sobota, 28 lutego 2015

Dorobrek P-rezydenta Bronislawa


















Media mainstreamowe jak ognia unikają pytań dotyczących krytycznego podsumowania pięciolecia urzędowania Bronisława Komorowskiego na stanowisku Prezydenta RP. A szkoda, bo jego kadencja obfitowała w szereg niekorzystnych decyzji, które kosztowały Polaków miliardy złotych. Przypomnijmy tylko, że obecny prezydent zatwierdził podwyżkę VAT, zwiększenie składki rentowej, grabież oszczędności w OFE oraz podwyższenie wieku emerytalnego. Tymczasem media lansują "Bula" jako "dobrego wujka" wszystkich Polaków oraz ordynarnie prostują każdą jego wpadkę i kompromitację.

Przypomnijmy kluczowe decyzje Bronisława Komorowskiego, które kosztowały polskiego podatnika miliardy złotych:

1) Bronisław Komorowski na początku czerwca 2012 roku podpisał ustawę o podwyższeniu wieku emerytalnego do 67. roku życia. To oznacza, że mężczyźni muszą pracować dłużej o 2 lata, a kobiety aż o 7. Tym samym o taki właśnie okres czasu pracujący Polacy oraz zatrudniający ich przedsiębiorcy muszą wpłacać do ZUS horrendalnie wysokie składki na ubezpieczenia społeczne. W praktyce oznacza to co roku kilka miliardów złotych więcej w kasie ZUS.

2) 14 grudnia 2010 roku Komorowski zatwierdził ustawę podnoszącą wysokość płaconego przez Polaków podatku VAT. Wyższe stawki tego podatku miały obowiązywać od 2011 do 2013 roku. Okazało się jednak, że pod koniec 2013 roku prezydent podpisał się pod ustawą utrzymującą wyższe stawki VAT na lata 2014 - 2016. Szacuje się, że z tego tytuł Polacy płacą co roku od 4 do 5 miliardów zł więcej podatku VAT. To oznacza, że w latach 2011 - 2014 dzięki decyzji "Bula" przelali do kasy państwa dodatkowe 16 - 20 mld zł.

3) Pod koniec grudnia 2011 roku obecny prezydent podpisał ustawę podwyższającą składkę rentową dla przedsiębiorców o 2 proc. Na skutek podwyżki składka ta wzrosła z 6 proc. do 8 proc., co przełożyło się na zwiększenie wpływów do budżetu ZUS o około 7 miliardów zł w skali roku.Dzięki tej decyzji Komorowskiego portfele polskich przedsiębiorców skurczyły się w latach 2012 - 2014 o minimum 21 miliardów złotych.

4) 27 grudnia 2013 roku Komorowski podpisał ustawę o grabieży oszczędności Polaków zgromadzonych na funduszach emerytalnych. Dzięki tej decyzji około 150 miliardów złotych trzymanych na indywidualnych kontach emerytalnych Polaków zostało bezpowrotnie przemielonych przez ZUSna wypłatę bieżących emerytur i spłatę wymagalnego zadłużenia.

ponadto:

5) W lutym 2015 Komorowski podpisał nowelizację ustawy o organizmach zmodyfikowanych genetycznie, tzw. GMO. Na talerze Polaków już mogą trafić potrawy z modyfikowanej genetycznie żywności.

6) roczne utrzymanie gamonia Komorowskiego i jego przydupasów kosztuje 200 mln zł. To więcej niż utrzymanie Elżbiety II królowej Wielkiej Brytanii  i więcej niż Utrzymanie króla Haralda V wraz z rodziną i całą świtą. Norwescy podatnicy wydają na utrzymanie monarchii ok. 110 milionów złotych

sobota, 17 stycznia 2015

POlszewicki nierząd Dyzmów

Polską rządzą „oberdyzma” Bronisław Komorowski, Ewa „Dyzma” Kopacz i rzesza Nikosiów Dyzmów


Za rządami Dyzmów kryje się budowany przez prezydenta opresyjny system quasi-demokratyczny, podobny do tego stworzonego przez Putina, tylko zachowujący więcej demokratycznych pozorów.

Wydawało się to niemożliwe, a jednak. Rządy Platformy Obywatelskiej to nie jeden Nikodem Dyzma. Te rządy to sami Dyzmowie. Od prezydenta Komorowskiego poczynając, a na obecnej premier Ewie Kopacz kończąc. Nie wymyśliłby tego autor napisanej w 1932 r. powieści „Kariera Nikodema Dyzmy” Tadeusz Dołęga-Mostowicz. W jednej ze scen telewizyjnej adaptacji losów Dyzmy, w reżyserii Jana Rybkowskiego i Marka Nowickiego, były urzędnik pocztowy z Łyskowa mówi do siebie: „Do czego człowiek doszedł? Do czego człowiek doszedł! Prezes banku zbożowego! Hhhiiiii”. A potem ten człowiek doszedł jeszcze do tego, że prezydent zaproponował mu stanowisko premiera, zaś salony w napięciu i oddaniu czekały na pozytywną decyzję „wielkiego męża stanu” i zbawcy ojczyzny.
Myliłby się ten, kto sądziłby, że ta ekipa jest tylko śmieszna. Ona jest groźna, tak jak groźny był oryginalny Nikodem Dyzma. Ten oryginalny był zdolny do zastraszania i korumpowania ludzi, do eliminowania przeciwników (łącznie z tym ostatecznym), do kooptowania różnych ludzi do własnych przedsięwzięć i zapewniania im udziału w apanażach oraz przywilejach. Wreszcie był zdolny do osiągania celów, o których początkowo nie mógł nawet marzyć, ale które stały się realne po uruchomieniu odpowiednich mechanizmów. Z tego punktu widzenia najgroźniejszy jest „oberdyzma” - jak można by nazwać prezydenta Bronisława Komorowskiego. On tylko udaje niezgułę, a w rzeczywistości przy pomocy dawnych i nowych wojskowych tajnych służb przygotowuje grunt pod drugą kadencję i pod taki system rządów, w którym wszelkie demokratyczne instytucje będą tylko atrapą i wydmuszką. A opozycja nie będzie w stanie niczego zmienić, bo wszystko zostanie odpowiednio urobione, zoptymalizowane i urządzone jak swego rodzaju perpetuum mobile obecnej władzy, tyle że w wersji zdecydowanie bardziej prezydenckiej.
Opresyjny system quasi-demokratyczny da się zrobić odpowiednio sterując mediami i opinią publiczną, mając na usługach legion propagandystów przebranych za dziennikarzy, naukowców, twórców kultury, przedstawicieli wolnych zawodów. To jest możliwe, jeśli ma się wpływ na rozbudowę i doskonalenie już dziś świetnie rozwiniętych metod infantylizacji i odpolitycznienia społeczeństwa, które ma tylko konsumować, bawić się i bezmyślnie gapić w telewizor. To się da zrobić mając wpływ na składTrybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sadu Administracyjnego, nie wspominając o takich urzędach jak Rzecznik Praw Obywatelskich, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów czy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. To się da zrobić mając na zawołanie przychylność i pieniądze wielkiego biznesu, mając wpływ na obsadzanie setek tysięcy miejsc pracy, mając możliwość wpływania na przetargi, zlecenia, granty i wszelkiego rodzaju premie czy bonusy. To się da zrobić kontrolując tajne służby i mając wpływ na działania policji, straży granicznej, inspekcji skarbowej czy celników, nie wspominając o sędziach i prokuratorach. Szybciej niż nam się wydaje możemy się obudzić w systemie podobnym do tego stworzonego przez Putina, tylko zachowującego znacznie więcej niż w Rosji demokratycznych pozorów, atrap i fasad.
W realizacji takiego planu Ewa Kopacz jest idealnym premierem. Z całą jej nieporadnością organizacyjną, logistyczną, strategiczną czy intelektualną. Taka osoba, dla której przytoczone wcześniej zdanie Dyzmy - „Do czego człowiek doszedł!” jest mottem i szczytem aspiracji, idealnie nadaje się do roli słupa, który nawet się nie zorientuje, kiedy ośrodek prezydencki będzie realizował kolejne etapy swego planu. Ona będzie się uśmiechać, dziwić, wygłaszać dziecinne sentencje i demonstrować wielką gotowość do służenia jakiejś wielkiej, bliżej nieokreślonej sprawie. I będzie zdziwiona, że nie jest rozumiana, a jej dobre intencje są krytykowane, jeśli nie wyśmiewane. To nie jest wina Ewy Kopacz, a przynajmniej nie tylko jej wina, że nie rozumie polityki, nie zna się na rządzeniu i generalnie nie nadaje się do kierowania żadną wielką strukturą, a tym bardziej państwem. Horyzont Ewy Kopacz to są jej wyobrażenia o świecie zaprezentowane w piśmie „Viva” oraz w rozmowie z Agatą Młynarską w TVP. Tego się nie przeskoczy i nie ma sensu udawać, że może być inaczej.
Obok Ewy Kopacz mamy „wiejskiego cwaniaka” Janusza Piechocińskiego, mówiącego dziwnym językiem, którego nikt nie rozumie. Mamy człowieka nominalnie odpowiedzialnego za gospodarkę, który faktycznie gospodarką się nie zajmuje, co widać szczególnie ostro podczas obecnych protestów górniczych. Piechociński jest po to, żeby dbać o interesy własne i ludzi PSL, żeby obsadzić każde możliwe stanowisko i wyciągnąć każdy ukryty w zakamarkach państwa słoiczek konfitur. Żeby zapewnić robotę każdemu pociotkowi, krewnemu, kochance czy choćby tylko partnerowi do kieliszka „kolegi kuzyna znajomego siostrzeńca”. Mamy człowieka zakochanego we władzy i kompletnie nią zaczadzonego, przez co poucza wszystkich wokół, sztorcuje i straszy dziennikarzy i w ogóle zachowuje się jak wielki pan. Co w konfrontacji z jego manierami prosto z gumna wydaje się wyjątkowo groteskowe.
Obok Ewy Kopacz mamy też „jej psiapsiółki”, czyli nic nierozumiejące i sprawiające wrażenie absolutnie zagubionych we mgle, ale szczerze oddanych panie Teresę Piotrowską, Marię Wasiak, Urszulę Augustyn, Beatę Małecką-Liberę czy Krystynę Skowrońską. Mamy rzeczniczkę rządu Iwonę Sulik - na miarę samej pani premier i mogącej z nią konkurować liczbą najbanalniejszych na świecie złotych myśli. A obok „psiapsiółek” są jeszcze różni cynicy, cwaniacy, kombinatorzy i zwykłe niezguły na stanowiskach ministrów, czyli mamy Nikosiów Dyzmów (z przeróbki filmowej w reżyserii Jacka Bromskiego). I ten ludzki odpowiednik średniowiecznego bestiariusza coś tam sobie dłubie w swoich resortach i urzędach, licząc na to, że wszystko załatwią pieniądze z Brukseli i budowane za nie obiekty oraz błyskotki, co sprawia wrażenie, że Polską ktoś rządzi i coś robi. I licząc na to, że przylepieni do telewizora ludzie do cna zgłupieją i pozwolą temu bestiariuszowi trwać u władzy. A na tym egzotycznym tle Bronisław Komorowski po cichu robi swoje. I jeśli nic się nie zmieni, to zrobi. A wtedy niech nas Bóg ma w swojej opiece.

autor: Stanisław Janecki

Publicysta tygodnika "wSieci".

sobota, 20 grudnia 2014

Noam Chomsky: Długa i haniebna historia amerykańskiego terroryzmu

„To oficjalne: Stany Zjednoczone to największe państwo terrorystyczne na świecie i są z tego dumne".

Tak powinien brzmieć nagłówek artykułu opublikowanego 15 października w New York Times, który nieco uprzejmiej zatytułowano „Badanie dostarczanej pomocy budzi sceptycyzm wobec pomagania syryjskim rebeliantom”. Artykuł informuje o opinii CIA na temat efektywności ostatnich tajnych operacji USA. Zdaniem Białego Domu niestety przynoszą one zbyt mało sukcesów, w związku z czym trzeba przemyśleć na nowo politykę zagraniczną.

W artykule cytowany jest prezydent Barack Obama, który miał poprosić CIA o ocenę, by znaleźć przypadki „finansowania i dostarczania broni siłom antyrządowym, które przyniosły konkretne korzyści. Nie było ich wiele.” Obama ma zatem podstawy, by ograniczyć zaufanie do takich wysiłków.

Pierwszy akapit tekstu z Timesa przytacza trzy przykłady „niejawnej pomocy”: Angolę, Nikaraguę i Kubę. W każdym z tych przypadków w rzeczywistości USA przeprowadziły operację terrorystyczną na dużą skalę.

Angola została zaatakowana przez RPA, które – zdaniem Waszyngtonu – broniły się przed „jedną z najgroźniejszych grup terrorystycznych na świecie” to jest Afrykańskim Kongresem Narodowym. Było to w roku 1988. Wtedy administracja Reagana była praktycznie jedynym sojusznikiem władz RPA. Naruszała nawet sankcje nałożone przez Kongres by zwiększyć obroty handlowe z południowoafrykańskim sojusznikiem.
Waszyngton dołączył do RPA w dostarczaniu wsparcia dla terrorystycznych bojówek partii UNITA kierowanej przez Jonasa Savimbi w Angoli. Waszyngton kontynuował wsparcie nawet po tym, jak Savimbi poniósł porażkę w wolnych i uważnie monitorowanych wyborach a RPA wychowała pomoc dla niego.

Zdaniem ambasadora Wielkiej Brytanii w Angoli Marracka Gouldinga, Savimbi był „potworem, którego żądza władzy przyniosła niewyobrażalne cierpienia jego krajowi”.

Konsekwencje były straszliwe. Badanie ONZ z 1989 r. szacowały, że liczba ofiar śmiertelnych działań wspieranych przez RPA w krajach sąsiednich wyniosła 1.5 miliona, abstrahując od tego, co działo się w samej Afryce Południowej. W końcu, dzięki pomocy sił kubańskich, udało się odeprzeć południowoafrykańskich agresorów i zmusić ich do wycofania z Namibii. Tylko USA samotnie wspierały Savimbiego.

Na Kubie, po klęsce inwazji w Zatoce Świń z 1961 r., prezydent John F. Kennedy rozpoczął morderczą i destrukcyjną kampanię przeniesienia na wyspę „koszmarów świata” jak określił to jeden z bliskich współpracowników JFK, historyk Arthur Schlesinger autor na wpół oficjalnej biografii Roberta Kennedy’ego, któremu powierzono odpowiedzialność za prowadzenie brudnej wojny.

Postępowanie wobec Kuby było okrutne. Zgodnie z planem kulminacją kampanii terroru miał być wybuch powstania w październiku 1962 r. które miała zwieńczyć amerykańska inwazja. Obecnie naukowcy są zdania, że było to jednym z powodów, dla którego Chruszczow rozmieścił na Kubie rakiety inicjując kryzys, który niebezpiecznie zbliżył świat do wojny atomowej. Ówczesny amerykański sekretarz obrony Robet McNamara przyznał, że gdyby był przywódcą kubańskim „spodziewałby się amerykańskiej inwazji”.

Amerykańskie ataki terrorystyczne wymierzone w Kubę trwały przez ponad 30 lat. Oczywiście, wiele kosztowały one Kubańczyków. Świadectwa ofiar o których mało kto słyszał Stanach Zjednoczonych po raz pierwszy zostały przedstawione w książce kanadyjskiego badacza Keitha Bolendera zatytułowanej „Głosy z drugiej strony. Ustna historia terroryzmu wymierzonego w Kubę” (Voices From the Other Side: An Oral History of Terrorism Against Cuba) wydanej w 2010 r.

Na długą brudną wojnę nakłada się miażdżące embargo gospodarcze, które trwa do dziś mimo sprzeciwu świata. 28 października ONZ po raz dwudziesty trzeci poparła „konieczność zakończenia gospodarczej, handlowej i finansowej blokady nałożonej na Kubę przez Stany Zjednoczone”. Za głosowało 188 państw. Przeciw - dwa (USA i Izrael) a trzy państwa Oceanii zależne od Stanów Zjednoczonych wstrzymały się od głosu.

Obecnie nawet na szczytach władzy w USA można dostrzec sprzeciw wobec embarga, gdyż „nie jest już ono skuteczne” jak pisze Hillary Clinton w książce „Trudne wybory”. Francuski badacz Salim Lamrani opisał koszty, jakie ponoszą w związku z nim Kubańczycy w wydanej w 2013 r. książce „Wojna ekonomiczna przeciwko Kubie”.

O Nikaragui nie trzeba nawet wspominać. Brudna wojna Reagana przeciwko temu krajowi została potępiona przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, który nakazał Stanom Zjednoczonym przerwanie „niezgodnego z prawem użycia siły” i wypłacenie znacznych odszkodowań. Waszyngton odpowiedział eskalacją konfliktu i zawetowaniem w 1986 r. rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ wzywającej wszystkiej kraje członkowskie – tj. USA – do przestrzegania prawa międzynarodowego.

Inny przykład terroryzmu niedługo doczeka się upamiętnienia w swoją 25 rocznicę. 16 listopada 1989 r. szwadrony śmierci armii Salwadoru zbrojone i szkolone przez USA zamordowały sześciu jezuitów. Na rozkaz dowódców wojskowych żołnierze wkroczyli na teren jezuickiej uczelni, by zabić księży i świadków zbrodni – w tym gospodynię ich mieszkania i jej córkę.

Wydarzenie to było kulminacją terrorystycznej wojny, którą USA prowadziły w latach osiemdziesiątych w Ameryce Środkowej. Jej efekty widać do dziś w medialnych raportach o „nielegalnych imigrantach” uciekających również przed konsekwencjami tej rzezi i deportowanych z USA do swoich zrujnowanych ojczyzn.

Waszyngton także ostatnio zdobył mistrzostwo świata w generowaniu terroryzmu. Były analityk CIA Paul Pillar ostrzega przed „generującymi rozgoryczenie amerykańskimi uderzeniami” w Syrii, które mogą popchnąć Front al-Nusra i „Państwo Islamskie” do „naprawy popsutych w ubiegłym roku stosunków i wspólnej kampanii przeciwko amerykańskiej interwencji przedstawianej jako wojna z islamem”.
Wiadomo już jak działania Stanów Zjednoczonych pomogły w rozprzestrzenieniu się dżihadyzmu z małego skrawka Afganistanu na większą cześć świata.

Budzącą obecnie największą grozę twarzą dżihadyzmu jest Państwo Islamskie, które swój morderczy „kalifat” ustanowiło na obszarach Syrii i Iraku.

”Uważam, że Stany Zjednoczone są jednymi z głównych twórców tej organizacji” mówi były analityk CIA Graham Fuller, znany komentator spraw bliskowschodnich. „USA nie zaplanowały powstania ISIL” dodaje, „ale ich destrukcyjne interwencje na Bliskim Wschodzie i wojna w Iraku były najważniejszymi przyczynami powstania tej grupy”.

Możemy do tego dopisać największą kampanię terrorystyczną świata: poparty przez Obamę projekt fizycznej eliminacji „terrorystów” na całym świecie. „Czynnik rozgoryczenia” generowany przez tę operację realizowaną za pomocą dronów i sił specjalnych nie wymaga komentarza.

Na powyższe działania nie sposób spoglądać bez poczucia grozy.

Źródło: www.xportal.pl

niedziela, 30 listopada 2014

„Wypierdolimy Polaków i sami będziemy rządzić”

RELACJA NAOCZNEGO ŚWIADKA
Nazywam się Zbigniew Flis pochodzę z Jastrzębia Zdrój, jestem posiadaczem Świadectwa Internowania Nr 1 w Polsce, organizatorem strajku na kopalni „Borynia”, byłem aresztowany wielokrotnie, bity i torturowany w latach 80-tych.
Jestem też posiadaczem immunitetu o nietykalności imiennego wystawionego w Ministerstwie Górnictwa na drugi dzień po podpisaniu Porozumienia Jastrzębskiego z rządem, posiadaczem Świadectwa Poszkodowanego od 2006 roku. Pragnę podzielić się wspomnieniami ze spotkania jakie miało miejsce w prywatnej willi pod Warszawą w listopadzie 1980 roku. W tym czasie nie chciałem się zgodzić na wpływ KOR-u w MKZ w Jastrzębiu, miałem takie samo zdanie o ich przydatności jak Jarek Sienkiewicz.
Popierali wejście KOR-u do Jastrzębia, jedynak Palka i Kałduński, planowali już wtedy przejąć władzę od Jarka Sienkiewicza, później udało im się to przy pomocy magnetofonu i poskładanych, wyjętych z kontekstu zdań. Ministerstwo Górnictwa wraz z Dyr. Zjednoczenia dało Fiata do dyspozycji dla mnie i Jarka Sienkiewicza na umówione spotkanie. Droga w miłym towarzystwie była przyjemna. Zatrzymaliśmy się pod umówionym adresem, kuta metalowa brama, murowany płot ponad 2 metrowy, duży pies, biała okazała willa w przyjemnej i nie biednej miejscowości podwarszawskiej. Pierwszego zobaczyłem Geremka i Giedoroycia już dobrze podpitych, w środku był Michnik, Kuroń /jego poznałem wcześniej/ razem około 11 osób, w tym reprezentanci KOR-u i doradcy Wałęsy z Gdańska.

Po obiedzie /schabowy z kapustą/ odeszliśmy od stołu i poszliśmy rozmawiać na kanapach. Główny zarząd KOR-u poświęcił nam tylko: Jarkowi Sienkiewiczowi i mnie, czas, aby nas przekonać, że wejście KOR-u do Solidarności śląskiej jest konieczne, że tylko oni potrafią rządzić i tylko oni potrafią „zrobić dobrobyt” w Polsce. Jarek uznał to za dowcip, zaczął więc żartować i powiedział, że też należy do KOR-u, powiedziałem mu, żeby przestali pieprzyć, bo to nie prawda. Założył się z Geremkiem o pół litra, że jest to w stanie udowodnić. Moment później wyciągnął legitymację Korpus Rezerwy Oficerów /skrót KOR/ i tak Geremek przegrał pół litra.
Jarek wypił kilka kieliszków, głowę do picia miał stosunkowo słabą, mimo swojej okazałej postury, powiedział mi, żebym uważał, co się dzieje teraz i pamiętał później, i reagował jak potrzeba w chwili obecnej. Panowie pili zdrowo, Geremek z Michnikiem i Giedroyciem wyjawili tajemnicę, że tylko lubią pić francuskie koniaki, a dzisiejsza wyborowa jest tylko po to, aby ją w „mordę lać”. Obserwowałem kierowcę siedzącego w przedpokoju, dostał obiad i widziałem, że nie pił wcale, liczyłem także na niespodziewane i konieczne opuszczenie tego towarzystwa, które ja osobiście uważałem za margines społeczny. Śmietanka KOR-u miała na celu nas upić i podstawić dokument o współpracy z KOR-em do podpisania. Jarek zaczął ich lekceważyć śmiechem, Kuroń zrobił się zaczepny, wypinał brzuch podchodząc do mnie, chciał mnie w ten sposób popychać, odsuwałem się z obrzydzeniem, widziałem idiotę, Giedroyć udawał zamyślonego, prostując się ciągle, nie miał nic do powiedzenia w negocjacjach.

Geremk z charakterystycznym sposobem poruszania, trzymał głowę na boku, strasznie pluł jak mówi, próbowałem się odsunąć, on się przysuwał wielokrotnie. W pewnym momencie powiedziałem mu , żeby się odsunął i przestał pluć, bo nie lubię rudych. Zapytał „dlaczego” odpowiedziałem tylko, że nie lubię i koniec. Wtedy już nie było mowy o podpisywaniu czegokolwiek.
Michnik dość spokojny małomówny, z uśmiechem na ustach włączył się do dyskusji, pragnąc nas sponiewierać. Powiedział nam, że „My weźmiemy władzę, a wy Polacy pójdziecie z torbami”. Giedroyć dodał, że „Nasi ludzie są już przy władzy, mamy kontakty i tylko czekamy na odpowiedni czas i ujawnimy prawdziwe nazwiska”. Geremek bez kurtuazji powiedział: „Wypierdolimy Polaków i sami będziemy rządzić”. Jak echo to samo powtórzy Michnik. Powiedziałem im, że to się uda po moim trupie.
Panowie korowcy używali języka bardzo ordynarnego, górnik z dołu był przy nich wtedy człowiekiem kulturalnym i powściągliwym. Geremek wykrzykiwał, że zrobią porządek z Polakami za 1968 rok za deportacje i za to, co z „nami” zrobili. Zapytałem się, co rozumie przez „nami”. Jarek powiedział, że później porozmawiamy w drodze powrotnej do Jastrzębia w samochodzie. Wtedy jeszcze nie widziałem podziału na Polaków i Żydów, widziałem tylko niszczącą działalność KOR-u dla Polski i wiedziałem, że trzeba ich trzymać najdalej jak to możliwe od Śląska. Oczywiście nie podpisaliśmy dokumentu z KOR-owcami, kierowca odwiózł nas do domów do Jastrzębia. Jarek po drodze powiedział mi, że za kilka dni dowiem się dokładnie co znaczyło „nami”.
Dwa dni później w Ministerstwie Górnictwa w Katowicach w gabinecie w-ce ministra Glanowskiego powiedział mi, żebym zapytał go, co znaczy „nami”, ten też się roześmiał głośno i powiedział mi, że potrzebuje się przekonać na własne oczy, kto należy do KOR-u. Samochód Fiat z ministerstwa zawiózł mnie i Jarka Sienkiewicza do Warszawy do Instytutu Narodowościowego. W ogromnym pomieszczeniu czekały na nas już dokumenty dotyczące członków KOR-u, informacje na temat Giedroycia, Kuronia o szkalowaniu Polski i Polaków na łamach szmatławej gazety „Kultury”. Informacja o Geremku o jego nienawiści i wstręcie do całego narodu polskiego, komentarze w prywatnych rozmowach. Michnik i jego brat określeni zostali jako najgorszy żydowski motłoch. Starszy pan pokazujący nam te dokumenty był profesorem i powiedział przy odejściu, abyśmy zawsze pamiętali z kim mamy do czynienia. Byłem świadkiem właśnie takich rozmów dwa dni wcześniej. Wtedy też dowiedziałem się, że istnieją inne narodowości w Polsce jak Łemkowie, Białorusini, muzułmanie, którym wtedy polski papież blokował budowanie miejsc religijnych na terenach Polski. Wtedy też załatwiliśmy pieniądze na odbudowę meczetu koło Białegostoku dla potomków muzułmańskich osiadłych tu za czasów Batorego i odbudowę jakiegoś kościoła w Bieszczadach. Ludzie ci walczyli przez lata o przyznanie tych pieniędzy, dostali więc od nas dobrą wiadomość po powrocie z Warszawy.
Pisząc te wspomnienia pragnę przekazać tylko najdokładniejszą jak to możliwe relację z moich osobistych wspomnień.

Zezwalamy na kopiowanie treści tylko i wyłącznie z podaniem źródła: http://www.lustracja.net

piątek, 14 listopada 2014

Marsz Niepodległości patriotów 11.11.2014

Zachęcam wszystkich Polaków patriotów do obejrzenia relacji z marszu Niepodległości 2014.
To nie relacja z marszu Bronisława Komorowskiego, to marsz Polaków.




Medioznawca dr Hanna Karp mówi o kształtowaniu obrazu Marszu Niepodległości w mediach głównego nurtu i Telewizji Publicznej.
Możemy zatem powiedzieć, że jeżeli chodzi o media głównego nurtu – komercyjne i Telewizję Publiczną – była to dotychczas zorganizowana manipulacja.
Media głównego nurtu – stacje komercyjne, jak również Telewizja Publiczna, wyraźnie celują w przekazy nacechowane emocjonalnie. W ubiegłych latach była to emocja bardzo negatywna – do tego stopnia, że telewizje komercyjne głównego nurtu skupiały się wręcz przez kilka godzin na tym, żeby przedstawiać te same, półgodzinne, piętnastominutowe sekwencje. Ciągle wracano do pewnych fragmentów, które się wydarzyły i były agresywne, przepełnione bardzo negatywnymi emocjami.
W Telewizji Publicznej, jak również w mediach komercyjnych szły za tym kłamstwa na poziomie podstawowej informacji. Widz nie dowiadywał się tak naprawdę, co dzieje się przy Placu Konstytucji, czy wzdłuż trasy całego przemarszu, jak ten marsz wygląda – te obrazy mogliśmy dopiero obserwować poprzez przekazy internautów, tych, którzy jako dziennikarze obywatelscy zamieszczali po jakimś czasie filmiki z marszu. Dopiero po jakimś czasie opinia publiczna, która była bardzo zainteresowana marszami, mogła wyrobić sobie zdanie na temat tego, jaki ten marsz rzeczywiście był.
W tym roku jest wyjątkowa sytuacja, kiedy może zdarzyć się tak, że szeroką opinię publiczną może kształtować również przekaz Telewizji Trwam. Z racji jej obecności na multipleksie naziemnym-cyfrowym wejdzie niejako siłą rzeczy w te kanały głównego nurtu. Widz, jeżeli będzie próbował zmieniać stację, żeby wyrobić swoje zdanie na temat tego, co się dzieje, trafi także na Telewizję Trwam. I będzie to stacja, która będzie zapewne, jak można się spodziewać, przekazywać informację niezmanipulowaną, prawdziwą. 

A tutaj ciekawy komentarz Pana Stanisława Michalkiewicza




poniedziałek, 3 listopada 2014

Nigdy dotąd od odzyskania niepodległości w 1918 roku Polska nie była tak rabowana jak po 1989 roku

Za 2 mld dolarów sprzedali polskie banki w których było 66 mld dolarów i nikt nie ściga tych złodziei.

„Rząd, który utworzę, nie ponosi odpowiedzialności za hipotekę, którą dziedziczy. Ma ona jednak wpływ na okoliczności, w których przychodzi nam działać. Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego stanu załamania” – mówił „pierwszy niekomunistyczny premier”, Tadeusz Mazowiecki, startując w 1989 roku do dzieła „wydobycia Polski ze stanu załamania”.

Analizę dokonań premiera Mazowieckiego i niemal wszystkich jego następców stanowi wydana przez Klub Inteligencji Polskiej przy Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego praca zbiorowa pt.„Bilans piętnastu lat rządów”. Oto fragmenty tekstów zaczerpniętych z tej publikacji, której autorami są wybitni polscy ekonomiści i publicyści.

Napoleon Zabiełło:

„Na przestrzeni okresu zamykającego się datami 15 lipca 1989 – grudzień 1990 oprocentowanie kredytów wzrosło o 2200%. W samym tylko 1990 roku odsetki od kredytów wzrosły blisko sześciokrotnie. Do tego doszło dodatkowe obciążenie w postaci 30% dywidendy od wartości brutto przeszacowanego w górę majątku trwałego przedsiębiorstw .”

Tak wielki, wymuszony odpływ środków finansowych do Budżetu Państwa i banków musiał doprowadzić do upadłości i ruiny przedsiębiorstw.Jak pisała prasa angielska, polski przemysł wygląda jak po dywanowym bombardowaniu.

Skutki tego rodzaju polityki gospodarczej musiały odbić się także na finansach państwa. Upadek przedsiębiorstw, a także jak niektórzy to określają „złodziejska prywatyzacja” spowodowały pogłębiający się deficyt Budżetu Państwa.

W 1991 roku pojawiła się nowa pozycja mająca na celu łatanie rosnącego deficytu budżetowego: dochody ze sprzedaży majątku Skarbu Państwa ” Zaczęto wyprzedawać wszystko, na co chęć wyrazili tak zwani zagraniczni inwestorzy. Zaczęto lansować, że należy sprzedawać najlepsze zakłady i za cenę, którą zaoferuje nabywca”.

Kolejne ekipy rządzące nadal prowadziły destrukcję gospodarki narodowej „Wyprzedaż banków nabrała przyśpieszonego tempa. 73% banków zostało sprzedane za 2 mld dolarów obcemu kapitałowi. W sumie tej mieścił się nie tylko majątek nieruchomy i ruchomy, znacznie przekraczający uzyskaną ze sprzedaży wartość, ale także lokaty bankowe na sumę 66 mld dolarów”. Dochody z prywatyzacji nie rekompensowały utraconych. O ile jeszcze w 1991 roku deficyt wynosił 3,1 mld złotych, to już w 2000 roku przekroczył 25,4 mld, w 2001 roku 32,4 mld, a w 2002 roku 39,4 mld. Obecnie zadłużenie przekracza 500 mld złotych(po czterech latach od napisania tych słów oficjalny dług wzrósł o kolejne 500 mld zł – patrz na http://www.zegardlugu.pl/a303) .

Rudolf Jaworek:

„Naukowcy badający wydatki gospodarstw domowych pracowniczych i emeryckich podali wielkości przerażające dla egzystencji narodu”. Ten obraz, który prowadzi do stopniowego wyniszczenia sił fizycznych, następnie zdrowia, a w końcu śmierci milionów żyjących na takim poziomie osób, należałoby nazwać stopniowym wyniszczaniem lub też długofalowym holocaustem! Za codzienną filiżankę kawy w samoobsługowej kawiarni płacę 5 zł, czyli miesięcznie ok. 150 zł tj. więcej niż określona granica minimum egzystencji wydatków na żywność! Puszka karmy dla psa kosztuje 4 zł + ryż + tłuszcz + marchewka – ok. 6 zł dziennie. Według zaś obliczeń naukowców, na poziomie poniżej kosztu karmy dla mojego psa żyje w naszym kraju ponad 2 mln osób!

A reformatorzy cieszą się ze swoich reform. Jeden z nich D. Tusk, kiedyś w programie N. Terentiew, także w „Kropce nad i” 22.03.2001 powiedział, że czuje się odpowiedzialny i dumny za podjęte po 1989 r. reformy. Takich „intelektualistów” zainstalowano nam na czele narodu!Fałsz, kłamstwo, obłuda, cynizm – ot co. A może tylko głupota tych niby intelektualistów?

a

Stefan Kurowski:

„Spójrzmy więc na podstawowe elementy naszej narodowej gospodarki i potraktujmy je jako wynik określonej polityki gospodarczej. Weszliśmy w proces przekształceń ustrojowych z wadliwym mechanizmem funkcjonowania gospodarki, ale za to z ogromnym trwałym majątkiem produkcyjnym w tych dziedzinach, w których komunizm usiłował rywalizować ze światem kapitalistycznym” -

Pierwsze pytanie w naszej analizie musi więc być takie: co się stało z tym wielkim majątkiem trwałym, czy on dla nas pracuje i czy przynosi nam dochód.
Odpowiedź jest znana. Tego majątku w ogromnej części już nie ma!

Albo go nie ma fizycznie, jak na przykład nie ma połowy górnictwa węglowego, gdyż zlikwidowane kopalnie zostały zatopione, albo go nie ma na koncie naszej, polskiej własności. Gdy wielkie zakłady zostały osłabione, rozpoczął się wielki handel, czyli wyprzedaż owych „rodowych sreber” zbudowanych kosztem ogromnych wyrzeczeń przez dwa pokolenia Polaków. W ciągu 15 lat wyprzedano prawie wszystko, co w wielkim przemyśle miało jakąkolwiek wartość i znaczenie strategiczne.

Ktoś może powiedzieć: ale te sprzedane fabryki pozostały w Polsce i produkują. Otóż nie wszystkie. Te, które wytwarzały bardziej skomplikowane wyroby, zaprzestały produkcji, a w innych pozostały puste hale lub pozamieniano je na magazyny, do których teraz, jak czasem donosi prasa, przywozi się śmieci z Niemiec.

Ludwik Staszyński:

„Miarą kondycji społeczeństwa i stanu gospodarki w 2003 r. było 3175 tys. bezrobotnych, z których tylko niecałe 15 proc. otrzymywało zasiłki w przeciętnej wysokości 484 zł i 27 gr miesięcznie. Bezrobocie dotyka w większości ludzi młodych. Z badań GUS wynika, że w co drugiej rodzinie mającej na utrzymaniu dzieci do 18 roku życia przynajmniej jedno z rodziców jest bezrobotne albo bierne zawodowo. W 1984 r. do ubóstwa przyznawało się 3,5 proc. osób. W 2002 r. takich osób było 10 razy więcej 34,5 proc.!

Budowa Huty Warszawa kosztowałaponad 3 miliardy dolarów. Została ona zbyta za sumę18,64 miliona dolarów

Efektem „reform” jest m.in. duże uzależnienie Polski od ośrodków zagranicznych, w tym zadłużenie zagraniczne, które z ok. 70 mld USD w 2000 r. zbliżyło się w 2003 r. do 106 mld dolarów, po 2800 USD na każdego obywatela. Stale rosnące koszty obsługi zadłużenia państwa pochłonęły w 2003 r. 24 mld zł., tj. ok. 13 proc. wydatków budżetowych państwa.
Prof. Leszek Balcerowicz, prezes Narodowego Banku Polskiego, a wcześniej odpowiedzialny za gospodarkę wicepremier w minister finansów w rządach T. Mazowieckiego, J.K. Bieleckiego i J. Buzka, oceniając minione 15-lecie powiedział, że „czuje się wyróżniony przez los” z powodu swojego znaczącego udziału w przemianach, jakie nastąpiły w Polsce po 1989 roku (….) Oto jak patrzy na niektóre efekty wdrażanych przez siebie reform ich główny reżyser: „kres od 1989 r. jest pod względem możliwości najlepszy w naszej historii ostatnich 300 lat. Polska kolosalnie awansowała w porównaniu z tym, co by było, gdybyśmy nadal grzęźli w bagnie socjalizmu”.

Mathis Bortner:

„Polityka prywatyzacji staje się często prostym i czystym oszustwem, mimo przejęcia większości akcjonariatu, nie ma ona rzeczywistego wkładu kapitału. Zyski wynikające z produkcji tych prywatyzowanych firm, które są włączone z tytułu wkładu kapitałów, wykorzystują wewnętrzną wymienialność złotówki. To pozwala rabować i rujnować jeszcze bardziej zdolności produkcyjne Polaków”.

Poseł Krasowski wymienia fabrykę w przemyśle cukrowniczym, gdzie pięciu mianowanych „ekspertów” zarabia więcej niż 700 robotników. Budowa Huty Warszawa „kosztowała< ponad 3 miliardy dolarów. Została ona udostępniona za sumę 18,64 miliona dolarów, czyli za 0,061%, ale minister przemysłu i handlu w rządzie Hanny Suchockiej miał powód do zwolnienia, został bowiem przewodniczącym zgromadzenia wspólników. Ministerstwo prywatyzacji powierzyło londyńskiej firmie konsultingowej Rotschild & Sons zadanie opracowania planu prywatyzacji firmy Orbis. Według „Gazety Wyborczej” z grudnia 1991 r., Rotschild & Sons pobrał jeden milion dolarów za te czynności. Oto jest właśnie prywatyzacja! Chyba to tłumaczy, co chce powiedzieć Ernst & Young, oceniając w październiku 1992 r., że Polska jest najlepszym krajem dla inwestycji! Nigdy Polska nie była tak rabowana od odzyskania niepodległości w roku 1918. Tylko 3 lata potrzeba było (1945-1948) polskim komunistom, aby podkopać zdrową bazę ekonomii narodowej. Ustawa z 27 września 1948 roku pozwoliła im przywłaszczyć sobie wszelkie mechanizmy produkcji i dystrybucji. Polska wpadła w mechanizm machlojek i niskiej produktywności ekonomii marksistowskiej. Przez trzy pierwsze lata liberalizmu Polska straciła chyba więcej swojej substancji produkcyjnej niż przez 44 lata rabunku komunistycznego. Nawet nie jest w stanie wykorzystać kredytów oddanych do jej dyspozycji, ani nawet nadwyżek rezerw finansowych. Henryk Pająk – Stanisław Żochowski: Kolejne „solidarnościowe” rządy – Mazowieckiego, Bieleckiego i Suchockiej, potem jeszcze Pawlaka, uczyniły wiele na rzecz ekonomicznego rozkładu Polski. Posłużono się wyniszczającym „programem” Balcerowicza-Sachsa. Cóż osiągnięto? Eksplozję afer finansowych na niespotykana skalę, półdarmową, a w wielu przypadkach zupełnie darmową „prywatyzację” – wyprzedaż majątku narodowego. Trwało lądowanie nomenklatury nowej i starej w zawłaszczonych, rzekomo sprywatyzowanych przedsiębiorstwach oraz tzw. spółkach. Z dobrze udokumentowanej książki Elżbiety Isakiewicz pt. „Afery? UOP? Mafia?” (wyd. Antyk, 1993 r.) na str.. 64 otrzymujemy tragiczny bilans rządów T. Mazowieckiego, czyli afer nie notowanych dotąd w gospodarczej historii państwa współczesnego świata. Afery: - rublowa – 15 bilionów złotych - import rublowy b. NRD – 15 bilionów złotych - paliwowa – 2 biliony złotych - papierosowa – 15 bilionów złotych - alkoholowa – 10 bilionów złotych - składów celnych – 3 biliony złotych - ART-B – 6 bilionów złotych - FOZZ – 10 bilionów złotych Razem około 60-70 bilionów złotych (w starej walucie przed wymianą – przyp. lzn) według ówczesnego kursu po 9500 za dolara. Winni tych nadużyć zamiast lądować w więzieniach, awansowali i awansują w karierach bankowych. Przykładem prezes Banku Spółdzielczego Rzemiosła w Warszawie – Leszek Juchniewicz. Bank pod jego światłym kierownictwem poniósł 165 miliardów strat, ale ich sprawca otrzymał potem kolejne posady: w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych pod skrzydłami ministra Lewandowskiego, następnie został w tym ministerstwie wiceministrem, a w 1995 roku pełnił funkcję członka rady nadzorczej w Powszechnym Banku Kredytowym. Porzekadło o wilku w owczarni – szczególnie tu aktualne i trafne. Czy państwo, w którym dwóch oszustów dysponujących kapitałem równowartym wartości litra spirytusu,w ciągu niespełna dwóch lat oficjalnie i bez przeszkód zbija majątek prawie miliarda dolarów- czy takie państwo może się ostać jako gospodarczo i politycznie samodzielny byt państwowy? Jedna trzecia polskich rodzin żyje poniżej norm ubóstwa. Czterdzieści procent rodzin żyje na granicy ubóstwa. Trzy miliony bezrobotnych oczekuje pracy, a minister pracy przez zatrudnianie na połowę etatu fałszuje tę liczbę, zaliczając półetatowców jako już nie bezrobotnych. Paweł Bożyk: „Układ stowarzyszeniowy z UE był dla Polski nieszczęśliwy. Należało twardo negocjować i bić się o swoje, ale dla ówczesnego rządu podpisanie układu stowarzyszeniowego stanowiło sprawę polityczną. Premier Tadeusz Mazowiecki naciskał, żeby nie wchodzić w szczegóły i podpisywać układ jak najszybciej. Chciał dać dowód jak niezwykle jest prozachodni. Główny trzon negocjacyjny ze strony polskiej stanowiło kilka osób, które doskonale pamiętają, jak to się odbywało. Jednym z negocjatorów był Andrzej Olechowski. Polscy negocjatorzy nie byli tak perfekcyjnie przygotowani jak unijni. Tamci posiadali dokładniejsze i nowsze informacje . Tamtych było dziesięć razy więcej i znali naszą gospodarkę na wylot. Pracownicy UE przychodzili do grup negocjujących na każde skinienie unijnej strony i często, gdy występowały jakieś rozbieżności, wkrótce padały lekceważące i ważkie słowa: ” co nam tu panowie opowiadacie, my mamy na ten temat inne dane z komputera”. Uważam, że takiego układu stowarzyszeniowego nie należało podpisywać. Wielkim błędem było podpisywanie go tak pospiesznie. Rząd polski wychodził jednak widać z założenia, że 100 milionów dolarów w jedną czy w drugą stronę nie ma większego znaczenia. Kraje postkomunistyczne rywalizowały ze sobą sądząc, że który z nich pierwszy podpisze przed innymi, będzie miał z tego tytułu jakieś korzyści. Ale to była nieprawda. Jako jedyny kraj w Europie Polska sama z siebie zrezygnowała z ograniczeń para- i pozataryfowych, takich jak opłaty wyrównawcze, ograniczenia ilościowe, dewizowe; cła obniżone zostały do paru procent – bez wzajemności! Tak nikt nie robi. Stosowana jest praktyka, że ja obniżam cło nas twoje towary, kiedy ty obniżasz na moje. Myśmy to zrobili jednostronnie. Jerzy Robert Nowak: „Niejednokrotnie wskazywano na fatalne skutki balcerowiczowskiej polityki gospodarczej dla polskiej przedsiębiorczości. Szczególnie ostra krytyka Balcerowicza w tej sprawie przewijała się między innymi w wystąpieniach Stefana Kisielewskiego”. Stwierdzał on: „Balcerowicz przyniósł wiele szkody nowej przedsiębiorczości, ponieważ tak wystraszył podatkami, cłami, stopą procentową kredytów, przez pierwsze półrocze 1990 r. Ta nowa przedsiębiorczość nie tylko się nie rozwijała, ale nawet zaczęła się zwijać (cytat za: „Testament Kisiela”, Poznań 1992, s. 21). Według Kisiela Balcerowicz „dał w dupę chłopom i rzemieślnikom, czyli jedynym producentom, którzy przetrwali komunizm” (tamże, s. 81).” Ten niebywały brak troski i autentyczne wsparcie rodzimej przedsiębiorczości w ramach balcerowiczowskiej reformy wręcz szokował niektórych wybitnych ekonomistów zagranicznych. By przypomnieć choćby uwagi świetnie znającego polską sytuację najsłynniejszego ekonomisty węgierskiego Janosa Kornaiego. W miesięczniku „Mozgo Vilag” z sierpnia 1990 roku Kornai tak skomentował przedstawione przez Jeffreya Sachsa i Davida Liptowa refleksje na temat konkretnych metod „leczenia” polskiej gospodarki z kryzysu. >Problem polega na tym, na co położymy nacisk. Ja ze swej strony położyłbym go na stworzeniu nowej klasy średniej, opartej na drobnej i średniej przedsiębiorczości. W pracy Liptowa i Sachsa zdumiewają dane o ogólnej sumie kredytu udzielonego polskiemu sektorowi prywatnemu. Jest ona katastrofalnie mała i stanowi ledwie 2,7% całego kredytu udzielonego przez system bankowy.

Realną kontrolę nad istotną częścią gospodarki w Polsce przekazano żydowskim, ponadnarodowym koncernom

Najgorsze skutki dla przemysłu przyniosło jednak skrajne doktrynerstwo Balcerowicza, który jako minister finansów i wicepremier kierujący całością gospodarki nie wyciągał żadnych wniosków z niepokojących zjawisk w przemyśle. Nader wymowna była w tym kontekście wypowiedź kolejnego ministra przemysłu Andrzeja Zawiślaka. Wkrótce po rezygnacji ze swego stanowiska w rządzie Bieleckiego, w którym Balcerowicz był dalej wicepremierem i ministrem finansów, prof. Zawiślak powiedział w wywiadzie pod znamiennym tytułem „Kto dobija polski przemysł?” – Teraz mamy sytuację, że jak nigdy dotąd, tak wiele nie zależało od doktrynerstwa tak niewielu. Jeśli się tego nie zmieni, to w krótkim czasie nastąpi odprzemysłowienie Polski. Praktyka Ministerstwa Finansów ma rujnujące, dewastujące skutki dla polskiego przemysłu. Został on potraktowany jak narkoman, którego chciano wyleczyć jednorazowym pozbawieniem narkotyku. Przy takiej kuracji narkoman pada.

Zdzisław Sadowski:

„Fakt, że recesja stała się tak głęboka i przemieniła w kryzys, został spowodowany przez istotne błędy polityki gospodarczej. Przyjęto błędne założenie, iż negatywne skutki silnie deflacyjnej polityki powinny zostać szybko zneutralizowane przez dynamizujące działanie prywatyzacji oraz napływu kapitału zagranicznego. Silna deflacyjna polityka została oparta na zasadzie „terapii wstrząsowej” zalecanej wówczas przez wielu doradców zagranicznych, natomiast założenia co do czynników neutralizujących nie sprawdziły się.

Istotne błędy wynikały z zastosowania doktryny monetarystycznej bez należytego uwzględnienia realiów gospodarki polskiej. Rezultatem tej polityki było pogorszenie się sytuacji finansowej wielu przedsiębiorstw i olbrzymi wzrost zatorów płatniczych.

Polityka pieniężna oparta na tym dogmacie stała się więc dławiąca dla gospodarki.

Błędne również było przyjęte w polityce prywatyzacyjnej założenie konieczności szybkiej likwidacji sektora publicznego.

Marek Głogowski:

„Wielkie nadzieje wiązali Polacy z nową wolnością odzyskaną w 1989 roku, ale przemiany, jakie nastąpiły, przyniosły rozczarowanie. Z danych GUS wynika, że poniżej granicy minimum socjalnego żyje w Polsce 58,7 proc. ludności (14 lat temu tylko 20%), a poniżej granicy minimum egzystencji – 11 proc. w miastach i 17 proc. na wsi.Miliony ludzi w Polsce żyją w wielkim niedostatku. Ocenia się, że milion dzieci cierpi głód. Odbiciem znacznego pogorszenia się warunków życia i trudności mieszkaniowych, stał się kryzys demograficzny – spadek liczby zawieranych małżeństw, spadek przyrostu naturalnego – dzietność kobiet; w ciągu piętnastu lat z 2,15 do 1,34 dziecka na matkę . Jest to najniższy wskaźnik w Europie! Następuje atrofia funkcji państwa, co zwłaszcza widać w ochronie zdrowia.

Miernikiem kondycji społeczno-ekonomicznej państw jest kryzys finansów publicznych. Do rejestru porażek piętnastu lat transformacji dopisać trzeba lawinowo narastające zadłużenie wewnętrzne i zagraniczne oraz nasilenie przestępczości aferalnej, powiązanej z politycznymi elitami szczebla lokalnego i centralnego. Dziurawemu budżetowi i biedzie zagrażają roszczenia ze strony niemieckich „wypędzonych” oraz z tytułu braku reprywatyzacji po komunistycznej nacjonalizacji.

Nastroje społeczne oddają badania opinii o przemianach w Polsce po 1989 roku. W sondażu przeprowadzonym na warszawskich wyższych uczelniach 47% studentów zadeklarowało wolę natychmiastowej emigracji, 64% uważa, że Polska nie stwarza absolwentom szans na karierę zawodową, a aż 78% – że po studiach nie ma szans na stabilizację materialną.
Zbudowano „kapitalizm polityczny” zawłaszczający państwo, a realną kontrolę nad istotną częścią gospodarki przekazano ponadnarodowym koncernom.

Syntetycznym miernikiem warunków, na jakich przeprowadzano w Polsce przekształcenia własnościowe, jest ocena prof. Kazimierza Z. Poznańskiego („Wielki przekręt. Klęska polskich reform”). Według tego autora majątek banków i przemysłu jest w Polsce sprzedawany za najwyżej dziesięć procent wartości.Szereg zakładów oddawano w ręce prywatne, w tym cudzoziemcom ” za symboliczną złotówkę „.

Także wybitni ekonomiści amerykańscy przestrzegali przed wyprzedażą polskiego majątku narodowego, podkreślając, iż „polski przemysł musi być własnością Polaków i być zarządzany przez Polaków Kontynuacja dotychczasowej liberalnej polityki pod dyktando zachodnich doradców doprowadzi do tego, że za 4-5 lat cały polski przemysł znajdzie się w rękach niemieckich i amerykański” (John Kenneth Galbraith).

Według prof. Kazimierza Poznańskiego źródłem wyprzedaży zakładów przemysłowych i banków za najwyżej dziesięć procent wartości jest korupcja. Motywów wielu rażąco niekorzystnych dla Polski transakcji prywatyzacyjnych nie można rozpatrywać w kategorii błędów i niskich kwalifikacji ludzi pełniących odpowiedzialne stanowiska państwowe. Trzeba brać pod uwagę także złą wolę i zamierzone działania o charakterze przestępczym. Systemowo nie było i nie ma zainteresowania organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości przebiegiem prywatyzacji.

Kazimierz Golinowski:

„Polska jako chyba jedyny kraj ma zapisany w konstytucji RP właśnie model społecznej gospodarki rynkowej”.

Leszek Balcerowicz wprowadzając model gospodarki rynkowej w Polsce okazał się zdecydowanym przeciwnikiem takiego modelu gospodarki, bowiem model, jaki w Polsce został wprowadzony za sprawą reform Balcerowicza, nie miał nic wspólnego ze społeczną gospodarką rynkową. Był jej przeciwstawieniem. Jest to model skrajnej liberalnej gospodarki rynkowej – niewidzialna ręka rynku, zero państwa w gospodarce, skrajna wolność gospodarcza (wolność tak daleko posunięta, że stwarza pole do bezkarnych nadużyć, działania mechanizmów mafijnych niwelujących zdrową konkurencję i alokację kapitału. Nigdzie na świecie nie ma takiego modelu gospodarki liberalnej.

Andrzej Ruraż-Lipiński:

„Jest rok 2006. Polska, na 25 państw, członków Unii Europejskiej, jest sklasyfikowana pod względem dochodu narodowego na 25 miejscu. Oznacza to, że cała ta Socjalistyczna Unia Europejska wie, że 2/3 Polaków żyje w nędzy, a kilka milionów w skrajnej nędzy.

Włodzimierz Bojarski:

„To w skrócie i uproszczeniu bilans zniszczeń ostatniego dwunastolecia, bilans negatywnych dokonań wszystkich rządów w tym okresie i wspierających je partii politycznych, i polityków znanych z uroczystości państwowych i religijnych”.

* * *
Jakkolwiek cytowana pozycja ukazała się w 2006 roku, to jednak w niczym nie straciły na aktualności prezentowane w niej stanowiska i opinie na temat genezy katastrofy gospodarki polskiej oraz doświadczanych przez zdecydowaną większość społeczeństwa skutków tej katastrofy. Aktualności tej dowodzi kontynuacja przez Platformę Obywatelską przyjętej w 1989 roku i antynarodowej polityki ograbiania Polaków z ich majątku, czego przykładem jest program wyprzedaży za bezcen przemysłu produkcji i dystrybucji energii elektrycznej, a więc strategicznych i ostatnich już elementów ekonomiki narodowej. Dzieje się to wtedy, kiedy w rujnowanym przez wiele lat z całą premedytacją budżecie państwa nie ma grosza na cokolwiek, ale to nie przeszkadza, by faktyczni władcy Polski transferowali dziesiątki i setki miliardów złotówek, jakie ciężko wypracowują wyzyskiwani w sposób wręcz kolonialny Polacy. A rząd Donalda Tuska główkuje nad tym, co by tu jeszcze spieprzyć i tym samym przyspieszyć definitywne bankructwo państwa polskiego.

Czy wy, ludzie, naprawdę tego nie widzicie?

Artykuł pochodzi ze strony:

piątek, 10 października 2014

Nowy Porządek Świata - New World Order – NWO

Niewielu ludziom nazwa „Nowy Porządek Świata” („New World Order” – NWO) cokolwiek mówi. Ci którzy mieli do czynienia z tym pojęciem nie potrafią dokładnie powiedzieć co to jest, i z czym się to je. Tymczasem idea „Nowego Porządku Świata” jest de facto głównym nurtem współczesnej polityki (tak samo na szczeblu międzynarodowym jak i lokalnym) przez co nieznajomość zagadnienia może okazać się brzemienna w skutkach.
Mówiąc najogólniej „Nowy Porządek Świata” ma tylko jeden cel – absolutna, nieprzemijająca władza dla tych którzy stoją na szczycie. Koncepcja ta została stworzona jako narzędzie do ustanowienia dyktatury w skali globalnej – władzy absolutnej, której (dzięki globalnemu charakterowi) nie zagrozi żaden wróg zewnętrzny, a każda próba zrywu czy buntu w jednym kraju zostanie zdławiona przez żołnierzy krajów pozostałych.

Od narodzin ludzkości tysiące władców chciało roztoczyć nad swoimi poddanymi absolutną władzę. Wielu z nich ten pomysł udało się zrealizować. Zawsze jednak dwa problemy stawały na drodze władców. Pierwszy to wróg wewnętrzny – sami poddani którzy pod wodzą wybitnych jednostek potrafili powalić na kolana ludzi uważających się za bogów. Drugim problemem był wróg zewnętrzny. Kiedy żył na świecie maniak pragnący władzy bardziej niż czegokolwiek, zawsze pojawiał się ktoś dla równowagi (przykład – Józef Stalin i Adolf Hitler). A przez złośliwość losu maniak ten zamieszkiwał sąsiednie królestwo i w końcu jeden czy drugi tracił władzę.
Tak więc dyktatura lokalna nie jest niczym nowym. Nowością stała się dyktatura globalna. Koncepcja utworzenia państwa obejmującego cały znany cywilizowany świat. W ten sposób wróg zewnętrzny zostałby wyeliminowany a wroga wewnętrznego w razie gdyby lokalna armia nie potrafiła zniszczyć zniszczyłaby armia pochodząca z innego regionu świata.
Pierwszy raz świat miał do czynienia z czymś takim po zakończeniu Kongresu Wiedeńskiego. Po tym jak Napoleon został pokonany, zwycięzcy wspólnie stworzyli obraz nowego świata. Obalone monarchie wróciły na trony a system na powrót stał się absolutystyczny. Monarcha znów miał najwyższą władzę, wprowadzono cenzurę, rozbudowano sieć agentów. Ponadto zwycięskie państwa uzgodniły że będą sobie wzajemnie pomagały w tłamszeniu każdego zrywu niepodległościowo-rewolucyjnego. Święte Przymierze miało od tej pory niszczyć każdego wroga, czy to zewnętrznego czy wewnętrznego. Nad światem zawisła groźba globalnej dyktatury. Próba ta jednak zakończyła się niepowodzeniem i nowy ład przetrwał jedynie 30 lat aż do wiosny ludów. Nacjonalistyczno-rewolucyjne nastroje ogarnęły Europę i na nic nie pomogło wojsko ani policja.
W czasach późniejszych nastała swego rodzaju moda na ideologie mające zapewnić powszechny dobrobyt i pokój na ziemi. Komunizm miał przynieść wszystkim narodom zjednoczenie i powszechną równość. Miliony ludzi łykało ze smakiem słowa Włodzimierza Uljanowa (pseudonim „Lenin”), ale ich górnolotne oczekiwania spotkały się z twardą skałą rzeczywistości. Podczas gdy komuniści mordowali kolejnych ludzi, w samym sercu Europy wyrosły kolejne chore ideologie – faszyzm i narodowy socjalizm. Walka wolnych ludzi z tymi trzema utopijnymi mrzonkami dla naiwnych pochłonęła miliony istnień i zrujnowała świat. Ludzie starający się wprowadzić dyktaturę siłą zobaczyli, że nie jest to możliwe bez jej dobrowolnego przyjęcia. Od tej pory bronią architektów NWO stały się nie dywizje czy armie ale propaganda, strach, terroryzm, podstęp, media i chwyty socjotechniczne. Ludzie zostaną wydymani w białych rękawiczkach, po cichu i bez ich wiedzy.

1. Władza absolutna dla wąskiej elity. Nowy Porządek Świata – współczesne przejawy
Jak już zostało powiedziane cel „Nowego Porządku Świata” jest tylko jeden: niczym nie ograniczona władza. Niestety dla architektów NWO ludzie zawsze woleli być wolnymi niż płaszczyć się pod butem wszechpotężnej władzy więc opracowano sposoby na walkę z przyszłymi buntownikami.
Gwarantem utrzymania dyktatury jest stworzenie jej w skali globalnej. Wtedy nie byłoby żadnego wroga zewnętrznego a wróg wewnętrzny zostałby spacyfikowany przez Globalną Armię. Pierwszym etapem tworzenia Światowego Rządu jest unifikacja poszczególnych regionów w kontynentalne mocarstwa zespolone gospodarczo, prawnie i administracyjnie. Obecnie istnieją już unie kontynentalne: Unia Europejska, Unia Afrykańska, Unia Narodów Południowoamerykańskich. Jeśli o 2 ostatnich słyszysz pierwszy raz to nie masz się czego wstydzić. 90% populacji też nie ma o tym pojęcia. W najbliższych latach możemy się spodziewać otwartego proklamowania Rządu Światowego stworzonego na bazie ONZ oraz unii kontynentalnych.
Najbardziej niepokojącym zjawiskiem jakie możemy obserwować jest łączenie ekonomii wszystkich regionów świata w jedną całość, którą bardzo łatwo kontrolować. Najważniejszymi międzynarodowymi instytucjami ekonomicznymi są:
- Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, Światowa Organizacja Handlu.
Nie łudźmy się, że celem tych instytucji jest szerzenie dobrobytu. Indonezja, Tajlandia czy Argentyna już zdążyły przekonać się na własnej skórze, że wprowadzanie wytycznych Międzynarodowego Funduszu Walutowego to droga do zapaści i socjalizmu. Kolejną tendencją jest wprowadzanie jednej waluty kontynentalnej. Przykładem takiego postępowania jest wprowadzenie Euro. Ale ta słynna na naszym kontynencie waluta nie jest jedyną. Planowane jest też wprowadzenie innych kontynentalnych walut – Amero i Afro. Wprowadzenie wspólnej waluty ma być kolejną metodą na kontrolowanie lokalnych rządów. W przypadku gdyby któryś rząd przeprowadzał reformy gospodarcze niezgodne z dyrektywami rządów wyższego szczebla (unijnych), można łatwo zaburzyć gospodarkę atakując walutę – układ krwionośny ekonomii. Wprowadzanie wspólnej waluty pod pozorem ułatwienia handlu nie odpowiada na potrzeby lokalnych społeczeństw i przynosi więcej strat niż korzyści.

Przede wszystkim pacyfikacja myślących inaczej niż władza musi przebiegać legalnie i za aprobatą ludzi. W tym celu prawo staje się coraz bardziej restrykcyjne. Pod pozorem walki z terroryzmem aparat przymusu dostaje coraz większe uprawnienia. Sztandarowym przykładem jest tu zmienione po 11 września 2001 roku (dzień ataku na WTC i Pentagon) prawo USA. Dokument nazywany „Patriot Act” zezwala służbom bezpieczeństwa USA na podsłuchiwanie, inwigilację i zbieranie informacji finansowych o każdym kto jest podejrzany o terroryzm, w dodatku bez zgody sądu. Zezwala też na wzmożone kontrole na granicach, ingerowanie w finanse osób prywatnych.
Kolejnym przejawem zwiększania uprawnień aparatu ucisku jest FEMA (Amerykańska Agencja Zarządzania Kryzysowego). W razie czerwonego alarmu FEMA ma prawo przejąć jakąkolwiek własność prywatną, jakiekolwiek fundusze, otoczyć kordonem miasta, przejąć władzę nad transportem i drogami, zwieźć ludzi do tymczasowych obozów relokacyjnych. W Stanach Zjednoczonych wybudowano kilkaset takich „obozów koncentracyjnych”. Kontrolowanie wielomilionowych populacji ma ułatwić kolejny wynalazek. Elektroniczny chip wszczepiany pod skórę będzie w stanie przekazać odpowiednim organom miejsce pobytu, stan konta i stan zdrowia każdego człowieka któremu będzie wszczepiony. Ułatwić kontrolę mają także kamery obserwujące rozrastające się wciąż miasta. W samym Londynie po zamachach z siódmego lipca zamontowano ich cztery miliony.
Lokalizacja niektórych obozów relokacyjnych FEMA w USA
Wszelkie formy organizowania się ludzi są niemile widziane. A że jakaś organizacja mogła powstać musi istnieć forma komunikacji między członkami. Zapobiec ma temu zniesienie wolności słowa. Nie trzeba strzelać do tych którzy głoszą swój przekaz. Wystarczy tylko, że opanuje się środki masowego przekazu. O ile kontrola prasy czy telewizji wymaga jedynie pieniędzy, internet cenzurować jest o wiele trudniej. Na to jednak też są metody (np ACTA).
„Nowy Porządek Świata” byłby niczym bez kontrolowania majątku swoich poddanych. Pieniądze nie mogą się znajdować w rękach ludzi którzy mogą ich użyć do zorganizowania masowego wyzwolenia spod buciorów władzy. Poza tym do realizowania założeń NWO potrzebne są duże pieniądze. W końcu utrzymanie aparatu przymusu, biurokracji i międzynarodowej administracji potrzebne są znaczne środki. Do działań realizacji planu NWO na szczeblu lokalnym poszczególne państwa biorą pieniądze z podatków. Obecnie w Polsce oddaje się grubo ponad połowę swoich dochodów (różne źródła podają różne dane) w formie podatku.
Na opłacenie międzynarodowej administracji w Europie mają posłużyć pieniądze zebrane z tzw. „podatku węglowego” płaconego za emisję dwutlenku węgla. Jednak prawdziwym ekonomicznym samobójstwem okazuje się system bankowy. Żeby opłacić potrzeby państwa rządy potrzebują pieniędzy. Wszystkimi operacjami finansowymi zajmuje się Bank Centralny znajdujący się w rękach prywatnych. W Polsce jego odpowiednikiem jest Narodowy Bank Polski. Bank pożycza pieniądze rządowi który musi je oddawać z odsetkami. Jako, że z każdym rokiem wydatki są podobne, podatki także, a oddawać trzeba coraz więcej pieniędzy (gdyż bank dopisuje sobie odsetki), nie ma żadnej możliwości spłacenia długu oprócz stałego podwyższania podatków (co jest fizycznie niemożliwe). Finansowa pętla zaciska się wokół szyj kolejnych państw stawiając obywateli przed perspektywą długu którego nigdy nie spłacą. W ostatnich latach możemy obserwować nasilenie tego procesu na przykładzie Stanów Zjednoczonych gdzie dług wyniósł już astronomiczną kwotę 10 000 000 000 000 dolarów. Oznacza to, że gdyby obywatele USA chcieli spłacić ten dług, to każdy z nich musiałby zapłacić prywatnemu bankowi 33 000 dolarów. Oczywiście licząc także noworodki, dzieci, staruszków, bezdomnych, Meksykanów, więźniów, meneli i złodziei.
Skąd banki biorą tyle pieniędzy? Może to zabrzmi śmiesznie i niewiarygodnie ale robią je z niczego. Utarł się pewien mit mówiący, że banki biorą pieniądze z depozytów swoich klientów i pożyczają je swoim klientom. To oczywiście całkowita bzdura. System pracuje zupełnie inaczej.
Podsumowując – prywatne banki pożyczają budżetowi państwa pieniądze, które w rzeczywistości nie istnieją i domagają się od nich procentów, których nie można spłacić przy pełnej aprobacie rządu. Dlaczego na to pozwalamy?

„Nowy Porządek Świata” – co dalej?
Odkąd wizja „Nowego Porządku Świata” obecna jest w polityce jego architekci dążą do jednego: proklamowania Rządu Światowego. Jego poprzedniczkami była Liga Narodów zmarła śmiercią naturalną podczas II Wojny Światowej oraz istniejąca do tej pory Organizacja Narodów Zjednoczonych. Jak uczy historia obie instytucje nie były w stanie wywiązać się z zadania do którego zostały powołane – zapewnienia światu pokoju. W ciągu najbliższych lat możemy spodziewać się zatem, że architekci NWO zrobią wszystko żeby stworzyć rozwinięcie ONZ jakim jest Rząd Światowy. Oczywiście ludzie opieraliby się temu bo po co komu kolejna instytucja skoro im dobrze w państwach narodowych? Na to jednak też jest lekarstwo. Ludzie którym na tym zależy będą wywoływać i podsycać dziesiątki kolejnych lokalnych konfliktów co widzieliśmy na przykładzie Gruzji.
Niewykluczone, że wywołają także wojnę na skalę globalną. Kiedy ONZ będzie rozkładać ręce oni od razu podadzą rozwiązanie – utworzyć ciało, które będzie miało uprawnienia których nie ma ONZ – Rząd Światowy. Dysponujący własnym prawem, armią gotową je wymuszać, własnymi funduszami oraz uprawnieniami do kontroli wszelkich form ludzkiej działalności. Konflikty zbrojne szybko zostaną stłumione a zniewolona ludzkość będzie dziękowała dzielnym strażakom, którzy uratowali im życie ale najpierw potajemnie „zaprószyli ogień”.
Olbrzymią populację bardzo trudno kontrolować. Im więcej jest ludzi, którymi trzeba zarządzać, tym trudniej jest to zrobić. Można porównać to do żonglowania trzema piłeczkami a dziesięcioma. Dlatego kolejnym celem NWO będzie zmniejszenie liczby populacji do stanu umożliwiającego ich łatwą kontrolę. W wielu źródłach mówi się o liczbie poniżej 1 miliarda. Poza tym dzięki wyludnianiu można wyniszczyć całkowicie Trzeci Świat, dzięki czemu nie będzie żadnej realnej siły mogącej zagrozić państwom zachodnim będącym filarami NWO. Metod jest wiele.
Pierwszą i najprostszą z nich jest wywołanie epidemii śmiertelnej choroby. Istnieją już na świecie wystarczająco duże arsenały broni chemicznej żeby posłać do piachu większość ludzkości. Nie łudźmy się – broń biologiczna nie służy do walki. Działa zbyt wolno żeby użyć jej podczas bitwy i łatwo może przenieść się na własnych żołnierzy czy cywili. Broń biologiczna jest produkowana tylko i wyłącznie do ludobójstwa. Śmiertelna choroba zaraźliwa niczym grypa mogłaby w krótkim czasie rozprzestrzenić się dzięki wielkiemu przepływowi ludzi w dzisiejszych czasach. Choroba uderzyłaby głównie w biedne kraje, których obywateli nie stać byłoby na szczepionkę, a które dostaliby wybrani do ocalenia ludzie.
Kolejną metodą jest głód. Sposób ten został już wypróbowany dwukrotnie w historii z wielkim rezultatem przez komunistów. Współczesnym narzędziem głodowego holokaustu może być Codex Alimentarius – regulacje dotyczące żywności stworzone pod pozorem dbania o jakość jedzenia.
Kolejną metodą mogą być masowe wysiedlenia ludzi na tereny niezdatne do zamieszkania. Rozwiązanie to jest bardzo eleganckie gdyż pozwala upiec dwie pieczenia na jednym ogniu – pozbyć się wrogów oraz zniszczyć kraj do którego wysiedla się ludność, a który nie utrzyma wielu imigrantów i stanie się areną wojen. Prekursorem tej metody jest zrealizowany w niewielkiej części przez nazistów Generalny Plan Wschodni będący podstawą geopolityki Adolfa Hitlera.
Podstawową metodą kontroli będzie obowiązek wszczepienia pod skórę chipa, dzięki któremu władza będzie wiedziała wszystko o swoim niesfornym obywatelu i w razie czego po prostu obetnie mu fundusze zapisane na tym chipie (lub zrealizuje wizję Trockiego zakładającą zniszczenie wrogów rewolucji przez zakazanie im pracy). A tych którzy w czasach „zmasowanego terroru” będą śmieli myśleć samodzielnie lub nie daj Boże działać przeciwko wszechpotężnemu Rządowi, wywiezie się do „obozów koncentracyjnych”.
Jak pokazała historia ustanowienie brutalnej dyktatury bez dobrowolnego poparcia ludności, jest niemożliwe. Nowożytna oświecona dyktatura musi stwarzać pozory działania dla dobra społeczeństwa by mieć rację bytu. Dlatego od dłuższego już czasu obserwujemy spektakle nowomowy mające jeden cel – masowe pranie mózgu i przedstawienie NWO jako panaceum na bolączki ludzkości.
I tak zamiast okupacji w celu czerpania zysków ze sprzedaży ropy mamy „szerzenie demokracji i stabilizację kraju”. Zamiast okradania obywateli na masową skalę i rzucania im ochłapów mamy „opiekę socjalną”. Zamiast inwigilacji mamy „zapobieganie aktom terroryzmu”. Zamiast zabijania cywilów afgańskich mamy „walkę z Talibami”. Przykładów można mnożyć w nieskończoność a mają one jeden cel – wmówienie Tobie, że to co dzieje się na świecie to nic niepokojącego. Że wszystko jest dobrze i rządzący chcą Twojego dobra. Jeśli jeszcze o tym nie wiesz – to wszystko fałszywy bełkot.

Pranie mózgu
Właściwie cały plan byłby niemożliwy do zrealizowania gdyby nie nachalna medialna propaganda. Janusz Korwin Mikke powiedział nawet: „gdyby Hitler miał telewizję, Niemcy do tej pory nie wiedzieliby, że przegrali wojnę”. Powiedzmy sobie szczerze: skąd taki przeciętny Kowalski ma wiedzieć jakie partie działają na terenie jego kraju i na którą głosować? Tylko z mediów takich jak telewizja czy prasa (oraz z ciągle rozwijającego się internetu). Jeśli media nie pokazują jakiejś partii w telewizji, a za to do znudzenia wciąż pokazują te same zakazane gęby wytartych polityków, to pan Kowalski nawet nie będzie sobie zdawał sprawy, że jest inny wybór! Dzięki temu od samego początku istnienia np. III RP mamy do czynienia z demokracją sondażową. 95% ludzi nigdy nie miała w rękach programu politycznego partii i wiedzą tylko tyle, co im telewizja koncesjonowana przez rząd pokaże. A tak się złożyło nieszczęśliwie w naszym pięknym kraju, że mediami zawładnęła jedna elita, do której zaliczają się postkomuniści tacy jak klan Walterów i Wejchertów. Swoją potęgę zawdzięczają oni koncesji rządu PRL i kontaktom z SB. Albo kolejny medialny magnat Jerzy Urban, komunista, pełniący swego czasu obowiązki rzecznika prasowego rządu PRL. Adam Michnik zawdzięczający karierę decyzji okrągłego stołu, czy też tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa Zygmunt Solorz-Żak.
Wystarczy przysłuchać się z pewnym dystansem obecnym mediom żeby zobaczyć jak na dłoni, że ich zadaniem jest nie informowanie społeczeństwa tylko narzucanie pewnego światopoglądu.
Czy nadal uważasz że media są obiektywne?

Tworzenie iluzji
Normalni ludzie szybko przejrzeliby plan ustanowienia „Nowego Porządku Świata” i zaczęli mu się sprzeciwiać. Aby do tego nie dopuścić należy jak najdłużej utrzymywać ludzi w przekonaniu, że są wolni. Na przykład zamiast wprowadzenia jednego podatku sięgającego ok. 48%, plus ubezpieczenie społeczne, zdrowotne, ZUS, KRUS, wprowadza się dziesiątki różnych mniejszych podatków.
No cóż, gdyby ktoś raz na rok przyszedł do nas i zażądał 23 000 złotych, nie bylibyśmy tacy zadowoleni, prawda?

Tworzenie problemów
Ci sami ludzie tworzą problemy i potem podają przygotowane wcześniej rozwiązania, które w takich okolicznościach są do zaakceptowania. Można to porównać do strażaka podpalacza, który najpierw podpala domy a potem je gasi za pieniądze. Przykładami może być wywoływanie wojen w celu przepchnięcia pomysłu o utworzeniu Rządu Światowego, organizowanie zamachów terrorystycznych żeby wzmocnić aparat przymusu i dać mu prawną rację bycia, niszczenie gospodarki w celu zaaprobowania coraz to bardziej restrykcyjnych pomysłów gospodarczych itp.

NWO a Polska

Tekst pochodzi z portalu Ukryta Prawda

czwartek, 2 października 2014

Obietnice Ewy Kopacz w expose


1. Zwiększenie wydatków obronnych od 2016 r do 2% PKB

2. Od 2015 roku dodatkowe 39 mln złotych dla żołnierzy

3. Nowe prawo działalności gospodarczej na początku 2015 roku

4. Przyspieszenie prac nad nowym kodeksem budowlanym

5. W 2015 konkretne ułatwienia dla podatników: podatnik będzie mógł załatwić swoje sprawy w dowolnym urzędzie
6. Specjalna ustawa antykryzysowa dla firm objętych embargiem

7. Restrukturyzacja i ochrona polskiego górnictwa przed nieuczciwą konkurencją

8. Pakiet kolejkowy i onkologiczny od przyszłego roku

9. 2 mld złotych na budowę przyzakładowych przedszkoli

10. Podwojenie nakładów na budowę żłobków i przedszkoli w 2015 roku (z 50 mln do 100 mln złotych)
11. Urlopy rodzicielskie dla wszystkich rodziców, także dla bezrobotnych, studentów, rolników i pracujących na umowach o dzieło. Otrzymają oni nowe świadczenia rodzicielskie. Będą mogli je pobierać 12 miesięcy po urodzeniu dziecka. Świadczenie wyniesie ok. 1 tys zł

12. Likwidacja "śmieciowego jedzenia" w szkołach

13.  Program stażów dla studentów w administracji publicznej

14. Sfinansowanie zagranicznych studiów Polaków, pod warunkiem, że będą pracować w kraju przez 5 lat po zakończeniu studiów

15. Bezpłatne porady prawne na poziomie lokalnym "Prawo dla każdego"

16. Oddanie do użytku 250 km dróg ekspresowych do końca 2015 roku

17. Modernizacja kolei - 70 proc. taboru PKP Intercity ma być nowa lub zmodernizowana

18. Baza wiedzy, informacji podatkowej i pomoc doradcy dla mikroprzedsiębiorców przez pierwsze 18 miesięcy działalności

19. Domy dziennej opieki dla seniorów

20. Sfinansowanie przez państwo specjalizacji wszystkich absolwentów medycyny 2012-2015

21. Złotówka za złotówkę: zamiast odbierania rodzicom świadczenia, zostanie ono zmniejszone o tyle, o ile przekroczyli próg

22. Do 2017 r. bezpłatne podręczniki w szkołach i gimnazjach

23. Powołanie funduszu stabilizacji dochodów rolniczych - utworzą go odpisy od wartości sprzedanych produktów w wysokości 0,2%

24. Drogi za blisko 93 mld zł - oddanie do użytku sieć autostrad A1, A2, A4 i dróg ekspresowych oraz całą obwodnicę Warszawy

25. BGK zwiększy środki do 25 mld zł na zasilenie polskiej przedsiębiorczości

26. Rozszerzenie programu de minimis o wsparcie dla przedsiębiorców na rzecz eksportu. Wydłużenie funkcjonowania programu do 2016 r.

27. Waloryzacji emerytur w 2015 roku: na ten cel zostanie przeznaczonych 3,8 mld zł

28. Odbudowa szkolnictwa zawodowego

29. Modernizacja polskich portów - w 2015 r. wydatki rzędu miliarda złotych, do końca dekady - 11 miliardów złotych

niedziela, 21 września 2014

Zarobki POlszewików

Ustalenia NIK dotyczące płac urzędników PO okazały się szokujące. Przeciętny pracownik kancelarii prezydenta, wliczając w to sprzątaczki, zarabia 9,2 tys. zł brutto. W Kancelarii Prezesa Rady Ministrów jest to 7,8 tys., a w obsłudze sejmu 8,2 tys. Do tego dochodzą nagrody. Najbardziej szczodry z ministrów Radosław Sikorski przeznaczył na nagradzanie współpracowników 27 mln zł! - pisze „Gazeta Polska”.

Miliony Polaków nie mają pracy, zarabiają grosze albo dostają emerytury, które ledwo wystarczają na przeżycie do pierwszego. Są jednak miejsca, gdzie rząd pieniędzy nie skąpi, gdzie średnia płaca to 9 tys. zł na miesiąc, gdzie nie brakuje setek milionów na premie i rozmaite dodatki. To na ludziach tam właśnie pracujących opiera się władza Platformy. Tak funkcjonuje system, który od 2007 r. zbudował Donald Tusk.

Zarobić i się nie narobić

– Nie możemy sobie dawać nagród, gdy nie możemy dać ludziom podwyżek – zapewniał premier z właściwą sobie obłudą kilkanaście miesięcy temu. Potem odmawiał nawet niewielkiego zwiększenia kilkusetzłotowych świadczeń dla rodziców rezygnujących z pracy, by opiekować się niepełnosprawnymi dziećmi. A teraz, w przedwyborczym geście, zaoferował emerytom podwyżki aż o… 36 zł.

Zupełnie inaczej traktowani są członkowie kasty urzędniczej, których posłuszeństwo rząd PO-PSL po prostu cynicznie kupuje. Według danych Najwyższej Izby Kontroli przeciętna płaca w kancelarii premiera wzrosła w ubiegłym roku o około 200 zł – do 7,8 tys. zł miesięcznie! A jeśli weźmiemy pod uwagę, że do średniej wliczane są zarobki np. sprzątaczek czy pracowników obsługi, to łatwo wyliczyć, że urzędnicy dostają kwoty jeszcze wyższe, sięgające 10 tys. zł miesięcznie. Kosztuje to nas wszystkich niemało, bo choć liczba etatów w KPRM zwiększyła się w ciągu dwóch lat tylko o sześć, to fundusz wynagrodzeń wzrósł aż o 3 mln zł – z 47 do 50 mln zł.

Ale i tak kancelarię premiera bije na głowę prezydencka. U Bronisława Komorowskiego przeciętny zarobek to aż 9,2 tys. zł brutto. Jednak prezydenccy urzędnicy zapewne nie są zadowoleni: rok wcześniej zatrudnione tam osoby zarabiały średnio 9,7 tys. zł.

Pracownicy obsługujący sejm nie pozostają w tyle. Dostają 8,2 tys. zł na miesiąc. Z kolei minister zdrowia Bartosz Arłukowicz uznał, że potrzebuje kolejnych doradców i utworzył Radę ds. Ratyfikacji, która ma wspomagać Agencję Oceny Technologii Medycznych i Ratyfikacji. Wprawdzie sama Agencja pełni funkcje doradcze, ale nieco dodatkowych etatów, opłacanych przecież nie z kieszeni ministra, tylko naszej – podatników, nie zawadzi. Opłacanych zresztą szczodrze, bo za jedno spotkanie Rady jej członek otrzymuje 3,5 tys. zł, zatem za trzy dni pracy w miesiącu doradca Arłukowicza zarabia 10,5 tys.

Od 2010 r. nauczyciele i inni pracownicy budżetówki nie mieli podwyżek. Tymczasem płace urzędników państwowych w większości urzędów centralnych i rządowych wzrosły tylko w ubiegłym roku od 50 do 300 zł miesięcznie. W tym samym czasie emerytury podniesiono o… 5 zł. A przecież mowa tu o instytucjach, w których średnie zarobki są i tak na wysokim poziomie – przynajmniej 5 tys. zł. Jak jednak było to możliwe, skoro oficjalnie obowiązuje zarządzenie o zamrożeniu urzędniczych pensji? Rząd znalazł prosty sposób na ominięcie zakazu i dalsze kupowanie poparcia swego najwierniejszego elektoratu: rozdaje premie i nagrody na ogromną skalę. Przeznaczono na nie w ciągu roku ponad 102 mln zł. Najbardziej szczodrym z ministrów okazał się Radosław Sikorski, który pracownikom MSZ przyznał 27 mln zł nagród. Dużo na premie przeznaczył też minister finansów – 15 mln zł. Najskromniej obdarował swych urzędników minister kultury – dostali zaledwie 800 tys. zł.

Na szczytach

Dziwi nas, a czasem szokuje postępowanie prokuratorów w śledztwie smoleńskim? Stanie się ono z pewnością bardziej zrozumiałe, gdy dowiemy się, że w Prokuraturze Wojskowej oficerowie zarabiają 13,7 tys. zł na miesiąc (cywile w Prokuraturze Generalnej „jedynie” 10 tys.).

Gdy miliony Polaków ledwo wiążą koniec z końcem, gdy Platforma doprowadziła do podwyższenia wieku emerytalnego do 67. roku życia ze względu na tragiczną sytuację budżetu, politycy nie żałują pieniędzy z kieszeni podatników także na własne wynagrodzenia. W zeszłym roku wybuchł skandal, szybko zresztą wygaszony w mainstreamowych mediach, gdy wyszło na jaw, że marszałek sejmu Ewa Kopacz, która zarabia 17 tys. zł, przyznała sobie premię w wysokości 50 tys. zł. Podobne otrzymali zresztą jej zastępcy. Natomiast gdy Donald Tusk był w latach 2002–2005 wicemarszałkiem sejmu, otrzymał 180 tys. zł nagród.

Najwięcej na nagrody dla polityków kierujących sejmem przeznaczono w 2008 r., gdy marszałkiem był Bronisław Komorowski. Wypłacono im wtedy łącznie 305 tys. zł. Sam Komorowski przyznał sobie 65 tys. zł premii. Podobnie jest w senacie, gdzie marszałek Bogdan Borusewicz, który zarabia 19,5 tys. zł, przyznał nieprzyzwoicie wysokie premie sobie (50 tys. zł) i swoim zastępcom (po 27 tys.).

Przykład ze szczytów władzy idzie oczywiście na jej niższe szczeble. Oto np. na premie dla urzędników zatrudnionych w warszawskim oddziale Narodowego Funduszu Zdrowia poszły z budżetu niemal 2 mln zł. Średnia premia wyniosła 6,4 tys. zł. Urzędnicy z NFZ poza premiami otrzymali też nagrody – przeciętnie w wysokości 3 tys. zł. W tym samym czasie w kasie mazowieckiego NFZ zabrakło 280 mln zł.

Artykul pochodzi z : www.niezależna.pl