czwartek, 2 października 2014

Obietnice Ewy Kopacz w expose


1. Zwiększenie wydatków obronnych od 2016 r do 2% PKB

2. Od 2015 roku dodatkowe 39 mln złotych dla żołnierzy

3. Nowe prawo działalności gospodarczej na początku 2015 roku

4. Przyspieszenie prac nad nowym kodeksem budowlanym

5. W 2015 konkretne ułatwienia dla podatników: podatnik będzie mógł załatwić swoje sprawy w dowolnym urzędzie
6. Specjalna ustawa antykryzysowa dla firm objętych embargiem

7. Restrukturyzacja i ochrona polskiego górnictwa przed nieuczciwą konkurencją

8. Pakiet kolejkowy i onkologiczny od przyszłego roku

9. 2 mld złotych na budowę przyzakładowych przedszkoli

10. Podwojenie nakładów na budowę żłobków i przedszkoli w 2015 roku (z 50 mln do 100 mln złotych)
11. Urlopy rodzicielskie dla wszystkich rodziców, także dla bezrobotnych, studentów, rolników i pracujących na umowach o dzieło. Otrzymają oni nowe świadczenia rodzicielskie. Będą mogli je pobierać 12 miesięcy po urodzeniu dziecka. Świadczenie wyniesie ok. 1 tys zł

12. Likwidacja "śmieciowego jedzenia" w szkołach

13.  Program stażów dla studentów w administracji publicznej

14. Sfinansowanie zagranicznych studiów Polaków, pod warunkiem, że będą pracować w kraju przez 5 lat po zakończeniu studiów

15. Bezpłatne porady prawne na poziomie lokalnym "Prawo dla każdego"

16. Oddanie do użytku 250 km dróg ekspresowych do końca 2015 roku

17. Modernizacja kolei - 70 proc. taboru PKP Intercity ma być nowa lub zmodernizowana

18. Baza wiedzy, informacji podatkowej i pomoc doradcy dla mikroprzedsiębiorców przez pierwsze 18 miesięcy działalności

19. Domy dziennej opieki dla seniorów

20. Sfinansowanie przez państwo specjalizacji wszystkich absolwentów medycyny 2012-2015

21. Złotówka za złotówkę: zamiast odbierania rodzicom świadczenia, zostanie ono zmniejszone o tyle, o ile przekroczyli próg

22. Do 2017 r. bezpłatne podręczniki w szkołach i gimnazjach

23. Powołanie funduszu stabilizacji dochodów rolniczych - utworzą go odpisy od wartości sprzedanych produktów w wysokości 0,2%

24. Drogi za blisko 93 mld zł - oddanie do użytku sieć autostrad A1, A2, A4 i dróg ekspresowych oraz całą obwodnicę Warszawy

25. BGK zwiększy środki do 25 mld zł na zasilenie polskiej przedsiębiorczości

26. Rozszerzenie programu de minimis o wsparcie dla przedsiębiorców na rzecz eksportu. Wydłużenie funkcjonowania programu do 2016 r.

27. Waloryzacji emerytur w 2015 roku: na ten cel zostanie przeznaczonych 3,8 mld zł

28. Odbudowa szkolnictwa zawodowego

29. Modernizacja polskich portów - w 2015 r. wydatki rzędu miliarda złotych, do końca dekady - 11 miliardów złotych

niedziela, 21 września 2014

Zarobki POlszewików

Ustalenia NIK dotyczące płac urzędników PO okazały się szokujące. Przeciętny pracownik kancelarii prezydenta, wliczając w to sprzątaczki, zarabia 9,2 tys. zł brutto. W Kancelarii Prezesa Rady Ministrów jest to 7,8 tys., a w obsłudze sejmu 8,2 tys. Do tego dochodzą nagrody. Najbardziej szczodry z ministrów Radosław Sikorski przeznaczył na nagradzanie współpracowników 27 mln zł! - pisze „Gazeta Polska”.

Miliony Polaków nie mają pracy, zarabiają grosze albo dostają emerytury, które ledwo wystarczają na przeżycie do pierwszego. Są jednak miejsca, gdzie rząd pieniędzy nie skąpi, gdzie średnia płaca to 9 tys. zł na miesiąc, gdzie nie brakuje setek milionów na premie i rozmaite dodatki. To na ludziach tam właśnie pracujących opiera się władza Platformy. Tak funkcjonuje system, który od 2007 r. zbudował Donald Tusk.

Zarobić i się nie narobić

– Nie możemy sobie dawać nagród, gdy nie możemy dać ludziom podwyżek – zapewniał premier z właściwą sobie obłudą kilkanaście miesięcy temu. Potem odmawiał nawet niewielkiego zwiększenia kilkusetzłotowych świadczeń dla rodziców rezygnujących z pracy, by opiekować się niepełnosprawnymi dziećmi. A teraz, w przedwyborczym geście, zaoferował emerytom podwyżki aż o… 36 zł.

Zupełnie inaczej traktowani są członkowie kasty urzędniczej, których posłuszeństwo rząd PO-PSL po prostu cynicznie kupuje. Według danych Najwyższej Izby Kontroli przeciętna płaca w kancelarii premiera wzrosła w ubiegłym roku o około 200 zł – do 7,8 tys. zł miesięcznie! A jeśli weźmiemy pod uwagę, że do średniej wliczane są zarobki np. sprzątaczek czy pracowników obsługi, to łatwo wyliczyć, że urzędnicy dostają kwoty jeszcze wyższe, sięgające 10 tys. zł miesięcznie. Kosztuje to nas wszystkich niemało, bo choć liczba etatów w KPRM zwiększyła się w ciągu dwóch lat tylko o sześć, to fundusz wynagrodzeń wzrósł aż o 3 mln zł – z 47 do 50 mln zł.

Ale i tak kancelarię premiera bije na głowę prezydencka. U Bronisława Komorowskiego przeciętny zarobek to aż 9,2 tys. zł brutto. Jednak prezydenccy urzędnicy zapewne nie są zadowoleni: rok wcześniej zatrudnione tam osoby zarabiały średnio 9,7 tys. zł.

Pracownicy obsługujący sejm nie pozostają w tyle. Dostają 8,2 tys. zł na miesiąc. Z kolei minister zdrowia Bartosz Arłukowicz uznał, że potrzebuje kolejnych doradców i utworzył Radę ds. Ratyfikacji, która ma wspomagać Agencję Oceny Technologii Medycznych i Ratyfikacji. Wprawdzie sama Agencja pełni funkcje doradcze, ale nieco dodatkowych etatów, opłacanych przecież nie z kieszeni ministra, tylko naszej – podatników, nie zawadzi. Opłacanych zresztą szczodrze, bo za jedno spotkanie Rady jej członek otrzymuje 3,5 tys. zł, zatem za trzy dni pracy w miesiącu doradca Arłukowicza zarabia 10,5 tys.

Od 2010 r. nauczyciele i inni pracownicy budżetówki nie mieli podwyżek. Tymczasem płace urzędników państwowych w większości urzędów centralnych i rządowych wzrosły tylko w ubiegłym roku od 50 do 300 zł miesięcznie. W tym samym czasie emerytury podniesiono o… 5 zł. A przecież mowa tu o instytucjach, w których średnie zarobki są i tak na wysokim poziomie – przynajmniej 5 tys. zł. Jak jednak było to możliwe, skoro oficjalnie obowiązuje zarządzenie o zamrożeniu urzędniczych pensji? Rząd znalazł prosty sposób na ominięcie zakazu i dalsze kupowanie poparcia swego najwierniejszego elektoratu: rozdaje premie i nagrody na ogromną skalę. Przeznaczono na nie w ciągu roku ponad 102 mln zł. Najbardziej szczodrym z ministrów okazał się Radosław Sikorski, który pracownikom MSZ przyznał 27 mln zł nagród. Dużo na premie przeznaczył też minister finansów – 15 mln zł. Najskromniej obdarował swych urzędników minister kultury – dostali zaledwie 800 tys. zł.

Na szczytach

Dziwi nas, a czasem szokuje postępowanie prokuratorów w śledztwie smoleńskim? Stanie się ono z pewnością bardziej zrozumiałe, gdy dowiemy się, że w Prokuraturze Wojskowej oficerowie zarabiają 13,7 tys. zł na miesiąc (cywile w Prokuraturze Generalnej „jedynie” 10 tys.).

Gdy miliony Polaków ledwo wiążą koniec z końcem, gdy Platforma doprowadziła do podwyższenia wieku emerytalnego do 67. roku życia ze względu na tragiczną sytuację budżetu, politycy nie żałują pieniędzy z kieszeni podatników także na własne wynagrodzenia. W zeszłym roku wybuchł skandal, szybko zresztą wygaszony w mainstreamowych mediach, gdy wyszło na jaw, że marszałek sejmu Ewa Kopacz, która zarabia 17 tys. zł, przyznała sobie premię w wysokości 50 tys. zł. Podobne otrzymali zresztą jej zastępcy. Natomiast gdy Donald Tusk był w latach 2002–2005 wicemarszałkiem sejmu, otrzymał 180 tys. zł nagród.

Najwięcej na nagrody dla polityków kierujących sejmem przeznaczono w 2008 r., gdy marszałkiem był Bronisław Komorowski. Wypłacono im wtedy łącznie 305 tys. zł. Sam Komorowski przyznał sobie 65 tys. zł premii. Podobnie jest w senacie, gdzie marszałek Bogdan Borusewicz, który zarabia 19,5 tys. zł, przyznał nieprzyzwoicie wysokie premie sobie (50 tys. zł) i swoim zastępcom (po 27 tys.).

Przykład ze szczytów władzy idzie oczywiście na jej niższe szczeble. Oto np. na premie dla urzędników zatrudnionych w warszawskim oddziale Narodowego Funduszu Zdrowia poszły z budżetu niemal 2 mln zł. Średnia premia wyniosła 6,4 tys. zł. Urzędnicy z NFZ poza premiami otrzymali też nagrody – przeciętnie w wysokości 3 tys. zł. W tym samym czasie w kasie mazowieckiego NFZ zabrakło 280 mln zł.

Artykul pochodzi z : www.niezależna.pl

środa, 10 września 2014

Nowy Porządek Świata - New World Order – NWO

Niewielu ludziom nazwa „Nowy Porządek Świata” („New World Order” – NWO) cokolwiek mówi. Ci którzy mieli do czynienia z tym pojęciem nie potrafią dokładnie powiedzieć co to jest, i z czym się to je. Tymczasem idea „Nowego Porządku Świata” jest de facto głównym nurtem współczesnej polityki (tak samo na szczeblu międzynarodowym jak i lokalnym) przez co nieznajomość zagadnienia może okazać się brzemienna w skutkach.
Mówiąc najogólniej „Nowy Porządek Świata” ma tylko jeden cel – absolutna, nieprzemijająca władza dla tych którzy stoją na szczycie. Koncepcja ta została stworzona jako narzędzie do ustanowienia dyktatury w skali globalnej – władzy absolutnej, której (dzięki globalnemu charakterowi) nie zagrozi żaden wróg zewnętrzny, a każda próba zrywu czy buntu w jednym kraju zostanie zdławiona przez żołnierzy krajów pozostałych.

Od narodzin ludzkości tysiące władców chciało roztoczyć nad swoimi poddanymi absolutną władzę. Wielu z nich ten pomysł udało się zrealizować. Zawsze jednak dwa problemy stawały na drodze władców. Pierwszy to wróg wewnętrzny – sami poddani którzy pod wodzą wybitnych jednostek potrafili powalić na kolana ludzi uważających się za bogów. Drugim problemem był wróg zewnętrzny. Kiedy żył na świecie maniak pragnący władzy bardziej niż czegokolwiek, zawsze pojawiał się ktoś dla równowagi (przykład – Józef Stalin i Adolf Hitler). A przez złośliwość losu maniak ten zamieszkiwał sąsiednie królestwo i w końcu jeden czy drugi tracił władzę.
Tak więc dyktatura lokalna nie jest niczym nowym. Nowością stała się dyktatura globalna. Koncepcja utworzenia państwa obejmującego cały znany cywilizowany świat. W ten sposób wróg zewnętrzny zostałby wyeliminowany a wroga wewnętrznego w razie gdyby lokalna armia nie potrafiła zniszczyć zniszczyłaby armia pochodząca z innego regionu świata.
Pierwszy raz świat miał do czynienia z czymś takim po zakończeniu Kongresu Wiedeńskiego. Po tym jak Napoleon został pokonany, zwycięzcy wspólnie stworzyli obraz nowego świata. Obalone monarchie wróciły na trony a system na powrót stał się absolutystyczny. Monarcha znów miał najwyższą władzę, wprowadzono cenzurę, rozbudowano sieć agentów. Ponadto zwycięskie państwa uzgodniły że będą sobie wzajemnie pomagały w tłamszeniu każdego zrywu niepodległościowo-rewolucyjnego. Święte Przymierze miało od tej pory niszczyć każdego wroga, czy to zewnętrznego czy wewnętrznego. Nad światem zawisła groźba globalnej dyktatury. Próba ta jednak zakończyła się niepowodzeniem i nowy ład przetrwał jedynie 30 lat aż do wiosny ludów. Nacjonalistyczno-rewolucyjne nastroje ogarnęły Europę i na nic nie pomogło wojsko ani policja.
W czasach późniejszych nastała swego rodzaju moda na ideologie mające zapewnić powszechny dobrobyt i pokój na ziemi. Komunizm miał przynieść wszystkim narodom zjednoczenie i powszechną równość. Miliony ludzi łykało ze smakiem słowa Włodzimierza Uljanowa (pseudonim „Lenin”), ale ich górnolotne oczekiwania spotkały się z twardą skałą rzeczywistości. Podczas gdy komuniści mordowali kolejnych ludzi, w samym sercu Europy wyrosły kolejne chore ideologie – faszyzm i narodowy socjalizm. Walka wolnych ludzi z tymi trzema utopijnymi mrzonkami dla naiwnych pochłonęła miliony istnień i zrujnowała świat. Ludzie starający się wprowadzić dyktaturę siłą zobaczyli, że nie jest to możliwe bez jej dobrowolnego przyjęcia. Od tej pory bronią architektów NWO stały się nie dywizje czy armie ale propaganda, strach, terroryzm, podstęp, media i chwyty socjotechniczne. Ludzie zostaną wydymani w białych rękawiczkach, po cichu i bez ich wiedzy.

1. Władza absolutna dla wąskiej elity. Nowy Porządek Świata – współczesne przejawy
Jak już zostało powiedziane cel „Nowego Porządku Świata” jest tylko jeden: niczym nie ograniczona władza. Niestety dla architektów NWO ludzie zawsze woleli być wolnymi niż płaszczyć się pod butem wszechpotężnej władzy więc opracowano sposoby na walkę z przyszłymi buntownikami.
Gwarantem utrzymania dyktatury jest stworzenie jej w skali globalnej. Wtedy nie byłoby żadnego wroga zewnętrznego a wróg wewnętrzny zostałby spacyfikowany przez Globalną Armię. Pierwszym etapem tworzenia Światowego Rządu jest unifikacja poszczególnych regionów w kontynentalne mocarstwa zespolone gospodarczo, prawnie i administracyjnie. Obecnie istnieją już unie kontynentalne: Unia Europejska, Unia Afrykańska, Unia Narodów Południowoamerykańskich. Jeśli o 2 ostatnich słyszysz pierwszy raz to nie masz się czego wstydzić. 90% populacji też nie ma o tym pojęcia. W najbliższych latach możemy się spodziewać otwartego proklamowania Rządu Światowego stworzonego na bazie ONZ oraz unii kontynentalnych.
Najbardziej niepokojącym zjawiskiem jakie możemy obserwować jest łączenie ekonomii wszystkich regionów świata w jedną całość, którą bardzo łatwo kontrolować. Najważniejszymi międzynarodowymi instytucjami ekonomicznymi są:
- Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, Światowa Organizacja Handlu.
Nie łudźmy się, że celem tych instytucji jest szerzenie dobrobytu. Indonezja, Tajlandia czy Argentyna już zdążyły przekonać się na własnej skórze, że wprowadzanie wytycznych Międzynarodowego Funduszu Walutowego to droga do zapaści i socjalizmu. Kolejną tendencją jest wprowadzanie jednej waluty kontynentalnej. Przykładem takiego postępowania jest wprowadzenie Euro. Ale ta słynna na naszym kontynencie waluta nie jest jedyną. Planowane jest też wprowadzenie innych kontynentalnych walut – Amero i Afro. Wprowadzenie wspólnej waluty ma być kolejną metodą na kontrolowanie lokalnych rządów. W przypadku gdyby któryś rząd przeprowadzał reformy gospodarcze niezgodne z dyrektywami rządów wyższego szczebla (unijnych), można łatwo zaburzyć gospodarkę atakując walutę – układ krwionośny ekonomii. Wprowadzanie wspólnej waluty pod pozorem ułatwienia handlu nie odpowiada na potrzeby lokalnych społeczeństw i przynosi więcej strat niż korzyści.

Przede wszystkim pacyfikacja myślących inaczej niż władza musi przebiegać legalnie i za aprobatą ludzi. W tym celu prawo staje się coraz bardziej restrykcyjne. Pod pozorem walki z terroryzmem aparat przymusu dostaje coraz większe uprawnienia. Sztandarowym przykładem jest tu zmienione po 11 września 2001 roku (dzień ataku na WTC i Pentagon) prawo USA. Dokument nazywany „Patriot Act” zezwala służbom bezpieczeństwa USA na podsłuchiwanie, inwigilację i zbieranie informacji finansowych o każdym kto jest podejrzany o terroryzm, w dodatku bez zgody sądu. Zezwala też na wzmożone kontrole na granicach, ingerowanie w finanse osób prywatnych.
Kolejnym przejawem zwiększania uprawnień aparatu ucisku jest FEMA (Amerykańska Agencja Zarządzania Kryzysowego). W razie czerwonego alarmu FEMA ma prawo przejąć jakąkolwiek własność prywatną, jakiekolwiek fundusze, otoczyć kordonem miasta, przejąć władzę nad transportem i drogami, zwieźć ludzi do tymczasowych obozów relokacyjnych. W Stanach Zjednoczonych wybudowano kilkaset takich „obozów koncentracyjnych”. Kontrolowanie wielomilionowych populacji ma ułatwić kolejny wynalazek. Elektroniczny chip wszczepiany pod skórę będzie w stanie przekazać odpowiednim organom miejsce pobytu, stan konta i stan zdrowia każdego człowieka któremu będzie wszczepiony. Ułatwić kontrolę mają także kamery obserwujące rozrastające się wciąż miasta. W samym Londynie po zamachach z siódmego lipca zamontowano ich cztery miliony.
Lokalizacja niektórych obozów relokacyjnych FEMA w USA
Wszelkie formy organizowania się ludzi są niemile widziane. A że jakaś organizacja mogła powstać musi istnieć forma komunikacji między członkami. Zapobiec ma temu zniesienie wolności słowa. Nie trzeba strzelać do tych którzy głoszą swój przekaz. Wystarczy tylko, że opanuje się środki masowego przekazu. O ile kontrola prasy czy telewizji wymaga jedynie pieniędzy, internet cenzurować jest o wiele trudniej. Na to jednak też są metody (np ACTA).
„Nowy Porządek Świata” byłby niczym bez kontrolowania majątku swoich poddanych. Pieniądze nie mogą się znajdować w rękach ludzi którzy mogą ich użyć do zorganizowania masowego wyzwolenia spod buciorów władzy. Poza tym do realizowania założeń NWO potrzebne są duże pieniądze. W końcu utrzymanie aparatu przymusu, biurokracji i międzynarodowej administracji potrzebne są znaczne środki. Do działań realizacji planu NWO na szczeblu lokalnym poszczególne państwa biorą pieniądze z podatków. Obecnie w Polsce oddaje się grubo ponad połowę swoich dochodów (różne źródła podają różne dane) w formie podatku.
Na opłacenie międzynarodowej administracji w Europie mają posłużyć pieniądze zebrane z tzw. „podatku węglowego” płaconego za emisję dwutlenku węgla. Jednak prawdziwym ekonomicznym samobójstwem okazuje się system bankowy. Żeby opłacić potrzeby państwa rządy potrzebują pieniędzy. Wszystkimi operacjami finansowymi zajmuje się Bank Centralny znajdujący się w rękach prywatnych. W Polsce jego odpowiednikiem jest Narodowy Bank Polski. Bank pożycza pieniądze rządowi który musi je oddawać z odsetkami. Jako, że z każdym rokiem wydatki są podobne, podatki także, a oddawać trzeba coraz więcej pieniędzy (gdyż bank dopisuje sobie odsetki), nie ma żadnej możliwości spłacenia długu oprócz stałego podwyższania podatków (co jest fizycznie niemożliwe). Finansowa pętla zaciska się wokół szyj kolejnych państw stawiając obywateli przed perspektywą długu którego nigdy nie spłacą. W ostatnich latach możemy obserwować nasilenie tego procesu na przykładzie Stanów Zjednoczonych gdzie dług wyniósł już astronomiczną kwotę 10 000 000 000 000 dolarów. Oznacza to, że gdyby obywatele USA chcieli spłacić ten dług, to każdy z nich musiałby zapłacić prywatnemu bankowi 33 000 dolarów. Oczywiście licząc także noworodki, dzieci, staruszków, bezdomnych, Meksykanów, więźniów, meneli i złodziei.
Skąd banki biorą tyle pieniędzy? Może to zabrzmi śmiesznie i niewiarygodnie ale robią je z niczego. Utarł się pewien mit mówiący, że banki biorą pieniądze z depozytów swoich klientów i pożyczają je swoim klientom. To oczywiście całkowita bzdura. System pracuje zupełnie inaczej.
Podsumowując – prywatne banki pożyczają budżetowi państwa pieniądze, które w rzeczywistości nie istnieją i domagają się od nich procentów, których nie można spłacić przy pełnej aprobacie rządu. Dlaczego na to pozwalamy?

„Nowy Porządek Świata” – co dalej?
Odkąd wizja „Nowego Porządku Świata” obecna jest w polityce jego architekci dążą do jednego: proklamowania Rządu Światowego. Jego poprzedniczkami była Liga Narodów zmarła śmiercią naturalną podczas II Wojny Światowej oraz istniejąca do tej pory Organizacja Narodów Zjednoczonych. Jak uczy historia obie instytucje nie były w stanie wywiązać się z zadania do którego zostały powołane – zapewnienia światu pokoju. W ciągu najbliższych lat możemy spodziewać się zatem, że architekci NWO zrobią wszystko żeby stworzyć rozwinięcie ONZ jakim jest Rząd Światowy. Oczywiście ludzie opieraliby się temu bo po co komu kolejna instytucja skoro im dobrze w państwach narodowych? Na to jednak też jest lekarstwo. Ludzie którym na tym zależy będą wywoływać i podsycać dziesiątki kolejnych lokalnych konfliktów co widzieliśmy na przykładzie Gruzji.
Niewykluczone, że wywołają także wojnę na skalę globalną. Kiedy ONZ będzie rozkładać ręce oni od razu podadzą rozwiązanie – utworzyć ciało, które będzie miało uprawnienia których nie ma ONZ – Rząd Światowy. Dysponujący własnym prawem, armią gotową je wymuszać, własnymi funduszami oraz uprawnieniami do kontroli wszelkich form ludzkiej działalności. Konflikty zbrojne szybko zostaną stłumione a zniewolona ludzkość będzie dziękowała dzielnym strażakom, którzy uratowali im życie ale najpierw potajemnie „zaprószyli ogień”.
Olbrzymią populację bardzo trudno kontrolować. Im więcej jest ludzi, którymi trzeba zarządzać, tym trudniej jest to zrobić. Można porównać to do żonglowania trzema piłeczkami a dziesięcioma. Dlatego kolejnym celem NWO będzie zmniejszenie liczby populacji do stanu umożliwiającego ich łatwą kontrolę. W wielu źródłach mówi się o liczbie poniżej 1 miliarda. Poza tym dzięki wyludnianiu można wyniszczyć całkowicie Trzeci Świat, dzięki czemu nie będzie żadnej realnej siły mogącej zagrozić państwom zachodnim będącym filarami NWO. Metod jest wiele.
Pierwszą i najprostszą z nich jest wywołanie epidemii śmiertelnej choroby. Istnieją już na świecie wystarczająco duże arsenały broni chemicznej żeby posłać do piachu większość ludzkości. Nie łudźmy się – broń biologiczna nie służy do walki. Działa zbyt wolno żeby użyć jej podczas bitwy i łatwo może przenieść się na własnych żołnierzy czy cywili. Broń biologiczna jest produkowana tylko i wyłącznie do ludobójstwa. Śmiertelna choroba zaraźliwa niczym grypa mogłaby w krótkim czasie rozprzestrzenić się dzięki wielkiemu przepływowi ludzi w dzisiejszych czasach. Choroba uderzyłaby głównie w biedne kraje, których obywateli nie stać byłoby na szczepionkę, a które dostaliby wybrani do ocalenia ludzie.
Kolejną metodą jest głód. Sposób ten został już wypróbowany dwukrotnie w historii z wielkim rezultatem przez komunistów. Współczesnym narzędziem głodowego holokaustu może być Codex Alimentarius – regulacje dotyczące żywności stworzone pod pozorem dbania o jakość jedzenia.
Kolejną metodą mogą być masowe wysiedlenia ludzi na tereny niezdatne do zamieszkania. Rozwiązanie to jest bardzo eleganckie gdyż pozwala upiec dwie pieczenia na jednym ogniu – pozbyć się wrogów oraz zniszczyć kraj do którego wysiedla się ludność, a który nie utrzyma wielu imigrantów i stanie się areną wojen. Prekursorem tej metody jest zrealizowany w niewielkiej części przez nazistów Generalny Plan Wschodni będący podstawą geopolityki Adolfa Hitlera.
Podstawową metodą kontroli będzie obowiązek wszczepienia pod skórę chipa, dzięki któremu władza będzie wiedziała wszystko o swoim niesfornym obywatelu i w razie czego po prostu obetnie mu fundusze zapisane na tym chipie (lub zrealizuje wizję Trockiego zakładającą zniszczenie wrogów rewolucji przez zakazanie im pracy). A tych którzy w czasach „zmasowanego terroru” będą śmieli myśleć samodzielnie lub nie daj Boże działać przeciwko wszechpotężnemu Rządowi, wywiezie się do „obozów koncentracyjnych”.
Jak pokazała historia ustanowienie brutalnej dyktatury bez dobrowolnego poparcia ludności, jest niemożliwe. Nowożytna oświecona dyktatura musi stwarzać pozory działania dla dobra społeczeństwa by mieć rację bytu. Dlatego od dłuższego już czasu obserwujemy spektakle nowomowy mające jeden cel – masowe pranie mózgu i przedstawienie NWO jako panaceum na bolączki ludzkości.
I tak zamiast okupacji w celu czerpania zysków ze sprzedaży ropy mamy „szerzenie demokracji i stabilizację kraju”. Zamiast okradania obywateli na masową skalę i rzucania im ochłapów mamy „opiekę socjalną”. Zamiast inwigilacji mamy „zapobieganie aktom terroryzmu”. Zamiast zabijania cywilów afgańskich mamy „walkę z Talibami”. Przykładów można mnożyć w nieskończoność a mają one jeden cel – wmówienie Tobie, że to co dzieje się na świecie to nic niepokojącego. Że wszystko jest dobrze i rządzący chcą Twojego dobra. Jeśli jeszcze o tym nie wiesz – to wszystko fałszywy bełkot.

Pranie mózgu
Właściwie cały plan byłby niemożliwy do zrealizowania gdyby nie nachalna medialna propaganda. Janusz Korwin Mikke powiedział nawet: „gdyby Hitler miał telewizję, Niemcy do tej pory nie wiedzieliby, że przegrali wojnę”. Powiedzmy sobie szczerze: skąd taki przeciętny Kowalski ma wiedzieć jakie partie działają na terenie jego kraju i na którą głosować? Tylko z mediów takich jak telewizja czy prasa (oraz z ciągle rozwijającego się internetu). Jeśli media nie pokazują jakiejś partii w telewizji, a za to do znudzenia wciąż pokazują te same zakazane gęby wytartych polityków, to pan Kowalski nawet nie będzie sobie zdawał sprawy, że jest inny wybór! Dzięki temu od samego początku istnienia np. III RP mamy do czynienia z demokracją sondażową. 95% ludzi nigdy nie miała w rękach programu politycznego partii i wiedzą tylko tyle, co im telewizja koncesjonowana przez rząd pokaże. A tak się złożyło nieszczęśliwie w naszym pięknym kraju, że mediami zawładnęła jedna elita, do której zaliczają się postkomuniści tacy jak klan Walterów i Wejchertów. Swoją potęgę zawdzięczają oni koncesji rządu PRL i kontaktom z SB. Albo kolejny medialny magnat Jerzy Urban, komunista, pełniący swego czasu obowiązki rzecznika prasowego rządu PRL. Adam Michnik zawdzięczający karierę decyzji okrągłego stołu, czy też tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa Zygmunt Solorz-Żak.
Wystarczy przysłuchać się z pewnym dystansem obecnym mediom żeby zobaczyć jak na dłoni, że ich zadaniem jest nie informowanie społeczeństwa tylko narzucanie pewnego światopoglądu.
Czy nadal uważasz że media są obiektywne?

Tworzenie iluzji
Normalni ludzie szybko przejrzeliby plan ustanowienia „Nowego Porządku Świata” i zaczęli mu się sprzeciwiać. Aby do tego nie dopuścić należy jak najdłużej utrzymywać ludzi w przekonaniu, że są wolni. Na przykład zamiast wprowadzenia jednego podatku sięgającego ok. 48%, plus ubezpieczenie społeczne, zdrowotne, ZUS, KRUS, wprowadza się dziesiątki różnych mniejszych podatków.
No cóż, gdyby ktoś raz na rok przyszedł do nas i zażądał 23 000 złotych, nie bylibyśmy tacy zadowoleni, prawda?

Tworzenie problemów
Ci sami ludzie tworzą problemy i potem podają przygotowane wcześniej rozwiązania, które w takich okolicznościach są do zaakceptowania. Można to porównać do strażaka podpalacza, który najpierw podpala domy a potem je gasi za pieniądze. Przykładami może być wywoływanie wojen w celu przepchnięcia pomysłu o utworzeniu Rządu Światowego, organizowanie zamachów terrorystycznych żeby wzmocnić aparat przymusu i dać mu prawną rację bycia, niszczenie gospodarki w celu zaaprobowania coraz to bardziej restrykcyjnych pomysłów gospodarczych itp.

NWO a Polska

Tekst pochodzi z portalu Ukryta Prawda

niedziela, 31 sierpnia 2014

Historia rabowania Polski po 1989 roku

Na przełomie lat 1989/1990 ówczesne władze rozpoczęły przygotowania do przemian własnościowych w naszym kraju. Jednym z motywów tych posunięć był niepisany punkt układu “okrągłego stołu”, polegający na oddaniu władzy politycznej “Solidarności” w zamian za uwłaszczenie nomenklatury partyjnej.

Ile mieliśmy

W 1997 r. działało 415 jednoosobowych spółek Skarbu Państwa o wartości nominalnej akcji 26.494.319.033 zł. Z liczby tej 39, o wartości akcyjnej 110.684.200 zł, było w stanie likwidacji. Natomiast spółek z częściowym udziałem Skarbu Państwa istniało 1.347, o wartości udziałów państwa wynoszącej 8.983.367.950, w tym 33 spółki o wartości 74.567.470 zł znajdowały się w stanie likwidacji. Wszystkie spółki z całkowitym i częściowym udziałem Skarbu Państwa, podlegały nadzorowi Ministra Skarbu Państwa. Do organów zarządzających tych spółek partie polityczne desygnowały swoich delegatów, co nadzwyczaj sprzyjało ich prywatyzacji.

Jeszcze w 1997 r. przedsiębiorstwa państwowe i banki państwowe, dla których organem założycielskim i zarządzającym byli minister skarbu i wojewodowie, posiadały fundusze własne o łącznej, szacunkowej wartości 42.099.088 tys. zł, która w czasie działalności gospodarczej powinna wzrastać, a nie maleć, bo stanowi to przecież cel ich działalności.

Poza tym majątkiem Skarbu Państwa, minister SP wniósł część majątku narodowego do 38 różnego rodzaju fundacji o łącznej wartości 17.098 mln zł. Majątek ten w wielu przypadkach został dziwnie “uwłaszczony” i nadal po cichu się rozpływa.

W 2007 r. Skarb Państwa dysponował akcjami i udziałami w 1.344 spółkach, z których 982 prowadziło działalność gospodarczą, a wartość akcji i udziałów w tych spółkach wynosiła 198 mld złotych. Z tych 1.344 spółek tylko 410 było jednoosobowymi spółkami Skarbu Państwa z kapitałem o wartości 80 mld złotych. Na giełdzie papierów wartościowych notowano tylko 40 spółek dysponujących akcjami o wartości 73 mld zł. Najdroższe były spółki energetyczne wycenione na ok. 56 mld złotych, których wartość znacznie wzrosła. Za nimi znajdowały się spółki kolejowe o wartości 12 mld złotych.

Po cichu, a potem jawnie

Pierwsze prywatyzacje odbywały się po cichu, niejawnie, począwszy od 1988 r., i obejmowały głównie nomenklaturę partyjno-rządowo-esbecką. Ta prywatyzacja nie podlegała ewidencji, choć objęła ona majątek wartości 200 mln zł. Tę jawną rozpoczęto w 1990 r. Istniało wtedy 8.453 zarejestrowanych przedsiębiorstw państwowych, z czego w okresie 1990-2000 “sprywatyzowano” 5.216, co stanowi 62% stanu wyjściowego. W 2002 r. działalność gospodarczą prowadziło 1.386 państwowych zakładów, z których w roku 2006 pozostało czynnych tylko 551, zlikwidowano 94, a 188 znajdowało się w stanie upadłości. Zasadniczy cel prywatyzacji stanowiło unicestwienie najpierw wielkich przedsiębiorstw państwowych, określanych pogardliwie “molochami”. Tak naprawdę chodziło o sprzedaż uzbrojonych terenów, głównie miejskich, zabudowań i wyposażenia technicznego. W ten sposób firmy zagraniczne, przy pomocy polskich kondotierów, wyparły raz na zawsze polskie przedsiębiorstwa z ich zagranicznych rynków zbytu. Jednocześnie likwidowano centrale handlu zagranicznego, głównie eksportowe, co niemal całkowicie i nagle załamało polski eksport wyrobów przemysłowych i eksport budownictwa. W rezultacie nastąpiło zwiększanie importu inwestycyjnego i importu ogółem, w dużej części zbędnego czy wręcz śmietnikowego. Poprzedniej struktury eksportowej nigdy już nie odbudowaliśmy, a i dziś w programach rządowych ten problem nie istnieje.

Ponadto w Polsce zagraniczni właściciele z reguły zmieniali asortyment produkcji i wytwarzają części, elementy i półfabrykaty, a nie produkt finalny. W przypadku tego ostatniego nie oznakowują, że towar został wytworzony w Polsce.

Pętla Balcerowicza

Nowo mianowany minister finansów, a jednocześnie wicepremier – Leszek Balcerowicz (funkcje te pełnił w latach 1989-1991, a następnie za rządów AWS/UW w okresie 1987-2000), od razu wprowadził restrykcyjną politykę finansową służącą podbiciu ekonomicznemu Polski przez Zachód.

Na początku 1989 r. średnia stopa procentowa dla kredytów inwestycyjnych wahała się w granicach 4-7 procent, a kredytów obrotowych 7-10 proc. Od początku 1990 r. Balcerowicz podniósł drastycznie wszystkie stopy procentowe, w tym stopy odsetek od zaległości podatkowych oraz odsetki cywilnoprawne, czyli tzw. ustawowe, stosowane w relacjach podmiot–obywatel. Stopy kredytowe wzrosły w roku 1990 do ponad 72 proc., a stopa redyskontowa nawet do 106 proc. rocznie. Odsetki ustawowe wzrosły do 92 proc. średniorocznie, odsetki od zaległości podatkowych nawet do 212 proc. średniorocznie, a czasowo aż do 720 proc.

Horrendalnemu podniesieniu stóp, co stanowiło bandytyzm ekonomiczny, towarzyszył bandytyzm prawny, bowiem nowo wprowadzone stopy procentowe obejmowały nie tylko nowe umowy kredytowe, ale również wszystkie kredyty udzielone uprzednio. Czyli już w trakcie trwania umowy kredytobiorcom narzucono nowe warunki w czterech tytułach odsetkowych, po to, aby nie mogli prowadzić działalności gospodarczej. Zostali oni z góry skazani na straty. Wszystkie przecież rodzaje kosztów były uprzednio kalkulowane w oparciu o stopy z umów zawartych przed rokiem 1990. Nagły wzrost stóp procentowych prowadził nieuchronnie do szybkiej upadłości i likwidacji przedsiębiorstw państwowych z powodu niewypłacalności, w konsekwencji do ich upadku, a to z kolei dawało asumpt do ich pospiesznej, przymusowej prywatyzacji pod pozorem braku zyskowności. Metody te przypominają niszczenie własności prywatnej domiarami w czasach stalinowskich. Zadłużone w ten sposób podmioty gospodarcze nie mogły spłacić nie tylko kapitału uzyskanego z kredytu, ale i ponad dziesięciokrotnie wyższych odsetek, tym bardziej że władze i banki przyjęły zasadę, że wszelkie spłaty dłużnika (kredytobiorcy) najpierw są zaliczane na spłatę odsetek, a dopiero reszta na spłatę kapitału kredytowego.
Balcerowicz stworzył sytuację wieczystego zadłużenia i niemożności spłaty kredytów kiedykolwiek, co przyspieszało nagonkę prywatyzacyjną zarówno ze strony władz, jak i różnych kombinatorów krajowych i zagranicznych. Stosunkowo często przyjmowano kwotę zadłużenia przedsiębiorstwa za cenę jego sprzedaży. Wycena przedsiębiorstwa zazwyczaj miała charakter uznaniowy. Z zasady kwestionowano wartość ewidencyjną majątku trwałego, twierdząc, że majątek ten został już zamortyzowany, jest mało wartościowy produkcyjnie, a to rażąco zaniżało wartość podmiotu gospodarczego. Ponadto do wyceny z reguły nie zaliczano wartości gruntu, na którym znajdował się zakład. Przejęć za należności kredytowe i odsetkowe dokonywały także banki. Uzyskały one zamianę swoich należności kredytowych na udziały czy na akcje u tych kredytobiorców. W sztucznie zawyżonej części odsetkowej uzyskiwały one korzyści finansowe czy majątkowe niemal za darmo.
Wskutek wstrząsowej polityki finansowej nastąpiła niemal powszechna niewypłacalność różnorodnych podmiotów gospodarczych, ogromne zatory płatnicze i zastosowana przez władze blokada kredytowa wobec firm państwowych.

W takich to warunkach ekonomicznych następował aktywny politycznie proces przekształceń prywatyzacyjnych. Innymi słowy, chodziło o wyprzedaż polskich zakładów jak najszybciej i jak najtaniej.

Apogeum wyprzedaży

31.10.1997 r. rządy w Polsce objęła koalicja AWS-UW. Na czele gabinetu stanął Jerzy Buzek (AWS), a kluczowe resorty gospodarcze objęli bądź funkcjonariusze UW, bądź ludzie z AWS, których poglądy na gospodarkę (a raczej wykańczanie polskiej gospodarki) mieli tożsame z partią Bronisława Geremka. Tak więc wicepremierem i jednocześnie ministrem finansów został Leszek Balcerowicz. W procederze wyprzedaży majątku narodowego zaciekle pomagał mu minister skarbu państwa – Emil Wąsacz (AWS), zdymisjonowany dopiero 16.08.2000 r. Rządy Buzka stanowią apogeum wyprzedaży (z reguły za bezcen) majątku narodowego, zaś rok 2000 jej szczyt.
W roku 1999 majątek Skarbu Państwa (w tym państwowe zasoby własności rolnej) wyceniono na 159 mld zł (ok. 41 mld USD). Wartość samych przedsiębiorstw i banków państwowych i jednoosobowych spółek Skarbu Państwa oraz udziałów i akcji państwa w różnych podmiotach gospodarczych wynosiła ok. 137 mld zł (ok. 35 mld USD). Przyjęto wtedy (teoretycznie), że część majątku państwowego służąca zadaniom publicznym nie będzie prywatyzowana. Jego wartość oszacowano na ok. 21 mld złotych.

Tylko w roku 2000 “sprywatyzowano” poprzez sprzedaż: Polski Koncern Naftowy SA, Telekomunikację Polską SA, Bank Handlowy w Warszawie SA, Bank PBK SA, Bank Pekao SA, Orbis SA. Nadto rozpoczęto przygotowania do prywatyzacji głównych sektorów gospodarki: energetyki, hutnictwa, cukrownictwa, górnictwa węgla kamiennego, a nawet przemysłu obronnego. Forsowano też przyspieszenie prywatyzacji bezpośredniej, czyli sprzedaży całkowitej. W tym samym roku rozpoczęto sprzedaż 9 spółek w ramach prywatyzacji pośredniej, tzw. kapitałowej, czyli udziałów i akcji w spółkach Skarbu Państwa wcześniej powstałych w ramach komercjalizacji. W grupie tych 9 spółek były: Zespól Elektrociepłowni Wrocławskich Kogeneracja SA, Elektrociepłownie Warszawskie SA, Polskie Linie Lotnicze LOT SA, Elektrociepłownia im. T. Kościuszki SA, Zakłady Farmaceutyczne Polfarma SA, Szczecińskie Zakłady Nawozów Fosforowych “Superfosfat” SA, Kieleckie Zakłady Przemysłu Wapienniczego SA, Zakłady Gipsowe Dolina Nidy oraz Opoczno SA. W 3 innych spółkach nastąpiła warunkowa sprzedaż akcji, tj. w Elektrociepłowni Wybrzeże SA, w Górnośląskim Zakładzie Energetycznym SA i w Śląskiej Spółce Cukrowej SA.

Minister skarbu sprzedawał też udziały i akcje 24 spółek Skarbu Państwa oraz rozpoczął sprzedaż akcji i udziałów w 80 nowych spółkach, w 32 wznowił sprzedaż akcji i udziałów, jak również wznowił procesy upadłościowe. W roku 2000 całkowicie sprywatyzowano 35 spółek i w 12 rozpoczęto sprzedaż. Z niepełnych danych wynika, że podczas 20 lat prywatyzacji wpływy finansowe wyniosły zaledwie 94,54 mld zł, w tym ze sprzedaży banków 22,52 mld zł.
Co charakterystyczne, w żadnych materiałach sejmowych nie można znaleźć danych o wpływach dewizowych z tej prywatyzacji. Nie ma też wykazu sprywatyzowanych czy przekształconych w spółki zakładów, komu zostały sprzedane, jakie uzyskano za nie należności oraz jakie poniesiono koszty w trakcie sprzedaży, czy przekształcania danego zakładu.

Kto się obłowił?

Przyjrzyjmy się, ile w niektórych latach zarobiły zagraniczne firmy doradcze.

Wydatki te w 1993 r. stanowiły kwotę ponad 37 mln zł. Wówczas sprzedawano 184 przedsiębiorstw. W 100 przypadkach brali udział “doradcy” zagraniczni, w większości obce banki. Oto lista tych, którzy w owym roku najbardziej się obłowili. Habros Bank zajął się sprzedażą 5 państwowych zakładów papierniczych, za co policzył sobie i wziął 4,4 mln zł. Bain and Compagnie “obrabiał” przedsiębiorstwa z branży telekomunikacyjnej za 7,3 mln zł. Price Waterhouse pobrał 1,9 mln zł, White and Case – 110 tys. zł, Samuel Montagu - I, 586 mln zł, Creditanstalt Investment – 4,5 mln zł. Zakłady “Stomil” prywatyzowało Societe General za 890 tys. zł. Inni doradcy policzyli sobie następująco: Nicom Consulting – 200 tys., zł, NM Rothschild – 270 tys. zł, Winson and Elkins -150 tys. zł, Dickions Wright – 300 tys. zł, BAA – 143 tys. zł, KPMG – 400 tys. zł, Artur Andersen – 1,214 mln zł, Deloitte and Touche – 100 tys. zł, Kleinwort Benson Limited – 260 tys. zł, International Finance Corporation – 1,1 mln zł, York Trust 160 tys. zł, ING Bank 90 tys. zł. Ci i inni “doradcy” kosztowali budżet państwa (czyli nas wszystkich) 26 mln zł, co stanowiło 69 proc. kosztów obsługi wyprzedaży majątku narodowego w 1993 r.

W 1994 r. koszty te opiewały na 22,893 mln zł, z czego firmom obcym, przeważnie bankom, zapłaciliśmy 16,8 mln zł, czyli 73,5 proc. tej kwoty. “Krajowcy” uzyskali 5,2 mln zł, tzn. 22,7 proc. Zapłacony z budżetu państwa od niektórych transakcji z firmami zagranicznymi podatek VAT wypełnia różnicę. Price Waterhouse zajął się hutami szkła “Jarosław” i “Kunice” za 1,5 mln zł. Bain and Company “prywatyzował” fabryki baterii, w tym znaną “Centra Poznań”, za 380 tys. zł. Dams and Moore za “zajęcie się” celulozowniami i zakładami papierniczymi uzyskał 350 tys. zł.

Rothschild doradzał, jak “spylić” Orbis za 250 tys. zł. Morgan Grenfell za “prywatyzację” fabryk tytoniowych wziął 150 tys. zł. International Financial Corporation zarobił 1,7 mln zł.

W następnym, 1995 r., koszty obsługi “prywatyzacji” 121 zakładów państwowych wyniosły 34,8 mln zł, z czego firmy zagraniczne wzięły 21,094 mln zł, czyli 69,7 proc. Były to z reguły zachodnie banki, które obsługiwały 36 największych państwowych zakładów. W większości przypadków podatek VAT zapłaciła za nich strona polska.
A oto czołówka najdroższych z roku 1995. International Finance Corporation za “prywatyzację” Cementowni Ożarów otrzymał 2,516 mln zł, a za KOW Kujawy 2,282 mln zł, razem – prawie 4,8 mln zł. Morgan Grenfell zajmujący się państwowymi fabrykami papierosów policzył sobie łącznie 132 mln zł. Były to zakłady w Augustowie, Radomiu, Łodzi, Krakowie, Poznaniu. Business Analysis and Advisers (BAA) za wynegocjowanie wartości spółki oraz zobowiązań inwestycyjnych dostała 270 tys. zł, a firma Schoder za pomoc przy “prywatyzacji” zakładów papierniczych otrzymała prowizję za “sukces prywatyzacyjny” w kwocie 418.018 zł. Central Europe Trust za doradztwo przy prywatyzacji zakładów “Hanka” w Siemianowicach Śląskich zarobiła 235.820 zł.

W 1996 r. “prywatyzacja” kosztowała Polaków 39,446 mln zł. Rozdzielono ją na kapitałową (koszt - 36,25 mln zł) i przetargową (koszt – 3,196 mln zł). “Prywatyzacji” kapitałowej podlegało 67 zakładów, a przetargowej – 51. Przy pozbywaniu się 20 największych zakładów drogą kapitałową i 10 ważniejszych zakładów drogą przetargową “doradzały” firmy zagraniczne, głównie banki. W pierwszym przypadku kosztowało to polskiego podatnika 28,58 mln zł, a w drugim – 2,901 mln zł. Na cudzoziemskie doradztwo wydaliśmy wtedy 31,481 mln zł, czyli 80 proc. “prywatyzacyjnych” kosztów.

A komu wówczas zapłaciliśmy najwięcej? Morgan Grenfell and Cooperation Ltd doradzał przy zbyciu 6 największych zakładów tytoniowych: w Augustowie, w Radomiu (2 zakłady), Krakowie, Lublinie i Poznaniu, za co otrzymał 22,936 mln zł. Prócz tego zapłaciliśmy za niego VAT – 633 tys. zł. Hambros Bank za przetarg na Zakłady Przemysłu Celulozowego Kwidzyń dostał 4,535 mln zł. Z tytułu “sukcesu za prywatyzację” Browarów w Tychach Finkorp pobrał prowizję 1,993 mln zł, a Zakładów Kęty firma Evip – 698 tys. zł.
Pro-Invest otrzymał prowizję za sprzedaż akcji spółki FAEL w kwocie 1,191 mln zł. Z kolei firma BAA otrzymała premię 190 tys. zł za “prywatyzację” Browarów Piast we Wrocławiu.

W roku 1997 “prywatyzacja” kosztowała nas 65,726 mln zł, z czego udział obcych doradców wyniósł 69 proc.
Rok 2000 stanowi szczyt ilościowego udziału obcych spółek doradczych lub firm, lub ich spółek-córek funkcjonujących w naszym kraju.

Usługi tych firm były średnio czterokrotnie droższe niż podmiotów polskich o tym samym profilu. Najwięcej kosztowała nas “prywatyzacja” polskich banków. Za PKO SA Credit Suisse First Boston sp. z o.o. wzięła 4,6 mln zł, a Nikom Konsulting Ltd pobrał 6,625 mln zł za Bank Zachodni SA. W wysokości honorarium “przebił” wszystkich ABN Amro Bank Polska, który za “prywatyzację” PZU SA policzył sobie 12 mln złotych. TDI -Towarzystwo Doradztwa Inwestycyjnego za “prywatyzację” Towarzystwa Ubezpieczeń i Reasekuracji Warta SA wzięło 1,4 mln złotych. Tylko za doradztwo przy zawieraniu umowy kupna-sprzedaży akcji Wytwórni Wyrobów Tytoniowych SA w Poznaniu Deutsche Morgan Grenfeel zapłacono 720 tys. zł. Innym wypłacono: Central Europe Trust Polska sp. z o.o. - 1,3 mln zł, spółce Doradztwo Gospodarcze DGA - 1.830 tys. zł. White and Case za doradztwo przy odszkodowaniach otrzymało 980 tys. zł. Firmy polskie za analogiczne usługi brały w tym samym roku średnio 52,5 tys. zł.

“Wolny najmita”

Przedstawiony powyżej zapis wyprzedaży majątku narodowego Polaków, choć niepełny, jest obrazem wstrząsającym. Na oczach całego narodu ekipy zwące się raz lewicowymi, raz prawicowymi wyprzedały dorobek wielu pokoleń Polaków. Chciałoby się napisać, że dokonano “wyprzedaży bezmyślnej”. Takie określenie stanowiłoby jednak kłamstwo. Konsekwencja i determinacja w oddawaniu naszego majątku obcym świadczą o czymś wręcz przeciwnym. Była to od początku do końca operacja przemyślana i rozłożona na etapy. Kraj, który nie posiada we własnych rękach kluczowych, strategicznych gałęzi gospodarki, jest skazany na niebyt polityczny, a jego niepodległość staje się fikcją. Rządzący Polską kondotierzy zagranicznych koncernów i agenci obcych wywiadów poszli dalej: nie tylko pozbawili nas branż strategicznych, ale również innych gałęzi gospodarki. A co zakrawa już na cynizm, za tzw. prywatyzację na rzecz obcych Polacy musieli zapłacić z własnych kieszeni. Nawet przy tym podłym, zdradzieckim procederze, dawano zarobić różnej maści doradcom zagranicznym, odsuwając polskie firmy doradcze.

Początkowo była to wyprzedaż chaotyczna. Potem przybrała charakter planowy, systemowy i w ciągu bez mała ćwierćwiecza średniej wielkości, zasobny, uprzemysłowiony kraj położony w centrum Europy został prawie całkowicie pozbawiony własnej gospodarki. Piszę “prawie”, ponieważ do “ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej” pozostała jeszcze wyprzedaż ostatniego dobra narodowego - ziemi. Ten “problem” już rozwiązuje.
Część Polaków posiada jeszcze nieruchomości. Tę sprawę załatwi podatek katastralny, do którego wprowadzenia od kilku lat przymierzają się rządzący. Natomiast Ziemie Odzyskane przejmą Niemcy, co już się dzieje.

Polacy zostali “wolnymi najmitami”, szukającymi pracy i chleba za granicą, a jest ich już ponad 2 mln.

Proceder eutanazji polskiej gospodarki kontynuuje od 2007 r. koalicja PO-PSL, bo pomimo “osiągnięć” prywatyzacyjnych poprzednich rządów jeszcze trochę gospodarki pozostało w rękach polskich. 

Artykuł opracował Zbigniew Lipiński

niedziela, 10 sierpnia 2014

POlszewicy

POlszewicy – określenie grupy członków Platformy Obywatelskiej zarejestrowanej 5 marca 2002, która od 2007 roku uznawała się za większościową partię, a swoich przeciwników określała PISiorami.
Głównymi założycielami PO byli Andrzej Olechowski o przeszłości agenta służb PRL, Maciej Płażyński i malarz kominowy Donald Tusk. Ruch POlszewicki działał jednak dużo wcześniej niż formalnie powstała PO. Już od samego początku w 1989 roku kanalie z Kongresu Liberalno-Demokratycznego Jan Krzysztof Bielecki, Janusz Lewandowski i Donald Tusk realizowali plan niszczenia Polski.
Andrzej Olechowski urodził się 9 września 1947 w Krakowie. Tytuł magistra ekonomii uzyskał w Szkole Głównej Planowania i Statystyki (obecnie Szkoła Główna Handlowa) w Warszawie – wylęgarni czerwonych kadr. W roku 1972 Andrzej Olechowski podjął współpracę z wywiadem PRL. Dokumenty w IPN-ie wskazują na datę rejestracji 4 listopada 1972. Został agentem o kryptonimie „Must”. Wywiad załatwił mu w 1973 roku pracę w sekretariacie Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju – UNCTAD w Genewie, gdzie był zatrudniony do 1978 roku. W tym czasie jego oficer prowadzący – Gromosław Czempiński o kryptonimie „Aca” został etatowym sekretarzem ambasady PRL w Szwajcarii. Olechowski był kontaktem Operacyjnym V Wydziału I Departamentu, który zajmował się obszarem RFN. W czasie spełniania swoich agenturalnych zadań został „wypożyczony” II Departamentowi, czyli kontrwywiadowi. Po powrocie do Polski podjął pracę jako adiunkt w Instytucie Koniunktur i Cen, a po uzyskaniu stopnia doktora w roku 1979 został kierownikiem Zakładu Analiz i Prognoz, gdzie zapisał się do „Solidarności”. W roku 1982 roku Olechowski ponownie wyjechał pracować do UNCTAD.  Dotychczasowi jego chlebodawcy bez trudu zauważyli, że Olechowski jest gotów za pieniądze zrobić wszystko, więc zaczęli „rychtować” go na przyszłego „rozkładacza” polskiej gospodarki i finansów w drodze do Unii Germańsko-Europejskiej. Proszę zauważyć, że już w połowie lat 80-tych wrogie Polsce ośrodki podejmowały stosowne, wymierne działania w przygotowywaniu kadr do obezwładniania polskiej gospodarki, podczas gdy szary obywatel w Polsce ledwie „strząsnął kurz” pozostały po stanie wojennym! W latach 1985-87 szkoląc się w Banku Światowym w Waszyngtonie, nadal prowadził działalność agenturalną. Współpraca Olechowskiego z Czempińskim trwała również po roku 1989, a więc za czasów III RP, kiedy to Polska rzekomo stała się wolnym i suwerennym krajem. Po powrocie do Polski w roku 1987 był „ekspertem” od wszystkiego, co pachniało pieniądzem. A gdzie najbardziej pachną pieniądze? Oczywiście, że w banku. Został zatem doradcą prezesa NBP, następnie w 1988 dyrektorem Biura ds. Współpracy z Bankiem Światowym.   Uprawiał na szeroką skalę propagandę prounijną posuwał się do gróźb i przekonywał – jeśli się nie poddamy dyktatowi UE, to: „Taki świat skazuje nas na przegrane wojny, krew, nędzę.(...) Jego motto: „Tam ojczyzna moja, gdzie są pieniądze” W życiorysie Andrzeja Olechowskiego nie bez znaczenia jest również i to, że jest aktywistą Fundacji Batorego –  organizacji założonej przez George’a Sorosa

Program polityczny POlszewików:

1. Obniżenie dochodów niePOsłusznemu władzy społeczeństwu do wartości minimum socjalnego: "Nie pozwól by umarli i nie pozwól by godnie żyli" to POlszewicka filozofia transformacji umysłowej nie POlaków według założenia "Niech się męczą, aż zrozumieją, że największym dobrem POlaka jest UE".
2. Zadłużenie Polski do granic bankructwa
3. Wyeliminowanie z umysłów Polaków wartości katolickich związanych z ponad 1000 letnią historią
4. Wyeliminowanie świadomości patriotyzmu polskiego na rzecz bycia neokolonialnym niewolnikiem UE i USA
5. Sprzedaż za symboliczną złotówkę  międzynarodowym korporacjom wszystkiego co można sprzedać
6. Spowodowanie aby ten kraj nigdy się nie odrodził jako suwerenne państwo.



czwartek, 17 lipca 2014

Georg Soros - międzynarodowy terrorysta finansowy przyznał się publicznie do odpowiedzialności za zamach stanu i masowe morderstwa na Ukrainie. W Polsce działa Fundacja Batorego założona przez Sorosa. Ministrem finansów RP był agent Sorosa - profesor uczelni CEU Jacek Rostowski .

George Soros powiedział Fareedowi Zakaria z CNN, że jest odpowiedzialny za stworzenie w Ukrainie fundacji, która ostatecznie przyczyniła się do obalenia wybranego w wyborach przywódcy państwa i instalacji starannie dobranej przez Departament Stanu USA junty.
„Najpierw o Ukrainie. Jedną z rzeczy, którą wiele osób o tobie wie jest to, iż w trakcie rewolucji w 1989 r. finansowałeś wiele działań dysydenckich, grup społeczeństwa obywatelskiego w Europie Wschodniej, Polsce, i w Republice Czeskiej. Robisz podobne rzeczy na Ukrainie?” - spytał Zakaria Sorosa.

„Cóż, założyłem fundację na Ukrainie zanim Ukraina uniezależniła się od Rosji. Działa ona od tego czasu i odegrała ważną rolę w obecnych wydarzeniach” odpowiedział Soros.

Jest dobrze znanym faktem, choć zakazanym by wspominać o nim w mediach, że Soros współpracował ściśle z USAID, National Endowment for Democracy NED (obecnie wykonujący pracę wcześniej przypisaną CIA), Międzynarodowym Instytutem Republikańskim, Narodowym Demokratycznym Instytutem Spraw Międzynarodowych, Freedom House i Instytutem Alberta Einsteina w inicjacji serii kolorowych rewolucji w Europie Wschodniej i Azji Środkowej zaraz po zaaranżowanym upadku Związku Radzieckiego.

„Wielu uczestników w Kijowskiej demonstracji „EuroMaidan” było członkami finansowanych przez Sorosa organizacji pozarządowych i/lub byli szkoleni przez te same organizacje pozarządowe podczas wielu warsztatów i konferencji sponsorowanych przez Międzynarodową Fundację Odrodzenia (IRF) Sorosa, i jego różnych instytucjach społeczeństwa otwartego i fundacjach. IRF, założona i finansowana przez Sorosa, szczyci się tym, iż dała „więcej niż ktokolwiek inny” na „demokratyczną transformację” Ukrainy”, pisze William F. Jasper.

Ta transformacja doprowadziła do przejęcia kontroli faszystowskich ultranacjonalistów nad służbami bezpieczeństwa Ukrainy. W kwietniu ogłoszono, iż Andrij Parubiy i inni przywódcy puczu pracują z FBI i CIA, by pokonać i wymordować separatystów sprzeciwiających się rządom junty zainstalowanej przez Victorię Nuland i Departament Stanu. Parubiy jest założycielem Socjalistyczno Narodowej partii na Ukrainie, a obecnie jest szefem Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony kraju.

Teraz, kiedy miliarder, „czekoladowy król” Petro Poroszenko jest prezydentem Ukrainy, wysiłek, aby zniszczyć wszelką opozycję we wschodniej Ukrainie przyspieszy. Poroszenko jest niemalże idealnym wyborem dla globalistów i aparatczyków UE. Zasiadał w Radzie Narodowego Banku Ukrainy i współpracował z MFW, Wall Street i Komisją Europejską.

Poroszenko i przywódcy puczu zabijają obecnie cywilów w Doniecku jako działania dla dalszego usuwania i eliminacji „prorosyjskich bojowników” i „terrorystów”, czyli uzbrojeni bojownicy ruchu oporu walczą przeciw Prawemu Sektorowi ewentualnie wspieranemu przez amerykańskich najemników i CIA. Wraz z pogłębianiem działań Kijowa wobec sił oporu przeciw juncie cywile stają się ofiarami „Rebelii”, mającej miejsce w Slovyansku i sąsiednim Kramatorsku.

Wojskową, o faszystowskim charakterze odpowiedź na bunt, obejmującą podpalanie budynku związków zawodowych w Odessie przez „pro-reżimowych chuliganów” (czyli paramilitarnego Prawego Sektora), można bezpośrednio przypisać aktywizmowi George’a Sorosa i amerykańskiemu Departamentowi Stanu, oraz różnym organizacjom pozarządowym (które są, w rzeczywistości, frontami dla rządu i Wall Street), USAID, NED, „Freedom House”, itp.

Po zabójstwie i wydaleniu przeciwników MFW, który to Fundusz kontroluje rząd i naród Ukrainy, Rosja może oczekiwać dalszych prowokacji, zwłaszcza teraz, gdy odstąpiła od wspierania ruchu oporu. Elity finansowe i ich kolaboranci z UE chcą zmniejszyć i ostatecznie wyeliminować jakiekolwiek wyzwanie rzucone przez Rosję i BRICS, które są krajami obecnie zwalczającymi finansową, neoliberalną agendę.

„Nagromadzenie sił lądowych i powietrznych NATO w Europie Wschodniej, wzdłuż granic Rosji oraz podróże prezydenta Baracka Obamy do Azji mają jeden cel:” napisał Wayne Madsen wcześniej w tym miesiącu. „Widzialne i niewidzialne siły, które dyktują politykę swoich marionetek politycznych w Waszyngtonie, Londynie, Paryżu, Brukseli, Berlinie i innych wasalnych stolicach postanowiły rozbić BRICS – wyłaniający się nowy blok obejmujący Brazylię, Rosję, Indie, Chiny i Republikę Południowej Afryki.”

Link do oryginalnego artykułu:
http://www.infowars.com/soros-admits-responsibility-for-coup-and-mass-murder-in-ukraine/
Źródło: www.prisonplanet.pl

W Polsce organizacja międzynarodowego terrorysty finansowego świata Georga Sorosa nosi nazwę Fundacja im. Stefana Batorego założona w maju 1988r.

Georg Soros stworzył plan zniszczenia wyzwalających się spod zależności ZSRR krajów Europy środkowo-wschodniej. Wykonawcami swego planu w Polsce mianował Leszka Balcerowicza i Bronisława Geremka. Pierwszy z nich zajął się rujnowaniem gospodarki, drugi praniem umysłów. Pierwszy wykonywał tę destrukcyjną robotę pod hasłem Planu Balcerowicza, drugi w ramach tzw. Fundacji Batorego zaklinał prawdę o grabieży majątku narodowego. Pierwszy przystąpił do przekształcania polskiej gospodarki i ekonomiki w masę upadłościową, drugi do homogenizacji umysłów, które stosownie preparowane, miały godzić się z tą kasacją Polski. Fundacja firmuje całość działań przeciwko Polsce - Piąty rozbiór Polski 1990-2000.

Kiedy Balcerowicz zamieniał polską gospodarkę w masę upadłościową, a ministrowie zniekształceń własnościowych Lewandowski i Kaczmarek zajmowali się rozdawnictwem najlepszych kęsów tej masy hienom zagranicznym, Fundacja Batorego trudziła się nad zamienianiem polskiego systemu edukacji w zbiorowego apologeta wolnego rynku, otwarcia na zachód; na MFW (Międzynarodowy Fundusz Walutowy) i Unię Europejską. A oto wyraz troski członków Fundacji Batorego podczas obrad posiedzenia. Są to wyjątki ze stenogramu (liczącego 36 stron maszynopisu) antypolskich wypowiedzi, które zdobył oficer Służb Specjalnych;
Syng. WZ/0038 XII.16945.P Ściśle tajne Unia Wolności:

SPOTKANIE CZŁONKÓW FUNDACJI BATOREGO W SIEDZIBIE FUNDACJI DNIA 06.08.98 R.

Przewodniczący B. Geremek

Proszę o ciszę. Zaczynamy. Referować krótko, tematy znane;

Michnik: Jak zwykle o polaczkach, ha! ha!

Balcerowicz: Ja zacznę od tego, że transfer pieniędzy do Izraela idzie pełną parą, oni się niczego nie domyślają! W prywatyzacji bierze udział ponad 3,5 tys. Naszych Żydów. Banki są już prawie wszystkie nasze, a to jest najważniejsze! Wykup najlepszych terenów w Warszawie i w największych miastach załatwiony. Sprzedaż najlepszych zakładów kontynuujemy dla naszych za grosze albo dajemy kredyty z pieniędzy budżetowych, a potem umarzamy.

Geremek: Leszek, wystarczy! Od siebie chcę powiedzieć, że w MSW nie ma już prawie żadnych Polaków. Ambasadorzy i I sekretarze to nasi Żydzi! W Brukseli są tylko nasi.

Pałubicki: kartoteki p. Geremka, Mazowieckiego, Olechowskiego, Michnika, a także 328 Naszych zostały do końca wyczyszczone! Wcześniej siedział tam Adaś z naszymi, ale do końca nie wyczyścił;

Olechowski: Jeżeli dowiedzą się, że ja, Kwaśniewski i Buzek jesteśmy Żydami, to źle!

Kuroń: wszędzie mamy swoich! W Radach Nadzorczych, Funduszach Powierniczych, Dyrekcjach, Bankach! Zresztą, z Izraela i Stanów Zjednoczonych przyjeżdża około 8,5 tys. Żydów. Po to są powiaty, trzeba trzymać polaczków za mordę! Zresztą, już i tak niedługo wszystko będzie nasze! Za trzy lata obudzą się z łapą w nocniku.

Suchocka: Jacek, znowu piłeś i jesteś wulgarny!

Kuroń: Nie przejmuj się, oni są ogłupieni. Telewizja, radio i prasa są nasze!

Osiatyński: Może porozmawiamy o wyborach? Adaś dał 3 miliardy zł, Turowicz z Tygodnika 500 milionów, to skąpiec, Sorosz 10 miliardów, Biznes Klub 10 miliardów, Urban 1,5 miliarda, z Niemiec 4 miliardy, 15 miliardów dał Leszek z budżetu;

Małachowski: Wszędzie, gdzie się da niszczyć Naszą Rodzinę i ks. Rydzyka. Oni są najbardziej niebezpieczni. Ale też Ojczyznę i Przymierze. Popatrzcie, ośmieszaliśmy Pawlaka i już go nie ma, kolej na Kalinowskiego, ale powtarzam, przede wszystkim niszczyć Naszą Rodzinę Radio Maryja, ich gazetę Nasz Dziennik i ks. Rydzyka. Najlepszymi naszymi sprzymierzeńcami są ks. Tischner, bp Życiński i bp Pieronek. Popatrzcie, sami plują na Kościół i naród. Wystarczy tylko drukować ich artykuły!

Kuczyński: Zobaczcie, jaką dobrą robotę zrobił dla nas pan Kulesza.

Lityński: Ale swoje pieniądze wziął! Jak wejdą do Unii, będą tylko regiony. Żadnej Polski już wtedy nie będzie! W Kancelarii Kwaśniewskiego mamy też kilkunastu swoich ludzi, na czele z Kaliszem.


KONIEC


Osoby związane z Fundacją Batorego:

Marcin Król – filozof i historyk idei, dziekan Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego, były redaktor naczelny miesięcznika „Res Publica Nowa”
Jan Krzysztof Bielecki – ekonomista Przewodniczący Rady Gospodarczej przy Premierze RP
Bogdan Borusewicz – historyk, Marszałek Senatu RP
Agnieszka Holland – reżyserka, scenarzystka Prezydent Polskiej Akademii Filmowej
Olga Krzyżanowska – lekarz
Helena Łuczywo – redaktorka współzałożycielka Gazety Wyborczej
Andrzej Olechowski – ekonomista Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Banku Handlowego S.A.
prof. Zbigniew Pełczyński – politolog, Pembroke College, Uniwersytet Oksfordzki
prof. Andrzej Rapaczyński – prawnik, Szkoła Prawa, Uniwersytet Columbia
prof. Hanna Suchocka – prawnik, Ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej, była premier RP (członkostwo zawieszone na czas pełnienia misji dyplomatycznej)
Henryk Woźniakowski – wydawca Prezes Zarządu Społecznego Instytutu Wydawniczego Znak
W skład Rady wchodzili również przed śmiercią: Jerzy Turowicz (Przewodniczący Rady w latach 1991–1999), Anna Radziwiłł (Przewodnicząca Rady w latach 1999–2009), Bronisław Geremek, Leszek Kołakowski, Krzysztof Michalski oraz ks. Józef Tischner.
Aleksander Smolar, politolog
Klaus Bachmann – historyk, politolog, Katedra Nauk Politycznych Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie
Nathalie Bolgert – konsultant finansowy, Polsko-Amerykański Fundusz Pożyczkowy Inicjatyw Obywatelskich (PAFPIO)
Mirosław Czech – publicysta, komentator polityczny „Gazety Wyborczej”. Członek władz Związku Ukraińców w Polsce. W latach 1993-2001 poseł na Sejm RP.
Szymon Gutkowski – współwłaściciel i dyrektor generalny agencji reklamowej DDB
Irena Herbst – ekonomista, Szkoła Główna Handlowa
prof. Jacek Kochanowicz – historyk ekonomii, Wydział Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego
Radosław Markowski – socjolog, Instytut Studiów Politycznych PAN
Karolina Wigura – socjolog, publicystka, członkini redakcji Tygodnika Internetowego „Kultura Liberalna”, adiunkt w Instytucie Socjologii UW.
prof. Andrzej Ziabicki – chemik, Instytut Podstawowych Problemów Techniki PAN

Fundacje Sorosa działają w ponad 50 krajach Europy Środkowej i Wschodniej, w Azji, Afryce, Ameryce Południowej i w Stanach Zjednoczonych. Ich zadaniem jest przejęcie i kontrola nad rządami państw w których mają siedzibę a w konsekwencji sterowanie ich gospodarkami i uzyskiwanie profitów z operacji finansowych. Soros to niekwestionowany przywódca NWO.

I wiemy już dokąd zmierza Polska i co z nami chcą zrobić "przyjaciele z zachodu", którzy pomogli nam oswobodzić się z reżimu komunistycznego
Wpadliśmy z deszczu pod rynnę
I trzeba stąd szybko wyjść!



niedziela, 13 lipca 2014

Międzynarodowy Fundusz Walutowy niszczy światową gospodarkę

Międzynarodowy Fundusz Walutowy po raz pierwszy głośno przyznał się do popełnienia błędu . Do tej pory unikał rozliczania się z konsekwencji narzucanych przez siebie programów pomocowych, które przynosiły więcej szkód niż pożytku
To były przeprosiny adresowane do setek milionów ludzi na całym świecie. W tym tygodniu w precedensowym raporcie główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego Olivier Blanchard przyznał, że skrajnie monetarystyczna strategia ratowania krajów przed bankructwem po prostu była błędna. Formalnie rzecz dotyczyła tylko Grecji. Ale w ciągu blisko 70-letniej historii Fundusz stosował tę samą receptę niezliczoną ilość razy, od Argentyny po Koreę Południową, od Rosji po Meksyk i Polskę. I za każdym razem pozostawiał bardzo wielu rozgoryczonych.

Wszystko miało wyglądać inaczej. Gdy latem 1944 roku brytyjski ekonomista John Maynard Keynes jechał na konferencję w miejscowości Bretton Woods w stanie New Hampshire, wyobrażał sobie, że weźmie udział w stworzeniu czegoś na kształt kolejnego New Deal, tyle że na poziomie światowym. Z jego inspiracji prezydent Franklin Delano Roosevelt w latach 30. uruchomił przecież bezprecedensowy plan zabezpieczeń społecznych i interwencji państwa, który wyrwał Amerykę z największego kryzysu gospodarczego w jej historii. Brytyjczyk rozumował logicznie.
Rzeczywistość okazała się jednak inna. Pierwsze skrzypce w Bretton Woods odegrał mniej znany przedstawiciel USA Harry Dexter White. Dyrektywy z Białego Domu miał jasne: MFW będzie instytucją odpowiedzialną za nadzór nad nowym systemem walutowym, którego sercem jest dolar. Jego głównym zadaniem będzie wymuszenie spłacenia kolosalnego długu, jakie kraje zachodniej Europy zaciągnęły na prowadzenie działań wojennych u Amerykanów.

– Ten układ znalazł odzwierciedlenie w strukturze władz Funduszu, gdzie skomplikowany system kwot do dziś daje decydujący głos w sprawach strategicznych Ameryce. A także w systemie pracy analitycznej, gdzie decydującymi kryteriami są parametry deficytu budżetowego, długu publicznego, rachunku bieżącego potrzebne do bieżącej obsługi zagranicznych zobowiązań przez państwo, a nie koszty społeczne i potencjał wzrostu gospodarki – tłumaczy DGP Zsolt Darvas z brukselskiego Instytutu Bruegla.

Pierwszym krajem, który musiał wystąpić o pomoc do MFW, okazała się Francja. Stało się to już w 1947 r. Zrujnowany kraj nie miał manewru: poza Ameryką i MFW nie było nikogo, kto mógby uruchomić strumień pieniędzy zdolny postawić francuską gospodarkę na nogi.

Ale warunki, na które musiał przystać premier Robert Schuman, nie były łatwe. Podczas gdy Ameryka zbudowała swoją potęgę pod ochroną barier celnych, Francja musiała teraz zgodzić się na otwarcie rynku na zagraniczną konkurencję. Amerykanie otrzymali także otwarty dostęp do surowców we francuskich koloniach. Pieniądze przekazane Francuzom w znacznym stopniu poszły na sfinansowanie importu amerykańskich produktów.

– Porozumienie z MFW stało się wzorem dla kolejnych podobnych umów, które z jednej strony sankcjonowały system walutowy z Bretton Woods, z drugiej hegemonię gospodarki amerykańskiej – zwraca uwagę DGP Philip Whyte z londyńskiego Center for European Reform (CER).

Liczy się bezwzględność
Strategia wykuta przez MFW przyniosła jednak jedną wielką korzyść: wymusiła początek europejskiej integracji. Wbrew swojej woli Francja musiała podjąć bliską współpracę z Niemcami. Ameryka uznała, że to jedyny sposób, aby powstrzymać potęgę ZSRR, a MFW wprowadzał w życie to skądinąd słuszne założenie.

15 sierpnia 1971 roku amerykańskie władze poinformowały MFW, że nie będą już dłużej wymieniały dolarów na złoto. Filar systemu runął. Ale w nowym systemie, nad którym miał teraz pieczę sprawować Fundusz, dolar nadal odgrywał rolę centralną. Tyle że od tej chwili Stany Zjednoczone mogły bez ograniczeń drukować swoją walutę, zmuszając cały świat do finansowania narastającego amerykańskiego długu. Próba zbudowania alternatywnego, opartego na specjalnych prawach ciągnienia (SDR) MFW układu walutowego nigdy nie wyszła poza fazę teoretycznych rozważań.

Wraz z postępem globalnej gospodarki rola Funduszu szybko rosła. Z dekady na dekadę udzielone przez niego pożyczki zwiększały się o 20–25 procent. Ale zwrotu pieniędzy MFW domagał się bezwzględnie. I tylko bardzo rzadko nie udawało mu się postawić na swoim.

– Fundusz nigdy nie udzielał pożyczek pod zastaw czegokolwiek. Gwarancją zwrotu pieniędzy zawsze była ortodoksyjna polityka monetarna, niezależne od kosztów społecznych, jakie to z sobą niesie – wskazuje Darvas. I zwraca uwagę, że MFW sporadycznie stara się uzyskać dane o konsekwencjach, jakie niesie jej polityka dla życia ludzi.

Jednym z krajów, który boleśnie odczuł skutki takiego stanu rzeczy, był Meksyk. W 1982 r. wpadł w pętlę zadłużenia: był winny światu kolosalną kwotę 120 miliardów dolarów. Ale tylko po części z własnej winy. Równie duże znaczenie miał ogromny napływ w poprzednich latach petrodolarów, czyli krociowych zysków państw OPEC uzyskanych po podniesieniu cen ropy w 1973 i 1979 roku, które były pompowane poprzez amerykańskie i zachodnioeuropejskie banki m.in. do takich krajów jak Meksyk (ale także PRL epoki Gierka) na często chybione projekty.

Tego aspektu sprawy wysłannicy Funduszu nie chcieli jednak wziąć pod uwagę. Kuracja, jaką zastosowano wobec Meksyku, miała zapewnić nadwyżki budżetowe, tak aby władze kraju miały z czego oddać kredyty. Jednocześnie kraj został zobowiązany do otwarcia swojego rynku na konkurencję sąsiada z północy. Skutki były katastrofalne, szczególnie gdy idzie o rolnictwo: kiedy dotowany eksport amerykańskich farm zalał Meksyk, miliony chłopów miało do wyboru: albo zasilić slumsy wokół megastolicy kraju, albo dołączyć także do milionów nielegalnych imigrantów, którzy przekroczyli Rio Grande. Porozumienie zaowocowało powstaniem wzdłuż granicy obu krajów (po stronie meksykańskiej) maquiladoras, czyli montowni, w których amerykański kapitał pełnymi garściami korzysta z taniej lokalnej siły roboczej.

– Porozumienie MFW z Meksykiem było pierwszą umową, która w całej Ameryce Łacińskiej została uznana za wyjątkowo krzywdzącą. Właśnie od tego czasu Fundusz jest powszechnie utożsamiany na tym kontynencie z amerykańskim narzędziem ekspansji gospodarczej – wskazuje Whyte.

To wrażenie umocnił los Argentyny, kraju, który w latach 90. pod kierunkiem ministra finansów Dominga Cavallo trzymał się co do joty zaleceń MFW. Jego ultraliberalna polityka oparta na sztywnym powiązaniu waluty narodowej z dolarem, prywatyzacji i otwarciu kraju na zagraniczną konkurencję doprowadziła do uporania się z tradycyjną zmorą Ameryki Łacińskiej: inflacją. Ale jednocześnie całkowicie podcięła konkurencyjność argentyńskiej gospodarki. W 1999 roku kraj okazał się bankrutem, tak wielka była różnica między tym, ile eksportuje, a tym, ile importuje. Niezdolny do spłacenia swoich zobowiązań (poza tymi wobec MFW) okazał się banitą światowej wspólnoty finansowej. Z powodu załamania wartości waluty narodowej, ogromnego bezrobocia, zamrożenia kont bankowych miliony Argentyńczyków zostało skazanych na pauperyzację.
Pół globu kontra fundusz
MFW źle kojarzy się także Azji. Do połowy lat 90. połowa inwestycji zagranicznych lądowała w południowo-wschodniej części tego kontynentu, a przede wszystkim w tzw. tygrysach należących do organizacji współpracy gospodarczej ASEAN. Ten gorący kapitał gwałtownie jednak się ostudził, gdy w USA ówczesny prezes Rezerwy Federalnej Alan Greenspan podniósł stopy procentowe, znacznie zwiększając atrakcyjność inwestowania w papiery amerykańskiego skarbu państwa. Lokalne waluty powiązane z dolarem gwałtownie się umocniły, ograniczając opłacalność eksportu i powodując, że wartość długu państw ASEAN skoczyła średnio do 167 proc. PKB. Pierwsza padła Tajlandia, ogłaszając latem 1997 roku dewaluację waluty, a potem niewypłacalność. W końcu w przepaść wpadła największa gospodarka regionu – Korea Południowa.

Na ratunek przyszedł MFW, uruchamiając wart 40 miliardów dolarów program, który miał doprowadzić do stabilizacji kraju. Ale był to program dziwny. Wysokie stopy procentowe, zniesienie subwencji, cięcia budżetowe postawiły pod ścianą nawet największe konglomeraty przemysłowe, jak Samsung czy LG. Jeden z nich, Daewoo, zbankrutował, a jego majątek w znacznym stopniu przejął General Motors. Konkurencja koreańskich koncernów dla Zachodu została wyeliminowana na lata.
– Recepta zastosowana przez MFW w 1997 r. dla Azji jest przeciwieństwem polityki, jaką prowadziły USA w czasie kryzysu, który wybuchł w 2008 roku: pakiety stymulacyjne, pomoc państwa dla potentatów przemysłowych, poluzowanie polityki monetarnej – zwraca uwagę Whyte.

Nie chodziło jednak tylko o dwie miary: inną dla siebie, a inną dla zagranicznych partnerów. Lata 90. to szczyt powodzenia Washington Consensus, czyli zestawu ultraliberalnych reguł ekonomicznych promowanych przez absolwentów Uniwersytetu Chicagowskiego. Prezydent Bill Clintron forsował, gdzie mógł, otwarcie rynków, a MFW był tego skutecznym narzędziem.

– MFW nie uczestniczył w tajnym porozumieniu, ale odzwierciedlał interesy i ideologię zachodniej wspólnoty finansowej – wskazuje były ekonomista Banku Światowego Joseph Stiglitz w książce „Globalization and its Discontents”.

Skutki polityki MFW w Azji miały jednak znacznie szerszy zasięg: objęły Rosję i pośrednio cały obszar b. ZSRR. Spadek cen ropy spowodowany załamaniem popytu azjatyckich tygrysów okazał się gwoździem do trumny dla systemu kierowanego przez Borysa Jelcyna. Kraj, który już wcześniej zmagał się z upadkiem przemysłu niezdolnego do oparcia się zagranicznej konkurencji w ramach forsowanej przez Fundusz polityki otwartego rynku, a także uginający się pod ciężarem wojny w Czeczenii, nie wytrzymał. W sierpniu 1998 roku kurs rubla wobec dolara gwałtownie się załamał. MFW próbował ratować sytuację, ale w skorumpowanym rosyjskim systemie władzy nie bardzo wiadomo, gdzie wylądowała pożyczka 5 miliardów dolarów. Przyparty do muru Jelcyn w końcu mianował swoim następcą Władimira Putina i otworzył drogę do odbudowy wpływów b. KGB.

Na jałowym biegu
Raport Oliviera Blancharda pokazuje, że wraz z wybuchem kryzysu w strefie euro Fundusz zastosował rozwiązania, które w przeszłości wiele razy zawiodły. W przypadku Grecji wpisano parametry, które miały zapewnić odbicie gospodarki kraju już po dwóch latach stosowania „ortodoksyjnej kuracji”, ale które, jak wcześniej w Meksyku czy Argentynie, doprowadziły już do sześciu lat recesji. Jej końca nie widać.

Tym razem jednak finał może być inny. – Fundusz ma kaca, czuje, że jest nieskuteczny, że to dryf – przyznaje Jack Borman, doradca MFW w latach 2003–2007.

Rewolucję rozpoczął Dominique Strauss-Kahn, były socjalistyczny francuski minister finansów, szef MFW od 2007 roku, którego karierę brutalnie zakończyły dwa lata temu oskarżenia o gwałt na pokojówce w jednym z nowojorskich hoteli. Role się odwróciły: pod kierunkiem Francuza Fundusz stał się stopniowo rzecznikiem uruchomienia przez kraje Europy polityki służącej wzrostowi, udzielenia na korzystniejszych warunkach pożyczek dla państw, które stanęły na skraju bankructwa, i wydłużenia czasu, w jakim mają uzdrowić swoje finanse. Na początku 2010 r. Blanchard na zlecenie DSK opublikował raport, w którym zalecał bankom centralnym podniesie wskaźnika dozwolonej inflacji.

Ale to już było za wiele dla Niemiec. We Frankfurcie Fundusz uzyskał przydomek „Inflation Maximizing Fund” i był kojarzony z instytucją, która podkopuje wiarygodność EBC. Angela Merkel domagała się kontynuacji ostrej kuracji odchudzającej wobec Grecji, Portugalii, Irlandii, aby utrzymać zaufanie własnych wyborców.

Ziarno niepewności zostało jednak zasiane na korytarzach MFW. Następczyni DSK Christine Lagarde kontynuuje strategię swojego poprzednika, i to coraz skuteczniej. Udało jej się nawet wymusić na Berlinie wydłużenie o dwa lata terminu, w jakim Grecy mają zredukować deficyt budżetowy. Po 70 latach uczniowie Keynesa znów odzyskują nadzieję, że Fundusz będzie promował nowy New Deal dla świata. Ale odzyskanie dobrego imienia przez MFW zajmie jeszcze lata.
Artykuł pochodzi z http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/673198,jak_miedzynarodowy_fundusz_walutowy_niszczy_swiatowa_gospodarke.html