastrukturalne, akumulację kapitału niezbędną do ustabilizowania systemu emerytalnego oraz budowę kapitału intelektualnego Polski, w szczególności naukę, badania i rozwój.
Przedstawiając założenia programowe PJN wiceprzewodniczący klubu Paweł Poncyljusz zauważył, że dotychczasowa bierność polityków w obszarze gospodarki wynika z braku odpowiedzialności zarówno polityków, jak i biurokracji przed obywatelami. - Brak poczucia odpowiedzialności powoduje, że służba publiczna zamienia się w nieustającą kampanię wyborczą - mówił. Dlatego zdaniem PJN expose powinno zawierać listę mierzalnych celów, do których premier byłby zobowiązany ustawowo przez Sejm a wysokość wynagrodzenia członków rządu byłaby uzależniona od stopnia ich realizacji. - Wtedy też może byśmy uwolnili się od tej dyskusji czy politycy zarabiają dużo czy mało. Byłoby to powiązane z efektywnością ich pracy - stwierdził poseł Poncyljusz.
Drugą barierą rozwoju gospodarczego wskazaną przez PJN jest biurokracja. - Ustawy są tworzone przez urzędników i dla urzędników a obywatel i przedsiębiorca był i jest pozbawiony realnych praw w kontakcie z administracją publiczną - mówił Paweł Poncyljusz. Dlatego PJN proponuje wprowadzenie zmian do Konstytucji, które ułatwiłyby przedsiębiorcom zaskarżanie do Trybunału wadliwych przepisów, zmniejszenie liczby koncesji i zezwoleń dla prowadzenia działalności gospodarczej tylko do tych, które wynikają wprost z prawa unijnego oraz uproszczenie dochodzenia odszkodowań za decyzje wydane z naruszeniem prawa. Politycy Polska Jest Najważniejsza proponują też maksymalnie trzydziestodniowy okres na załatwienie jakiejkolwiek sprawy urzędowej, a po jego przekroczeniu przyjęcie zasady wydania decyzji pozytywnej dla obywatela lub przedsiębiorcy oraz dziewięćdziesięciodniowy okres rozstrzygania spraw sądowych gospodarczych i administracyjnych.
Według propozycji przedstawionych przez posła Pawła Poncyljusza małe i średnie firmy będą mogły rozliczyć swoje zobowiązania publiczne dokonując najwyżej czterech płatności rocznie i składając najwyżej cztery deklaracje. W przypadku dużych firm ilość rozliczeń będzie nie wyższa niż 12 rocznie natomiast rozliczanie podatków większości osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej będzie wykonywane przez urzędy skarbowe.
Kolejny problem, którym chcą zająć się politycy Polska Jest Najważniejsza to marnotrawienie publicznych pieniędzy. - Polacy mają przekonanie, że ich podatki są marnotrawione na niewyobrażalną skalę. Majątek publiczny jest wykorzystywany nieefektywnie. Pieniądze z prywatyzacji są po prostu przejadane, wyrzucane w błoto - mówił Paweł Poncyljusz. I dodał, że PJN proponuje zrównoważony budżet, a więc dojście do sytuacji w której tyle wydajemy, ile zarabiamy. - A więc tak, jak w przeciętnej polskiej rodzinie. Jeśli są jakieś wydatki nadzwyczajne, to znaczy, że w kolejnych miesiącach trzeba bardziej oszczędzać - stwierdził wiceprzewodniczący PJN. Podkreślił przy tym, że 120 mld złotych długu, jaki zafundował nam w 2011 roku rząd Donalda Tuska to jest kwota niewyobrażalna. - Takie długi nigdy nie były zaciągane przez kolejne ekipy rządowe przez ostatnie 20 lat - mówił. Polityk PJN opowiedział się także za sprawiedliwym rozłożeniem ciężarów publicznych w społeczeństwie, jawnością i kontrolą wydatków oraz przeznaczaniem pieniędzy z prywatyzacji na inwestycje gwarantujące Polsce szybszy rozwój.
Wśród proponowanych działań Paweł Poncyljusz wymienił reformę systemu emerytalnego. - Dzisiaj w obliczu dyskusji o otwartych funduszach emerytalnych, o systemie emerytalnym jest jasne, że bez gruntownej reformy, której boi się rząd Donalda Tuska, nie da się tego systemu emerytalnego utrzymać a to oznacza, że dzisiejsi czterdziestolatkowie za dwadzieścia lat będą mieli jeszcze skromniejsze emerytury niż dzisiejsi emeryci - powiedział. Pakiet reform proponowanych przez PJN zawiera: zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, zniesienie przywilejów emerytalnych, likwidację przywilejów związanych z zasiłkami chorobowymi funkcjonariuszy i żołnierzy (z wyjątkiem uszczerbku na zdrowiu poniesionego w wyniku służby), objęcie najzamożniejszych rolników zasadami PIT oraz ZUS analogicznymi do tych związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej oraz uspójnienie wymiaru rent i emerytur.
PJN proponuje także zmiany w systemie podatkowym: wprowadzenie płaskiej stawki PIT 19% z dwukrotnie wyższą niż dziś kwotą wolną od podatku powiązaną z minimum socjalnym, likwidację wszystkich ulg i przywilejów w PIT z wyjątkiem ulgi na dzieci, która miałaby charakter progresywny. - Nam chodzi o to, żeby polska rodzina wiedziała, że każde kolejne dziecko w ich domu to większe wsparcie ze strony państwa - mówił Paweł Poncyljusz. W pakiecie propozycji PJN znalazły się także: likwidacja zwrotu VAT od zakupu materiałów budowlanych oraz tzw. becikowego dla wszystkich a pozostawienie tego wsparcia wyłącznie rodzinom, które otrzymują pomoc z opieki społecznej.
Polska Jest Najważniejsza proponuje również rozwiązania, które poprawią efektywność administracji publicznej. Wśród nich wymienione zostały: likwidacja pozamerytorycznych etatów w administracji, realizacja zadań pozamerytorycznych przez jedno Centrum Usług Wspólnych oraz zmniejszenie zatrudnienia w sektorze publicznym do poziomu średniej unijnej. Poseł Paweł Poncyljusz przytoczył najnowsze dane GUS, które wykazały, że przez trzy ostatnie kwartały przyrost urzędników to 40 tysięcy osób. - Nigdy takiego skokowego zwiększenia zatrudnienia urzędników w Polsce nie było - powiedział wiceszef PJN. Dodał, że dzieje się to w sytuacji, kiedy wszyscy rządzący opowiadają o konieczności cięć wydatków na administrację.
Polityk PJN mówił też o wdrożeniu Rejestru Usług Medycznych oraz zapewnieniu lepszego i tańszego świadczenia niektórych usług publicznych poprzez partnerstwo publiczno-prywatne. Polska Jest Najważniejsza opowiada się za kontynuacją prywatyzacji przy jednoczesnym pozostawieniu kontroli strategicznej nad spółkami będącymi właścicielami infrastruktury kluczowej dla bezpieczeństwa państwa. Pieniądze z prywatyzacji mają zasilić Fundusz Rozwoju Polski, który będzie mógł współfinansować inwestycje infrastrukturalne, akumulację kapitału niezbędną do ustabilizowania systemu emerytalnego oraz budowę kapitału intelektualnego Polski, w szczególności naukę, badania i rozwój.
piątek, 29 lipca 2011
Niedziela - dzień wolny od pracy
Jestem za ustawowym wprowadzeniem niedzieli jako dnia wolnego od pracy. "Niedziela jest dobrem publicznym i wartością kulturową. Oczywiście jest świętem chrześcijańskim. Jednak w kręgu kultury zachodniej jest jednocześnie instytucją, której znaczenia społecznego i kulturowego trudno przecenić. Wolna od pracy niedziela bywa niekiedy określana najstarszym przykazaniem socjalnym świata". Te słowa pani profesor Anieli Dylus najpełniej pokazują, jak wielką wartością dla każdego człowieka i każdej kultury, powinna być niedziela wolna od pracy zarobkowej. Wprowadzenie wolnej niedzieli, nie tylko w handlu, wymaga oczywiście odpowiednich uregulowań ustawowych jednak zmiana mentalności i podejścia Polaków do tego dnia, znacznie ułatwi zmiany prawne.
Siódmy dzień tygodnia powinien służyć do odpoczynku i spędzania czasu z rodziną – twierdzi Społeczny Ruch Świętowania Niedzieli i zapowiada, że będzie namawiał, by nie robić zakupów w hipermarketach.– Chcemy pokazywać ludziom, że mają prawo do odpoczynku w niedzielę i do życia rodzinnego – takie jest oficjalne założenie działalności Społecznego Ruchu Świętowania Niedzieli.
Sieci się nie boją. Poparcia dla pomysłu nie wykluczają nawet niektórzy posłowie. Ale duże sieci handlowe się nie boją. – Nas obowiązuje istniejące prawo, a to nie zakazuje handlu w niedzielę – mówią krótko. Pomysł zrodziło samo życie. Przez tysiąclecia niedziela była dniem świętym, i dopiero w ostatnich latach jej rola została sprowadzona do zwykłego dnia powszedniego. Ma to być rodzaj polityki prorodzinnej. Podobnie myślą związkowcy z „Solidarności”, którzy działając w Ruchu, chcą upominać się głównie o prawa pracowników sklepów. Nie ma co apelować do samych sklepów, a właśnie do zwykłych ludzi – tłumaczy pracownik jednego z supermarketów, zaangażowany w działalność Ruchu.
Ruch ruszy w Polskę. Pomysłodawcy i członkowie Ruchu zapowiadają, że wkrótce do współpracy zaproszą innych posłów, łącznie z tymi lewicowymi. Za ich pośrednictwem zamierzają lobbować w Sejmie o to, aby wprowadzono prawo zakazujące handlu w niedzielę. I niewykluczone, że na Wiejskiej znajdą popleczników. Poparcia dla idei ruchu nie wyklucza PiS, który już kilka lat temu wysunął pomysł całkowitego zakazu handlu w niedzielę.
PRAWO
Kto może otworzyć sklep w święta:
Po raz pierwszy ustawowo zakazać handlu w niedzielę chciał rząd AWS w 2001 roku, jednak ustawę zawetował ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski. Za rządów PiS wprowadzono zakaz handlu w wybrane święta. Ustawa ta obowiązuje od października 2007 roku i zakazuje pracy osób zatrudnionych na podstawie stosunku pracy we wszelkich instytucjach i zakładach, których działalność główna polega na kupowaniu towarów w celu ich dalszej odsprzedaży (czyli także sklepach). Apteki i stacje benzynowe są spod zakazu wyjęte. Handel może też być prowadzony przez właścicieli jednoosobowych firm, osoby zatrudnione na umowy-zlecenia i o dzieło, a także franczyzobiorców oraz zatrudnionych na podstawie umowy agencyjnej.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Siódmy dzień tygodnia powinien służyć do odpoczynku i spędzania czasu z rodziną – twierdzi Społeczny Ruch Świętowania Niedzieli i zapowiada, że będzie namawiał, by nie robić zakupów w hipermarketach.– Chcemy pokazywać ludziom, że mają prawo do odpoczynku w niedzielę i do życia rodzinnego – takie jest oficjalne założenie działalności Społecznego Ruchu Świętowania Niedzieli.
Sieci się nie boją. Poparcia dla pomysłu nie wykluczają nawet niektórzy posłowie. Ale duże sieci handlowe się nie boją. – Nas obowiązuje istniejące prawo, a to nie zakazuje handlu w niedzielę – mówią krótko. Pomysł zrodziło samo życie. Przez tysiąclecia niedziela była dniem świętym, i dopiero w ostatnich latach jej rola została sprowadzona do zwykłego dnia powszedniego. Ma to być rodzaj polityki prorodzinnej. Podobnie myślą związkowcy z „Solidarności”, którzy działając w Ruchu, chcą upominać się głównie o prawa pracowników sklepów. Nie ma co apelować do samych sklepów, a właśnie do zwykłych ludzi – tłumaczy pracownik jednego z supermarketów, zaangażowany w działalność Ruchu.
Ruch ruszy w Polskę. Pomysłodawcy i członkowie Ruchu zapowiadają, że wkrótce do współpracy zaproszą innych posłów, łącznie z tymi lewicowymi. Za ich pośrednictwem zamierzają lobbować w Sejmie o to, aby wprowadzono prawo zakazujące handlu w niedzielę. I niewykluczone, że na Wiejskiej znajdą popleczników. Poparcia dla idei ruchu nie wyklucza PiS, który już kilka lat temu wysunął pomysł całkowitego zakazu handlu w niedzielę.
PRAWO
Kto może otworzyć sklep w święta:
Po raz pierwszy ustawowo zakazać handlu w niedzielę chciał rząd AWS w 2001 roku, jednak ustawę zawetował ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski. Za rządów PiS wprowadzono zakaz handlu w wybrane święta. Ustawa ta obowiązuje od października 2007 roku i zakazuje pracy osób zatrudnionych na podstawie stosunku pracy we wszelkich instytucjach i zakładach, których działalność główna polega na kupowaniu towarów w celu ich dalszej odsprzedaży (czyli także sklepach). Apteki i stacje benzynowe są spod zakazu wyjęte. Handel może też być prowadzony przez właścicieli jednoosobowych firm, osoby zatrudnione na umowy-zlecenia i o dzieło, a także franczyzobiorców oraz zatrudnionych na podstawie umowy agencyjnej.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
poniedziałek, 11 lipca 2011
PJN - partia patriotów
Patriotyzm (łac. patria,-ae = ojczyzna, gr. patriates) – postawa szacunku, umiłowania i oddania własnej ojczyźnie oraz chęć ponoszenia za nią ofiar; pełna gotowość do jej obrony, w każdej chwili. Charakteryzuje się też przedkładaniem celów ważnych dla ojczyzny nad osobiste, a często także gotowością do poświęcenia dla niej własnego zdrowia lub życia oraz pracy dla jej dobra. Patriotyzm to również umiłowanie i pielęgnowanie narodowej tradycji, kultury czy języka.
Czy te słowa możemy powiedzieć o politykach Platformy Obywatelskiej?
W mojej ocenie NIE! Natomiast pasują tu słowa:
-działanie na szkodę Polski poprzez niekontrolowane zadłużanie kraju - rekordowy dług publiczny w historii naszego kraju,
-działanie na szkodę Polski poprzez niekontrolowany wzrost inflacji,
-działanie na szkodę Polski poprzez przerost zatrudnienia w administracji publicznej,
-działanie na szkodę Polski poprzez brak odpowiedzialności za budżet - wydatki znacznie ponad dochody,
-działanie na szkodę Polski poprzez ograniczanie wolności słowa - stłumienie i ukaranie pokojowej manifestacji kibiców piłkarskich w Białymstoku,
-działanie na szkodę Polski poprzez dbałość o poparcie utopijnej polityki i manipulację w podawaniu informacji o stanie państwa,
-działanie na szkodę Polski poprzez służalczość wobec Brukseli i wypełnianie ślepo ich poleceń m.in zamknięcie cukrowni Łapy.
Jeśli PO nie dba o Polskę tylko interesy innych to dlaczego są tacy którzy deklarują poparcie ich w wyborach? Zastanówcie się co robicie. Ten kraj trzeba bronić przed dalszym rozbiorem i utratą suwerenności. Pojęcie rozbiór państwa (określenia zabór lub zabory używa się wymiennie) oznacza rozdzielenie terytorium suwerennego państwa pomiędzy inne na drodze wyłącznie dyplomatycznej lub uzależnienia ekonomicznego i gospodarczego. Suwerenność – to zdolność do samodzielnego, niezależnego od innych podmiotów, sprawowania władzy politycznej nad określonym terytorium, grupą osób lub samym sobą. Suwerenność państwa obejmuje niezależność w sprawach wewnętrznych i zewnętrznych. W 1772, 1793 i 1795 Polska już przeszła utratę suwerenności. Nie pozwólmy na powtórkę z historii i całkowite uzależnienie ekonomiczne od innych. Nie pozwólmy na bankructwo finansowe Polski jakie jest w Grecji.
Czy tym ludziom zależało na Polsce?
Czy ich dzieciom i wnukom zależy na Polsce?
A może chcą uzależnić nas ekonomicznie od innych?
I kolejne pytanie:
Czy chcecie aby najbliższa kadencja sejmu koncentrowała się na rozliczaniu winnych tragedii Smoleńskiej?
Ja nie chcę. Chcę spokoju i poszanowania godności tych, którzy zginęli w katastrofie lotniczej. Chcę koncentracji na rozwiązaniu problemów gospodarczych Polski. Chcę obniżenia podatków, służby zdrowia bez półrocznych kolejek na wizytę do specjalisty, bezpieczeństwa finansowego rodzinom, pewności jutra i szczęśliwego życia.
Każdy człowiek ma wiele praw gwarantowanych przez Konstytucję RP i inne akty prawne:
-prawo do życia
-prawo do wolności myśli, sumienia i wyznania
-prawo do głoszenia swoich poglądów i opinii bez względu na ich treść i formę
-prawo każdego człowieka do uznawania wszędzie jego podmiotowości prawnej
-zakaz stosowania tortur, nieludzkiego lub poniżającego traktowania lub karania
-zakaz trzymania człowieka w niewolnictwie lub poddaństwie
-zakaz skazywania człowieka za czyn, który nie stanowił przestępstwa w chwili jego popełnienia
-zakaz pozbawiania wolności jedynie z powodu niemożności wywiązania się ze zobowiązań umownych
prawa osobiste do:
-dobrego życia
-rzetelnego sądu
-decydowania o swoim życiu
-prawo jednego człowieka kończy się tam gdzie zaczyna się prawo innego człowieka
-szczęścia
prawa i wolności polityczne:
–prawa służące ochronie wolności jednostki przed ingerencją ze strony państwa
-prawo do obywatelstwa
-możliwość uczestniczenia w życiu publicznym
-czynne prawo wyborcze – możliwość uczestnictwa w wyborach
-bierne prawo wyborcze – możliwość kandydowania w wyborach
-wolność zrzeszania się
-prawo do uczestniczenia i organizowania pokojowych manifestacji
-prawo do składania wniosków, petycji, skarg
-dostęp do informacji o działaniach władz i osób publicznych
-równy dostęp do służby publicznej.
wolności i prawa ekonomiczne, socjalne i kulturalne:
–uprawnienia jednostki do świadczeń na jej rzecz – prawa socjalne
prawo do:
-ochrony zdrowia
-nauki
-odpowiedniego i zadowalającego wynagrodzenia, zapewniającego jednostce i jej rodzinie egzystencję odpowiadającą godności ludzkiej
-pomocy socjalnej
-rozrywki (np. granie w piłkę nożną, pływanie)
prawa ekonomiczne: (zobacz też Art. 64 Konstytucji RP)
-prawo do pracy
-prawo do własności
-prawo dziedziczenia
prawa solidarnościowe - wszystkie prawa przysługujące grupom społecznym, np. prawo narodów do samostanowienia
prawa kulturalne:
-prawo do wolności twórczości artystycznej
-prawo do badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników
-prawo do wolności korzystania z dóbr kultury i ich wytwarzania
Gwarancje:
-materialne (dotyczą głównie praw socjalnych, ekonomicznych i kulturowych)
-formalne (prawo do ochrony prawnej jednostki)
-prawo każdego człowieka do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy przez niezawisły sąd
-prawo do fachowej obrony w postępowaniu przed organami aparatu państwowego
-prawo do skargi konstytucyjnej
Czy te słowa możemy powiedzieć o politykach Platformy Obywatelskiej?
W mojej ocenie NIE! Natomiast pasują tu słowa:
-działanie na szkodę Polski poprzez niekontrolowane zadłużanie kraju - rekordowy dług publiczny w historii naszego kraju,
-działanie na szkodę Polski poprzez niekontrolowany wzrost inflacji,
-działanie na szkodę Polski poprzez przerost zatrudnienia w administracji publicznej,
-działanie na szkodę Polski poprzez brak odpowiedzialności za budżet - wydatki znacznie ponad dochody,
-działanie na szkodę Polski poprzez ograniczanie wolności słowa - stłumienie i ukaranie pokojowej manifestacji kibiców piłkarskich w Białymstoku,
-działanie na szkodę Polski poprzez dbałość o poparcie utopijnej polityki i manipulację w podawaniu informacji o stanie państwa,
-działanie na szkodę Polski poprzez służalczość wobec Brukseli i wypełnianie ślepo ich poleceń m.in zamknięcie cukrowni Łapy.
Jeśli PO nie dba o Polskę tylko interesy innych to dlaczego są tacy którzy deklarują poparcie ich w wyborach? Zastanówcie się co robicie. Ten kraj trzeba bronić przed dalszym rozbiorem i utratą suwerenności. Pojęcie rozbiór państwa (określenia zabór lub zabory używa się wymiennie) oznacza rozdzielenie terytorium suwerennego państwa pomiędzy inne na drodze wyłącznie dyplomatycznej lub uzależnienia ekonomicznego i gospodarczego. Suwerenność – to zdolność do samodzielnego, niezależnego od innych podmiotów, sprawowania władzy politycznej nad określonym terytorium, grupą osób lub samym sobą. Suwerenność państwa obejmuje niezależność w sprawach wewnętrznych i zewnętrznych. W 1772, 1793 i 1795 Polska już przeszła utratę suwerenności. Nie pozwólmy na powtórkę z historii i całkowite uzależnienie ekonomiczne od innych. Nie pozwólmy na bankructwo finansowe Polski jakie jest w Grecji.
Czy tym ludziom zależało na Polsce?
Czy ich dzieciom i wnukom zależy na Polsce?
A może chcą uzależnić nas ekonomicznie od innych?
I kolejne pytanie:
Czy chcecie aby najbliższa kadencja sejmu koncentrowała się na rozliczaniu winnych tragedii Smoleńskiej?
Ja nie chcę. Chcę spokoju i poszanowania godności tych, którzy zginęli w katastrofie lotniczej. Chcę koncentracji na rozwiązaniu problemów gospodarczych Polski. Chcę obniżenia podatków, służby zdrowia bez półrocznych kolejek na wizytę do specjalisty, bezpieczeństwa finansowego rodzinom, pewności jutra i szczęśliwego życia.
Każdy człowiek ma wiele praw gwarantowanych przez Konstytucję RP i inne akty prawne:
-prawo do życia
-prawo do wolności myśli, sumienia i wyznania
-prawo do głoszenia swoich poglądów i opinii bez względu na ich treść i formę
-prawo każdego człowieka do uznawania wszędzie jego podmiotowości prawnej
-zakaz stosowania tortur, nieludzkiego lub poniżającego traktowania lub karania
-zakaz trzymania człowieka w niewolnictwie lub poddaństwie
-zakaz skazywania człowieka za czyn, który nie stanowił przestępstwa w chwili jego popełnienia
-zakaz pozbawiania wolności jedynie z powodu niemożności wywiązania się ze zobowiązań umownych
prawa osobiste do:
-dobrego życia
-rzetelnego sądu
-decydowania o swoim życiu
-prawo jednego człowieka kończy się tam gdzie zaczyna się prawo innego człowieka
-szczęścia
prawa i wolności polityczne:
–prawa służące ochronie wolności jednostki przed ingerencją ze strony państwa
-prawo do obywatelstwa
-możliwość uczestniczenia w życiu publicznym
-czynne prawo wyborcze – możliwość uczestnictwa w wyborach
-bierne prawo wyborcze – możliwość kandydowania w wyborach
-wolność zrzeszania się
-prawo do uczestniczenia i organizowania pokojowych manifestacji
-prawo do składania wniosków, petycji, skarg
-dostęp do informacji o działaniach władz i osób publicznych
-równy dostęp do służby publicznej.
wolności i prawa ekonomiczne, socjalne i kulturalne:
–uprawnienia jednostki do świadczeń na jej rzecz – prawa socjalne
prawo do:
-ochrony zdrowia
-nauki
-odpowiedniego i zadowalającego wynagrodzenia, zapewniającego jednostce i jej rodzinie egzystencję odpowiadającą godności ludzkiej
-pomocy socjalnej
-rozrywki (np. granie w piłkę nożną, pływanie)
prawa ekonomiczne: (zobacz też Art. 64 Konstytucji RP)
-prawo do pracy
-prawo do własności
-prawo dziedziczenia
prawa solidarnościowe - wszystkie prawa przysługujące grupom społecznym, np. prawo narodów do samostanowienia
prawa kulturalne:
-prawo do wolności twórczości artystycznej
-prawo do badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników
-prawo do wolności korzystania z dóbr kultury i ich wytwarzania
Gwarancje:
-materialne (dotyczą głównie praw socjalnych, ekonomicznych i kulturowych)
-formalne (prawo do ochrony prawnej jednostki)
-prawo każdego człowieka do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy przez niezawisły sąd
-prawo do fachowej obrony w postępowaniu przed organami aparatu państwowego
-prawo do skargi konstytucyjnej
czwartek, 30 czerwca 2011
Oszukani przez rząd PO i PSL
Oficjalnie nasze państwo pożyczyło 790,7 mld zł. Ale zobowiązania samego ZUS to 2,07 bln zł. Pieniędzy nie ma, zostały wydane na emerytury. W sumie na obywatela przypada 80 tys. zł długu, a nie – jak wylicza rząd – 20 tys. zł.
Jak wynika z danych przygotowanych na prośbę „DGP” przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, przyszli emeryci ubezpieczeni w ZUS mają już zapisaną na kontach w I filarze astronomiczną kwotę 2,07 bln zł. Tyle że tych pieniędzy tam nie ma, bo zostały wydane na bieżące emerytury. To dług. Do tego trzeba doliczyć inne systemy niepodlegające tak skrupulatnej ocenie: mundurowych, rolników czy górników.
– Kwota wyliczona przez ZUS obciąża każdego Polaka długiem wynoszącym średnio 53 tys. zł – mówi Paweł Dobrowolski, prezes Fundacji FOR i autor raportu o ukrytych zobowiązaniach państwa.
Dochodzi jeszcze oficjalny dług publiczny, czyli to, co państwo pożyczyło od banków i wyemitowało w obligacjach. A ten wynosi, jak wskazuje tablica Balcerowicza, ponad 20 tys. zł na obywatela. – Z tytułu tych dwóch zobowiązań państwo obciążyło każdego z nas długiem w wysokości ponad 73 tys. zł. Są jeszcze inne ukryte zobowiązania sektora publicznego, np. z tytułu opieki zdrowotnej czy systemu emerytalnego rolników. Wtedy na każdego Polaka przypada 80 tys. zł – podsumowuje Dobrowolski. I dodaje: – To zaczynają być liczby nie do udźwignięcia, tym bardziej że długiem będą obciążeni młodzi i przyszłe pokolenia. Nadchodząca zapaść demograficzna dodatkowo zwiększy jego ciężar.
Agnieszka Chłoń-Domińczak z SGH zwraca z kolei uwagę, iż decyzja rządu o cięciu składki do OFE jeszcze pogarsza sytuację. – Skala zobowiązań emerytalnych w ZUS jest niemal 10-krotnie większa niż to, co zgromadziliśmy w II filarze, gdzie mamy odłożone 226 mld zł – wskazuje. Proporcja ta zmieniłaby się na korzyść, gdyby – zgodnie z założeniami reformy emerytalnej – do OFE trafiało ponad 37 proc. składki na emeryturę. Rząd obciął ją jednak do 12 proc. A to powoduje, że dług ukryty narasta jeszcze szybciej. ZUS dostaje wprawdzie więcej pieniędzy teraz, ale wzrastają jego zobowiązania w przyszłości.
– Dług emerytalny będzie musiał być sfinansowany nie z oszczędności w II filarze, ale ze składek przyszłych ubezpieczonych – mówi Chłoń-Domińczak.
Może się więc okazać, co przy pogarszającej się sytuacji demograficznej jest wielce prawdopodobne, że obecni 30- i 40-latkowie nie dostaną obiecywanych im teraz świadczeń.
Emerytalny debet obciąży nasze dzieci
W ZUS i OFE mamy odłożone na emerytury ponad 2 bln zł. Kwota zaksięgowana przez ZUS na indywidualnych kontach osób urodzonych po 1948 r. pochodzi z tzw. kapitału początkowego, który uwzględnia okresy opłacania składek przed 1999 r. oraz składki zapisywane tam po 1998 r. Z pierwszego tytułu po waloryzacji na kontach ubezpieczonych jest 1,404 bln zł, a z drugiego 0,664 bln zł. Do tego dochodzi 225,9 mld zł, które przyszli emeryci mają w OFE.
Suma ta, mimo że zawrotna – dla porównania cały polski PKB w 2010 roku wyniósł 1,42 bln zł – nie odzwierciedla jednak wszystkich zobowiązań systemu emerytalnego wobec świadczeniobiorców. Nie widzimy ich w stosunku do osób korzystających ze starego systemu emerytalnego (np. 55-letnie kobiety) oraz tych korzystajcych z odrębnych systemów, które nie ewidencjonują składek. Tak jest np. z górnikami, mundurowymi, rolnikami, z osobami, które urodziły się przed 1949 r., i tymi, które mają przyznawane świadczenia z ZUS według starych zasad. One nie mają indywidualnych kont emerytalnych ani w ZUS, ani w OFE.
Jak zauważa Paweł Dobrowolski, prezes Fundacji FOR, suma stanów kont emerytalnych w ZUS jest tak naprawdę zobowiązaniem podatników wobec emerytów. – Nie odłożono na nie odpowiednich oszczędności – mówi Dobrowolski.
Miały być one gromadzone w OFE – temu służyła reforma emerytalna z 1999 r. – by zbudować rezerwę na czas, gdy sytuacja demograficzna się pogorszy. Rząd zdecydował jednak, że do OFE trafi nie 7,3 proc. naszych pensji, ale 2,3 proc. (docelowo 3,5 proc.). To spowoduje, że szybciej będą rosnąć ukryte zobowiązania ZUS wobec przyszłych emerytów, a wolniej faktyczna rezerwa.
Dobrowolski wskazuje, że premier Tusk skokiem na OFE jeszcze pogorszył obecną niedobrą sytuację, w której każdy z Polaków jest obciążony długiem wynoszącym ponad 80 tys. zł. – Istotą tego działania jest zastąpienie odkładania gotówki w OFE zapisami na kontach w ZUS. Tam, gdzie przybywała gotówka, teraz będą przybywać zobowiązania podatników. W okresie 10 lat, według szacunków opartych na danych przygotowanych przez zespół ministra Boniego, ukryte zobowiązania podatników wynikające ze skoku Tuska na OFE wyniosą ponad 230 mld zł – mówi Dobrowolski. A to około 6 tys. zł dodatkowego długu na głowę przeciętnego Polaka. Dlaczego tak się stało?
Dlatego, że kończą się pieniądze na emerytury
Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, z którego wypłacane są te świadczenia, wyda całą zaplanowaną w budżecie dotację państwową. Aby zapewnić pieniądze na dalszą wypłatę, rząd po raz kolejny musi więc sięgnąć po środki z Funduszu Rezerwy Demograficznej. Właśnie Rada Ministrów zabrała z Funduszu 4 mld zł. Wartość aktywów FRD na koniec 2010 r. wynosiła 10,2 mld zł, a do końca 2011 r. napłynie do niego kolejne 8 mld zł.
FRD miał być polisą bezpieczeństwa dla starzejącego się społeczeństwa i gwarantować wypłatę emerytur dzisiejszym czterdziestokilkulatkom i ich dzieciom. Po 2020 r. na wypłatę emerytur dla dzisiejszych czterdziestokilkulatków może zabraknąć 46 mld zł rocznie, a w 2025 r. - nawet 63 mld zł. Rząd tłumaczy w uzasadnieniu, że ten krok nie zaszkodzi funduszowi, ponieważ pieniędzy jest w nim wystarczająco dużo. Nawet po wykorzystaniu 4 mld zł na emerytury kwota zgromadzona w funduszu wzrośnie do 14,2 mld zł. Rząd przekonuje też, że ma prawo do sięgnięcia do FRD, ponieważ sytuacja demograficzna już się pogarsza - kłamstwo wynikające z nieudolnego zarządzania finansami.
Skąd zatem wynika taka potrzeba? Wynika ona m.in. z faktu, że Ministerstwo Finansów = Jacek Rostowski, właściwie Jan Vincent-Rostowski utopiło miliardy euro rezerwy, interweniując na rynku walutowym - twierdzi "Nasz Dziennik".
Konkretnie chodzi o 4 mld euro czyli około 16 mld zł, jakie ubyły ze stanu rezerw walutowych pod koniec 2010 r. Dziennikarze podejrzewają, że zostały przeznaczone na operacje finansowe, mające na celu obniżenie kursu złotego wobec europejskiej waluty.
Dzięki temu spadł nominalny poziom długu rządowego. Milczy zarówno resort finansów, jak i NBP. Wiadomo, że sprzedaż rezerw walutowych do banku centralnego nie wpływa na kurs złotego. Inaczej jest, gdy upłynnianie zapasów odbywa się bezpośrednio na rynku.
To sztuczki zmierzające do tego, by uniknąć progu 55 proc. PKB zadłużenia. Inżynieria finansowa na wzór Grecji - czytamy w "Naszym Dzienniku" prowadząca do bankructwa państwa.
I kolejne kłamstwa Jacka Rostowskiego, właściwie Jana Vincenta-Rostowskiego ujawnione przez Bankier.pl:
Na koniec 2010 roku dług publiczny Polski sięgnął 748,5 miliardów złotych – informował wiceminister finansów Dominik Radziwiłł. Bazując na oficjalnych danych Głównego Urzędu Statystycznego oznacza to, że relacja długu do PKB wyniosła 53%. To jednak nie jest cała prawda.
Owe niespełna 750 miliardów złotych długu to kwota liczona przy użyciu krajowej metodologii, kreatywnie tworzonej przez urzędników Ministerstwa Finansów. Chodzi w niej o to, aby relacja długu do PKB nie przekroczyła 55%, bowiem wówczas rząd musiałby podjąć realne działania oszczędnościowe. W roku wyborczym taka konieczność zapewne oznaczałaby utratę części poparcia społecznego. Niezadowoleni wyborcy przesunęliby polityków partii władzy do ławek opozycji, pozbawiając ich wielu lukratywnych stanowisk.
Niechęć do realizacji tego scenariusza jest więc zrozumiała i dlatego rządowe statystyki długu zostały poddane terapii odchudzającej. Najważniejszym elementem tych działań było wyłączenie wydatków na drogi z budżetu państwa. Długi zaciągane na ten cel zostały przesunięte do Krajowego Funduszu Drogowego, który emituje obligacje drogowe gwarantowane przez Skarb Państwa oraz wspomniane zobowiązania ZUS.
Długi KFD są więc faktycznie długami państwa, ale formalne sztuczki wykluczają je z krajowych statystyk. W ten sposób minister finansów może dowolnie manipulować danymi i podobnie jak Grecy podawać nieprawdziwe informacje na temat faktycznego zadłużenia państwa.
Tyle że rządowe statystyki znajdują się również pod obserwacją niezależnych ekspertów oraz Eurostatu - czyli unijnego urzędu statystycznego stosującego jednolitą metodologię dla wszystkich państw UE. Gdyby doliczyć zobowiązania KFD oraz inne długi nieujęte w rządowych raportach, to faktyczna wielkość długu publicznego Polski na koniec 2010 roku sięgnęłaby ponad 55% PKB. Przy takim tempie narastania długu osiągnięcie pułapu 60% PKB pozostaje kwestią czasu i to niezależnie od kreatywnej księgowości ministra Rostowskiego.
Jak wynika z danych przygotowanych na prośbę „DGP” przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, przyszli emeryci ubezpieczeni w ZUS mają już zapisaną na kontach w I filarze astronomiczną kwotę 2,07 bln zł. Tyle że tych pieniędzy tam nie ma, bo zostały wydane na bieżące emerytury. To dług. Do tego trzeba doliczyć inne systemy niepodlegające tak skrupulatnej ocenie: mundurowych, rolników czy górników.
– Kwota wyliczona przez ZUS obciąża każdego Polaka długiem wynoszącym średnio 53 tys. zł – mówi Paweł Dobrowolski, prezes Fundacji FOR i autor raportu o ukrytych zobowiązaniach państwa.
Dochodzi jeszcze oficjalny dług publiczny, czyli to, co państwo pożyczyło od banków i wyemitowało w obligacjach. A ten wynosi, jak wskazuje tablica Balcerowicza, ponad 20 tys. zł na obywatela. – Z tytułu tych dwóch zobowiązań państwo obciążyło każdego z nas długiem w wysokości ponad 73 tys. zł. Są jeszcze inne ukryte zobowiązania sektora publicznego, np. z tytułu opieki zdrowotnej czy systemu emerytalnego rolników. Wtedy na każdego Polaka przypada 80 tys. zł – podsumowuje Dobrowolski. I dodaje: – To zaczynają być liczby nie do udźwignięcia, tym bardziej że długiem będą obciążeni młodzi i przyszłe pokolenia. Nadchodząca zapaść demograficzna dodatkowo zwiększy jego ciężar.
Agnieszka Chłoń-Domińczak z SGH zwraca z kolei uwagę, iż decyzja rządu o cięciu składki do OFE jeszcze pogarsza sytuację. – Skala zobowiązań emerytalnych w ZUS jest niemal 10-krotnie większa niż to, co zgromadziliśmy w II filarze, gdzie mamy odłożone 226 mld zł – wskazuje. Proporcja ta zmieniłaby się na korzyść, gdyby – zgodnie z założeniami reformy emerytalnej – do OFE trafiało ponad 37 proc. składki na emeryturę. Rząd obciął ją jednak do 12 proc. A to powoduje, że dług ukryty narasta jeszcze szybciej. ZUS dostaje wprawdzie więcej pieniędzy teraz, ale wzrastają jego zobowiązania w przyszłości.
– Dług emerytalny będzie musiał być sfinansowany nie z oszczędności w II filarze, ale ze składek przyszłych ubezpieczonych – mówi Chłoń-Domińczak.
Może się więc okazać, co przy pogarszającej się sytuacji demograficznej jest wielce prawdopodobne, że obecni 30- i 40-latkowie nie dostaną obiecywanych im teraz świadczeń.
Emerytalny debet obciąży nasze dzieci
W ZUS i OFE mamy odłożone na emerytury ponad 2 bln zł. Kwota zaksięgowana przez ZUS na indywidualnych kontach osób urodzonych po 1948 r. pochodzi z tzw. kapitału początkowego, który uwzględnia okresy opłacania składek przed 1999 r. oraz składki zapisywane tam po 1998 r. Z pierwszego tytułu po waloryzacji na kontach ubezpieczonych jest 1,404 bln zł, a z drugiego 0,664 bln zł. Do tego dochodzi 225,9 mld zł, które przyszli emeryci mają w OFE.
Suma ta, mimo że zawrotna – dla porównania cały polski PKB w 2010 roku wyniósł 1,42 bln zł – nie odzwierciedla jednak wszystkich zobowiązań systemu emerytalnego wobec świadczeniobiorców. Nie widzimy ich w stosunku do osób korzystających ze starego systemu emerytalnego (np. 55-letnie kobiety) oraz tych korzystajcych z odrębnych systemów, które nie ewidencjonują składek. Tak jest np. z górnikami, mundurowymi, rolnikami, z osobami, które urodziły się przed 1949 r., i tymi, które mają przyznawane świadczenia z ZUS według starych zasad. One nie mają indywidualnych kont emerytalnych ani w ZUS, ani w OFE.
Jak zauważa Paweł Dobrowolski, prezes Fundacji FOR, suma stanów kont emerytalnych w ZUS jest tak naprawdę zobowiązaniem podatników wobec emerytów. – Nie odłożono na nie odpowiednich oszczędności – mówi Dobrowolski.
Miały być one gromadzone w OFE – temu służyła reforma emerytalna z 1999 r. – by zbudować rezerwę na czas, gdy sytuacja demograficzna się pogorszy. Rząd zdecydował jednak, że do OFE trafi nie 7,3 proc. naszych pensji, ale 2,3 proc. (docelowo 3,5 proc.). To spowoduje, że szybciej będą rosnąć ukryte zobowiązania ZUS wobec przyszłych emerytów, a wolniej faktyczna rezerwa.
Dobrowolski wskazuje, że premier Tusk skokiem na OFE jeszcze pogorszył obecną niedobrą sytuację, w której każdy z Polaków jest obciążony długiem wynoszącym ponad 80 tys. zł. – Istotą tego działania jest zastąpienie odkładania gotówki w OFE zapisami na kontach w ZUS. Tam, gdzie przybywała gotówka, teraz będą przybywać zobowiązania podatników. W okresie 10 lat, według szacunków opartych na danych przygotowanych przez zespół ministra Boniego, ukryte zobowiązania podatników wynikające ze skoku Tuska na OFE wyniosą ponad 230 mld zł – mówi Dobrowolski. A to około 6 tys. zł dodatkowego długu na głowę przeciętnego Polaka. Dlaczego tak się stało?
Dlatego, że kończą się pieniądze na emerytury
Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, z którego wypłacane są te świadczenia, wyda całą zaplanowaną w budżecie dotację państwową. Aby zapewnić pieniądze na dalszą wypłatę, rząd po raz kolejny musi więc sięgnąć po środki z Funduszu Rezerwy Demograficznej. Właśnie Rada Ministrów zabrała z Funduszu 4 mld zł. Wartość aktywów FRD na koniec 2010 r. wynosiła 10,2 mld zł, a do końca 2011 r. napłynie do niego kolejne 8 mld zł.
FRD miał być polisą bezpieczeństwa dla starzejącego się społeczeństwa i gwarantować wypłatę emerytur dzisiejszym czterdziestokilkulatkom i ich dzieciom. Po 2020 r. na wypłatę emerytur dla dzisiejszych czterdziestokilkulatków może zabraknąć 46 mld zł rocznie, a w 2025 r. - nawet 63 mld zł. Rząd tłumaczy w uzasadnieniu, że ten krok nie zaszkodzi funduszowi, ponieważ pieniędzy jest w nim wystarczająco dużo. Nawet po wykorzystaniu 4 mld zł na emerytury kwota zgromadzona w funduszu wzrośnie do 14,2 mld zł. Rząd przekonuje też, że ma prawo do sięgnięcia do FRD, ponieważ sytuacja demograficzna już się pogarsza - kłamstwo wynikające z nieudolnego zarządzania finansami.
Skąd zatem wynika taka potrzeba? Wynika ona m.in. z faktu, że Ministerstwo Finansów = Jacek Rostowski, właściwie Jan Vincent-Rostowski utopiło miliardy euro rezerwy, interweniując na rynku walutowym - twierdzi "Nasz Dziennik".
Konkretnie chodzi o 4 mld euro czyli około 16 mld zł, jakie ubyły ze stanu rezerw walutowych pod koniec 2010 r. Dziennikarze podejrzewają, że zostały przeznaczone na operacje finansowe, mające na celu obniżenie kursu złotego wobec europejskiej waluty.
Dzięki temu spadł nominalny poziom długu rządowego. Milczy zarówno resort finansów, jak i NBP. Wiadomo, że sprzedaż rezerw walutowych do banku centralnego nie wpływa na kurs złotego. Inaczej jest, gdy upłynnianie zapasów odbywa się bezpośrednio na rynku.
To sztuczki zmierzające do tego, by uniknąć progu 55 proc. PKB zadłużenia. Inżynieria finansowa na wzór Grecji - czytamy w "Naszym Dzienniku" prowadząca do bankructwa państwa.
I kolejne kłamstwa Jacka Rostowskiego, właściwie Jana Vincenta-Rostowskiego ujawnione przez Bankier.pl:
Na koniec 2010 roku dług publiczny Polski sięgnął 748,5 miliardów złotych – informował wiceminister finansów Dominik Radziwiłł. Bazując na oficjalnych danych Głównego Urzędu Statystycznego oznacza to, że relacja długu do PKB wyniosła 53%. To jednak nie jest cała prawda.
Owe niespełna 750 miliardów złotych długu to kwota liczona przy użyciu krajowej metodologii, kreatywnie tworzonej przez urzędników Ministerstwa Finansów. Chodzi w niej o to, aby relacja długu do PKB nie przekroczyła 55%, bowiem wówczas rząd musiałby podjąć realne działania oszczędnościowe. W roku wyborczym taka konieczność zapewne oznaczałaby utratę części poparcia społecznego. Niezadowoleni wyborcy przesunęliby polityków partii władzy do ławek opozycji, pozbawiając ich wielu lukratywnych stanowisk.
Niechęć do realizacji tego scenariusza jest więc zrozumiała i dlatego rządowe statystyki długu zostały poddane terapii odchudzającej. Najważniejszym elementem tych działań było wyłączenie wydatków na drogi z budżetu państwa. Długi zaciągane na ten cel zostały przesunięte do Krajowego Funduszu Drogowego, który emituje obligacje drogowe gwarantowane przez Skarb Państwa oraz wspomniane zobowiązania ZUS.
Długi KFD są więc faktycznie długami państwa, ale formalne sztuczki wykluczają je z krajowych statystyk. W ten sposób minister finansów może dowolnie manipulować danymi i podobnie jak Grecy podawać nieprawdziwe informacje na temat faktycznego zadłużenia państwa.
Tyle że rządowe statystyki znajdują się również pod obserwacją niezależnych ekspertów oraz Eurostatu - czyli unijnego urzędu statystycznego stosującego jednolitą metodologię dla wszystkich państw UE. Gdyby doliczyć zobowiązania KFD oraz inne długi nieujęte w rządowych raportach, to faktyczna wielkość długu publicznego Polski na koniec 2010 roku sięgnęłaby ponad 55% PKB. Przy takim tempie narastania długu osiągnięcie pułapu 60% PKB pozostaje kwestią czasu i to niezależnie od kreatywnej księgowości ministra Rostowskiego.
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Poprawa wydajności pracy w Polsce
Wydajność pracy (produktywność) jest to ilość dóbr lub usług wytworzonych przez pracownika w jednostce czasu. Produktywność jest miarą sprawności gospodarowania. Może ona być określana dla przedsiębiorstwa, procesu gospodarczego, gałęzi gospodarczej lub całej gospodarki danego państwa. W przypadku państw wydajność pracy mierzymy jako stosunek produktu narodowego brutto do liczby zatrudnionych w gospodarce.
Produkt narodowy brutto (PNB, ang. Gross National Product, GNP) - miara wartości wszystkich dóbr i usług finalnych wytworzonych przez obywateli danego państwa oraz przez osoby prawne z siedzibą na jego terenie niezależnie od tego, czy podmioty te działają w kraju, czy za granicą. Pomijane są dochody obcokrajowców w danym państwie.
PNB=K+I+G+En+Dn
K - konsumpcja
I - inwestycje
G - wydatki rządowe
En - eksport netto, czyli eksport-import
Dn - dochód netto obywateli za granicą
Wskaźnik zatrudnienia - wskaźnik określający jaki odsetek ludności w wieku od 15 do 64 roku życia pracuje zawodowo. W Polsce wynosił on w 2008 roku 59,2% podczas gdy średnia w całej Unii Europejskiej 65,9%. Z reguły wyższy wskaźnik zatrudnienia dotyczy mężczyzn niż kobiet np. w Polsce w 2008 roku wskaźnik zatrudnienia kobiet wynosił 52,4% a mężczyzn 66,3[potrzebne źródło].
Produkt krajowy brutto (PKB) – pojęcie ekonomiczne oznaczające jeden z podstawowych mierników dochodu narodowego stosowanych w rachunkach narodowych. PKB opisuje zagregowaną wartość dóbr i usług finalnych wytworzonych na terenie danego kraju w określonej jednostce czasu (najczęściej w ciągu roku).
Kryterium geograficzne jest jedyne i rozstrzygające. Nie ma znaczenia pochodzenie kapitału, własność firmy itp.
Wartość wytworzonych usług i dóbr finalnych oblicza się odejmując od produkcji całkowitej wartość dóbr i usług zużytych do tej produkcji. W skali przedsiębiorstwa jest to więc wartość dodana, a PKB jest sumą wartości dodanej wytworzonej przez wszystkie podmioty gospodarujące. Zgodnie z tym od strony produkcyjnej:
PKB = produkcja globalna kraju – zużycie pośrednie = suma wartości dodanej ze wszystkich gałęzi gospodarki narodowej.
Obliczanie PKB na podstawie powyższej definicji jest uciążliwe, gdyż statystyka państwowa nie podaje ani bezpośrednich miar produkcji globalnej, ani zużycia pośredniego. Dlatego w praktyce stosuje się inne wzory. Najpopularniejszy z nich opiera się na spostrzeżeniu, że PKB jest w dobrym przybliżeniu równy finalnym wydatkom wszystkich nabywców wartości dodanej wytworzonej na terenie kraju. Zatem od strony popytowej:
PKB = konsumpcja + inwestycje + wydatki rządowe + eksport - import + zmiana stanu zapasów.
Trzeci wzór wynika z faktu, że suma wydatków musi być równa sumie dochodów ze wszystkich źródeł. Zatem od strony dochodowej:
PKB = dochody z pracy + dochody z kapitału + dochody państwa + amortyzacja.
Powyższy wzór wyraża podział wartości dodanej pomiędzy pracę (pracowników najemnych), kapitał (właścicieli kapitału, inwestorów), państwo i odtworzenie zużytego majątku.
PKB nominalny oblicza się według bieżącej wartości pieniądza, PKB realny natomiast według realnej wartości pieniądza, a więc „oczyszczony” z wpływu inflacji. Przeliczenie polega na podzieleniu PKB nominalnego przez indeks cen. W zestawieniach statystycznych PKB realny najczęściej przedstawiany jest w cenach stałych z wybranego roku bazowego.
PKB jest miarą wielkości gospodarki. Wzrost lub spadek realnego PKB stanowi miarę wzrostu gospodarczego.
Do porównań międzynarodowych PKB przelicza się według bieżącego kursu wymiany, zazwyczaj na dolary amerykańskie, albo według parytetu siły nabywczej – lepiej oddającego realną wartość dochodu obywateli. W porównaniach międzynarodowych wartości PKB liczonego według parytetu siły nabywczej różnią się względem liczonego według kursu nominalnego na korzyść krajów o niższym poziomie cen, zazwyczaj słabiej rozwiniętych, a na niekorzyść krajów drogich.
PKB należy odróżnić od produktu narodowego brutto (PNB), który jest miarą wartości wszystkich dóbr i usług wytworzonych przez obywateli danego państwa oraz przez osoby prawne z siedzibą na jego terenie, niezależnie od tego, czy podmioty te działają w kraju, czy za granicą. W ten sposób w skład PNB Polski wchodzą dochody polskich podmiotów za granicą oraz polskie PKB pomniejszone o dochody podmiotów obcych.
Czyste PKB jest wyznacznikiem wielkości gospodarki – jednak jest złą miarą zamożności społeczeństwa, ponieważ nie uwzględnia liczby ludności. Z tego powodu jako miarę dobrobytu powszechnie używa się innego wskaźnika, którym jest PKB per capita (czyli PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca).
PKB per capita (ang. GDP per capita) to jeden z najczęściej stosowanych na świecie mierników zamożności państwa (społeczności w nim mieszkającej). Oblicza się go dzieląc wartość Produktu Krajowego Brutto danego państwa przez liczbę jego mieszkańców. Pojęcie PKB per capita pojawiło się na świecie ze względu na niespójność w podawaniu dochodu narodowego państw jako niepodważalnej miary ich zamożności. PKB nie uwzględnia kwot amortyzacyjnych. Toteż wzrost PKB nie przekłada się automatycznie na wzrost stopy życiowej.
Dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego o wielkości PKB per capita 2010r w USD
1 Katar 88.559
2 Luksemburg 81.383
3 Norwegia 52.013
4 Stany Zjednoczone 47.284
5 Szwajcaria 41.663
6 Holandia 40.765
7 Austria 39.634
8 Irlandia 38.550
9 Szwecja 38.031
10 Islandia 36.621
11 Dania 36.450
12 Belgia 36.100
13 Niemcy 36.033
14 Wielka Brytania 34.920
15 Finlandia 34.585
16 Francja 34.077
17 Hiszpania 29.742
18 Włochy 29.392
19 Grecja 28.434
20 Cypr 28.256
21 Słowenia 28.030
22 Czechy 24.869
23 Malta 24.792
24 Portugalia 23.223
25 Słowacja 22.129
26 Polska 18.936
27 Węgry 18.738
28 Estonia 18.519
29 Chorwacja 17.684
30 Litwa 17.185
31 Rosja 15.837
32 Łotwa 14.460
33 Meksyk 14.430
34 Białoruś 13.909
35 Turcja 13.464
36 Bułgaria 12.851
37 Kazachstan 12.603
38 Rumunia 11.860
39 Brazylia 11.239
40 Serbia 10.830
41 Czarnogóra 10.742
42 Azerbejdżan 10.033
43 Macedonia 9.728
44 Bośnia i Hercegowina 7.782
45 Albania 7.453
46 Ukraina 6.712
47 Kosowo 6.594
48 Gruzja 5.114
49 Mołdawia 3.083
50 Uzbekistan 3.039
51 Tadżykistan 1.935
Dochód narodowy (ekon.) inna nazwa dla Produktu Narodowego Netto, jest to suma dochodów wszystkich obywateli oraz osób prawnych z siedzibą w danym kraju, uzyskanych z wykorzystania czynników produkcji (ziemia, praca, kapitał), równa całkowitej wartości wytworzonych dóbr i usług, pomniejszona o koszty amortyzacji (czyli koszty zużycia czynników produkcyjnych).
Podział dochodu narodowego[edytuj]
1) Pierwotny – odbywa się w miejscu wytworzenia dochodu, np. w przedsiębiorstwie; nie dzieli się między pracowników i przedsiębiorców. W wyniku podziału pierwotnego tworzą się płace pracowników najemnych i zyski przedsiębiorstwa.
2) Wtórny – tworzony poprzez rynek (mechanizm rynkowy - system cen) i budżet państwa (system podatków). W wyniku podziału wtórnego tworzy się dochody właścicieli przedsiębiorstw i jednostek usługowych, pracowników sfery nieprodukcyjnej i państwa.
W wyniku podziału wtórnego dochody otrzymują trzy grupy podmiotów. Jeżeli państwo dysponuje własnymi dochodami, realizuje zadania polityki gospodarczej i społecznej:
finansuje administracje państwową, wymiar sprawiedliwości, ochronę porządku publicznego;
obronę narodową, powszechną oświatę publiczną, naukę i kulturę;
obciążenia z tytułów kredytów zagranicznych, publiczną ochronę zdrowia i opiekę społeczną.
Zadania te wynikają z koncepcji państwa dobrobytu, które przychodzi z pomocą swoim obywatelom.
3) Ostateczny – tworzy się fundusz konsumpcji (zaspokajanie potrzeb) i akumulacji (powiększanie możliwości produkcyjnych), który tworzy się za pomocą redystrybucji dochodów, podatków i kredytów.
Jeśli nie poprawimy dynamiki wydajności pracy, nasze towary przestaną być konkurencyjne na międzynarodowym rynku a przez to i konkurencyjna gospodarka kraju. Dotyczy to również pracowników urzędów, nauczycieli, służb mundurowych i agencji rządowych. W tym przypadku nie ilość wypitej kawy jest miernikiem wydajności pracy ale czas pracy który dla wszystkich powinien wynosić 8 godzin dziennie, ilość załatwionych spraw a nie ilość przeczytanych gazet i przejrzanych stron internetowych czy godzin spędzonych na pogaduszkach o kolorze paznokci czy fasonie ubioru.
Prześcigają nas takie kraje jak Rumunia, gdzie wydajność rośnie cztery razy szybciej niż w Polsce. Ale też Czesi, u których wskaźnik obrazujący wydajność pracy w ostatnim kwartale ubiegłego roku przekroczył 11 proc. Tylko Węgrzy wcielający w życie radykalny plan reform, mający na celu redukcję zadłużenia i nadmiernego deficytu, wyglądają pod tym względem gorzej niż my. Ekonomiści są jednak zgodni, że teraz także wydajność węgierskiego przemysłu zacznie silnie przyspieszać.
Przyczyn wolnej poprawy wydajności w Polsce może być wiele. Ekonomiści są ostrożni w wyciąganiu wniosków, tym bardziej że dopiero wychodzimy z jednego z największych kryzysów gospodarczych w historii.
– Ostatnie dwa lata są naznaczone załamaniem produkcji spowodowanej spadkiem zamówień – wyjaśnia Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK.
– To, jak kształtowała się w tych miesiącach wydajność pracy, zależało od tego, w jakim stopniu firmy na bieżąco dostosowywały zatrudnienie do poziomu produkcji. Jeśli starały się zatrzymać pracowników i tak naprawdę dopiero teraz redukują zatrudnienie, wydajność pracy zaczyna rosnąć.
Łukasz Tarawa, główny ekonomista PKO BP, zaznacza, że zrestrukturyzowane przedsiębiorstwa mogły sobie pozwolić na utrzymywanie zatrudnienia, tam zaś, gdzie zwolnienia były duże, odbiło się to na popycie konsumpcyjnym.
– W proeksportowych gospodarkach wydajność pracy siadła szybciej, ale też teraz obserwujemy dynamiczne odbicie – mówi ekonomista PKO BP.
– Polska gospodarka jest gospodarką zamkniętą, tak więc u nas wydajność rośnie wolniej. Oczywiście ten stan rzeczy może się zmienić. Jedną z metod są zwolnienia, jeśli zaś chcemy ich uniknąć, należy szukać innych rozwiązań.
Zdaniem Tarnawy kluczem do zwiększenia wydajności polskich przedsiębiorstw jest wzrost inwestycji w technologie, maszyny i urządzenia. – Niskie nasycenie gospodarki kapitałem ma w tym przypadku niebagatelne znaczenie – dodaje ekonomista.
W to, że samo ożywienie gospodarki nie wystarczy, aby znacznie podnieść wydajność pracy w przemyśle, nie wierzy Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego:
– Będziemy produkować więcej wraz z przyspieszaniem gospodarki, jednak nie będzie to taki poziom, który pozwoli nam pozostać konkurencyjnym krajem w regionie i na świecie.
– Sytuację na krótko może poprawić korzystny kurs walut, jednak w dłuższym okresie konieczne będzie przeprowadzenie niezbędnych reform – uważa Kalisz.
Jego zdaniem wprowadzenie emerytur pomostowych było pierwszym krokiem do poprawy sytuacji pod względem poziomu wydajności pracy na tle innych krajów. Jednak pilne jest wprowadzenie zmian uelastyczniających rynek pracy oraz przeznaczenie większych pieniędzy na badania i rozwój.
Zabraknie siły roboczej
Bez tego nie poprawimy naszej sytuacji nie tylko, jeśli chodzi o dynamikę wydajności pracy w przemyśle, ale także w całej gospodarce, a ta na tle innych krajów w regionie nie wygląda różowo.
– Analitycy jeszcze zaliczają nas do wschodzących gospodarek, ale tak naprawdę nasz poziom wydajności pracy odbiega od poziomów innych emerging markets – mówi Mirosław Gronicki, były minister finansów.
– Jeśli tego nie przełamiemy, to przy kryzysie demograficznym, który nas czeka, zabraknie siły roboczej w przedsiębiorstwach. Nie będziemy więc mieli możliwości pchnięcia gospodarki do przodu. Chyba że zaczniemy korzystać na dużą skalę z pracowników przyjezdnych. Tak czy inaczej reformy także na rynku pracy są dla naszej gospodarki niezbędne.
Zatem wydajność pracy to produkcja wytwarzana w określonym czasie przez jednego pracującego. Wydajność pracy jest jedną z najważniejszych miar określających poziom rozwoju gospodarczego oraz konkurencyjność przedsiębiorstw czy całej gospodarki.
Wydajność pracy może być mierzona na wielu poziomach:
• Indywidualna wydajność pracy to wydajność danego pracownika, czyli wytworzona przez niego wartość dodana. Zmienia się ona wraz z kwalifikacjami i doświadczeniem pracownika, decydując o jego dochodach (płacy).
• Przeciętna wydajność pracy (w przedsiębiorstwie, gałęzi gospodarki) mierzona jest jako średnia uzyskana przez wszystkich pracowników. Im wyższa jest średnia wydajność pracy, tym bardziej konkurencyjne jest przedsiębiorstwo (gałąź gospodarki). Aby uzyskać pełny obraz konkurencyjności należy jednak porównać wydajność pracy z kosztami płacowymi, wyliczając jednostkowy koszt pracy. Wysoki jednostkowy koszt pracy oznacza, że koszt pracy przypadający na jednostkę produkcji jest znaczny, a więc że wydajność pracy nie rekompensuje wysokich kosztów płacowych.
• Społeczna wydajność pracy zdefiniowana jest jak podałem wcześniej jako PKB wytwarzany przez jednego pracującego w gospodarce narodowej. Średnia ta mówi o tym, jaki jest poziom rozwoju gospodarki.
Poziom wydajności pracy zależy od wielu czynników: jakości maszyn i urządzeń, którymi dysponuje pracownik, organizacji pracy, poziomu kwalifikacji, motywacji do pracy. W przypadku indywidualnej wydajności pracy ogromne znaczenie mają takie czynniki jak cechy osobowe pracownika (pracowitość, sumienność, umiejętność organizacji własnej pracy). W przypadku miar zagregowanych (np. społecznej wydajności pracy) głównego znaczenia nabierają informacje na temat istniejącego w gospodarce kapitału produkcyjnego i ludzkiego, czy obowiązującego systemu gospodarczego.
Często ważniejsze od samego poziomu wydajności pracy są jej zmiany. Tempo zmian wydajności pracy jest jedną z kluczowych zmiennych określających sytuacje gospodarczą (przedsiębiorstwa, gałęzi gospodarki, kraju). Wzrost wydajności pracy uważany jest za niezbędny warunek wzrostu gospodarczego.
Audyt pracowniczy, Mystery Shopping, Coaching to nowoczesne metody sprawdzania i eliminowania słabych ogniw w kadrach firmy czy urzędu. Najsłabsze punkty pracowników to lojalność, wydajność, pracowitość, wypalenie zawodowe oraz małe zaangażowanie w sprawy firmy.
Jak zapobiegać problemom pracowniczym? Najpierw należy je zidentyfikować.
Obecnie nie wystarczy dobry szef, który mobilizuje swój zespół. Złożoność zagadnień z jakimi spotyka się większość z nas w pracy powoduje problemy, które są trudne do zauważenia na bieżąco. Potrzebny jest ktoś z zewnątrz, kto spojrzy na stosunki panujące w firmie, relacje zarząd - pracownicy, oceni kompetencje i zaproponuje zmiany. Obecnie istnieją nowoczesne metody, stosowane na całym świece, które pozwalają na identyfikację problemów i poprawę wydajności i jakości pracy. Jak poprawić jakość obsługi, relacje między pracownikami, przeciwdziałać wypaleniu zawodowemu i pobudzić ambicje pracowników?
Mystery Shopping - tajemniczy klient.
Niezapowiedziane i dyskretne badanie poziomu obsługi klientów przez pracowników wyspecjalizowanej firmy, podających się za zwykłych klientów. Jedna z najlepszych metod sprawdzania wydajności i jakości obsługi. Podstawieni klienci, bez ujawniania swojej roli - sprawdzają wartość oferowanych usług, uprzejmość obsługi, traktowanie klienta. Zbadają i odnajdą słabe punkty funkcjonowania firmy i personelu. Na podstawie raportu będą mogli Państwo opracować zmiany poprawiające efektywność pracy. Tajemniczym klientem może być każdy - osoby starsze, studenci, kierownicy dużych firm. Na podstawie ich opinii i sugestii opracowuje się słabe punkty obsługi klienta.
Audyt pracowniczy.
Ocena możliwości i potencjału pracowników firmy. Analiza predyspozycji, planowanie rozwoju i ścieżki dalszej kariery. Odnalezienie słabych punktów oraz opracowanie możliwych rozwiązań. Badanie motywacji pracowników, kompetencji pracowniczych (predyspozycje, znajomość języków...), analiza formalnych spraw pracowniczych - kadry i płace, analiza wykonywanych zadań oraz realizowania obowiązków wynikających z Kodeksu Pracy i innych przepisów. W wyniku audytu pracowniczego, otrzymają Państwo raport o błędach formalnych, nieformalnych i prawnych funkcjonowania firmy, propozycje naprawy oraz raport porównawczy do innych firm.
Employer Branding, Coaching.
Budowanie właściwych relacji pracownik - pracodawca. Kreowanie dobrego wizerunku pracodawcy. Programy lojalnościowe, angażowanie emocjonalne pracowników w sprawy firmy i budowanie dobrych więzi pracowniczych. Przeciwdziałanie złym zjawiskom pracowniczym: wypalenie zawodowe, zmniejszenie zaangażowania w sprawy firmy. Poprawienie wyników pracy i pobudzanie ambicji zawodowych. Coaching polega na indywidualnym badaniu problemów każdego pracownika i odnajdowaniu najlepszej drogi poprawy jego relacji z pracownikami, pobudzenie do działania i odnajdowanie w sobie siły do dalszych działań.
Produkt narodowy brutto (PNB, ang. Gross National Product, GNP) - miara wartości wszystkich dóbr i usług finalnych wytworzonych przez obywateli danego państwa oraz przez osoby prawne z siedzibą na jego terenie niezależnie od tego, czy podmioty te działają w kraju, czy za granicą. Pomijane są dochody obcokrajowców w danym państwie.
PNB=K+I+G+En+Dn
K - konsumpcja
I - inwestycje
G - wydatki rządowe
En - eksport netto, czyli eksport-import
Dn - dochód netto obywateli za granicą
Wskaźnik zatrudnienia - wskaźnik określający jaki odsetek ludności w wieku od 15 do 64 roku życia pracuje zawodowo. W Polsce wynosił on w 2008 roku 59,2% podczas gdy średnia w całej Unii Europejskiej 65,9%. Z reguły wyższy wskaźnik zatrudnienia dotyczy mężczyzn niż kobiet np. w Polsce w 2008 roku wskaźnik zatrudnienia kobiet wynosił 52,4% a mężczyzn 66,3[potrzebne źródło].
Produkt krajowy brutto (PKB) – pojęcie ekonomiczne oznaczające jeden z podstawowych mierników dochodu narodowego stosowanych w rachunkach narodowych. PKB opisuje zagregowaną wartość dóbr i usług finalnych wytworzonych na terenie danego kraju w określonej jednostce czasu (najczęściej w ciągu roku).
Kryterium geograficzne jest jedyne i rozstrzygające. Nie ma znaczenia pochodzenie kapitału, własność firmy itp.
Wartość wytworzonych usług i dóbr finalnych oblicza się odejmując od produkcji całkowitej wartość dóbr i usług zużytych do tej produkcji. W skali przedsiębiorstwa jest to więc wartość dodana, a PKB jest sumą wartości dodanej wytworzonej przez wszystkie podmioty gospodarujące. Zgodnie z tym od strony produkcyjnej:
PKB = produkcja globalna kraju – zużycie pośrednie = suma wartości dodanej ze wszystkich gałęzi gospodarki narodowej.
Obliczanie PKB na podstawie powyższej definicji jest uciążliwe, gdyż statystyka państwowa nie podaje ani bezpośrednich miar produkcji globalnej, ani zużycia pośredniego. Dlatego w praktyce stosuje się inne wzory. Najpopularniejszy z nich opiera się na spostrzeżeniu, że PKB jest w dobrym przybliżeniu równy finalnym wydatkom wszystkich nabywców wartości dodanej wytworzonej na terenie kraju. Zatem od strony popytowej:
PKB = konsumpcja + inwestycje + wydatki rządowe + eksport - import + zmiana stanu zapasów.
Trzeci wzór wynika z faktu, że suma wydatków musi być równa sumie dochodów ze wszystkich źródeł. Zatem od strony dochodowej:
PKB = dochody z pracy + dochody z kapitału + dochody państwa + amortyzacja.
Powyższy wzór wyraża podział wartości dodanej pomiędzy pracę (pracowników najemnych), kapitał (właścicieli kapitału, inwestorów), państwo i odtworzenie zużytego majątku.
PKB nominalny oblicza się według bieżącej wartości pieniądza, PKB realny natomiast według realnej wartości pieniądza, a więc „oczyszczony” z wpływu inflacji. Przeliczenie polega na podzieleniu PKB nominalnego przez indeks cen. W zestawieniach statystycznych PKB realny najczęściej przedstawiany jest w cenach stałych z wybranego roku bazowego.
PKB jest miarą wielkości gospodarki. Wzrost lub spadek realnego PKB stanowi miarę wzrostu gospodarczego.
Do porównań międzynarodowych PKB przelicza się według bieżącego kursu wymiany, zazwyczaj na dolary amerykańskie, albo według parytetu siły nabywczej – lepiej oddającego realną wartość dochodu obywateli. W porównaniach międzynarodowych wartości PKB liczonego według parytetu siły nabywczej różnią się względem liczonego według kursu nominalnego na korzyść krajów o niższym poziomie cen, zazwyczaj słabiej rozwiniętych, a na niekorzyść krajów drogich.
PKB należy odróżnić od produktu narodowego brutto (PNB), który jest miarą wartości wszystkich dóbr i usług wytworzonych przez obywateli danego państwa oraz przez osoby prawne z siedzibą na jego terenie, niezależnie od tego, czy podmioty te działają w kraju, czy za granicą. W ten sposób w skład PNB Polski wchodzą dochody polskich podmiotów za granicą oraz polskie PKB pomniejszone o dochody podmiotów obcych.
Czyste PKB jest wyznacznikiem wielkości gospodarki – jednak jest złą miarą zamożności społeczeństwa, ponieważ nie uwzględnia liczby ludności. Z tego powodu jako miarę dobrobytu powszechnie używa się innego wskaźnika, którym jest PKB per capita (czyli PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca).
PKB per capita (ang. GDP per capita) to jeden z najczęściej stosowanych na świecie mierników zamożności państwa (społeczności w nim mieszkającej). Oblicza się go dzieląc wartość Produktu Krajowego Brutto danego państwa przez liczbę jego mieszkańców. Pojęcie PKB per capita pojawiło się na świecie ze względu na niespójność w podawaniu dochodu narodowego państw jako niepodważalnej miary ich zamożności. PKB nie uwzględnia kwot amortyzacyjnych. Toteż wzrost PKB nie przekłada się automatycznie na wzrost stopy życiowej.
Dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego o wielkości PKB per capita 2010r w USD
1 Katar 88.559
2 Luksemburg 81.383
3 Norwegia 52.013
4 Stany Zjednoczone 47.284
5 Szwajcaria 41.663
6 Holandia 40.765
7 Austria 39.634
8 Irlandia 38.550
9 Szwecja 38.031
10 Islandia 36.621
11 Dania 36.450
12 Belgia 36.100
13 Niemcy 36.033
14 Wielka Brytania 34.920
15 Finlandia 34.585
16 Francja 34.077
17 Hiszpania 29.742
18 Włochy 29.392
19 Grecja 28.434
20 Cypr 28.256
21 Słowenia 28.030
22 Czechy 24.869
23 Malta 24.792
24 Portugalia 23.223
25 Słowacja 22.129
26 Polska 18.936
27 Węgry 18.738
28 Estonia 18.519
29 Chorwacja 17.684
30 Litwa 17.185
31 Rosja 15.837
32 Łotwa 14.460
33 Meksyk 14.430
34 Białoruś 13.909
35 Turcja 13.464
36 Bułgaria 12.851
37 Kazachstan 12.603
38 Rumunia 11.860
39 Brazylia 11.239
40 Serbia 10.830
41 Czarnogóra 10.742
42 Azerbejdżan 10.033
43 Macedonia 9.728
44 Bośnia i Hercegowina 7.782
45 Albania 7.453
46 Ukraina 6.712
47 Kosowo 6.594
48 Gruzja 5.114
49 Mołdawia 3.083
50 Uzbekistan 3.039
51 Tadżykistan 1.935
Dochód narodowy (ekon.) inna nazwa dla Produktu Narodowego Netto, jest to suma dochodów wszystkich obywateli oraz osób prawnych z siedzibą w danym kraju, uzyskanych z wykorzystania czynników produkcji (ziemia, praca, kapitał), równa całkowitej wartości wytworzonych dóbr i usług, pomniejszona o koszty amortyzacji (czyli koszty zużycia czynników produkcyjnych).
Podział dochodu narodowego[edytuj]
1) Pierwotny – odbywa się w miejscu wytworzenia dochodu, np. w przedsiębiorstwie; nie dzieli się między pracowników i przedsiębiorców. W wyniku podziału pierwotnego tworzą się płace pracowników najemnych i zyski przedsiębiorstwa.
2) Wtórny – tworzony poprzez rynek (mechanizm rynkowy - system cen) i budżet państwa (system podatków). W wyniku podziału wtórnego tworzy się dochody właścicieli przedsiębiorstw i jednostek usługowych, pracowników sfery nieprodukcyjnej i państwa.
W wyniku podziału wtórnego dochody otrzymują trzy grupy podmiotów. Jeżeli państwo dysponuje własnymi dochodami, realizuje zadania polityki gospodarczej i społecznej:
finansuje administracje państwową, wymiar sprawiedliwości, ochronę porządku publicznego;
obronę narodową, powszechną oświatę publiczną, naukę i kulturę;
obciążenia z tytułów kredytów zagranicznych, publiczną ochronę zdrowia i opiekę społeczną.
Zadania te wynikają z koncepcji państwa dobrobytu, które przychodzi z pomocą swoim obywatelom.
3) Ostateczny – tworzy się fundusz konsumpcji (zaspokajanie potrzeb) i akumulacji (powiększanie możliwości produkcyjnych), który tworzy się za pomocą redystrybucji dochodów, podatków i kredytów.
Jeśli nie poprawimy dynamiki wydajności pracy, nasze towary przestaną być konkurencyjne na międzynarodowym rynku a przez to i konkurencyjna gospodarka kraju. Dotyczy to również pracowników urzędów, nauczycieli, służb mundurowych i agencji rządowych. W tym przypadku nie ilość wypitej kawy jest miernikiem wydajności pracy ale czas pracy który dla wszystkich powinien wynosić 8 godzin dziennie, ilość załatwionych spraw a nie ilość przeczytanych gazet i przejrzanych stron internetowych czy godzin spędzonych na pogaduszkach o kolorze paznokci czy fasonie ubioru.
Prześcigają nas takie kraje jak Rumunia, gdzie wydajność rośnie cztery razy szybciej niż w Polsce. Ale też Czesi, u których wskaźnik obrazujący wydajność pracy w ostatnim kwartale ubiegłego roku przekroczył 11 proc. Tylko Węgrzy wcielający w życie radykalny plan reform, mający na celu redukcję zadłużenia i nadmiernego deficytu, wyglądają pod tym względem gorzej niż my. Ekonomiści są jednak zgodni, że teraz także wydajność węgierskiego przemysłu zacznie silnie przyspieszać.
Przyczyn wolnej poprawy wydajności w Polsce może być wiele. Ekonomiści są ostrożni w wyciąganiu wniosków, tym bardziej że dopiero wychodzimy z jednego z największych kryzysów gospodarczych w historii.
– Ostatnie dwa lata są naznaczone załamaniem produkcji spowodowanej spadkiem zamówień – wyjaśnia Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK.
– To, jak kształtowała się w tych miesiącach wydajność pracy, zależało od tego, w jakim stopniu firmy na bieżąco dostosowywały zatrudnienie do poziomu produkcji. Jeśli starały się zatrzymać pracowników i tak naprawdę dopiero teraz redukują zatrudnienie, wydajność pracy zaczyna rosnąć.
Łukasz Tarawa, główny ekonomista PKO BP, zaznacza, że zrestrukturyzowane przedsiębiorstwa mogły sobie pozwolić na utrzymywanie zatrudnienia, tam zaś, gdzie zwolnienia były duże, odbiło się to na popycie konsumpcyjnym.
– W proeksportowych gospodarkach wydajność pracy siadła szybciej, ale też teraz obserwujemy dynamiczne odbicie – mówi ekonomista PKO BP.
– Polska gospodarka jest gospodarką zamkniętą, tak więc u nas wydajność rośnie wolniej. Oczywiście ten stan rzeczy może się zmienić. Jedną z metod są zwolnienia, jeśli zaś chcemy ich uniknąć, należy szukać innych rozwiązań.
Zdaniem Tarnawy kluczem do zwiększenia wydajności polskich przedsiębiorstw jest wzrost inwestycji w technologie, maszyny i urządzenia. – Niskie nasycenie gospodarki kapitałem ma w tym przypadku niebagatelne znaczenie – dodaje ekonomista.
W to, że samo ożywienie gospodarki nie wystarczy, aby znacznie podnieść wydajność pracy w przemyśle, nie wierzy Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego:
– Będziemy produkować więcej wraz z przyspieszaniem gospodarki, jednak nie będzie to taki poziom, który pozwoli nam pozostać konkurencyjnym krajem w regionie i na świecie.
– Sytuację na krótko może poprawić korzystny kurs walut, jednak w dłuższym okresie konieczne będzie przeprowadzenie niezbędnych reform – uważa Kalisz.
Jego zdaniem wprowadzenie emerytur pomostowych było pierwszym krokiem do poprawy sytuacji pod względem poziomu wydajności pracy na tle innych krajów. Jednak pilne jest wprowadzenie zmian uelastyczniających rynek pracy oraz przeznaczenie większych pieniędzy na badania i rozwój.
Zabraknie siły roboczej
Bez tego nie poprawimy naszej sytuacji nie tylko, jeśli chodzi o dynamikę wydajności pracy w przemyśle, ale także w całej gospodarce, a ta na tle innych krajów w regionie nie wygląda różowo.
– Analitycy jeszcze zaliczają nas do wschodzących gospodarek, ale tak naprawdę nasz poziom wydajności pracy odbiega od poziomów innych emerging markets – mówi Mirosław Gronicki, były minister finansów.
– Jeśli tego nie przełamiemy, to przy kryzysie demograficznym, który nas czeka, zabraknie siły roboczej w przedsiębiorstwach. Nie będziemy więc mieli możliwości pchnięcia gospodarki do przodu. Chyba że zaczniemy korzystać na dużą skalę z pracowników przyjezdnych. Tak czy inaczej reformy także na rynku pracy są dla naszej gospodarki niezbędne.
Zatem wydajność pracy to produkcja wytwarzana w określonym czasie przez jednego pracującego. Wydajność pracy jest jedną z najważniejszych miar określających poziom rozwoju gospodarczego oraz konkurencyjność przedsiębiorstw czy całej gospodarki.
Wydajność pracy może być mierzona na wielu poziomach:
• Indywidualna wydajność pracy to wydajność danego pracownika, czyli wytworzona przez niego wartość dodana. Zmienia się ona wraz z kwalifikacjami i doświadczeniem pracownika, decydując o jego dochodach (płacy).
• Przeciętna wydajność pracy (w przedsiębiorstwie, gałęzi gospodarki) mierzona jest jako średnia uzyskana przez wszystkich pracowników. Im wyższa jest średnia wydajność pracy, tym bardziej konkurencyjne jest przedsiębiorstwo (gałąź gospodarki). Aby uzyskać pełny obraz konkurencyjności należy jednak porównać wydajność pracy z kosztami płacowymi, wyliczając jednostkowy koszt pracy. Wysoki jednostkowy koszt pracy oznacza, że koszt pracy przypadający na jednostkę produkcji jest znaczny, a więc że wydajność pracy nie rekompensuje wysokich kosztów płacowych.
• Społeczna wydajność pracy zdefiniowana jest jak podałem wcześniej jako PKB wytwarzany przez jednego pracującego w gospodarce narodowej. Średnia ta mówi o tym, jaki jest poziom rozwoju gospodarki.
Poziom wydajności pracy zależy od wielu czynników: jakości maszyn i urządzeń, którymi dysponuje pracownik, organizacji pracy, poziomu kwalifikacji, motywacji do pracy. W przypadku indywidualnej wydajności pracy ogromne znaczenie mają takie czynniki jak cechy osobowe pracownika (pracowitość, sumienność, umiejętność organizacji własnej pracy). W przypadku miar zagregowanych (np. społecznej wydajności pracy) głównego znaczenia nabierają informacje na temat istniejącego w gospodarce kapitału produkcyjnego i ludzkiego, czy obowiązującego systemu gospodarczego.
Często ważniejsze od samego poziomu wydajności pracy są jej zmiany. Tempo zmian wydajności pracy jest jedną z kluczowych zmiennych określających sytuacje gospodarczą (przedsiębiorstwa, gałęzi gospodarki, kraju). Wzrost wydajności pracy uważany jest za niezbędny warunek wzrostu gospodarczego.
Audyt pracowniczy, Mystery Shopping, Coaching to nowoczesne metody sprawdzania i eliminowania słabych ogniw w kadrach firmy czy urzędu. Najsłabsze punkty pracowników to lojalność, wydajność, pracowitość, wypalenie zawodowe oraz małe zaangażowanie w sprawy firmy.
Jak zapobiegać problemom pracowniczym? Najpierw należy je zidentyfikować.
Obecnie nie wystarczy dobry szef, który mobilizuje swój zespół. Złożoność zagadnień z jakimi spotyka się większość z nas w pracy powoduje problemy, które są trudne do zauważenia na bieżąco. Potrzebny jest ktoś z zewnątrz, kto spojrzy na stosunki panujące w firmie, relacje zarząd - pracownicy, oceni kompetencje i zaproponuje zmiany. Obecnie istnieją nowoczesne metody, stosowane na całym świece, które pozwalają na identyfikację problemów i poprawę wydajności i jakości pracy. Jak poprawić jakość obsługi, relacje między pracownikami, przeciwdziałać wypaleniu zawodowemu i pobudzić ambicje pracowników?
Mystery Shopping - tajemniczy klient.
Niezapowiedziane i dyskretne badanie poziomu obsługi klientów przez pracowników wyspecjalizowanej firmy, podających się za zwykłych klientów. Jedna z najlepszych metod sprawdzania wydajności i jakości obsługi. Podstawieni klienci, bez ujawniania swojej roli - sprawdzają wartość oferowanych usług, uprzejmość obsługi, traktowanie klienta. Zbadają i odnajdą słabe punkty funkcjonowania firmy i personelu. Na podstawie raportu będą mogli Państwo opracować zmiany poprawiające efektywność pracy. Tajemniczym klientem może być każdy - osoby starsze, studenci, kierownicy dużych firm. Na podstawie ich opinii i sugestii opracowuje się słabe punkty obsługi klienta.
Audyt pracowniczy.
Ocena możliwości i potencjału pracowników firmy. Analiza predyspozycji, planowanie rozwoju i ścieżki dalszej kariery. Odnalezienie słabych punktów oraz opracowanie możliwych rozwiązań. Badanie motywacji pracowników, kompetencji pracowniczych (predyspozycje, znajomość języków...), analiza formalnych spraw pracowniczych - kadry i płace, analiza wykonywanych zadań oraz realizowania obowiązków wynikających z Kodeksu Pracy i innych przepisów. W wyniku audytu pracowniczego, otrzymają Państwo raport o błędach formalnych, nieformalnych i prawnych funkcjonowania firmy, propozycje naprawy oraz raport porównawczy do innych firm.
Employer Branding, Coaching.
Budowanie właściwych relacji pracownik - pracodawca. Kreowanie dobrego wizerunku pracodawcy. Programy lojalnościowe, angażowanie emocjonalne pracowników w sprawy firmy i budowanie dobrych więzi pracowniczych. Przeciwdziałanie złym zjawiskom pracowniczym: wypalenie zawodowe, zmniejszenie zaangażowania w sprawy firmy. Poprawienie wyników pracy i pobudzanie ambicji zawodowych. Coaching polega na indywidualnym badaniu problemów każdego pracownika i odnajdowaniu najlepszej drogi poprawy jego relacji z pracownikami, pobudzenie do działania i odnajdowanie w sobie siły do dalszych działań.
poniedziałek, 2 maja 2011
Zatrudnienie w administracji
W roku 2007, w administracji publicznej pracowało 380 000 osób, w tym 160 000 w administracji państwowej a średnia ich zarobków wynosiła 3650 zł brutto.
Z danych GUS wynika, że w końcu 2010 roku zatrudnienie w administracji publicznej wzrosło do 631 000 osób. Oznacza to, że miesięcznie wydajemy ok. 90,360 mln zł więcej (251 000 etatów x 3650 zł). W skali roku daje to ponad 10,843 mld zł dodatkowych wydatków. A do tego dochodzą przecież jeszcze trzynaste pensje, premie, nagrody, możliwość odliczania części wydatków ponoszonych przez pracowników budżetówki na rozrywkę i kulturę, koszty wynajmu pomieszczeń biurowych, wyposażenie w komputery, drukarki i inne niezbędne narzędzia do pracy. Śmiało można powiedzieć, że suma tych kosztów zamyka się kwotą bliską 20 mld zł czyli stanowi połowę deficytu budżetowego w 2011 roku. Taka redukcja nie zagrozi realizacji ważnych zadań stawianych pracownikom administracji publicznej. Spowoduje tylko wzrost wydajności pracy i lepsze wykorzystanie zasobów technicznych, skróci czas obiegu dokumentów przez niepotrzebne obszary decyzyjne i usprawni funkcjonowanie administracji. Platforma Obywatelska (i tworzony przez nią rząd) kiedy przejmowała władzę w 2007 r. zapowiadała tańsze, odbiurokratyzowane państwo. Okazało się, że taniej wcale nie jest. Racjonalizacja zatrudnienia w administracji publicznej jest zatem konieczna. Brak kontroli państwa nad liczbą pracowników źle wróży polskiej gospodarce oraz finansom publicznym, jest przejawem braku zdolności zarządzania w tym obszarze.
Pozostałe informacje o kosztach administracji na świecie i w Polsce:
Osiemnastoma warszawskimi dzielnicami kieruje 409 radnych, a kolejnych 60 zasiada w Radzie m.st. Warszawy. Dla porównania, w dwukrotnie większym od Warszawy Berlinie (3,4 mln mieszkańców) jest 100 radnych. W sposób jeszcze bardziej efektywny zarządzany jest Nowy Jork. Ośmiomilionowa metropolia podzielona jest na pięć dzielnic i ma zaledwie 51 radnych. Z kolei w Los Angeles jest tylko 15 członków rady miasta oraz trzech tzw. city oficerów. Amerykanie wychodzą z założenia, że z mniejszej liczby radnych łatwiej stworzyć specjalistyczny zarząd. Poza tym ponieważ odpowiedzialność rozkłada się tylko na kilkanaście osób, łatwiej jest je rozliczyć z powierzonych zadań.
Prezydenci miast
Liczba: 107
Roczne koszty utrzymania: ok. 16,7 mln zł
Wynagrodzenia prezydentów nie są specjalnie wygórowane. Ale tylko teoretycznie. Według rozporządzenia Rady Ministrów z 18 marca 2009 r. w sprawie wynagradzania pracowników samorządowych prezydent miasta nie może mieć wynagrodzenia zasadniczego niższego niż 4800 zł oraz wyższego niż 6200 zł brutto miesięcznie. Oprócz niego może liczyć na wiele dodatków: funkcyjny, za wysługę lat oraz specjalne. I tak np. prezydent Gdańska Paweł Adamowicz w 2009 r. miał 5400 zł pensji zasadniczej, 2350 zł dodatku funkcyjnego, 3535 zł dodatku funkcyjnego oraz 1080 zł z tytułu wysługi lat. Razem: 12 365 zł.
Wynagrodzenia prezydentów nie mogą być jednak wyższe niż siedmiokrotność kwoty bazowej określonej w ustawie budżetowej (obecnie jest to 1835,35 zł). Prezydent miasta może zarobić maksymalnie 12 847,45 zł brutto miesięcznie.
W tym roku trzech prezydentów zarabiało maksymalną stawkę: Jacek Majchrowski (Kraków), Ryszard Grobelny (Poznań) oraz Konstanty Dombowicz (Bydgoszcz). Najniższe wynagrodzenia dostawali prezydenci Zielonej Góry Janusz Kubicki (10 902 zł) oraz Białegostoku Tadeusz Truskolaski (11 620 zł).
Do całkowitego miesięcznego wynagrodzenia mogą dojść przywileje, takie jak służbowy samochód wraz z kierowcą czy telefon komórkowy. Średnio utrzymanie jednego prezydenta kosztuje ok. 155 tys. zł rocznie.
Burmistrzowie
Liczba: 796
Roczne koszty utrzymania: ok. 100 mln zł
Według rozporządzenia Rady Ministrów wynagrodzenie zasadnicze burmistrza w gminie powyżej 100 tys. mieszkańców wynosi od 4800 zł a 6200 zł, powyżej 15 tys. do 100 tys. mieszkańców 4500 – 6000 zł, a do 15 tys. mieszkańców 4200 – 5900 zł.
Jednak tak samo jak w przypadku prezydentów burmistrzowie mogą liczyć na dodatki funkcyjne (od 1900 do 2100 zł) i dodatki specjalne. Wysokość tych ostatnich uchwalają rady miejskie. I tak np. na pensję burmistrza Kłodzka składa się 6000 zł wynagrodzenia zasadniczego i aż 6060 zł z tytułu dodatków.
Średnia krajowa wynosi ok. 10 500 zł.
Wójtowie
Liczba: 1576
Roczne koszty utrzymania: ok. 200 mln zł
Minimalne oraz maksymalne wynagrodzenia zasadnicze wójtów oraz maksymalny poziom dodatku funkcyjnego, przewiduje rozporządzenie Rady Ministrów i są one identyczne jak w przypadku burmistrzów. Jednak ostateczny wpływ na pełne wynagrodzenie wójta ma rada gminy ustalająca dodatki specjalne. Zarobki wójtów są zbliżone do zarobków burmistrzów, ale nie mogą przekroczyć siedmiokrotności stawki bazowej. Przykładowo wójt Dobrzenia Wielkiego zarabia 12 100 zł, a wójt Turawy – 8593 zł.
Uważam , że gmina powinna mieć min. 10 000 wyborców a powiat min. 100 000 wyborców. Niestety obecnie zdarzają się przypadki gmin o liczbie wyborców ponad 1600 i powiaty o liczbie wyborców ponad 16 tys. To ekonomicznie nieuzasadniony twór administracji publicznej.
Radni
Liczba: 48 510
Roczne koszty utrzymania: ok. 1,1 mld zł
Radni wszystkich szczebli otrzymują tzw. dietę. Jej wysokość określana jest przez uchwałę rady gminy, powiatu lub sejmiku samorządowego. Nie może być większa niż półtorakrotność kwoty bazowej. Czyli w przyszłym roku nie będzie mogła przekroczyć 2753,02 zł.
W praktyce wysokość diety radnego jest uzależniona od wielkości gminy. W gminach powyżej 100 tys. mieszkańców radny może otrzymać 100 proc. maksymalnej stawki, ale w gminach od 15 tys. do 100 tys. mieszkańców już co najwyżej 75 proc. stawki, czyli około 2065 zł. Z kolei w gminach poniżej 15 tys. mieszkańców tylko 50 proc. stawki, czyli 1377 zł. Według takiej samej zasady ograniczane są diety radnych we władzach powiatu.
Praktyka pokazuje, że w sejmikach wojewódzkich radni otrzymują kwoty zbliżone do maksymalnego progu. W kujawsko-pomorskim szeregowy radny zarabia 2340 zł, przewodniczący sejmiku 2750 zł. W sejmiku mazowieckim średnia dieta wynosi ok. 2600 zł.
Z danych GUS wynika, że w końcu 2010 roku zatrudnienie w administracji publicznej wzrosło do 631 000 osób. Oznacza to, że miesięcznie wydajemy ok. 90,360 mln zł więcej (251 000 etatów x 3650 zł). W skali roku daje to ponad 10,843 mld zł dodatkowych wydatków. A do tego dochodzą przecież jeszcze trzynaste pensje, premie, nagrody, możliwość odliczania części wydatków ponoszonych przez pracowników budżetówki na rozrywkę i kulturę, koszty wynajmu pomieszczeń biurowych, wyposażenie w komputery, drukarki i inne niezbędne narzędzia do pracy. Śmiało można powiedzieć, że suma tych kosztów zamyka się kwotą bliską 20 mld zł czyli stanowi połowę deficytu budżetowego w 2011 roku. Taka redukcja nie zagrozi realizacji ważnych zadań stawianych pracownikom administracji publicznej. Spowoduje tylko wzrost wydajności pracy i lepsze wykorzystanie zasobów technicznych, skróci czas obiegu dokumentów przez niepotrzebne obszary decyzyjne i usprawni funkcjonowanie administracji. Platforma Obywatelska (i tworzony przez nią rząd) kiedy przejmowała władzę w 2007 r. zapowiadała tańsze, odbiurokratyzowane państwo. Okazało się, że taniej wcale nie jest. Racjonalizacja zatrudnienia w administracji publicznej jest zatem konieczna. Brak kontroli państwa nad liczbą pracowników źle wróży polskiej gospodarce oraz finansom publicznym, jest przejawem braku zdolności zarządzania w tym obszarze.
Pozostałe informacje o kosztach administracji na świecie i w Polsce:
Osiemnastoma warszawskimi dzielnicami kieruje 409 radnych, a kolejnych 60 zasiada w Radzie m.st. Warszawy. Dla porównania, w dwukrotnie większym od Warszawy Berlinie (3,4 mln mieszkańców) jest 100 radnych. W sposób jeszcze bardziej efektywny zarządzany jest Nowy Jork. Ośmiomilionowa metropolia podzielona jest na pięć dzielnic i ma zaledwie 51 radnych. Z kolei w Los Angeles jest tylko 15 członków rady miasta oraz trzech tzw. city oficerów. Amerykanie wychodzą z założenia, że z mniejszej liczby radnych łatwiej stworzyć specjalistyczny zarząd. Poza tym ponieważ odpowiedzialność rozkłada się tylko na kilkanaście osób, łatwiej jest je rozliczyć z powierzonych zadań.
Prezydenci miast
Liczba: 107
Roczne koszty utrzymania: ok. 16,7 mln zł
Wynagrodzenia prezydentów nie są specjalnie wygórowane. Ale tylko teoretycznie. Według rozporządzenia Rady Ministrów z 18 marca 2009 r. w sprawie wynagradzania pracowników samorządowych prezydent miasta nie może mieć wynagrodzenia zasadniczego niższego niż 4800 zł oraz wyższego niż 6200 zł brutto miesięcznie. Oprócz niego może liczyć na wiele dodatków: funkcyjny, za wysługę lat oraz specjalne. I tak np. prezydent Gdańska Paweł Adamowicz w 2009 r. miał 5400 zł pensji zasadniczej, 2350 zł dodatku funkcyjnego, 3535 zł dodatku funkcyjnego oraz 1080 zł z tytułu wysługi lat. Razem: 12 365 zł.
Wynagrodzenia prezydentów nie mogą być jednak wyższe niż siedmiokrotność kwoty bazowej określonej w ustawie budżetowej (obecnie jest to 1835,35 zł). Prezydent miasta może zarobić maksymalnie 12 847,45 zł brutto miesięcznie.
W tym roku trzech prezydentów zarabiało maksymalną stawkę: Jacek Majchrowski (Kraków), Ryszard Grobelny (Poznań) oraz Konstanty Dombowicz (Bydgoszcz). Najniższe wynagrodzenia dostawali prezydenci Zielonej Góry Janusz Kubicki (10 902 zł) oraz Białegostoku Tadeusz Truskolaski (11 620 zł).
Do całkowitego miesięcznego wynagrodzenia mogą dojść przywileje, takie jak służbowy samochód wraz z kierowcą czy telefon komórkowy. Średnio utrzymanie jednego prezydenta kosztuje ok. 155 tys. zł rocznie.
Burmistrzowie
Liczba: 796
Roczne koszty utrzymania: ok. 100 mln zł
Według rozporządzenia Rady Ministrów wynagrodzenie zasadnicze burmistrza w gminie powyżej 100 tys. mieszkańców wynosi od 4800 zł a 6200 zł, powyżej 15 tys. do 100 tys. mieszkańców 4500 – 6000 zł, a do 15 tys. mieszkańców 4200 – 5900 zł.
Jednak tak samo jak w przypadku prezydentów burmistrzowie mogą liczyć na dodatki funkcyjne (od 1900 do 2100 zł) i dodatki specjalne. Wysokość tych ostatnich uchwalają rady miejskie. I tak np. na pensję burmistrza Kłodzka składa się 6000 zł wynagrodzenia zasadniczego i aż 6060 zł z tytułu dodatków.
Średnia krajowa wynosi ok. 10 500 zł.
Wójtowie
Liczba: 1576
Roczne koszty utrzymania: ok. 200 mln zł
Minimalne oraz maksymalne wynagrodzenia zasadnicze wójtów oraz maksymalny poziom dodatku funkcyjnego, przewiduje rozporządzenie Rady Ministrów i są one identyczne jak w przypadku burmistrzów. Jednak ostateczny wpływ na pełne wynagrodzenie wójta ma rada gminy ustalająca dodatki specjalne. Zarobki wójtów są zbliżone do zarobków burmistrzów, ale nie mogą przekroczyć siedmiokrotności stawki bazowej. Przykładowo wójt Dobrzenia Wielkiego zarabia 12 100 zł, a wójt Turawy – 8593 zł.
Uważam , że gmina powinna mieć min. 10 000 wyborców a powiat min. 100 000 wyborców. Niestety obecnie zdarzają się przypadki gmin o liczbie wyborców ponad 1600 i powiaty o liczbie wyborców ponad 16 tys. To ekonomicznie nieuzasadniony twór administracji publicznej.
Radni
Liczba: 48 510
Roczne koszty utrzymania: ok. 1,1 mld zł
Radni wszystkich szczebli otrzymują tzw. dietę. Jej wysokość określana jest przez uchwałę rady gminy, powiatu lub sejmiku samorządowego. Nie może być większa niż półtorakrotność kwoty bazowej. Czyli w przyszłym roku nie będzie mogła przekroczyć 2753,02 zł.
W praktyce wysokość diety radnego jest uzależniona od wielkości gminy. W gminach powyżej 100 tys. mieszkańców radny może otrzymać 100 proc. maksymalnej stawki, ale w gminach od 15 tys. do 100 tys. mieszkańców już co najwyżej 75 proc. stawki, czyli około 2065 zł. Z kolei w gminach poniżej 15 tys. mieszkańców tylko 50 proc. stawki, czyli 1377 zł. Według takiej samej zasady ograniczane są diety radnych we władzach powiatu.
Praktyka pokazuje, że w sejmikach wojewódzkich radni otrzymują kwoty zbliżone do maksymalnego progu. W kujawsko-pomorskim szeregowy radny zarabia 2340 zł, przewodniczący sejmiku 2750 zł. W sejmiku mazowieckim średnia dieta wynosi ok. 2600 zł.
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Zrównanie wieku emerytalnego
Po pierwsze jestem za zrównaniem wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Takie prawo daje nam Konstytucja RP w art 32 - Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne i art. 33 - Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym. Nie widzę zatem powodów, aby miało być inaczej. Nie wiem czym kierował się Trybunał Konstytucyjny w swoim orzeczeniu. Strażnicy prawa i Konstytucji zawiedli. Takie jest moje pierwsze skojarzenie po przeczytaniu orzeczenia. Skoro do takich interpretacji sprzecznych z konstytucją RP dochodzi w TK to przestały mnie dziwić wyroki sądów, interpretacje ustaw przez urzędników itd. Nie ma już w tym państwie wzorca praworządności jakim był śp RPO Janusz Kochanowski. Liczą się tylko względy finansowe, a nie sprawiedliwość. Dalej pragnę wyjaśnić , iż moim zdaniem zrównanie wieku nie oznacza podniesienia wieku emerytalnego kobiet do 65 roku życia. Jestem za rozwiązaniem, aby wiek emerytalny zarówno kobiet i mężczyzn rozpoczynał się po ukończeniu 63 roku życia. Takie rozwiązanie będzie bardziej sprawiedliwe dla obu płci bez względu na długość życia, które wg statystyk dla kobiet wynosi 80, a dla mężczyzn 71 lat. Lepiej będzie gdy młodzi ludzie wejdą na rynek pracy zastępując osoby, które mogą służyć radą i doświadczeniem jako wolontariusze. Uważam, że człowiek, który przepracował 40 lat życia zawodowego wystarczająco dużo napracował się w swoim życiu i powinien poświęcić czas na odpoczynek, podróże i inne formy spędzania wolnego czasu niż dalsza praca zawodowa. Po osiągnięciu wieku emerytalnego każdy bez wyjątku powinien odejść z pracy. Dziś widzimy jak są blokowane stanowiska pracy przez osoby, które dawno powinny być na emeryturze.
Po drugie bardzo ważną sprawą jest ograniczenie przywilejów wcześniejszego przechodzenia na emeryturę policjantów, żołnierzy, strażaków i innych służb mundurowych.
Prawo do emerytur mundurowych wypłacanych przez Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA (ZER) ma ok. 130 tys. osób. To oprócz policjantów funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA), Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, UOP i Służby Więziennej.
Państwowa Straż Pożarna ma identyczne przepisy jak policjanci. Nie może być zresztą inaczej - strażakom świadczenia wypłaca Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA.
Strażakom - jest ich w kraju ok. 31 tys. - też przysługuje emerytura po 15 latach służby.
Dostają wtedy 40 proc. ostatniej pensji, a za każdy dodatkowy rok służby - dodatkowo 2,6 proc. podstawy. Średnia emerytura policyjna przyznawana w ostatnich latach to ok. 3 tys. zł brutto.
Podobnie jest z żołnierzami. Emerytury wojskowe wypłaca z budżetu państwa Ministerstwo Obrony Narodowej.
Emerytura we wszystkich przypadkach przysługuje po 15 latach służby. Jej wysokość zależy od ostatniej pensji, ale liczą się też dodatki i nagrody roczne. A więc:
* emerytura po 15 latach służby to 40 proc. ostatniej pensji;
* za każdy dodatkowy rok służby świadczenie rośnie o 2,6 proc. ostatniej pensji.
Jeśli mundurowy pracował przed wstąpieniem do służby w cywilu,
do emerytury doliczane są też lata pracy w cywilu (przed służbą). Ile? Za każdy dodatkowy rok 2,6 proc. ostatniej pensji. Maksymalnie można jednak z takim wskaźnikiem zaliczyć trzy lata. Za każdy następny mamy już tylko 1,3 proc.
Jeszcze mniej - bo tylko 0,7 proc. - dostają za okres nieskładkowy w cywilu.
Ci, którzy wstąpili do służby po 1 stycznia 1999 r., z MSWiA dostaną emeryturę tylko za czas służby. Za okresy pracy przed jej podjęciem (poza służbami mundurowymi) to ZUS (a nie MSWiA) wypłaci świadczenie.
Maksymalna emerytura mundurowa to 75 proc. ostatniej pensji. Aby ją dostać, trzeba przepracować 28,5 roku.
Mundurowi mogą pracować na emeryturze, ale są tu limity:
* jeśli dorobią do 70 proc. średniej pensji, nie stracą z emerytury ani złotówki;
* jeżeli przekroczą 70 proc. średniej pensji, świadczenie będzie zmniejszone. O tyle, o ile przekroczyli określony limit, jednak nie więcej niż o 25 proc. emerytury;
* ci, którzy przekroczą limit 130 proc. średniej pensji, dostaną świadczenie mniejsze o 25 proc.
Dodatkowo emeryturę żołnierską podwyższa się m.in. o:
* 2 proc. podstawy wymiaru (pensji) za każdy rok służby pełnionej bezpośrednio: w składzie personelu latającego na samolotach naddźwiękowych, w składzie załóg okrętów podwodnych, w charakterze nurków i płetwonurków, w zwalczaniu fizycznym terroryzmu.
Obecnie sędziowie i prokuratorzy nie przechodzą na emeryturę, tylko w tzw. stan spoczynku, dostają 75 proc. ostatniego wynagrodzenia, a także podwyżki, takie jakie pracujący sędziowie.
W 2009 roku łączny koszt budżetowy emerytur wojskowych, policjantów, sędziów i prokuratorów
wyniósł 20,9 mld zł.
Po trzecie - system dopłat księżom, górnikom i rolnikom powinien być dostosowany do pozostałych grup w Polsce.
Jeśli chodzi o księży to składki sami za siebie płacą duchowni mający umowę o pracę (pracujący np. w szkole). Natomiast za 23 tys. duchownych, którzy nie są na etatach, składki opłaca finansowany przez państwo Fundusz Kościelny. Składki wynoszą 19,5 proc. od minimalnego wynagrodzenia (dziś 1386 zł brutto). Poza tym państwo płaci też - ale tylko składkę zdrowotną - za 1500 alumnów.
Górnicy mają osobną ustawę emerytalną, dzięki której składki emerytalne nie mają wpływu na wysokość ich emerytur. Do emerytur górniczych dopłaca państwo. W górnictwie pracuje 115 tys. osób, z czego ok. 80 tys. zatrudnionych jest pod ziemią. Obecne przepisy mówią, że w wieku 50 lat mogą na emeryturę iść ci, którzy mają 25 lat pracy górniczej w tym co najmniej 15 pracy pod ziemią Kolejna grupa górników może odejść na emeryturę w wieku 55 lat, ale trzeba mieć co najmniej 25 lat pracy górniczej i pracy uznawanej za równorzędną, w tym co najmniej 10 pracy pod ziemią.
Rolnicy. Chcąc dokonać reformy KRUS zastępując go ZUS-em należy zastanowić się nad sprawą zapewnienia dochodów rolnikom. Czy mają one pochodzić z dopłat bezpośrednich czy mają być wynikiem interwencji państwa na rynku rolnym okresowo atakowanym przez dostawców żywności z innych wysoko dotowanych krajów. Opłacalność produkcji w tym sektorze jest bardzo niska, występuje duża zależność od czynników atmosferycznych i zapędy rządzących do utrzymania relatywnie niskich cen żywności w kraju dla zapewnienia spokoju wewnętrznego. To kosztuje. W rolnictwie pracuje 15% ludności naszego kraju - około 5,7 mln ludności. Nie można nakazać płacenia każdemu rolnikowi 900 zł miesięcznie ZUS-u ( rodzina 2 x 900 = 1800 zł ) nie zapewniając możliwości realnych dochodów na poziomie min 5000 zł miesięcznie. I tutaj jest problem. Wieś to nie Warszawa gdzie każdy może zarobić 5000 zł. Na wsi żyją ludzie za kwoty poniżej minimum socjalnego. Jak można od nich wymagać opłacania ZUS ?
Koszt dopłat do rolniczego KRUS-u w 2009 r wyniósł 15,8 mld zł. To mniej niż dopłaty do emerytur wojskowych, policjantów, sędziów i prokuratorów, który w 2009 r. wyniósł 20,9 mld zł i mniej niż dopłaty do rent w 2009r. wynoszące 18 mld zł.
Renciści
W 1998 r. na rencie było aż 2,7 mln Polaków. I był to europejski rekord - pisze "Gazeta Wyborcza".
Świadczenia łatwo dostawali 50-latkowie, którzy nie radzili sobie w gospodarce rynkowej. Lewe
renty często załatwiali lekarze za łapówki, wystarczyła złamana noga albo lekki uraz głowy.
W 2009 r. liczba rencistów spadła do 1,2 mln. To najmniej od początku transformacji. Jak to się
stało? ZUS drastycznie zaostrzył kryteria przyznawania świadczeń. I kontroluje każdego.
Budżet oszczędza gigantyczne sumy. W ubiegłym roku na wypłatę tych świadczeń poszło 18 mld zł.
Dziewięć lat temu aż 24 mld zł.
A tutaj przedstawiam dane na podstawie rocznika statystycznego:
Dane demograficzne dotyczące ludności Polski regularnie gromadzi i publikuje Główny Urząd Statystyczny.
Według GUS, na koniec 2010 roku, liczba ludności naszego kraju wynosiła 38 milionów 200 tysięcy.
Pod względem liczby ludności Polska jest na 34 miejscu wśród krajów świata i na 6 w Unii Europejskiej. W gęstości zaludnienia plasuje się w środku europejskiej tabeli.
Mieszkańcy miast i wsi
Nadal maleje liczba i udział mieszkańców miast w ogólnej liczbie ludności kraju. Obecnie (koniec 2010 r.) ludność miejska stanowi niespełna 61 procent (w 2000 r. prawie 62%), natomiast sukcesywnie rośnie liczba ludności mieszkającej na obszarach wiejskich.
Ludność według województw. W roku 2010 liczba ludności zwiększyła się w 9 województwach, a w 7 zmalała. Największy przyrost miał miejsce w województwach pomorskim, mazowieckim, małopolskim i wielkopolskim. Województwa, w których liczba ludności maleje najszybciej to świętokrzyskie, łódzkie oraz lubelskie, opolskie.
Struktura płci i wieku
W ogólnej liczbie ok. 38 200 tys. ludności Polski kobiety stanowią prawie 52%; na 100 mężczyzn przypada ich 107 (wśród ludności miejskiej 111, na wsi 101).
w wieku do 44 roku życia – na 100 mężczyzn przypada 97 kobiet;
w wieku powyżej 44 roku życia – na 100 mężczyzn przypada 124 kobiet;
w wieku (65 lat i więcej) - na 100 mężczyzn przypada 165 kobiet.
Ludność zamieszkała w miastach jest starsza – średni wiek wynosi 38,5 lat, mieszkańców wsi -35,5.
Dzieci i młodzież.
Rezultatem przemian w procesach demograficznych, a przede wszystkim głębokiej depresji urodzeniowej w latach 90 oraz na początku tego stulecia, jest gwałtowne zmniejszanie się liczby dzieci i młodzieży (0-17 lat). W 1990 r. ich udział w ogólnej liczbie ludności wyniósł 29%, w 2000 r. – 24,4% a w 2010 19 %. Dzieci w wieku poniżej 15 roku życia stanowią obecnie ok. 16,5 % ogólnej populacji wobec prawie 25% w 1990 r. i 19% w 2000 r.
Dorośli
Szczególnie duże zmiany można zaobserwować także w grupie osób w wieku produkcyjnym (kobiety w wieku 18-59 lat, mężczyźni – 18-64 lata). Szacuje się, że od 1990 r. odsetek osób w wieku zdolności do pracy (w ogólnej liczbie ludności) wzrósł o ponad 6 pkt, tj. z poziomu 58,2% do ok. 64,5% w 2008 r. (w 2000 r. wynosił 60,8%), przy czym tempo przyrostu ludności w wieku produkcyjnym jest coraz wolniejsze. W 2010 roku Polska liczyła 24 miliony 624 tysięcy osób w wieku produkcyjnym, z czego kobiet było 11 mln 848 tys., a mężczyzn - 12 mln 776 tys.
Jednocześnie występuje proces starzenia się zasobów siły roboczej powodowany zwiększaniem się liczby osób w wieku niemobilnym, tj. powyżej 44 roku życia. Udział ludności w tym wieku wynosi 24,4% i jest o ponad 3 pkt większy niż w 2000 r. (osiągnął wówczas 21%).
Z danych wstępnych wynika, że w latach 2000-2009 liczba ludności w wieku produkcyjnym zwiększyła się o prawie 1,36 mln.
Emeryci
W ostatnich latach obserwowany jest także dalszy wzrost liczby osób w wieku emerytalnym (mężczyźni 65 lat i więcej, kobiety 60 lat i więcej). Udział tej grupy w ogólnej populacji wynosił w 1990 r. niespełna 13%, w 2000 r. – prawie 15%, w 2010 - już 16,5%. W 1990 r. ludność w wieku poprodukcyjnym liczyła 4,9 mln, w 2000 r. – 5,7 mln, w 2010 - 6,3 mln.
Coraz bardziej istotne stają się relacje między poszczególnymi grupami wieku ekonomicznego ludności, co obrazuje współczynnik obciążenia demograficznego. Wprawdzie obecnie (dane na 2010 r.) na 100 osób w wieku produkcyjnym przypada 55 osób w wieku nieprodukcyjnym, podczas gdy w 2000 r. było ich 64 (w 1990 r.- 72). Jednak znaczące zmiany można zaobserwować analizując odrębnie relacje liczby osób w wieku przedprodukcyjnym i poprodukcyjnym w stosunku do liczby osób w wieku produkcyjnym; generalnie zmiany są zdecydowanie na niekorzyść grupy wieku przedprodukcyjnego. Aktualnie na każde 100 osób w wieku produkcyjnym przypada 30 osób w wieku przedprodukcyjnym oraz 25 osób w wieku poprodukcyjnym, podczas gdy w 2000 r. było to odpowiednio 40 i 24, zaś w 1990 roku – 50 i 22. Udział osób w wieku 65 lat i więcej (razem mężczyzn i kobiet) stanowi obecnie 13,5%, w 2000 r. wynosił 12,4%, a w 1990 r. – 10,2%.
Struktura wieku ludności ulega nadal dynamicznym zmianom; liczba i struktura ludności w wieku produkcyjnym determinuje podaż zasobów siły roboczej na rynku pracy. Należy jednak pamiętać, że w prezentowanych stanach ludności uwzględnione zostały osoby, które czasowo wyemigrowały za granicę i – chociaż są one w Polsce zameldowane na stałe – nie są już polskimi rezydentami (jeśli ich czas pobytu za granicą wynosi co najmniej 1 rok). W zdecydowanej większości osoby te są w wieku produkcyjnym mobilnym.
Zmiany demograficzne, jakie są obserwowane w ostatnich latach, tj. przede wszystkim wzrost liczby urodzeń oraz nowo zawartych małżeństw przy odnotowywanych coraz liczniejszych powrotach z czasowej emigracji, mogą wskazywać na przełom w dotychczasowym rozwoju ludności. Jednak perspektywa szybkiego wyjścia z głębokiej depresji demograficznej, w jakiej znajduje się Polska już od dłuższego czasu (praktycznie od początku lat 90.), jest dosyć odległa. Głęboki niż demograficzny z lat 90., którego efektem był przez kilka lat najniższy – wśród krajów UE (i jeden z najniższych w krajach europejskich) – poziom dzietności oraz dość duża emigracja za granicę (zwłaszcza emigracja czasowa ludzi młodych) mogą powodować utrudnienia w rozwoju demograficznym oraz na rynku pracy.
Migracje zagraniczne ludności
Podstawowym składnikiem ubytku rzeczywistego powodującym zmniejszanie się liczby ludności Polski jest ujemne saldo migracji zagranicznych definitywnych (na pobyt stały). Szacuje się, że w 2008 r. ujemne saldo definitywnych migracji zagranicznych wyniosło ponad 15 tys. (w 2007 r. – minus 20,5 tys.). Najbardziej gwałtowny wzrost liczby emigracji na pobyt stały odnotowano w 2006 roku (z około 20-25 tys. w latach wcześniejszych do 47 tys.), saldo wyniosło wówczas minus 36 tys. Jednocześnie systematycznie wzrasta liczba imigrantów – z 7 tys. w 2003 r. do ok. 16 tys. w 2008 r. (dane wstępne).
Dodatkowo, dane wyszacowane w oparciu o różne źródła (statystyczne i poza statystyczne) wskazują, że w końcu 2007 r. na emigracji czasowej (powyżej 3 miesięcy) poza granicami Polski przebywało ok. 2 270 tys. mieszkańców naszego kraju, w tym ponad 1 925 tys. w Europie. Zdecydowana większość czasowych emigrantów z Polski przebywa w krajach członkowskich UE. Szacunkowa liczba emigrantów z Polski w UE wzrosła z ok. 750 tys. w końcu 2004 r. do ok. 1 860 tys. w końcu 2007 r., czyli prawie 2,5-krotnie. W 2008 liczba ta była już mniejsza niż rok wcześniej, ale brak głębszych danych na ten temat. Najwięcej osób przebywało w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Irlandii. Pomimo kolejnego zwiększenia skali emigracji, wyraźnie zmniejsza się jej dynamika.
Jednocześnie zwiększa się liczba Polaków powracających z czasowej emigracji. Szacuje się, że w 2007 r. powróciło ponad 200 tys. emigrantów, zaś w I połowie 2008 r. ponad 90 tys. osób – w większości młodych. W konsekwencji może to oznaczać znaczące zmiany w procesach demograficzno-społecznych.
Jednak mimo czasowego powrotu z emigracji jej dynamika zwiększa się. Np. w Wielkiej Brytanii w 2010 liczba emigrantów wzrosła prawie do 550 tys. podczas gdy na koniec 2009 roku oficjalnie na Wyspach było 520 tys. . Według danych MSZ poza granicami Polski żyje około 15-16 mln Polaków.
Urodzenia i dzietność kobiet
Według wstępnych danych w 2008 r. zarejestrowano ponad 414 tys. urodzeń żywych, co oznacza wzrost o ponad 26 tys. w stosunku do roku 2007, ale także jest to o 1/4 mniej niż w 1990 r. i ponad 40% mniej niż w 1983 r., który był szczytowym rokiem ostatniego wyżu demograficznego (prawie 724 tys. urodzeń). W 2008 r. współczynnik urodzeń wyniósł 10,9‰ (o 0,7 pkt więcej niż w roku poprzednim, ale o ponad 3 pkt mniej niż w 1990 r. i prawie 9 pkt mniej niż w 1983 r.).
W latach 1984-2003 odnotowywano systematyczny spadek liczby urodzeń – do 351 tys. w roku 2003, który był najbardziej niekorzystnym dla rozwoju demograficznego kraju; rok 2008 był piątym z kolei, w którym odnotowano większą ich liczbę. Zwiększenie natężenia urodzeń ma miejsce zarówno wśród rodzin zamieszkałych w miastach, jak i na wsi – z niewielką przewagą dla ludności miejskiej, ale współczynnik urodzeń na wsi jest w dalszym ciągu wyższy. W 2007 r. współczynnik urodzeń na wsi wynosił 10,9‰, w mieście 9,7‰ (w 2006 r. – odpowiednio 10,5‰ i 9,3‰).
Pomimo rosnącej liczby urodzeń – w dalszym ciągu poziom reprodukcji nie gwarantuje prostej zastępowalności pokoleń, nadal utrzymuje się obserwowany od 1989 r. okres depresji urodzeniowej. W 2008 r. współczynnik dzietności wynosił 1,39[8], co oznacza wzrost (o 0,17 pkt) w stosunku do odnotowanego w 2003 r., w którym wskaźnik ten był najniższy od ponad 50 lat.
Najbardziej korzystną sytuację demograficzną określa współczynnik kształtujący się na poziomie 2,1-2,15, tj. gdy w danym roku na jedną kobietę w wieku 15-49 lat przypada średnio 2 dzieci.
Należy zaznaczyć, że kobiety urodzone w latach ostatniego wyżu demograficznego (roczniki 1979-1983, a także 1984-1988) znajdują się obecnie w wieku intensywnej, najwyższej płodności – stąd rosnąca liczba urodzeń.
Przyczyny zmian
Wynikiem przeobrażeń demograficznych rozpoczętych w latach 90. jest między innymi przesunięcie najwyższej płodności kobiet z grupy wieku 20-24 lata do grupy 25-29 lat, a także znaczący wzrost płodności w grupie wieku 30-34 lata, który w znacznej mierze jest skutkiem realizacji urodzeń wcześniej „odłożonych”. Jest to efekt wyboru, jakiego dokonują ludzie młodzi decydując się najpierw na osiągnięcie określonego poziomu wykształcenia oraz stabilizacji ekonomicznej, a dopiero potem na założenie rodziny oraz jej powiększanie. Konsekwencją zmiany zachowań prorodzinnych jest podwyższenie zarówno średniego wieku rodzenia dziecka, który w 2007 r. wynosił 27,9 roku (wobec ok. 26 lat w połowie lat 90.), jak i średniego wieku urodzenia pierwszego dziecka – 25,8 w 2007 r. (ok. 23 lata w latach 90.).
Zmieniła się także struktura poziomu wykształcenia matek – w stosunku do początku lat 90. ponad pięciokrotnie wzrósł odsetek matek z wykształceniem wyższym (z 6% do ok. 32%), natomiast istotnie zmniejszył się odsetek kobiet z wykształceniem podstawowym i bez wykształcenia (z 18% do ok. 7%). Na dzietność kobiet w istotnym stopniu wpływa liczba zawieranych związków małżeńskich. Zdecydowana większość dzieci rodzi się w rodzinach tworzonych przez prawnie zawarte związki małżeńskie (w 2007 r. – ponad 80%), przy czym prawie połowa dzieci rodzi się w okresie pierwszych trzech lat trwania małżeństwa rodziców. Jednocześnie od kilkunastu lat systematycznie rośnie odsetek urodzeń pozamałżeńskich. Na początku lat 90. ze związków pozamałżeńskich rodziło się ok. 6-7% dzieci, zaś w ostatnich latach 17-20%. Odsetek ten jest zdecydowanie wyższy w miastach – w 2007 r. wynosił ponad 22%, na wsi – ponad 15%.
Rosnący współczynnik dzietności pozamałżeńskiej może oznaczać, że zwiększa się liczba rodzin tworzonych przez związki partnerskie lub wzrasta liczba matek samodzielnie wychowujących dzieci. Na wielkość tego współczynnika ma też zapewne fakt, że około 4-5% urodzeń dotyczy kobiet nieletnich,w wieku 15-19 lat.
Umieralność
Wstępne dane wskazują, że w 2008 r. zmarło ponad 379 tys. osób, co oznacza o 2 tys. więcej niż w 2007 r.; współczynnik umieralności pozostał bez zmian na poziomie 9,9‰. W ogólnej liczbie osób zmarłych ok. 47% stanowią kobiety.
W latach 1992-1998 obserwowany był systematyczny spadek umieralności; od 1999 r. nastąpił wzrost – rejestrowano ok. 360-380 tys. zgonów rocznie. Także w ostatnich latach liczba zgonów nieznacznie wzrastała, ale tempo tego wzrostu jest w miarę stabilne – co można przyjąć za początek procesu stabilizacji poziomu umieralności w Polsce.
Przyczyny
Głównymi przyczynami zgonów w Polsce są choroby układu krążenia i choroby nowotworowe; stanowią one ponad 70% wszystkich zgonów, trzecią grupą przyczyn są urazy i zatrucia – prawie 7%.
W zakresie umieralności z powodu chorób układu krążenia od kilku lat obserwuje się istotną poprawę. W pierwszej połowie lat 90. choroby te były przyczyną ponad 52% ogółu zgonów; na początku tego stulecia – prawie 48%, zaś w 2007 r. stanowiły 45,4% wszystkich przyczyn. Wśród kobiet umieralność w wyniku chorób układu krążenia jest zdecydowanie wyższa, ich udział w ogólnej liczbie zgonów wśród kobiet wynosi prawie 52%, a wśród mężczyzn ok. 40%.
Stopniowo zmniejsza się także odsetek zgonów powodowanych urazami i zatruciami, które obecnie stanowią 6,6% wszystkich zgonów, wobec 7,6% na początku lat 90. W tym przypadku także występuje duże zróżnicowanie umieralności według płci; wśród mężczyzn urazy i zatrucia stanowią 9,6% przyczyn, a wśród kobiet ok. 3,5%.
Niekorzystnym zjawiskiem jest bardzo szybki wzrost liczby zgonów powodowanych chorobami nowotworowymi, przy jednoczesnym wzroście liczby nowych zachorowań. W 1990 r. nowotwory złośliwe były przyczyną prawie 19% zgonów, w 2000 r. stanowiły 23%, a obecnie 24,6% wszystkich przyczyn (wśród mężczyzn stanowią niewiele ponad 26%; wśród kobiet – ponad 23%).
Dzieci
W 2008 r. zarejestrowano 2,3 tys. zgonów dzieci w wieku poniżej 1 roku życia (tyle samo co przed rokiem). Pozytywny, obserwowany nieprzerwanie trend malejącej umieralności niemowląt potwierdza współczynnik wyrażający liczbę zgonów niemowląt na 1000 urodzeń żywych, który w minionym roku zmniejszył się (o 0,4 pkt) do poziomu 5,6‰ (w 1990 r. wynosił 19,3‰). W ogólnej liczbie zmarłych niemowląt ponad 80% umiera przed ukończeniem pierwszego miesiąca życia (w okresie noworodkowym), w tym ok. 2/3 w okresie pierwszego tygodnia życia.
Przyczyną ponad połowy zgonów niemowląt są choroby i stany okresu okołoporodowego, czyli powstające w trakcie trwania ciąży matki i w okresie pierwszych 6 dni życia noworodka, kolejną 1/3 zgonów stanowią wady rozwojowe wrodzone, a pozostałe są powodowane chorobami nabytymi w okresie niemowlęcym lub urazami. Podobnie jak ogólny współczynnik zgonów niemowląt także współczynnik umieralności okołoporodowej (urodzenia martwe i zgony niemowląt w wieku 0-6 dni na 1000 urodzeń żywych i martwych) wykazuje tendencję spadkową; w 2007 r. kształtował się na poziomie ok. 8,0‰; na początku tego stulecia wynosił prawie 10‰; zaś na początku lat 90. – prawie 20‰.
Trwanie życia
W 2008 r. w Polsce mężczyźni żyli przeciętnie 71,3 lat, natomiast kobiety 80 lat. W porównaniu z początkiem lat 50. ubiegłego stulecia jest to o ok. 15 lat więcej dla mężczyzn i ok. 18 lat więcej dla kobiet - podał Główny Urząd Statystyczny.
Korzyści wynikające z rozwoju nowych technologii medycznych i nowoczesnych metod diagnostycznych oraz poprawa kondycji zdrowotnej Polaków realizowana przez prozdrowotny styl życia, mają swoje odzwierciedlenie w trwającym już od ponad 15 lat spadku natężenia zgonów, a tym samym wydłużaniu przeciętnego trwania życia.
Różnice w regionach
W 2008 r. przeciętne trwanie życia mężczyzn zamieszkałych w miastach wynosiło 71,6 lat, tj. prawie o rok więcej niż mężczyzn na wsi, natomiast wśród kobiet było odwrotnie – mieszkanki wsi żyły 80,2 lat, czyli o 0,4 roku dłużej niż kobiety w miastach. Relacje takie zaobserwowano dopiero w latach dziewięćdziesiątych. Wcześniej, przez okres ponad 20 lat, zarówno mężczyźni jak i kobiety mieszkający na wsi żyli dłużej niż ludność miast.
W Polsce występuje wysoka nadumieralność mężczyzn. Mimo iż w latach 90. różnica między przeciętnym trwaniem życia kobiet i mężczyzn malała (w 1991 r. – 9,2 lat; w 2001 – 8,2), początek nowego stulecia przyniósł ponowny wzrost tej wartości do 8,7 w 2008 r.
Nadal utrzymuje się duże regionalne zróżnicowanie przeciętnego trwania życia. W województwie łódzkim średnia długość trwania życia mężczyzn jest najkrótsza w Polsce – w 2008 r. wynosiła 69,1 lat. Jest to o 4 lata mniej niż w województwie podkarpackim, które od lat jest wiodącym pod względem długości trwania życia. Na wyróżnienie zasługują również województwa małopolskie, pomorskie i podlaskie, w których przeciętne trwanie życia mężczyzn w 2008 r. przekroczyło próg 72 lat.
Zróżnicowanie średniego trwania życia kobiet w przekroju wojewódzkim jest mniejsze – maksymalna różnica wynosi 2,6 roku. Najkrócej żyją mieszkanki woj. łódzkiego oraz śląskiego – 78,9 lat, natomiast najdłużej mieszkanki województwa podkarpackiego i podlaskiego – powyżej 81 lat. Wieku co najmniej 80 lat dożywają także kobiety mieszkające w województwie małopolskim, świętokrzyskim, mazowieckim, lubelskim i opolskim.
Mimo pozytywnych zmian w wydłużaniu przeciętnego trwania życia, Polska nadal wypada niekorzystnie na tle czołówki krajów europejskich. Wiek dożywania Polaków jest krótszy o kilka lat: mężczyzn o ok. 8 lat, kobiet o 4-5 lat.[9]
Prognoza ludności do 2035 roku[edytuj]
Wyniki długookresowej prognozy ludności Polski na lata 2008-2035 Głównego Urzędu Statystycznego wskazywały, że w perspektywie kolejnych 26 lat, tzw. horyzontu prognozy, liczba ludności Polski będzie systematycznie zmniejszać się, przy czym tempo tego spadku będzie coraz wyższe wraz z upływem czasu.
Przewidywano, że w 2010 roku ludność Polski osiągnie prawie 38092 tys. osób (faktycznie: 38200 tys.), w 2020 – ok. 37830 tys., zaś w 2035 roku – ok. 35993 tys. – przy założeniu scenariusza prognozy określanego jako najbardziej realistyczny. Podobny stan ludności wystąpił w Polsce w latach 1981-1982, kiedy to był obserwowany ostatni boom urodzeniowy.
Prognozowane stany ludności oraz dynamika zmian w latach 2007-2035[edytuj]
Ubytek liczby ludności w stosunku do 2007 r. ma wynieść w końcu horyzontu prognozy ponad 2,2 mln osób, co oznacza 5,6% ludności mniej.
Pierwsze lata prognozy miały przynieść niewielki spadek – poniżej 10 tys. osób rocznie; znaczące zmiany rozpoczną się po roku 2015, zaś ostatnie pięciolecie zaznaczy się ponad 800 tys. spadkiem liczby osób. W kolejnych latach okresu 2008-2020 przeciętne roczne tempo spadku liczby ludności miało wynosić od -0,12% do -0,02%, w kolejnych pięcioleciach po 2020 roku osiągnąć dynamikę od -0,55% do -0,26%.
Różny przebieg będą miały wspomniane procesy w miastach i na obszarach wiejskich. O ile w miastach do 2035 roku będziemy obserwować nieustanny ubytek ludności, to na terenach wiejskich do 2022 roku liczebność zamieszkującej tam populacji będzie wzrastała – do 102,6% stanu z końca 2007 roku, zaś przez kilkanaście następnych lat przewiduje się niewielki spadek. W 2035 liczba ludności zamieszkującej obszary wiejskie będzie nieznacznie mniejsza od stanu z końca 2007 roku.
Prognoza liczby ludności według ekonomicznych grup wieku w wybranych latach 2005-2035 (w tys.)
Przebieg zmian stanu i dynamiki ludności na obszarach miejskich i wiejskich wynika w dużej mierze ze zróżnicowania zachowań demograficznych mieszkańców miast i wsi. Obserwowane od kilku lat przemieszczenia ludności z miast na obszary podmiejskie są dodatkowym czynnikiem, który będzie miał wpływ na przebieg procesów demograficznych w miastach i na wsi.
Prezentowana aktualnie prognoza jest bardziej optymistyczną w stosunku do poprzedniej prognozy GUS, opracowanej w 2003 roku na lata 2003-2030 – na podstawie wyników spisu ludności z 2002r. oraz ówczesnych przesłanek perspektywicznego rozwoju demograficznego. Należy przypomnieć, że według wyników prognozy z 2003 roku ludność Polski miała ulec zmniejszeniu o ponad 2,5 mln osób, przy czym w miastach o ok. 3 mln.
Przewidywane aktualnie zmiany w intensywności urodzeń i zgonów mogą spowodować utrzymywanie się dodatniego przyrostu naturalnego (różnica między liczbą urodzeń i zgonów) do 2013 roku. W kolejnych latach – wraz z postępującymi niekorzystnymi zmianami w strukturze ludności według wieku, takimi jak: starzenie się społeczeństwa, zmniejszanie się liczebności kobiet w wieku rozrodczym – przewidywany jest coraz wyższy ujemny przyrost naturalny. Nadwyżka zgonów nad urodzeniami w 2035 roku zbliży się do 180 tys. Jest to konsekwencja z jednej strony malejących i bardzo niskich urodzeń obserwowanych od początku lat 90. do końca 2003 roku, utrzymujących się na stosunkowo wysokim poziomie migracji zagranicznych definitywnych (na pobyt stały), zaś z drugiej – efektem korzystnych zmian w procesie umieralności oraz dalszym trwaniu życia. Są to również główne przyczyny poważnych zmian w prognozowanej strukturze ludności według wieku.
Małżeństwa
W 2010 r. powstało 228 tys. nowych związków małżeńskich – o ponad 22 tys. mniej niż rok wcześniej. Współczynnik małżeństw (liczony na 1000 ludności) spadł o 0,6 pkt. do poziomu 6,0‰. Począwszy od 2003 r. obserwowano wzrost liczby nowo zawartych małżeństw, jednak w latach 2009 i 2010 nastąpił jej ponowny spadek. Częstość zawierania małżeństw w miastach i na wsi jest podobna.
Niezmiennie wśród nowo zawartych związków ok. 85% stanowią małżeństwa pierwsze, tj. panien z kawalerami. Małżeństwa wyznaniowe, tj. zawarte w kościołach i jednocześnie zarejestrowane w urzędach stanu cywilnego, stanowią około 68% zawieranych prawnie związków.
Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat zdecydowanie zwiększył się wiek nowożeńców. Na początku lat 90. ponad połowa mężczyzn zawierających małżeństwo była w wieku poniżej 25 lat, w 2010 roku – już tylko 1/5; wśród kobiet udział ten zmniejszył się z 73% do 39%. Najczęściej mężczyźni żenią się „przed trzydziestką”; w 2010 r. ich średni wiek (mediana) zawierania małżeństwa wynosił 28, tj. o ponad 3 lata więcej niż na początku lat 90. Panny młode też są starsze, w 2010 roku miały – średnio – 26 lat, wobec niepełna 23 lat na początku lat 90. Nastąpiło przesunięcie grupy wiekowej najczęstszego zawierania małżeństwa na 25-29 lat, jej udział wynosi obecnie 42% (w 1990 r. – niespełna 14%). Nowożeńcy w miastach są o ok. 1,5 roku starsi od mieszkających na wsi.
Zmieniła się także struktura wykształcenia nowożeńców – w 2010 r. kobiety legitymowały się najczęściej wykształceniem wyższym – 44% (w 1990 r. – udział ten wynosił tylko 4%) lub średnim – 40% (podobnie w 1990 r.), zasadnicze zawodowe stanowiło 9% (w 1990 r. – 35%). Wśród mężczyzn – w przypadku wykształcenia średniego ponad 41% (w 1990 r. – 28%), z wykształceniem wyższym ponad 31% (5% na początku lat 90.); odnotowano dwukrotnie większy niż u kobiet udział zasadniczego zawodowego – 19% (51% w 1990 r.).
W końcu 2010 roku w Polsce istniało 8985 tys. małżeństw.
Rozwody i separacje
W 2010 r. rozwiodło się ok. 61 tys. par małżeńskich, ok. 36‰ zawartych małżeństw. Współczynnik rozwodów także spadł (o 0,1‰) i wyniósł 1,6‰.
Liczba rozwodów zwiększała się systematycznie od kilkunastu lat; w latach 2004-2006 odnotowano jej gwałtowny wzrost do 72 tys. w 2006 r. (w latach 1995-2002 orzekano ok. 40-45 tys. rozwodów rocznie). W 2010 r. na 1000 istniejących małżeństw prawie 7 zostało rozwiązanych na drodze sądowej, podczas gdy na początku lat 90. niespełna 5. Ponad dwukrotnie częściej rozwodzą się mieszkańcy miast (ok. 8,8 na 1000 małżeństw) niż wsi (ok. 3,8 na 1000 małżeństw)[3].
Rozwiedzeni małżonkowie przeżywają ze sobą – średnio – ok. 14 lat (staż małżeński nieznacznie się wydłuża). W 2010 r. średni wiek mężczyzn w momencie rozwodu to ok. 42 lat i legitymowali się wykształceniem zasadniczym zawodowym – 36% lub średnim – 30%, wyższe stanowiło 16%; kobiety były o ponad 2 lata młodsze i najczęściej posiadały wykształcenie średnie – 38%, wyższe – 24% oraz zasadnicze zawodowe – 23%.
W ponad 2/3 przypadków powództwo o rozwód wnosi kobieta. Natomiast orzeczenie rozwodu z winy żony następuje w niewiele ponad 3% przypadków, ale przeważnie sąd nie orzeka winy (ponad 70% rozwodów).
Najczęściej jako przyczynę rozwodu małżonkowie deklarują niezgodność charakterów (1/3 wszystkich rozwodów), kolejne przyczyny to zdrada lub trwały związek uczuciowy z inną osobą (1/4 rozwodów) oraz alkoholizm (20%).
Wśród rozwiedzionych w 2010 r. małżeństw ok. 60% wychowywało w sumie ponad 52 tys. nieletnich dzieci (będących w wieku do 18 lat). Najczęściej (57% przypadków) sąd przyznaje opiekę nad dziećmi wyłącznie matce, wyłącznie ojcu jedynie w niespełna 4% przypadków, a 36% rozwiedzionych małżeństw wychowuje dzieci wspólnie.
Procedura prawnego orzekania o separacji została wprowadzona w Polsce w końcu 1999 roku. Liczba orzekanych sądownie separacji wzrastała bardzo szybko (od ok. 1,3 tys. w 2000 r. do 11,6 tys. w 2005 r.). Od w 2006 r. następuje spadek liczby separacji – w 2010 r. orzeczono ich niespełna 2,8 tys.
Po drugie bardzo ważną sprawą jest ograniczenie przywilejów wcześniejszego przechodzenia na emeryturę policjantów, żołnierzy, strażaków i innych służb mundurowych.
Prawo do emerytur mundurowych wypłacanych przez Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA (ZER) ma ok. 130 tys. osób. To oprócz policjantów funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA), Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, UOP i Służby Więziennej.
Państwowa Straż Pożarna ma identyczne przepisy jak policjanci. Nie może być zresztą inaczej - strażakom świadczenia wypłaca Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA.
Strażakom - jest ich w kraju ok. 31 tys. - też przysługuje emerytura po 15 latach służby.
Dostają wtedy 40 proc. ostatniej pensji, a za każdy dodatkowy rok służby - dodatkowo 2,6 proc. podstawy. Średnia emerytura policyjna przyznawana w ostatnich latach to ok. 3 tys. zł brutto.
Podobnie jest z żołnierzami. Emerytury wojskowe wypłaca z budżetu państwa Ministerstwo Obrony Narodowej.
Emerytura we wszystkich przypadkach przysługuje po 15 latach służby. Jej wysokość zależy od ostatniej pensji, ale liczą się też dodatki i nagrody roczne. A więc:
* emerytura po 15 latach służby to 40 proc. ostatniej pensji;
* za każdy dodatkowy rok służby świadczenie rośnie o 2,6 proc. ostatniej pensji.
Jeśli mundurowy pracował przed wstąpieniem do służby w cywilu,
do emerytury doliczane są też lata pracy w cywilu (przed służbą). Ile? Za każdy dodatkowy rok 2,6 proc. ostatniej pensji. Maksymalnie można jednak z takim wskaźnikiem zaliczyć trzy lata. Za każdy następny mamy już tylko 1,3 proc.
Jeszcze mniej - bo tylko 0,7 proc. - dostają za okres nieskładkowy w cywilu.
Ci, którzy wstąpili do służby po 1 stycznia 1999 r., z MSWiA dostaną emeryturę tylko za czas służby. Za okresy pracy przed jej podjęciem (poza służbami mundurowymi) to ZUS (a nie MSWiA) wypłaci świadczenie.
Maksymalna emerytura mundurowa to 75 proc. ostatniej pensji. Aby ją dostać, trzeba przepracować 28,5 roku.
Mundurowi mogą pracować na emeryturze, ale są tu limity:
* jeśli dorobią do 70 proc. średniej pensji, nie stracą z emerytury ani złotówki;
* jeżeli przekroczą 70 proc. średniej pensji, świadczenie będzie zmniejszone. O tyle, o ile przekroczyli określony limit, jednak nie więcej niż o 25 proc. emerytury;
* ci, którzy przekroczą limit 130 proc. średniej pensji, dostaną świadczenie mniejsze o 25 proc.
Dodatkowo emeryturę żołnierską podwyższa się m.in. o:
* 2 proc. podstawy wymiaru (pensji) za każdy rok służby pełnionej bezpośrednio: w składzie personelu latającego na samolotach naddźwiękowych, w składzie załóg okrętów podwodnych, w charakterze nurków i płetwonurków, w zwalczaniu fizycznym terroryzmu.
Obecnie sędziowie i prokuratorzy nie przechodzą na emeryturę, tylko w tzw. stan spoczynku, dostają 75 proc. ostatniego wynagrodzenia, a także podwyżki, takie jakie pracujący sędziowie.
W 2009 roku łączny koszt budżetowy emerytur wojskowych, policjantów, sędziów i prokuratorów
wyniósł 20,9 mld zł.
Po trzecie - system dopłat księżom, górnikom i rolnikom powinien być dostosowany do pozostałych grup w Polsce.
Jeśli chodzi o księży to składki sami za siebie płacą duchowni mający umowę o pracę (pracujący np. w szkole). Natomiast za 23 tys. duchownych, którzy nie są na etatach, składki opłaca finansowany przez państwo Fundusz Kościelny. Składki wynoszą 19,5 proc. od minimalnego wynagrodzenia (dziś 1386 zł brutto). Poza tym państwo płaci też - ale tylko składkę zdrowotną - za 1500 alumnów.
Górnicy mają osobną ustawę emerytalną, dzięki której składki emerytalne nie mają wpływu na wysokość ich emerytur. Do emerytur górniczych dopłaca państwo. W górnictwie pracuje 115 tys. osób, z czego ok. 80 tys. zatrudnionych jest pod ziemią. Obecne przepisy mówią, że w wieku 50 lat mogą na emeryturę iść ci, którzy mają 25 lat pracy górniczej w tym co najmniej 15 pracy pod ziemią Kolejna grupa górników może odejść na emeryturę w wieku 55 lat, ale trzeba mieć co najmniej 25 lat pracy górniczej i pracy uznawanej za równorzędną, w tym co najmniej 10 pracy pod ziemią.
Rolnicy. Chcąc dokonać reformy KRUS zastępując go ZUS-em należy zastanowić się nad sprawą zapewnienia dochodów rolnikom. Czy mają one pochodzić z dopłat bezpośrednich czy mają być wynikiem interwencji państwa na rynku rolnym okresowo atakowanym przez dostawców żywności z innych wysoko dotowanych krajów. Opłacalność produkcji w tym sektorze jest bardzo niska, występuje duża zależność od czynników atmosferycznych i zapędy rządzących do utrzymania relatywnie niskich cen żywności w kraju dla zapewnienia spokoju wewnętrznego. To kosztuje. W rolnictwie pracuje 15% ludności naszego kraju - około 5,7 mln ludności. Nie można nakazać płacenia każdemu rolnikowi 900 zł miesięcznie ZUS-u ( rodzina 2 x 900 = 1800 zł ) nie zapewniając możliwości realnych dochodów na poziomie min 5000 zł miesięcznie. I tutaj jest problem. Wieś to nie Warszawa gdzie każdy może zarobić 5000 zł. Na wsi żyją ludzie za kwoty poniżej minimum socjalnego. Jak można od nich wymagać opłacania ZUS ?
Koszt dopłat do rolniczego KRUS-u w 2009 r wyniósł 15,8 mld zł. To mniej niż dopłaty do emerytur wojskowych, policjantów, sędziów i prokuratorów, który w 2009 r. wyniósł 20,9 mld zł i mniej niż dopłaty do rent w 2009r. wynoszące 18 mld zł.
Renciści
W 1998 r. na rencie było aż 2,7 mln Polaków. I był to europejski rekord - pisze "Gazeta Wyborcza".
Świadczenia łatwo dostawali 50-latkowie, którzy nie radzili sobie w gospodarce rynkowej. Lewe
renty często załatwiali lekarze za łapówki, wystarczyła złamana noga albo lekki uraz głowy.
W 2009 r. liczba rencistów spadła do 1,2 mln. To najmniej od początku transformacji. Jak to się
stało? ZUS drastycznie zaostrzył kryteria przyznawania świadczeń. I kontroluje każdego.
Budżet oszczędza gigantyczne sumy. W ubiegłym roku na wypłatę tych świadczeń poszło 18 mld zł.
Dziewięć lat temu aż 24 mld zł.
A tutaj przedstawiam dane na podstawie rocznika statystycznego:
Dane demograficzne dotyczące ludności Polski regularnie gromadzi i publikuje Główny Urząd Statystyczny.
Według GUS, na koniec 2010 roku, liczba ludności naszego kraju wynosiła 38 milionów 200 tysięcy.
Pod względem liczby ludności Polska jest na 34 miejscu wśród krajów świata i na 6 w Unii Europejskiej. W gęstości zaludnienia plasuje się w środku europejskiej tabeli.
Mieszkańcy miast i wsi
Nadal maleje liczba i udział mieszkańców miast w ogólnej liczbie ludności kraju. Obecnie (koniec 2010 r.) ludność miejska stanowi niespełna 61 procent (w 2000 r. prawie 62%), natomiast sukcesywnie rośnie liczba ludności mieszkającej na obszarach wiejskich.
Ludność według województw. W roku 2010 liczba ludności zwiększyła się w 9 województwach, a w 7 zmalała. Największy przyrost miał miejsce w województwach pomorskim, mazowieckim, małopolskim i wielkopolskim. Województwa, w których liczba ludności maleje najszybciej to świętokrzyskie, łódzkie oraz lubelskie, opolskie.
Struktura płci i wieku
W ogólnej liczbie ok. 38 200 tys. ludności Polski kobiety stanowią prawie 52%; na 100 mężczyzn przypada ich 107 (wśród ludności miejskiej 111, na wsi 101).
w wieku do 44 roku życia – na 100 mężczyzn przypada 97 kobiet;
w wieku powyżej 44 roku życia – na 100 mężczyzn przypada 124 kobiet;
w wieku (65 lat i więcej) - na 100 mężczyzn przypada 165 kobiet.
Ludność zamieszkała w miastach jest starsza – średni wiek wynosi 38,5 lat, mieszkańców wsi -35,5.
Dzieci i młodzież.
Rezultatem przemian w procesach demograficznych, a przede wszystkim głębokiej depresji urodzeniowej w latach 90 oraz na początku tego stulecia, jest gwałtowne zmniejszanie się liczby dzieci i młodzieży (0-17 lat). W 1990 r. ich udział w ogólnej liczbie ludności wyniósł 29%, w 2000 r. – 24,4% a w 2010 19 %. Dzieci w wieku poniżej 15 roku życia stanowią obecnie ok. 16,5 % ogólnej populacji wobec prawie 25% w 1990 r. i 19% w 2000 r.
Dorośli
Szczególnie duże zmiany można zaobserwować także w grupie osób w wieku produkcyjnym (kobiety w wieku 18-59 lat, mężczyźni – 18-64 lata). Szacuje się, że od 1990 r. odsetek osób w wieku zdolności do pracy (w ogólnej liczbie ludności) wzrósł o ponad 6 pkt, tj. z poziomu 58,2% do ok. 64,5% w 2008 r. (w 2000 r. wynosił 60,8%), przy czym tempo przyrostu ludności w wieku produkcyjnym jest coraz wolniejsze. W 2010 roku Polska liczyła 24 miliony 624 tysięcy osób w wieku produkcyjnym, z czego kobiet było 11 mln 848 tys., a mężczyzn - 12 mln 776 tys.
Jednocześnie występuje proces starzenia się zasobów siły roboczej powodowany zwiększaniem się liczby osób w wieku niemobilnym, tj. powyżej 44 roku życia. Udział ludności w tym wieku wynosi 24,4% i jest o ponad 3 pkt większy niż w 2000 r. (osiągnął wówczas 21%).
Z danych wstępnych wynika, że w latach 2000-2009 liczba ludności w wieku produkcyjnym zwiększyła się o prawie 1,36 mln.
Emeryci
W ostatnich latach obserwowany jest także dalszy wzrost liczby osób w wieku emerytalnym (mężczyźni 65 lat i więcej, kobiety 60 lat i więcej). Udział tej grupy w ogólnej populacji wynosił w 1990 r. niespełna 13%, w 2000 r. – prawie 15%, w 2010 - już 16,5%. W 1990 r. ludność w wieku poprodukcyjnym liczyła 4,9 mln, w 2000 r. – 5,7 mln, w 2010 - 6,3 mln.
Coraz bardziej istotne stają się relacje między poszczególnymi grupami wieku ekonomicznego ludności, co obrazuje współczynnik obciążenia demograficznego. Wprawdzie obecnie (dane na 2010 r.) na 100 osób w wieku produkcyjnym przypada 55 osób w wieku nieprodukcyjnym, podczas gdy w 2000 r. było ich 64 (w 1990 r.- 72). Jednak znaczące zmiany można zaobserwować analizując odrębnie relacje liczby osób w wieku przedprodukcyjnym i poprodukcyjnym w stosunku do liczby osób w wieku produkcyjnym; generalnie zmiany są zdecydowanie na niekorzyść grupy wieku przedprodukcyjnego. Aktualnie na każde 100 osób w wieku produkcyjnym przypada 30 osób w wieku przedprodukcyjnym oraz 25 osób w wieku poprodukcyjnym, podczas gdy w 2000 r. było to odpowiednio 40 i 24, zaś w 1990 roku – 50 i 22. Udział osób w wieku 65 lat i więcej (razem mężczyzn i kobiet) stanowi obecnie 13,5%, w 2000 r. wynosił 12,4%, a w 1990 r. – 10,2%.
Struktura wieku ludności ulega nadal dynamicznym zmianom; liczba i struktura ludności w wieku produkcyjnym determinuje podaż zasobów siły roboczej na rynku pracy. Należy jednak pamiętać, że w prezentowanych stanach ludności uwzględnione zostały osoby, które czasowo wyemigrowały za granicę i – chociaż są one w Polsce zameldowane na stałe – nie są już polskimi rezydentami (jeśli ich czas pobytu za granicą wynosi co najmniej 1 rok). W zdecydowanej większości osoby te są w wieku produkcyjnym mobilnym.
Zmiany demograficzne, jakie są obserwowane w ostatnich latach, tj. przede wszystkim wzrost liczby urodzeń oraz nowo zawartych małżeństw przy odnotowywanych coraz liczniejszych powrotach z czasowej emigracji, mogą wskazywać na przełom w dotychczasowym rozwoju ludności. Jednak perspektywa szybkiego wyjścia z głębokiej depresji demograficznej, w jakiej znajduje się Polska już od dłuższego czasu (praktycznie od początku lat 90.), jest dosyć odległa. Głęboki niż demograficzny z lat 90., którego efektem był przez kilka lat najniższy – wśród krajów UE (i jeden z najniższych w krajach europejskich) – poziom dzietności oraz dość duża emigracja za granicę (zwłaszcza emigracja czasowa ludzi młodych) mogą powodować utrudnienia w rozwoju demograficznym oraz na rynku pracy.
Migracje zagraniczne ludności
Podstawowym składnikiem ubytku rzeczywistego powodującym zmniejszanie się liczby ludności Polski jest ujemne saldo migracji zagranicznych definitywnych (na pobyt stały). Szacuje się, że w 2008 r. ujemne saldo definitywnych migracji zagranicznych wyniosło ponad 15 tys. (w 2007 r. – minus 20,5 tys.). Najbardziej gwałtowny wzrost liczby emigracji na pobyt stały odnotowano w 2006 roku (z około 20-25 tys. w latach wcześniejszych do 47 tys.), saldo wyniosło wówczas minus 36 tys. Jednocześnie systematycznie wzrasta liczba imigrantów – z 7 tys. w 2003 r. do ok. 16 tys. w 2008 r. (dane wstępne).
Dodatkowo, dane wyszacowane w oparciu o różne źródła (statystyczne i poza statystyczne) wskazują, że w końcu 2007 r. na emigracji czasowej (powyżej 3 miesięcy) poza granicami Polski przebywało ok. 2 270 tys. mieszkańców naszego kraju, w tym ponad 1 925 tys. w Europie. Zdecydowana większość czasowych emigrantów z Polski przebywa w krajach członkowskich UE. Szacunkowa liczba emigrantów z Polski w UE wzrosła z ok. 750 tys. w końcu 2004 r. do ok. 1 860 tys. w końcu 2007 r., czyli prawie 2,5-krotnie. W 2008 liczba ta była już mniejsza niż rok wcześniej, ale brak głębszych danych na ten temat. Najwięcej osób przebywało w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Irlandii. Pomimo kolejnego zwiększenia skali emigracji, wyraźnie zmniejsza się jej dynamika.
Jednocześnie zwiększa się liczba Polaków powracających z czasowej emigracji. Szacuje się, że w 2007 r. powróciło ponad 200 tys. emigrantów, zaś w I połowie 2008 r. ponad 90 tys. osób – w większości młodych. W konsekwencji może to oznaczać znaczące zmiany w procesach demograficzno-społecznych.
Jednak mimo czasowego powrotu z emigracji jej dynamika zwiększa się. Np. w Wielkiej Brytanii w 2010 liczba emigrantów wzrosła prawie do 550 tys. podczas gdy na koniec 2009 roku oficjalnie na Wyspach było 520 tys. . Według danych MSZ poza granicami Polski żyje około 15-16 mln Polaków.
Urodzenia i dzietność kobiet
Według wstępnych danych w 2008 r. zarejestrowano ponad 414 tys. urodzeń żywych, co oznacza wzrost o ponad 26 tys. w stosunku do roku 2007, ale także jest to o 1/4 mniej niż w 1990 r. i ponad 40% mniej niż w 1983 r., który był szczytowym rokiem ostatniego wyżu demograficznego (prawie 724 tys. urodzeń). W 2008 r. współczynnik urodzeń wyniósł 10,9‰ (o 0,7 pkt więcej niż w roku poprzednim, ale o ponad 3 pkt mniej niż w 1990 r. i prawie 9 pkt mniej niż w 1983 r.).
W latach 1984-2003 odnotowywano systematyczny spadek liczby urodzeń – do 351 tys. w roku 2003, który był najbardziej niekorzystnym dla rozwoju demograficznego kraju; rok 2008 był piątym z kolei, w którym odnotowano większą ich liczbę. Zwiększenie natężenia urodzeń ma miejsce zarówno wśród rodzin zamieszkałych w miastach, jak i na wsi – z niewielką przewagą dla ludności miejskiej, ale współczynnik urodzeń na wsi jest w dalszym ciągu wyższy. W 2007 r. współczynnik urodzeń na wsi wynosił 10,9‰, w mieście 9,7‰ (w 2006 r. – odpowiednio 10,5‰ i 9,3‰).
Pomimo rosnącej liczby urodzeń – w dalszym ciągu poziom reprodukcji nie gwarantuje prostej zastępowalności pokoleń, nadal utrzymuje się obserwowany od 1989 r. okres depresji urodzeniowej. W 2008 r. współczynnik dzietności wynosił 1,39[8], co oznacza wzrost (o 0,17 pkt) w stosunku do odnotowanego w 2003 r., w którym wskaźnik ten był najniższy od ponad 50 lat.
Najbardziej korzystną sytuację demograficzną określa współczynnik kształtujący się na poziomie 2,1-2,15, tj. gdy w danym roku na jedną kobietę w wieku 15-49 lat przypada średnio 2 dzieci.
Należy zaznaczyć, że kobiety urodzone w latach ostatniego wyżu demograficznego (roczniki 1979-1983, a także 1984-1988) znajdują się obecnie w wieku intensywnej, najwyższej płodności – stąd rosnąca liczba urodzeń.
Przyczyny zmian
Wynikiem przeobrażeń demograficznych rozpoczętych w latach 90. jest między innymi przesunięcie najwyższej płodności kobiet z grupy wieku 20-24 lata do grupy 25-29 lat, a także znaczący wzrost płodności w grupie wieku 30-34 lata, który w znacznej mierze jest skutkiem realizacji urodzeń wcześniej „odłożonych”. Jest to efekt wyboru, jakiego dokonują ludzie młodzi decydując się najpierw na osiągnięcie określonego poziomu wykształcenia oraz stabilizacji ekonomicznej, a dopiero potem na założenie rodziny oraz jej powiększanie. Konsekwencją zmiany zachowań prorodzinnych jest podwyższenie zarówno średniego wieku rodzenia dziecka, który w 2007 r. wynosił 27,9 roku (wobec ok. 26 lat w połowie lat 90.), jak i średniego wieku urodzenia pierwszego dziecka – 25,8 w 2007 r. (ok. 23 lata w latach 90.).
Zmieniła się także struktura poziomu wykształcenia matek – w stosunku do początku lat 90. ponad pięciokrotnie wzrósł odsetek matek z wykształceniem wyższym (z 6% do ok. 32%), natomiast istotnie zmniejszył się odsetek kobiet z wykształceniem podstawowym i bez wykształcenia (z 18% do ok. 7%). Na dzietność kobiet w istotnym stopniu wpływa liczba zawieranych związków małżeńskich. Zdecydowana większość dzieci rodzi się w rodzinach tworzonych przez prawnie zawarte związki małżeńskie (w 2007 r. – ponad 80%), przy czym prawie połowa dzieci rodzi się w okresie pierwszych trzech lat trwania małżeństwa rodziców. Jednocześnie od kilkunastu lat systematycznie rośnie odsetek urodzeń pozamałżeńskich. Na początku lat 90. ze związków pozamałżeńskich rodziło się ok. 6-7% dzieci, zaś w ostatnich latach 17-20%. Odsetek ten jest zdecydowanie wyższy w miastach – w 2007 r. wynosił ponad 22%, na wsi – ponad 15%.
Rosnący współczynnik dzietności pozamałżeńskiej może oznaczać, że zwiększa się liczba rodzin tworzonych przez związki partnerskie lub wzrasta liczba matek samodzielnie wychowujących dzieci. Na wielkość tego współczynnika ma też zapewne fakt, że około 4-5% urodzeń dotyczy kobiet nieletnich,w wieku 15-19 lat.
Umieralność
Wstępne dane wskazują, że w 2008 r. zmarło ponad 379 tys. osób, co oznacza o 2 tys. więcej niż w 2007 r.; współczynnik umieralności pozostał bez zmian na poziomie 9,9‰. W ogólnej liczbie osób zmarłych ok. 47% stanowią kobiety.
W latach 1992-1998 obserwowany był systematyczny spadek umieralności; od 1999 r. nastąpił wzrost – rejestrowano ok. 360-380 tys. zgonów rocznie. Także w ostatnich latach liczba zgonów nieznacznie wzrastała, ale tempo tego wzrostu jest w miarę stabilne – co można przyjąć za początek procesu stabilizacji poziomu umieralności w Polsce.
Przyczyny
Głównymi przyczynami zgonów w Polsce są choroby układu krążenia i choroby nowotworowe; stanowią one ponad 70% wszystkich zgonów, trzecią grupą przyczyn są urazy i zatrucia – prawie 7%.
W zakresie umieralności z powodu chorób układu krążenia od kilku lat obserwuje się istotną poprawę. W pierwszej połowie lat 90. choroby te były przyczyną ponad 52% ogółu zgonów; na początku tego stulecia – prawie 48%, zaś w 2007 r. stanowiły 45,4% wszystkich przyczyn. Wśród kobiet umieralność w wyniku chorób układu krążenia jest zdecydowanie wyższa, ich udział w ogólnej liczbie zgonów wśród kobiet wynosi prawie 52%, a wśród mężczyzn ok. 40%.
Stopniowo zmniejsza się także odsetek zgonów powodowanych urazami i zatruciami, które obecnie stanowią 6,6% wszystkich zgonów, wobec 7,6% na początku lat 90. W tym przypadku także występuje duże zróżnicowanie umieralności według płci; wśród mężczyzn urazy i zatrucia stanowią 9,6% przyczyn, a wśród kobiet ok. 3,5%.
Niekorzystnym zjawiskiem jest bardzo szybki wzrost liczby zgonów powodowanych chorobami nowotworowymi, przy jednoczesnym wzroście liczby nowych zachorowań. W 1990 r. nowotwory złośliwe były przyczyną prawie 19% zgonów, w 2000 r. stanowiły 23%, a obecnie 24,6% wszystkich przyczyn (wśród mężczyzn stanowią niewiele ponad 26%; wśród kobiet – ponad 23%).
Dzieci
W 2008 r. zarejestrowano 2,3 tys. zgonów dzieci w wieku poniżej 1 roku życia (tyle samo co przed rokiem). Pozytywny, obserwowany nieprzerwanie trend malejącej umieralności niemowląt potwierdza współczynnik wyrażający liczbę zgonów niemowląt na 1000 urodzeń żywych, który w minionym roku zmniejszył się (o 0,4 pkt) do poziomu 5,6‰ (w 1990 r. wynosił 19,3‰). W ogólnej liczbie zmarłych niemowląt ponad 80% umiera przed ukończeniem pierwszego miesiąca życia (w okresie noworodkowym), w tym ok. 2/3 w okresie pierwszego tygodnia życia.
Przyczyną ponad połowy zgonów niemowląt są choroby i stany okresu okołoporodowego, czyli powstające w trakcie trwania ciąży matki i w okresie pierwszych 6 dni życia noworodka, kolejną 1/3 zgonów stanowią wady rozwojowe wrodzone, a pozostałe są powodowane chorobami nabytymi w okresie niemowlęcym lub urazami. Podobnie jak ogólny współczynnik zgonów niemowląt także współczynnik umieralności okołoporodowej (urodzenia martwe i zgony niemowląt w wieku 0-6 dni na 1000 urodzeń żywych i martwych) wykazuje tendencję spadkową; w 2007 r. kształtował się na poziomie ok. 8,0‰; na początku tego stulecia wynosił prawie 10‰; zaś na początku lat 90. – prawie 20‰.
Trwanie życia
W 2008 r. w Polsce mężczyźni żyli przeciętnie 71,3 lat, natomiast kobiety 80 lat. W porównaniu z początkiem lat 50. ubiegłego stulecia jest to o ok. 15 lat więcej dla mężczyzn i ok. 18 lat więcej dla kobiet - podał Główny Urząd Statystyczny.
Korzyści wynikające z rozwoju nowych technologii medycznych i nowoczesnych metod diagnostycznych oraz poprawa kondycji zdrowotnej Polaków realizowana przez prozdrowotny styl życia, mają swoje odzwierciedlenie w trwającym już od ponad 15 lat spadku natężenia zgonów, a tym samym wydłużaniu przeciętnego trwania życia.
Różnice w regionach
W 2008 r. przeciętne trwanie życia mężczyzn zamieszkałych w miastach wynosiło 71,6 lat, tj. prawie o rok więcej niż mężczyzn na wsi, natomiast wśród kobiet było odwrotnie – mieszkanki wsi żyły 80,2 lat, czyli o 0,4 roku dłużej niż kobiety w miastach. Relacje takie zaobserwowano dopiero w latach dziewięćdziesiątych. Wcześniej, przez okres ponad 20 lat, zarówno mężczyźni jak i kobiety mieszkający na wsi żyli dłużej niż ludność miast.
W Polsce występuje wysoka nadumieralność mężczyzn. Mimo iż w latach 90. różnica między przeciętnym trwaniem życia kobiet i mężczyzn malała (w 1991 r. – 9,2 lat; w 2001 – 8,2), początek nowego stulecia przyniósł ponowny wzrost tej wartości do 8,7 w 2008 r.
Nadal utrzymuje się duże regionalne zróżnicowanie przeciętnego trwania życia. W województwie łódzkim średnia długość trwania życia mężczyzn jest najkrótsza w Polsce – w 2008 r. wynosiła 69,1 lat. Jest to o 4 lata mniej niż w województwie podkarpackim, które od lat jest wiodącym pod względem długości trwania życia. Na wyróżnienie zasługują również województwa małopolskie, pomorskie i podlaskie, w których przeciętne trwanie życia mężczyzn w 2008 r. przekroczyło próg 72 lat.
Zróżnicowanie średniego trwania życia kobiet w przekroju wojewódzkim jest mniejsze – maksymalna różnica wynosi 2,6 roku. Najkrócej żyją mieszkanki woj. łódzkiego oraz śląskiego – 78,9 lat, natomiast najdłużej mieszkanki województwa podkarpackiego i podlaskiego – powyżej 81 lat. Wieku co najmniej 80 lat dożywają także kobiety mieszkające w województwie małopolskim, świętokrzyskim, mazowieckim, lubelskim i opolskim.
Mimo pozytywnych zmian w wydłużaniu przeciętnego trwania życia, Polska nadal wypada niekorzystnie na tle czołówki krajów europejskich. Wiek dożywania Polaków jest krótszy o kilka lat: mężczyzn o ok. 8 lat, kobiet o 4-5 lat.[9]
Prognoza ludności do 2035 roku[edytuj]
Wyniki długookresowej prognozy ludności Polski na lata 2008-2035 Głównego Urzędu Statystycznego wskazywały, że w perspektywie kolejnych 26 lat, tzw. horyzontu prognozy, liczba ludności Polski będzie systematycznie zmniejszać się, przy czym tempo tego spadku będzie coraz wyższe wraz z upływem czasu.
Przewidywano, że w 2010 roku ludność Polski osiągnie prawie 38092 tys. osób (faktycznie: 38200 tys.), w 2020 – ok. 37830 tys., zaś w 2035 roku – ok. 35993 tys. – przy założeniu scenariusza prognozy określanego jako najbardziej realistyczny. Podobny stan ludności wystąpił w Polsce w latach 1981-1982, kiedy to był obserwowany ostatni boom urodzeniowy.
Prognozowane stany ludności oraz dynamika zmian w latach 2007-2035[edytuj]
Ubytek liczby ludności w stosunku do 2007 r. ma wynieść w końcu horyzontu prognozy ponad 2,2 mln osób, co oznacza 5,6% ludności mniej.
Pierwsze lata prognozy miały przynieść niewielki spadek – poniżej 10 tys. osób rocznie; znaczące zmiany rozpoczną się po roku 2015, zaś ostatnie pięciolecie zaznaczy się ponad 800 tys. spadkiem liczby osób. W kolejnych latach okresu 2008-2020 przeciętne roczne tempo spadku liczby ludności miało wynosić od -0,12% do -0,02%, w kolejnych pięcioleciach po 2020 roku osiągnąć dynamikę od -0,55% do -0,26%.
Różny przebieg będą miały wspomniane procesy w miastach i na obszarach wiejskich. O ile w miastach do 2035 roku będziemy obserwować nieustanny ubytek ludności, to na terenach wiejskich do 2022 roku liczebność zamieszkującej tam populacji będzie wzrastała – do 102,6% stanu z końca 2007 roku, zaś przez kilkanaście następnych lat przewiduje się niewielki spadek. W 2035 liczba ludności zamieszkującej obszary wiejskie będzie nieznacznie mniejsza od stanu z końca 2007 roku.
Prognoza liczby ludności według ekonomicznych grup wieku w wybranych latach 2005-2035 (w tys.)
Przebieg zmian stanu i dynamiki ludności na obszarach miejskich i wiejskich wynika w dużej mierze ze zróżnicowania zachowań demograficznych mieszkańców miast i wsi. Obserwowane od kilku lat przemieszczenia ludności z miast na obszary podmiejskie są dodatkowym czynnikiem, który będzie miał wpływ na przebieg procesów demograficznych w miastach i na wsi.
Prezentowana aktualnie prognoza jest bardziej optymistyczną w stosunku do poprzedniej prognozy GUS, opracowanej w 2003 roku na lata 2003-2030 – na podstawie wyników spisu ludności z 2002r. oraz ówczesnych przesłanek perspektywicznego rozwoju demograficznego. Należy przypomnieć, że według wyników prognozy z 2003 roku ludność Polski miała ulec zmniejszeniu o ponad 2,5 mln osób, przy czym w miastach o ok. 3 mln.
Przewidywane aktualnie zmiany w intensywności urodzeń i zgonów mogą spowodować utrzymywanie się dodatniego przyrostu naturalnego (różnica między liczbą urodzeń i zgonów) do 2013 roku. W kolejnych latach – wraz z postępującymi niekorzystnymi zmianami w strukturze ludności według wieku, takimi jak: starzenie się społeczeństwa, zmniejszanie się liczebności kobiet w wieku rozrodczym – przewidywany jest coraz wyższy ujemny przyrost naturalny. Nadwyżka zgonów nad urodzeniami w 2035 roku zbliży się do 180 tys. Jest to konsekwencja z jednej strony malejących i bardzo niskich urodzeń obserwowanych od początku lat 90. do końca 2003 roku, utrzymujących się na stosunkowo wysokim poziomie migracji zagranicznych definitywnych (na pobyt stały), zaś z drugiej – efektem korzystnych zmian w procesie umieralności oraz dalszym trwaniu życia. Są to również główne przyczyny poważnych zmian w prognozowanej strukturze ludności według wieku.
Małżeństwa
W 2010 r. powstało 228 tys. nowych związków małżeńskich – o ponad 22 tys. mniej niż rok wcześniej. Współczynnik małżeństw (liczony na 1000 ludności) spadł o 0,6 pkt. do poziomu 6,0‰. Począwszy od 2003 r. obserwowano wzrost liczby nowo zawartych małżeństw, jednak w latach 2009 i 2010 nastąpił jej ponowny spadek. Częstość zawierania małżeństw w miastach i na wsi jest podobna.
Niezmiennie wśród nowo zawartych związków ok. 85% stanowią małżeństwa pierwsze, tj. panien z kawalerami. Małżeństwa wyznaniowe, tj. zawarte w kościołach i jednocześnie zarejestrowane w urzędach stanu cywilnego, stanowią około 68% zawieranych prawnie związków.
Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat zdecydowanie zwiększył się wiek nowożeńców. Na początku lat 90. ponad połowa mężczyzn zawierających małżeństwo była w wieku poniżej 25 lat, w 2010 roku – już tylko 1/5; wśród kobiet udział ten zmniejszył się z 73% do 39%. Najczęściej mężczyźni żenią się „przed trzydziestką”; w 2010 r. ich średni wiek (mediana) zawierania małżeństwa wynosił 28, tj. o ponad 3 lata więcej niż na początku lat 90. Panny młode też są starsze, w 2010 roku miały – średnio – 26 lat, wobec niepełna 23 lat na początku lat 90. Nastąpiło przesunięcie grupy wiekowej najczęstszego zawierania małżeństwa na 25-29 lat, jej udział wynosi obecnie 42% (w 1990 r. – niespełna 14%). Nowożeńcy w miastach są o ok. 1,5 roku starsi od mieszkających na wsi.
Zmieniła się także struktura wykształcenia nowożeńców – w 2010 r. kobiety legitymowały się najczęściej wykształceniem wyższym – 44% (w 1990 r. – udział ten wynosił tylko 4%) lub średnim – 40% (podobnie w 1990 r.), zasadnicze zawodowe stanowiło 9% (w 1990 r. – 35%). Wśród mężczyzn – w przypadku wykształcenia średniego ponad 41% (w 1990 r. – 28%), z wykształceniem wyższym ponad 31% (5% na początku lat 90.); odnotowano dwukrotnie większy niż u kobiet udział zasadniczego zawodowego – 19% (51% w 1990 r.).
W końcu 2010 roku w Polsce istniało 8985 tys. małżeństw.
Rozwody i separacje
W 2010 r. rozwiodło się ok. 61 tys. par małżeńskich, ok. 36‰ zawartych małżeństw. Współczynnik rozwodów także spadł (o 0,1‰) i wyniósł 1,6‰.
Liczba rozwodów zwiększała się systematycznie od kilkunastu lat; w latach 2004-2006 odnotowano jej gwałtowny wzrost do 72 tys. w 2006 r. (w latach 1995-2002 orzekano ok. 40-45 tys. rozwodów rocznie). W 2010 r. na 1000 istniejących małżeństw prawie 7 zostało rozwiązanych na drodze sądowej, podczas gdy na początku lat 90. niespełna 5. Ponad dwukrotnie częściej rozwodzą się mieszkańcy miast (ok. 8,8 na 1000 małżeństw) niż wsi (ok. 3,8 na 1000 małżeństw)[3].
Rozwiedzeni małżonkowie przeżywają ze sobą – średnio – ok. 14 lat (staż małżeński nieznacznie się wydłuża). W 2010 r. średni wiek mężczyzn w momencie rozwodu to ok. 42 lat i legitymowali się wykształceniem zasadniczym zawodowym – 36% lub średnim – 30%, wyższe stanowiło 16%; kobiety były o ponad 2 lata młodsze i najczęściej posiadały wykształcenie średnie – 38%, wyższe – 24% oraz zasadnicze zawodowe – 23%.
W ponad 2/3 przypadków powództwo o rozwód wnosi kobieta. Natomiast orzeczenie rozwodu z winy żony następuje w niewiele ponad 3% przypadków, ale przeważnie sąd nie orzeka winy (ponad 70% rozwodów).
Najczęściej jako przyczynę rozwodu małżonkowie deklarują niezgodność charakterów (1/3 wszystkich rozwodów), kolejne przyczyny to zdrada lub trwały związek uczuciowy z inną osobą (1/4 rozwodów) oraz alkoholizm (20%).
Wśród rozwiedzionych w 2010 r. małżeństw ok. 60% wychowywało w sumie ponad 52 tys. nieletnich dzieci (będących w wieku do 18 lat). Najczęściej (57% przypadków) sąd przyznaje opiekę nad dziećmi wyłącznie matce, wyłącznie ojcu jedynie w niespełna 4% przypadków, a 36% rozwiedzionych małżeństw wychowuje dzieci wspólnie.
Procedura prawnego orzekania o separacji została wprowadzona w Polsce w końcu 1999 roku. Liczba orzekanych sądownie separacji wzrastała bardzo szybko (od ok. 1,3 tys. w 2000 r. do 11,6 tys. w 2005 r.). Od w 2006 r. następuje spadek liczby separacji – w 2010 r. orzeczono ich niespełna 2,8 tys.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
